Kajetan Rajski: Nie tylko „Inka”. Niezłomne kobiety lat powojennych

70438.jpg

Wiele z nich wywodziło się z konspiracji wojennej, niektóre były zbyt młode, by walczyć przeciwko Niemcom. Etos „Szarych Szeregów”, Powstania Warszawskiego, autorytet w postaci ojców, matek, braci oraz starszych kolegów i koleżanek, a wreszcie prosty wniosek, że okupanta niemieckiego zastąpił Sowiet wraz z rodzimym kolaborantem – popychały je do podziemnej walki, kobiecego „nie” dla tyranii komunistycznej.

 

Siedemnastoletnia Irena Hruszczak zakochała się. Była „repatriantką” z utraconych ziem – województwa lwowskiego, które wskutek jałtańskiego dyktatu zostało oderwane od Polski. Przyjechała na Śląsk Cieszyński, gdzie odnowiła znajomość z krajanem, lwowiakiem, starszym sierżantem Romualdem Czarneckim „Pikollem”, dowódcą jednego z oddziałów wchodzących w skład Zgrupowania NSZ pod dowództwem kapitana Henryka Flamego „Bartka”. Wkrótce zostali narzeczonymi. „Pikollo” wprowadził „Japonkę” – bo taki przyjęła pseudonim – do Narodowych Sił Zbrojnych, gdzie służyła jako łączniczka, a przez pewien czas jako kucharka w obozie na Baraniej Górze. Niestety, jej narzeczony zginął w walce z patrolem milicji…

Zróbmy to razem!

 

***

Wiele pięknych zdań zostanie wypowiedzianych i napisanych w tych dniach – w siedemdziesiątą trzecią rocznicę śmierci Danuty Siedzikówny „Inki”. I dobrze. Postać niespełna osiemnastoletniej sanitariuszki budzi podziw, szacunek, ale też tkliwość i wzruszenie, gdy przypomnimy sobie, w jak bardzo brutalnych i tragicznych okolicznościach zostało przerwane jej ziemskie życie. Próbujemy stawiać „Inkę” jako wzór młodemu pokoleniu. I nie chodzi o to, jak chcą niektórzy, by rozpamiętywać się w cierpiętnictwie, martyrologii, by po raz kolejny zaśpiewać: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana…”. Jest czas na żałobę i jest czas na wzbudzenie w rodakach chęci budowania Polski takiej, o jakiej marzyli Żołnierze Wyklęci, w tym „Inka”; Polski przede wszystkim niepodległej i chrześcijańskiej, gospodarnej, uczciwej i odpowiedzialnej; Polski, która stanie się oparciem dla sąsiednich narodów. „Ciemnemu” nie udało się zostać agronomem, „Świtowi” – księgowym, „Gromowi” – poetą, a „Ince” nie udało się założyć rodziny, pracować dla dobra Ojczyzny i swoich najbliższych.

 

Warto wszelako pamiętać, że „Inka” jest przykładem wybitnym i wspaniałym, choć nie jedynym. Wzbudza podziw jej bohaterstwo oraz niezłomna postawa w czasie ubeckiego śledztwa i procesu, ale była też wyrazicielką wspaniałego pokolenia młodych dziewcząt i chłopców, którzy nie wyobrażali sobie życia w Polsce zniewolonej i chcieli – pomimo tragicznego położenia – kontynuować walkę.

 

Dzień przed „Inką”

Konspiracyjne Wojsko Polskie, poakowska struktura działająca przede wszystkim na terenie województwa łódzkiego, a założona i dowodzona przez kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, w swoich szeregach skupiała także kobiety. Pełniły, tak jak w innych organizacjach niepodległościowych, przede wszystkim rolę łączniczek, udzielały schronienia poszukiwanym przez UB, wreszcie prowadziły działania propagandowe. Wśród młodych dziewcząt związanych z KWP były jednak dwie postacie wyjątkowe – Barbara Niemczuk i Kazimiera Mielczarek. Pierwsza z nich urodziła się w 1922 r., w czasie II wojny światowej należała do Armii Krajowej. Wraz z rok młodszą od siebie Kazimierą 2 listopada 1945 r. rozpoczęły pracę jako maszynistki w Głównym Zarządzie Informacji (Ludowego) Wojska Polskiego. Podkreślmy, że Informacja Wojskowa była w tym czasie formacją wybitnie sowiecką, a w świetle zbrodni jej funkcjonariuszy bledną nieco nawet okrutne przejawy bestialstwa Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego… Począwszy od grudnia 1945 i lutego 1946 roku obie młode kobiety stopniowo nawiązywały współpracę ze Stanisławem Żelanowskim „Nałęczem”, odpowiadającym za działania wywiadowcze prowadzone przez KWP. Przekazywały przy tym ogrom cennych informacji, począwszy od danych o strukturach GZI, przez ostrzeganie o zamierzonych aresztowaniach i akcjach aparatu represji, na wzorach pieczątek i blankietach skończywszy. Ich placówka w strukturach KWP nosiła kryptonim „Wernyhora”.

 

 

Wskutek „wsypy” latem 1946 r. Barbara i Kazimiera zostały aresztowane. Po szybkim śledztwie i jeszcze szybszym procesie 31 lipca 1946 r. zapadł wyrok Sądu Wojskowego Okręgu Warszawskiego na rozprawie wyjazdowej w Modlinie. Młode kobiety zostały skazane na karę śmierci oraz pozbawienie praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze. 27 sierpnia 1946 roku, dzień przed egzekucją „Inki”, zostały zamordowane na terenie modlińskiej twierdzy. Dopiero w 2011 r. sąd wolnej Polski uznał ten wyrok za niebyły.

 

Matczyna miłość

Do grona powojennego podziemia niepodległościowego z pewnością zaliczamy oficerów i żołnierzy biorących udział w walkach z sowieckim okupantem i rodzimymi kolaborantami. To także walka w ramach wywiadu, propagandy, łączności. W szerokim znaczeniu możemy do tej grupy zaliczyć także współpracowników – tak zwanych meliniarzy: osoby które kwaterowały żołnierzy podziemia, dawały im żywność, schronienie, opiekę lekarską. Była wszelako jeszcze jedna grupa represjonowanych – matki „chłopców z lasu”. Piękny przykład stanowi historia Stefanii Dziemieszkiewicz. Matka trzech synów – por. Romana „Pogody”, st. sierż. Mieczysława „Roja” oraz Jerzego „Żbika”. Oddała Polsce to, co miała najcenniejszego – swoje dzieci.

 

Najstarszy z synów – „Pogoda” – był oficerem Narodowych Sił Zbrojnych. W nocy z 1 na 2 maja 1945 r. dowodził akcją rozbicia aresztu UB w Krasnosielcu, skąd uwolnieni zostali więzieni przez komunistyczną bezpiekę żołnierze AK i NSZ. Roman walczył jako komendant Powiatu Ciechanów NSZ aż do swej śmierci jesienią 1945 r. Na wieść o jego zgonie z „ludowego” wojska zdezerterował młodszy z braci – „Rój”. Składając przysięgę w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym, wypowiedział znamienne stwierdzenie: „Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że wiernie będę walczył o niepodległość Polski”. Prędko stał się legendą, skutecznie przeciwstawiając się komunistycznemu aparatowi partyjnemu aż do swej śmierci 13 kwietnia 1951 r. Najmłodszy z braci – „Żbik” – zginął po latach śmiercią tragiczną w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach.

Gdy Stefania Dziemieszkiewiczowa próbowała nakłonić Mieczysława do wyjazdu z rodzinnych stron, ten jej odpowiedział: „Jeśli Roman nie żyje, ja również mogę zginąć. Żyj tak jakby mnie nie było, bo ja już do Ciebie nie wrócę”. 22 kwietnia 1950 r. matka została aresztowana przez UB. W trakcie śledztwa była brutalnie torturowana i wyzywana. Zarzucano jej, że nie zadenuncjowała swojego syna na milicję. Wreszcie Sąd Rejonowy w Warszawie uznał ją winną i skazał na cztery lata więzienia. Na ulicach peerelowskiego państwa znieważano ją mówiąc, że „wychowała bandytów”. Zmarła w 1975 roku.

 

Kobieca odwaga

Nie sposób wymienić wszystkich nazwisk kobiet zaangażowanych w powojenne podziemie niepodległościowe. Stopień zaangażowania i determinacji w walkę o niepodległą Polskę, a także odrzucenie jakichkolwiek paktów z komunistami, obrazuje postać Janiny Kruk „Laryssy”, łączniczki Komendy Okręgu Wileńskiego AK, a także kierowniczki komórki legalizacyjnej zajmującej się wyrabianiem fałszywych dokumentów dla konspiratorów. 34-latka, spodziewając się aresztowania latem 1948 r., planowała na wypadek „wsypy” lokalu konspiracyjnego wysadzenie pomieszczeń przy pomocy granatów i benzyny. Plan jednak się nie powiódł, ponieważ zatrzymano ją na ulicy. 9 listopada 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał ją na karę śmierci. W czasie ostatniego słowa wykazał się niezwykłą odwagą – poprosiła sąd o wysoką szubienicę, „abym widziała Polskę od morza do morza”. Ostatecznie karę śmierci zamieniono na dożywotnie więzienie. W roku 1956 na fali „odwilży” została amnestionowana, jednak nie przyjęła tego „aktu łaski” i rozpoczęła głodówkę, żądając od komunistycznych władz pełnego unieważnienia wyroku skazującego. Opuściła więzienie dopiero w 1958 r.

 

Niezwykłym heroizmem wykazała się także Irena Odrzywołek, strażniczka w więzieniu św. Michała w Krakowie. Latem 1946 r. poznała więzionego Bolesława Pronobisa, żołnierza AK. Wtajemniczono ją w plany ucieczki osadzonych, złożyła też przysięgę o treści: „Przysięgam na mękę Zbawiciela, że tego, co tutaj usłyszę nikomu nie powiem”. Otrzymała polecenie dostarczenia do celi więziennej trzech pistoletów i dwóch granatów, z czego się wywiązała. Akcja zakończyła się sukcesem. 18 sierpnia 1946 r. więzienie zostało rozbite przez kompanię podporządkowaną Zgrupowaniu Partyzanckiemu „Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, a ponad sześćdziesięciu ludzi odzyskało wolność. Niestety, historia Ireny Odrzywołek zakończyła się tragicznie. Jesienią 1946 r. została aresztowana przez UB. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Katowicach została skazana na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1946 r. Do dziś nie odnaleziono miejsca, gdzie zagrzebano jej ciało.

 

***

Irenę Hruszczak „Japonkę” aresztowano 18 grudnia 1946 r. Komunistyczna prasa opisywała jej proces. Zaznaczano, że „przy wymiarze kary sąd wziął pod uwagę młody wiek oskarżonej i skazał ją na 12 lat więzienia (!) z utratą praw i konfiskatą mienia”. Została zwolniona w wyniku amnestii w 1950 r.

 

„Japonka” nigdy nie wyszła za mąż. Do końca życia pozostała wierna swemu narzeczonemu, którego miejsca pochówku poszukiwała wytrwale, choć bez powodzenia.

 

Kajetan Rajski

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: