Rekordowo niska liczba urodzeń w Anglii i Walii. Jednym z powodów... troska o środowisko

70239.jpg
Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com

„Liczba urodzeń w Anglii i Walii spadła do najniższego poziomu od 80 lat, czyli odkąd zaczęto sporządzać dokładne statystyki” - informuje „The New York Times”. Amerykańska gazeta przeanalizowała dane brytyjskiego urzędu statystycznego (Office of National Statistics).

 

„W 2018 roku w Anglii i Walii na każde 1000 kobiet przypadało zaledwie 11 urodzeń – to o 46 proc. mniej niż w rekordowym, 1947 roku, gdy doszło do powojennego boomu urodzeń” – czytamy w amerykańskim dzienniku.

Zróbmy to razem!

 

Według Office of National Statistics w Anglii i Walii w 2018 roku urodziło się dokładnie 657076 dzieci, czyli o 3,2 proc. mniej niż w roku 2017 i aż o 10 proc. mniej niż w roku 2012.

 

Brytyjscy eksperci uważają, że na taki stan rzeczy składa się kilka przyczyn, m.in. problemy z płodnością, starzenie się społeczeństwa oraz kłopoty z zajściem w ciążę kobiet, które późno decydują się na dziecko. Zwłaszcza ten ostatni aspekt jest szczególnie niepokojący. Office of National Statistics zwraca bowiem uwagę na fakt, że dla „współczesnej Brytyjki” założenie rodziny i urodzenie dziecka są mniej ważne niż zdobycie wykształcenia i samorealizacja zawodowa.

 

Jak zauważa „The New York Times” liczba urodzeń w Anglii i Walii „spada niemal w każdej grupie wiekowej, utrzymując się na stałym poziomie jedynie w grupie kobiet mających więcej niż 40 lat”. Średni wiek, w którym kobieta decyduje się na pierwsze dziecko wzrósł z 26,7 lat w 1978 roku do 30,6 lat w 2018. Z kolei tzw. wskaźnik dzietności w Anglii i Walii spadł rok do roku z 1,76 do 1,7.

 

Amerykańska gazeta podkreśla również, że niektóre pary rezygnują z posiadania dzieci lub decydują się tylko na jedno dziecko z powodu… troski o środowisko. Dziennik przypomina, że w ubiegłym miesiącu książę Harry zadeklarował, że nie chce mieć więcej niż dwoje dzieci ze swoją żoną, Meghan Markle, ponieważ obydwoje martwią się o przyszłość planety.

 

Większa populacja oznacza więcej presji na NHS (National Health Service - brytyjski odpowiednik polskiego NFZ) i szkoły, więcej ziemi wykorzystywanej do budownictwa mieszkaniowego, więcej korków i gorszą jakość życia – mówi Robin Maynard, dyrektor brytyjskiej organizacji ekologicznej Population Matters. – Decydowanie się na posiadanie o jedno dziecko mniej, zwłaszcza w bogatych, rozwiniętych gospodarkach, takich jak brytyjska, to najbardziej efektywne ekodziałanie, jakie można podjąć – dodaje.

 

źródło: The New York Times / rp.pl

TK

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: