DZIŚ JEST:   23   WRZEŚNIA   2018 r.

XXV Niedziela zwykła
Św. Ojca Pio z Pietrelciny
Św. Tekli, męczennicy
 
 
 
 

Prawda o unijnych dotacjach a zaczadzenie „dobrodziejami z Brukseli”

Prawda o unijnych dotacjach a zaczadzenie „dobrodziejami z Brukseli”
fot. Wojciech Jakubiuk/FORUM

Na hasło „dotacje unijne” ludzie tracą rozum, zachowują się jak zaczadzeni i przestają myśleć.

 

Pewna gmina sporo się zadłużyła. Nawet więcej niż sporo, bo dług wynosi kilkaset procent jej rocznych dochodów. To znacznie powyżej jakichkolwiek ustawowych limitów. Z dziennikarskiej ciekawości postanowiłem dowiedzieć się, jak duży wpływ na to zadłużenie miały unijne dotacje. Zdaniem Regionalnej Izby Obrachunkowej projekty realizowane przez gminę i współfinansowane z pieniędzy Unii Europejskiej „nie miałby bezpośredniego wpływu na powstanie tak dużego zadłużenia” tej jednostki samorządu terytorialnego. Odmienne zdanie miała natomiast jedna z urzędniczek rzeczonej gminy. Stwierdziła ona, że poza blokadą Unii Europejskiej w postaci obszaru „Natura 2000”, co oznacza, że nie ma żadnych możliwości kształtowania dochodów bieżących związanych z pozyskaniem inwestorów prowadzących działalność gospodarczą, to właśnie realizacja zadań inwestycyjnych z udziałem pieniędzy pochodzących z budżetu Unii Europejskiej była jednym z ważniejszych czynników, który wpłynął na rosnące zadłużenie. Stało się tak, gdyż dotacje wymagały udziału środków własnych gminy, nie wspominając o kosztach późniejszego utrzymania obiektów zrealizowanych przy współudziale unijnych pieniędzy.

 

Postanowiłem zajrzeć do twardych danych. Z ministerialnego serwisu na temat dotacji unijnych wynika, że istotnie gmina ta zrealizowała kilkanaście projektów unijnych. Ale dowiedziałem się też od innej urzędniczki, że gmina musiała zwrócić sporą dotację, którą otrzymała na jeden z projektów, czyli w tym przypadku poza wkładem własnym musiała sfinansować również wkład unijny, nie wspominając o kosztach kredytów czy obsługi administracyjnej całego projektu i wniosków unijnych. A pamiętajmy, że realizacja projektów z udziałem środków unijnych jest zwykle droższa niż bez ich udziału. W rezultacie okazało się, że wydatki gminy związane z unijnymi „inwestycjami” łącznie dają kilkadziesiąt procent całości aktualnego zadłużenia. Nie mając tych pieniędzy, gmina musiała z roku na rok rolować kredyty i pożyczki, co doprowadziło ją do aktualnej tragicznej sytuacji finansowej.

 

Ale nawet nie to jest najbardziej przerażające. W końcu ludzie, w tym urzędnicy, popełniają błędy. Otóż ta druga urzędniczka, kiedy już wspólnie ustaliliśmy, że jednak tych wydatków związanych z unijnymi dotacjami było znacznie więcej, niż to przyznała na początku rozmowy, całkowicie je bagatelizując, stwierdziła coś, co wcisnęło mnie fotel. – Ale przecież dotacje są dobre – tak powiedziała. To nie żart. Czyli nieważne, że marnuje się pieniądze, nieważne, że zadłuża się gmina i państwo, nieważne, że pęcznieje biurokracja, nieważne, że trzeba te wszystkie inwestycje utrzymywać, nawet jak się nie ma pieniędzy, nieważne, że przy unijnych dotacjach szaleje korupcja… Ważne, że one są… dobre. Nie wytłumaczyła mi, co to znaczy i co ona miała konkretnego na myśli, ale ta urzędniczka najwyraźniej nie uczy się nawet na błędach. Uzasadnienie było takie, że mieszkańcy rzekomo potrzebowali tych „inwestycji” czy innych projektów. Ale nawet jeśli potrzebuję mieć drogi samochód, a mnie na niego nie stać, to mam go na siłę kupować za niekorzystny kredyt, by potem te pieniądze spłacać latami, choć może się okazać, że za dwa miesiące stracę pracę? Czy tak uważa racjonalnie myślący człowiek? W tamtej gminie nie było szans na zwiększenie dochodów właśnie dlatego, że prawdziwe inwestycje prywatnego biznesu, który potem płaciłby podatki, blokowała „Natura 2000”.

 

Skąd takie myślenie?

 

Skoro rząd i inne instytucje kupują czas antenowy, aby cały czas eksponować wyłącznie jedną stronę dotacji unijnych, to mamy jednostronny przekaz i opinia publiczna jest kształtowana wyłącznie przez tego typu propagandę. Nie ma nawet na potrzeby rządu jakiegoś uczciwego bilansu, który by pokazał – jak to się robi w każdej instytucji, która ma do czynienia z przepływami finansowymi czy inwestycjami – czy mamy na plus, czy na minus – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum Adama Smitha.

 

Ekspert przypomina, że kiedy Estonia przystępowała do Unii Europejskiej, zrobiono uczciwą analizę, z której wynikało, że pod względem ekonomicznym przystępowanie do Unii nie jest opłacalne. Jedyny powód przystąpienia był taki, że to podnosi poziom bezpieczeństwa międzynarodowego Estonii zagrożonej jednak cały czas obecnością rosyjskiego imperium, które ma jednoznaczne cele wobec krajów, które dopiero co odzyskały niepodległość. W rezultacie rządzący Estonią gotowi byli na pogorszenie poziomu prawa, wolności gospodarczej na rzecz zwiększenia poziomu bezpieczeństwa. Ale to był przynajmniej uczciwy bilans pokazujący alternatywę. W Polsce nie przygotowano uczciwego bilansu ani przed wchodzeniem naszego kraju do Unii Europejskiej, ani po 5 czy 10 latach członkostwa, kiedy były już znane historyczne dane pozwalające na rzetelną ocenę, a wszelkie bilansopodobne opracowania były wyjątkowo jednostronnie pod względem rzekomych korzyści na rzecz Polski.

 

Brak uczciwości i obiektywizmu w przedstawianiu dotacji powoduje, że mamy do czynienia z demoralizacją społeczeństwa.

 

Jest to kwestia totalnej demoralizacji ludzi. Ludzie, którzy oglądają te niekończące się reklamy, kończące się hasłem, że ta reklama została sfinansowana przez dotacje – to jest w ogóle haniebne, że reklamuje się dotacje pieniędzmi z dotacji – mają spaczony obraz świata. Ludzie myślą, że bez dotacji wręcz nie byłoby w ogóle świata – mówi Marek Bernaciak, właściciel firmy AMB Technic z Koła, który uważa, że dotacje unijne powodują niepowetowaną szkodę moralną i rzucił nawet tezę, że branie dotacji jest grzechem i narusza przynajmniej kilka przykazań. – To jest straszna zbrodnia, bo ludziom myli się porządek rzeczy i w ten sposób gubią drogowskazy, nie wiedzą, dokąd pójść. Ludzie, zaczynając działalność, nie szukają inwestorów, nie szukają wspólników, nie szukają sposobów na rozpoczęcie działalności niskim kosztem, tylko od razu idą po dotacje i uważają, że to będzie jakieś rozwiązanie – wyjaśnia przedsiębiorca.

 

Sadowski wskazuje na jeszcze jedną kwestię, którą nazywa demoralizacją polityków.

 

Jak popatrzymy na argumentację na rzecz wejścia Polski do Unii Europejskiej, to nie była to argumentacja, że jest to obszar o większym zakresie wolności gospodarczej. UE była przedstawiana jako miejsce wyłącznie wyciągania kasy – zauważa Sadowski. – Tylko dla dotacji to robimy, bo jak będą dotacje, to w Polsce od momentu dostania pierwszych dotacji wszystko będzie lepiej działało. Te dotacje jakoś tam płynęły. Drogi nie pojawiły się tak szybko, jak to było obiecane, a jeżeli już były drogi, to budowane znacznie mniej efektywnie i znacznie drożej niż w innych krajach UE, mimo że podnoszono aspekt, że w Polsce mimo wszystko jest tańsza tzw. siła robocza. Te dotacje jakoś nie miały takiego cudownego wpływu  na wszystko – dodaje.

 

Rozwój bez dotacji

 

Za budowanie takiego krzywego obrazu Unii Europejskiej i unijnych dotacji odpowiadają także propagandowe tablice stawiane przy każdej „unijnej inwestycji”, do czego zobowiązany jest beneficjent w umowie dotacyjnej. Jeśli jednak spojrzymy na twarde dane statystyczne, to okazuje się, że łączna wartość dotacji z UE dla Polski to drobna kwota w relacji do polskiego PKB – 3 proc. Co więcej, długookresowo nawet w relacji do łącznej wartości inwestycji w Polsce (biznesowych, publicznych i indywidualnych), wartość unijnych dotacji nie jest oszałamiająca i wynosi ok. 15 proc., a po odjęciu polskiej składki do UE – 10 proc. A przecież wszystkie dotacje nie idą na inwestycje. Mało tego, okazuje się, że w relacji do PKB po wejściu Polski do UE wartość inwestycji… spadła, mimo tego deszczu unijnych miliardów euro! Zdaniem Sadowskiego problem polega na tym – co nie zostało społeczeństwu wyjaśnione – że tak naprawdę za sytuację w Polsce nie odpowiadają pieniądze unijne, tylko „dobre i złe rządzenie tu, na miejscu, w Warszawie, a nie gdzie indziej”. I gdyby przeprowadzono deregulację gospodarki, to nawet bez unijnych pieniędzy wzrost gospodarczy były wyższy.

 

Wbrew temu, co się niektórym wydaje, gospodarka bez unijnych dotacji jest jak najbardziej możliwa. Przez spory okres czasu – w latach 90. XX wieku – polska gospodarka taka właśnie była, a co więcej, rozwijała się najszybciej w historii i to mimo faktu, że wtedy – po okresie komunizmu – najbardziej brakowało właśnie kapitału.

 

Polska była gospodarką bez dotacji. Mieliśmy moment niebywałej wolności gospodarczej po przyjęciu ustawy Wilczka w grudniu 1988 roku i żadna Unia Europejska, czyli ówczesne EWG i inne instytucje ze świata nas nie dotowały – przypomina Sadowski. – Poza tym był to jedyny moment w ostatnich trzech dekadach, kiedy mieliśmy obywateli wracających z emigracji i to nie tylko stanu wojennego, ale znacznie głębszych, bo nawet tej z okresu II wojny światowej – dodaje prezydent CAS.

 

Zdaniem Sadowskiego Polska była takim fantastycznym miejscem największego cudu gospodarczego końca XX wieku i miejscem wolnej przedsiębiorczości, gdzie nie było np. Wspólnej Polityki Rolnej.

 

Przypomina, że wtedy mieliśmy uchodźców z Europy Zachodniej – rolników, którym tam zakazywano posiadania kolejnych krów, owiec i innych zwierząt hodowlanych, bo była już reglamentacja, a w Polsce taki właśnie rolnik holenderski ze łzami w oczach mógł sobie kupić ziemię i krów do woli.

 

Mieliśmy kraj tak szybko rozwijający się dzięki nie dotacjom, tylko wolności gospodarczej – podkreśla szef CAS, dodając, że „są na świecie takie szczęśliwe narody, gdzie ich pomyślność zależy wyłącznie od pracy i przedsiębiorczości, a nie od projektów socjalnych, nawet jeśli będą się nazywały projektami spójności, podnoszenia jakości kapitału ludzkiego i innymi bardzo wzniosłymi nazwami”, a „dotacje prędzej czy później się kończą”.

 

„Niektórzy są tak zapatrzeni w UE, że wydaje się, iż przed majem 2004 roku nawet toalety w domu nie mieli i załatwiali się za stodołą, przyszła Unia i dostali toaletę i teraz się boją, że jak UE się obrazi, to im tę toaletę zabierze” – kpi jeden z użytkowników serwisu YouTube. Niestety, jest wiele racji w opisie tej postawy.

 

Tomasz Cukiernik

 

 

Zobacz także:

 

"Socjalizm według Unii" - demaskatorską książkę Tomasza Cukiernika!

 

Socjalizm według Unii


DATA: 2018-08-27 11:36
AUTOR: TOMASZ CUKIERNIK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
19
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Bardzo dobry i jakże potrzebny artykuł. Niech mi będzie wolno w tym miejscu zarekomendować również inną, bardzo rzeczową i potrzebną ( a niepoprawną politycznie) pozycję ,,NAZISTOWSKIE KORZENIE BRUKSELSKIEJ UE", opartą na ujawnionych po kilkudziesięciu latach protokołach przesłuchań norymberskich. To opracowanie zmienia kompletnie spojrzenie na obie hekatomby XX wieku i wyjaśnia wszystko co dzisiaj się dzieje. Jednym ze współautorów i inicjatorów tegoż opracowania jest b. więzień obozu w Auschwitz o numerze obozowym 6804 - więc jeden z pierwszych więźniów - znany starszemu pokoleniu August Kowalczyk. Tekst ten jest dostępny w internecie, po wpisaniu tytułu.
24 dni temu / mendrol
 
Od dawna już to mówię ale nikt mnie nie słucha. Kiedyś trochę posprzeczałem się z sąsiadem który po wizycie w Macedoni stwierdził że tam to 3-ci świat a u nas pełnia szczęścia. Sam to również dostrzegłem przy porównaniu z Białorusią czy nawet Litwą. Niestety to na co wydajemy te pieniądze pozyskane na kredyt (sic!!!) nie zawsze ma sens. Czasami robi się coś lub buduje dla budowania. Byle "wydać" przyznane pieniądze. Sam w swojej miejscowości widzę postawiony kącik szachowy choć nikt nigdy nie grał i nie gra tu w szachy na ulicy. No ale jest i wydali na to 50 tys. zł. Może nie dużo ale w skali kraju to są miliardy na takie niepotrzebne rzeczy. To samo dotyczy się rolnictwa. Sąsiad mi ostatnio mnie pyta czy może przez moje pole przejechać bo chciał na swoim siano skosić. Pytam go po co bo od dawna tego nie robił. A on odpowiedział bo mu Unia każe i dostanie za to kasę. Bez sensu nie tylko dopłaty do rolnictwa ale również na inne inwestycje.
26 dni temu / alfek
 
Złej jakości ale przejezdne, czyli stan dróg pasuje do mej analogii z wymianą starych jeszcze w miarę sprawnych mebli na nowe - opcja SUMARYCZNIE szkodliwa. Czemu zaraz zaorzmy drogi??? Nie wiesz co to umiar że zaraz wpadasz w histerię i widzisz tylko skrajności? Porównanie Polski z Białorusią to właśnie porównanie kogoś z nowymi meblami i pełnym barkiem ale bez prawa własności mieszkania, z kimś kto ma stare meble i pusty barek ale ciągle własne mieszkanie. Czyli SUMARYCZNIE tak jak lepiej jest temu drugiemu w perspektywie niedalekiej eksmisji tego pierwszego, tak lepiej jest Białorusi w perspektywie bankructwa Polski i niewolnictwa Polaków. Bo nie oszukujmy się, jesteśmy UE potrzebni tylko jako niewolnicy i kolonia. Polacy za chlebem jadą do wstrętnych lewackich krajów UE bo na Białorusi nie ma dla nich pracy, a we wstrętnych lewackich krajach jest. Przecież we wstrętnych lewackich krajach jacyś niewolnicy muszą pracować na socjal dla "biednych uchodźców" :)
27 dni temu / do trooper
 
@do trooper Przejezdne ale złej jakości. "wzrost przejezdności pogarsza stan polskiej gospodarki"- czyli zaorzmy drogi?. Z Rzymem wyjechałem, aby pokazać, że stan infrastruktury drogowej jest rzeczą istotną dla państwa. Za to na Białorusi wszystko państwowe rządzi Łukaszenka, zakłady przestarzałe, niskie pensje i Białorusini kupują produkty na polskich bazarach, bo tanie i lepsze, a chcą im tego zabronić. Tylko czemu Polacy za chlebem jadą to tych wstrętnych, lewackich krajów UE zamiast na Białoruś skoro tam taki dobrobyt?
27 dni temu / trooper
 
Drogi/tory przed UE były przejezdne. Szczerze mówiąc, teraz jest gorzej z przejezdnością, bo ciągle gdzieś remonty :) Zresztą zobaczysz za kilka lat, jak te wspaniałe unijne drogi/tory zaczną się rozlatywać zaraz po okresie gwarancji, bo przecież w przetargach wygrywały oferty najtańsze, czyli najmniej trwałe. Ja już to zauważam na drogach które były remontowane kilka lat temu. Bilans przewozów dla Polski jest ujemny (import przeważa nad eksportem), więc de facto wzrost przejezdności pogarsza stan polskiej gospodarki. Dyskutujemy o UE, a ty wyjechałeś z Rzymem - myślałem że chodzi ci o obecny Rzym, czyli Włochy. A może uważasz że starożytny Rzym należał do UE? :) Coraz bardziej przekonuję się że Białoruś jest w lepszej sytuacji niż my - u nas zadłużenie nie do spłacenia i prawie wszystko sprywatyzowane, tzn. oddane za bezcen w obce ręce. Wolność gospodarcza - no właśnie, a z tą w UE cieniutko. OK, przyjmuję do wiadomości że czasami nie panujesz nad caps-lockiem :)
27 dni temu / do trooper
 
@do trooper Były ale w jakim stanie były te drogi i koleje? Tiry wożą też polskie towary za granicę. Brak infrastruktury jest JEDNYM ALE NIE JEDYNYM problemem zacofania Ukrainy. Co ma starożytny Rzym do Włoch współczesnych? UE nie jest podstawą dobrobytu ale kiedyś w innym wątku pisałeś, że z takimi rządami jakie były to bez wejścia do UE to raczej nie byłoby wolnych granic i handlu. Pewnie bylibyśmy na poziomie Białorusi. Aby było jak w Szwajcarii musiałaby być wolność gospodarcza jak w Szwajcarii i otwarte granice. Poza tym Szwajcaria z UE ma umowę. Wątpię, by obecne rządy coś w tej kwestii zrobiły. P.S. TO BYŁ CAPS LOCK.
28 dni temu / trooper
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.