DZIŚ JEST:   19   LISTOPADA   2018 r.

Św. Mechtyldy z Helfty
Bł. Salomei, księżnej
 
 
 
 

Ubek podejrzany o związki z Gestapo

Ubek podejrzany o związki z Gestapo

Funkcjonariusz UB, Stanisław Wałach to taki antybohater Małopolski XX wieku. Walczył w komunistycznej partyzantce, pisał książki w których niszczył pamięć o działaczach podziemia niepodległościowego. Pojawiają się też hipotezy o jego związkach z Gestapo– mówi PCh24.pl Roksana Szczypta-Szczęch, historyk z IPN.


CZĘŚĆ I

 

Kim był Stanisław Wałach? Wiadomo szerzej, że to ubek, który walczył z polskim podziemiem i był autorem propagandowych książek, w których opisywał chociażby akcje przeciwko słynnemu Józefowi Kurasiowi „Ogniowi”. 

 

Zgadza się, Stanisław Wałach był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa, później Służby Bezpieczeństwa – instytucji powszechnie wzbudzającej strach i grozę wśród społeczeństwa polskiego, siejącej wręcz terror w początkowym okresie istnienia, przez to wielce zasłużonej dla minionego systemu, systemu zniewolenia.

 

Nie inaczej można powiedzieć o Wałachu, jako współtwórcy i organizatorze UB w regionie. To taki antybohater w historii Małopolski XX wieku. Bez skrupułów niszczył życie rodzinne wielu osób uznanych za wrogów systemu. Swoimi działaniami oraz decyzjami przyczynił się do utraty zdrowia, a nawet śmierci poszczególnych działaczy podziemia niepodległościowego.

 

Jakby tego było mało – regularnie niszczył pamięć o nich, w tym m.in. wspomnianym przez Pana Józefie Kurasiu „Orle”, „Ogniu”. Są przesłanki, by twierdzić, że psychiczne znęcał się nad ojcem zabitego nastolatka Bohdana Różyckiego przypisując sobie przed nim „dobicie jego syna”. Postępował tak, ponieważ stosowanie tego typu metod dopuszczała władza komunistyczna, a wzorem w tym dla UB był sowiecki NKWD.

 

Gdzie się urodził Stanisław Wałach i jakie miał wykształcenie? Jakie były jego przedwojenne losy?

 

Stanisław Wałach urodził w Żarkach – wsi na Wyżynie Śląskiej. Około 5 km na południowy wschód od Libiąża, położonego na trasie między Chrzanowem a Oświęcimiem. Przyszedł na świat w kwietniu 1919 r., zatem wkrótce po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Wzrastał zatem w wolnym, niepodległym państwie polskim. Na ten czas przypadła też jego nauka w szkole powszechnej oraz praca w rodzinnym gospodarstwie rolnym.

 

Dalszego kształcenia wówczas nie podejmował, ponieważ nie miał ku temu sposobności. Przede wszystkim z racji statusu społecznego jego rodziny. Rodziny chłopskie, a z takiej wywodził się Stanisław Wałach, poza tym, że były często wielodzietne, to obowiązywał w nich pewien model życia oraz dziedziczenia. Wobec licznych prac fizycznych, trwających od świtu do zmierzchu, model życia zakładał włączenie dzieci w prowadzenie gospodarstwa. Z kolei model dziedziczenia zakładał przejęcie gospodarstwa przez jedno z najstarszych dzieci. Najczęściej był to syn. Córki wobec zamążpójścia z reguły opuszczały rodzinny dom, trafiając na gospodarkę męża. Oczywiście nie był to jakiś stały schemat. Wszystko zależało od sytuacji obydwu rodzin, z których wywodzili się młodzi małżonkowie.

 

Wałach miał więc przejąć po rodzicach gospodarstwo?

 

Spośród czwórki dzieci małżeństwa Szczepana i Julii z domu Bogacz Stanisław był najstarszy. Można więc przypuszczać, że rodzice wiązali jego przyszłość z prowadzonym gospodarstwem. Dla niego była to tzw. ojcowizna i na nim w głównej mierze spoczywał obowiązek jej przejęcia oraz prowadzenia.

Żeby szerzej zobrazować sytuację tej rodziny można dodać, że małżeństwo Wałachów pochodziło z jednej wsi i miało dwóch synów oraz dwie córki. Obydwie urodziły się w latach dwudziestych XX w. Z kolei najmłodsze dziecko, a drugi syn przyszedł na świat w 1936 r. Tak więc z racji wieku Stanisława i jego rodzeństwa oraz zakładanego modelu jego rodziny, po ukończeniu siedmiu klas szkoły powszechnej nadal mieszkał on i pracował w gospodarstwie rodzinnym.

 

Tak też było w kolejnych trzech latach okupacji niemieckiej, kiedy to pomagał ojcu w uboju trzody chlewnej. Na to jednak Szczepan Wałach nie miał zezwolenia władz okupacyjnych i kiedy sprawa została wykryta, na początku 1942 r. został on aresztowany. Kilkanaście miesięcy później zmarł w więzieniu w Mysłowicach.

 

W listopadzie 1942 r. Wałach wstąpił do Gwardii Ludowej. Gdyby przypatrzeć się zaangażowaniu jego rodziny i bliskich to wygląda na to, że udział w komunistycznej partyzantce był domeną otoczenia Wałacha.

 

Na decyzję o wstąpieniu do GL Stanisława Wałacha bezpośrednio wpłynął przede wszystkim fakt aresztowania ojca i obawa o własne bezpieczeństwo. De facto jego rodzina zaangażowała się w działalność partyzantki komunistycznej. Czy zaangażowanie to było jej domeną? Zależy czy chcąc odpowiedzieć na to pytanie weźmiemy pod uwagę tę najbliższą czy też dalszą rodzinę Stanisława Wałacha. Przy czym trzeba zaznaczyć, że nie znamy drzewa genealogicznego rodziny Wałachów i Bogaczów. A to nie pozwala udzielić jednoznacznej odpowiedzi na Pana pytanie.

 

Wiemy natomiast, że w GL-AL oprócz Stanisława znalazły się jego siostry: Eleonora Hardzinowa (ps. „Stasia” – łączniczka ze sztabem AL) i Bronisława (także okresowo pełniąca funkcję łączniczki). Ponadto ich mężowie: Stanisław Hardzina i Franciszek Szlachcic. Krytycznie należy potraktować deklarację Stanisława Wałacha o przynależności jego matki Julii do PPR od 1943 r. Tę przypisał jej dopiero w 1960 r. Z kolei spośród dalszej rodziny pomocy udzielali Franciszek Paliwoda i Józef Lelito.

 

W kontekście rozważań nad zaangażowaniem rodziny Wałacha w działalność ruchu komunistycznego, chciałabym jednak zwrócić uwagę na niemniej istotną sprawę jak wpływy polityczne na terenie Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Tamtejsze społeczności były podatne na propagandę wspomnianego ruchu, wszak jej hasła korespondowały z ich dążeniami do poprawy warunków bytowych.

 

Przykłady?

 

Nie trzeba ich szukać daleko: w pobliskim Libiążu działała KWK „Janina”. W okresie międzywojennym doszło w niej do strajków w związku z wysokością płac i warunkami socjalnymi.

 

Wiadomo również, że w kopalni zatrudnionych było ok. 800 osób, bez wątpienia w większości pochodzących z okolicznych miejscowości. Ich kontakty z rodziną miały pewien wpływ na poglądy i sympatie dla poszczególnych ruchów i partii politycznych, nawet dla zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Polski. Ta na terenie Zagłębia Dąbrowskiego miała swoje struktury. Nota bene w latach 1928–1933 kierował nimi Stanisław Radkiewicz (po wojnie m.in. szef Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – przyp. red.). Był on tam sekretarzem Komitetu Partyjnego PPR.

 

Trudno natomiast powiedzieć, czy przed wojną rodzina Stanisława Wałacha sympatyzowała z ruchem komunistycznym. Nie dowodzą tego wzmianki o okresowym zatrudnieniu jego ojca w KWK „Janina”.

 

Z okresem przynależności Wałacha do partyzantki PPR – przekształconej już z Gwardii w Armię Ludową – wiążą się podejrzenia o jego związki z Gestapo. Sprawa dotyczyła likwidacji członków obwodu V AL Śląsk z maja 1944 r.

 

To sprawa pełna hipotez. Zacznijmy od tego, że w wyniku przeprowadzonej przez Niemców operacji w maju 1944 r., struktury PPR i AL na Śląsku zostały zdziesiątkowane. Do jej przeprowadzenia Niemcy wykorzystali sprawdzonego agenta Karola Seemana pseudonim „Ofik”, który wcześniej z powodzeniem rozpracowywał struktury ZWZ. Przeniknąwszy w struktury PPR na Śląsku, awansował obejmując funkcję dowódcy obwodu AL. Tymczasem łączniczką między sztabem obwodu a podległym mu okręgiem AL Chrzanów była siostra Stanisława Wałacha, Eleonora Hardzinowa.

 

Być może za sprawą samego Seemana dowiedziała się ona o planowanej likwidacji bunkra w lesie libiąskim i w porę ostrzegła swojego brata i szwagra, Franciszka Szlachcica, przyczyniając się tym samym do ich uratowania przed śmiercią. Stanisław Wałach temu szczęśliwemu dla niego i Szlachcica zbiegowi okoliczności poświęcił niewiele miejsca w książce „Partyzanckie noce”, co – w przypadku potwierdzenia tej hipotezy – byłoby całkowicie zrozumiałe. Wskazał przy tym, że wkrótce po akcji w lesie libiąskim Eleonora została przez okupanta aresztowana, a następnie umieszczona w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie zginęła.

 

Inne wyobrażenie o jej losie uzyskujemy z relacji dalszych członków rodziny Wałacha, jakie zebrał dziennikarz Zbigniew Bartuś. Wykluczają one jej śmierć w obozie, wskazując na ucieczkę do Niemiec Zachodnich wraz z Seemanem. Na tę chwilę trudno powiedzieć czy jest to prawdą, czy nie.

 

W resorcie jednak pojawiły się wątpliwości w sprawie Wałacha.

 

Faktem jest, że Wałachowi i Szlachcicowi zależało na bliższym poznaniu losów Seemana i rozeznaniu w zawartości… jego zbiorów prywatnych. Po ponad dziesięciu latach od wydarzeń, pierwszym bodźcem do tego stał się artykuł Zdzisława Kuźmirskiego-Pacaka, opublikowany w październiku 1957 r. w tygodniku „Świat”. Tuż po jego ukazaniu się, z polecenia Szlachcica katowicka KW MO ustaliła miejsce zamieszkania rodziny byłego agenta gestapo.

 

Natomiast w marcu 1962 r. tym razem zaangażowana została tamtejsza SB – formalnie wszczynając sprawę operacyjnego sprawdzenia o krypt. „Prowokator” z Karolem Seemanem w roli głównej, „celem ustalenia miejsca pobytu jego i wyjaśnienia posiadanych materiałów świadczących o prowokacyjnej działalności”. Nadzór nad nią sprawował Szlachcic – najpierw jako komendant wojewódzki MO w Katowicach, później już jako wiceminister spraw wewnętrznych.

 

Wałach też miał w niej swój udział. Zainteresowanie ich obydwu nie dziwi tak bardzo, jak motywacje. I tu trzeba właśnie wspomnieć o podejrzeniach o zdradę organizacji, jakie względem Wałacha nasunęły się w pierwszej połowie 1945 r. Leonowi Ajzenowi, od 1946 r. używającego nazwiska Andrzejewski (funkcjonariusz UB – przyp. red.) Mianowicie Wałach w życiorysie złożonym dla UB napisał, że w maju 1944 r. był dwukrotnie aresztowany. Jeśli nie było to prawdą, a w zamyśle miało wyłącznie wzbogacić jego życiorys, to zabieg odniósł skutek odwrotny od zamierzonego i został zauważony – był to jedyny fragment podkreślony przez Ajzena w tym dokumencie.

 

Nabrał podejrzeń…

 

Nie ma tam nic, co nawiązywałoby do ocalenia Wałacha podczas obławy Niemców na PPR-owców w lesie libiąskim. Tam, gdzie wspomniał on o aresztowaniach, również brak konkretów pozwalających czytelnikowi domniemywać, że np. ocalał w wyniku wcześniejszego ujęcia. Osobiście też wykluczam, by Wałach pomylił się w kolejności zdarzeń i błędnie podał miesiąc lub rok aresztowania, wszak niewiele czasu upłynęło od wydarzeń z maja 1944 r. do sporządzenia przez niego życiorysu.

 

Co dalej działo się z tą sprawą?

 

Mało prawdopodobnym jest, by UB sprawę ot tak pozostawił. Z pewnością więc to, co zwróciło uwagę Ajzena, musiało zostać wyjaśnione. Być może stało się podstawą do wszczęcia dochodzenia przez Biuro do Spraw Funkcjonariuszy MBP, lecz niestety znamy tylko jego ostateczny wynik. Nieznane pozostają zarzuty uzasadniające jego prowadzenie ani też dokładana data.

 

Jeśli jednak dochodzenie miało jakikolwiek związek z wydarzeniami z maja 1944 r., to wydaje się, że tym bardziej Wałachowi zależało na poznaniu wyników sprawy o krypt. „Prowokator”. Wreszcie poważnie można zastanowić się nad sensem sformułowanego jej celu. Brzmi on dość kuriozalnie i nieco naiwnie, a przy tym stwierdzenie „wyjaśnienia posiadanych materiałów świadczących o prowokacyjnej działalności” – dopuszcza szerszą interpretację niż tylko koncentrowanie się na „Ofiku”. Czyżby dopuszczano myśl, że Seeman posiadał materiały obciążające inną osobę?

 

Zastanawia też techniczne wykonanie zamierzeń. Załóżmy: ustalony został adres, funkcjonariusz wywiadu lub osobowe źródło informacji będące na jego kontakcie zyskuje zaufanie Seemana i co dalej? Penetruje mu mieszkanie w poszukiwaniu dokumentów? Doprawdy ciekawy, optymistyczny plan. Choć może niezupełnie skazany na porażkę, ale jednak optymistyczny.

 

 

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek


 

Druga część wywiadu już wkrótce na PCh24.pl



Zdjęcia Stanisława Wałacha pochodzą z Archiwum Oddziału IPN w Krakowie

 

 

Zainteresowani szerzej tą tematyką mogą znaleźć więcej informacji w artykule „Komendanci wojewódzcy MO/szefowie WUSW i ich zastępcy ds. Służby Bezpieczeństwa w Krakowie w latach 1957-1990”, jaki ukazał się w tomie: „Strażnicy sowieckiego imperium. Urząd Bezpieczeństwa i Służba Bezpieczeństwa w Małopolsce 1945-1990”, (red. Filip Musiał, Michał Wenklar, Kraków 2009), a ponadto w tekście „Po drugiej stronie barykady. Stanisław Wałach – (nie tylko) szef sądeckiej bezpieki”. Ukaże się on na przełomie 2013 i 2014 r. w tomie pokonferencyjnym, zatytułowanym Masz synów w lasach, Polsko… Podziemie niepodległościowe i opór społeczny na Sądecczyźnie w latach 1945-1956.


DATA: 2013-11-09 15:04
AUTOR: ROZMOWA PCH24.PL
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Gestapo tak jak UB było złem. Ten fakt jest bezsprzeczny. Jednak nawet NAZIści czyli Niemcy byli bardziej humanitarni od UB-ków, którzy stosowali metody niegodne Europejczyka. UB-cy stosowali metody mongolskie, tj. dzikich ludów koczowniczych, które w XIII wieku najechały i próbowały zniewolic państwa europejskie. Niemcy nawet za Hitlera w twierdzy Baarbeck nie dopuszczali aby więzień skonał podczas przesłuchań i nie pozwalali aby więzień nie dostał pomieszania zmysłów. Co niestety zdarza się współczesnej Policji w Polsce, np. w Siedlcach, gdzie aresztant po zwolnieniu go z aresztu do domu odebrał sobie życie.
ponad 5 lat temu / Mavoy
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.