DZIŚ JEST:   18   PAŹDZIERNIKA   2018 r.

Św. Łukasza Ewangelisty
 
 
 
 

Tomasz P. Terlikowski

„Amoris laetitia”. Głos polskich biskupów koniecznie potrzebny

„Amoris laetitia”. Głos polskich biskupów koniecznie potrzebny
fot. flickr.com

Debata na temat interpretacji „Amoris laetitia” staje się coraz intensywniejsza, wciąż jednak brakuje w niej jednoznacznego głosu Kościoła w Polsce. A szkoda, bo mógłby on mieć ogromne znaczenie.

 

Strategia chowania głowy w piasek, udawania, że nic się od „Amoris laetitia” nie zmieniło, a zatem nie jest konieczny głos w sprawie jego interpretacji, nie sprawdza się. Już teraz widać, że w wielu regionach świata sytuacja zmieniła się radykalnie. Kolejne konferencje Episkopatów różnych krajów (tu kluczowe są Niemcy, Malta czy Filipiny) czy regionów (argentyński region Buenos Aires, część diecezji włoskich czy amerykańskich) przyjmują deklaracje jednoznacznie uznające, że pod pewnymi warunkami, i w pewnych okolicznościach rozwodnicy w nowych związkach mogą otrzymać rozgrzeszenie, a także przystępować do Komunii Świętej. Deklaracje te są, co też nie jest przypadkowe, zazwyczaj tak sformułowane, by nie było w nich żadnych kryteriów rozeznawania tych sytuacji, ani możliwości jasnego ich uchwycenia. W efekcie wiele lokalnych wspólnot katolickich w istocie odrzuca nie tylko jasne stanowisko w sprawie nierozerwalności małżeństwa, obiektywnej grzeszności cudzołóstwa (czyli każdego aktu seksualnego poza małżeństwem), ale także warunków dobrej spowiedzi (to znaczy konieczności w niej postanowienia poprawy, której nie ma i nie może być w przypadku, gdy ktoś nie decyduje się na rozwiązanie nowego związku lub przynajmniej życia w czystości seksualnej z nowym partnerem), prawdy o grzeszności niegodnego przystępowania do Komunii Świętej, a szerzej obiektywnego charakteru norm moralnych. W tle tej debaty rozgrywa się, i to także jest niezmiernie istotne, powolny proces oswajania katolików ze związkami gejowskimi (są już diecezje, których biskupi wydali oświadczenia pozwalające osobom żyjącym w związkach jednopłciowych przystępować do Komunii) i antykoncepcją.

 

Obrońcy ortodoksji jednoczą się

 

Jednocześnie widać powolną mobilizację środowisk ortodoksyjnych (bo tak, a nie jako konserwatywne, powinny być one określane). I nie chodzi tylko o fundamentalne „Dubia” czterech kardynałów, które w mistrzowski sposób, wskazują niejasne fragmenty „Amoris laetitia” i zagrożenia z nimi związane, ani o wypowiedzi byłego już prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerharda Müllera, ale także o coraz mocniejsze oświadczenia części biskupów amerykańskich (by wspomnieć tylko arcybiskupa Charlesa Chaputa z Bostonu czy biskupa ordynariatu dla byłych anglikanów Stevena J. Lopesa), włoskich, francuskich czy łotewskich, w których wskazują oni na konieczności wyjaśnienia pewnych fragmentów „AL” lub przynajmniej przypominają, że nieostre i nieprecyzyjne fragmenty tego dokumentu trzeba interpretować w duchu całego Magisterium Kościoła, a to oznacza w duchu „Familiaris consortio” i „Veritatis splendor” św. Jana Pawła II. Innej drogi nie ma.

 

Wagi i znaczenia nabiera także, czego nie można nie dostrzegać, głos katolickich teologów, kapłanów i świeckich,  którzy coraz mocniej ostrzegają, że nieostre i nieprecyzyjne nauczanie papieskie, które – przez część biskupów i Kościołów lokalnych, przy prywatnych potwierdzeniach go przez samego Ojca Świętego – interpretowane jest w duchu zerwania z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, prowadzi nie tylko do rosnącego zamieszania, ale także do coraz bardziej realnego zerwania z katolicką teologią moralną. Takie głosy słychać też już ze strony, zaniepokojonych tym protestantów (należących do konserwatywnych wspólnot), którzy ostrzegają, że w ten sposób niknie jedyny realny głos sprzeciwu wobec ducha czasów i wierności Ewangelii w sprawach małżeństwa.

 

Niestety, choć w prywatnych rozmowach, wielu polskich biskupów i teologów przyznaje, że sympatyzują z obrońcami ortodoksji, a na dwóch synodach poświęconych małżeństwu i rodzinie, to właśnie hierarchowie z Polski byli głównymi obrońcami odwiecznej nauki Kościoła przeciwko nowinkarzom z krajów niemieckojęzycznych, skupionych wokół kard. Waltera Kaspera, obecnie polski Episkopat milczy. Dokument, który został przygotowany, a według nieoficjalnych relacji włoskich mediów, był bardzo jednoznaczny i przypominający, że w Polsce pozostajemy wierni św. Janowi Pawłowi II (a to w istocie oznacza nauczaniu Kościoła), nie został wciąż przyjęty, a po relacjach „Nuova Bussola Quottidiana” rzecznik prasowy KEP odcinał się od relacji, jakby obawiał się, że taki dokument może zostać źle przyjęty w Watykanie. A szkoda, bo głos Polski w tej sprawie byłby kluczowy.

 

I znowu możemy być przedmurzem

 

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: znowu możemy stać się przedmurzem chrześcijaństwa, jego obrońcami przed zgubnymi wpływami, takimi jakimi byliśmy w latach 60. ubiegłego wieku. To wtedy, po publikacji „Humanae vitae”, a także w trakcie poprzedzającej je dyskusji, polscy katolicy (by wymienić tylko o. Karola Meissnera OSB i dr Wandę Półtawską) pod przewodnictwem kard. Karola Wojtyły byli najodważniejszymi obrońcami ortodoksji w kwestii etyki małżeńskiej i ich dzielna postawa umacniała i dawała argumenty do rąk bł. Pawłowi VI. Umocnienie nauczania „Humanae vitae”, jego intelektualne i teologicznej uzasadnienie to sprawa Karola Wojtyły i jego współpracowników. Teraz podobna postawa jest niezbędna, by bronić prawdy o nierozerwalności małżeństwa.

 

Pierwszym krokiem, by w ogóle było to możliwe, jest jednak mocna deklaracja polskiego Episkopatu, który przypomniałby pełne nauczanie Kościoła i podkreślił konieczność wierności Tradycji, którą doskonale ukazał św. Jan Paweł II. Taka deklaracja nie tylko zakończyłaby wątpliwości w samej Polsce, ale także stałaby się dokumentem, który mógłby ogniskować ortodoksyjny opór wobec zmian. Polska i polski Kościół jest na tyle istotnym elementem świata katolickiego, że nie dałoby się już udawać, że „wszyscy” przyjmują liberalną interpretację „Amoris laetitia”, że przeciwko niej są tylko nieliczni „zacofani” tradycjonaliści. Ten głos musiałby zostać usłyszany, nie tylko w Watykanie, ale także wszędzie tam, gdzie biskupi obawiają się zająć stanowisko, nie chcą być osamotnieni, obawiają się, że tylko oni mają wątpliwości, co do tego, że niemiecka interpretacja „Amoris laetitia” jest słuszna.

 

Kościół w Polsce, dzięki takiemu dokumentowi, mógłby także zacząć skupiać wokół siebie tych biskupów, te konferencje Episkopatu, tych teologów, którzy odrzucają niemiecki pomysł na nieustanną liberalizację i reinterpretację nie tylko zasad moralnych, ale i dogmatów. Efektem mogłoby być powolne krystalizowanie się „grupy wiślanej” (nazwa jest żartobliwa i nawiązuje do niemieckiej grupy reńskiej), czyli silnego głosu obrony ortodoksji. Ona już istnieje, ale jest mocno rozproszona, pozbawiona jasnego lidera. Polska i Kościół w Polsce, Kościół św. Jana Pawła II mógłby się stać takim centrum, liderem archipelagu światowej ortodoksji.

 

Oczywiście sam dokument nie wystarczy, bo konieczne jest jeszcze mocne teologiczne uzasadnienie, pogłębienie, badania i studia. Stąd wydaje się, teraz już konieczne, powołanie instytutu studiów na małżeństwem i rodziną św. Jana Pawła II w Polsce (szczególnie, gdy rzymski instytut traci już wojtyliański charakter). Trzeba nieustannie pogłębiać także studia nad tomizmem, filozofią klasyczną, etyczną myślą Karola Wojtyły czy teologią miłosierdzia, której ojcem nie byłby kard. Kasper, ale św. Faustyna i błogosławiony Michał Sopoćko. Nie musimy nieustannie kopiować teologów niemieckich, nie jesteśmy skazani na neopogańską z ducha i nazistowską w treści filozofię Martina Heideggera, ale możemy tworzyć i umacniać tradycję rzeczywiście katolicką. Wiem, że nie jest to proste, szczególnie, że niemała większość polskich wykładowców teologii, to absolwenci niemieckich wydziałów teologicznych, ale także wielu z nich dostrzega, że tamten model teologii zwyczajnie się nie sprawdza, i że trzeba powrócić do źródeł katolicyzmu, czyli właśnie do św. Tomasza, Ojców i Doktorów Kościoła, a nie do popłuczyn po modernizmie. Dobra teologia to źródło dobrego duszpasterstwa i ewangelizacji. Warto o tym pamiętać.

 

W ten sposób wypełniamy wolę Franciszka

 

Warto też rozprawić się z obawami o to, że postępując w ten sposób, sprzeciwiamy się woli Franciszka. Nic bardziej błędnego. Ojciec Święty w „Amoris laetitia” wzywa do debaty, różnorodności i decentralizacji. „Przypominając, że „czas jest ważniejszy niż przestrzeń”, pragnę podkreślić, iż nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście, w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji. Będzie się tak działo, aż Duch nie doprowadzi nas do całej prawdy (por. J 16, 13), to znaczy, kiedy wprowadzi nas w pełni w tajemnicę Chrystusa i będziemy mogli widzieć wszystko Jego spojrzeniem. Poza tym, w każdym kraju lub regionie można szukać rozwiązań bardziej związanych z inkulturacją, wrażliwych na tradycje i na wyzwania lokalne. Ponieważ „kultury bardzo różnią się między sobą i każda ogólna zasada […] potrzebuje inkulturacji, jeśli ma być przestrzegana i stosowana w życiu”  - napisał w trzecim punkcie „Amoris laetitia”. Co to oznacza? W największym skrócie tyle, że dopóki Magisterium nie rozstrzygnie pewnych spraw, to każda wspólnota ma prawo bronić swojej intepretacji „Amoris laetitia”. A nawet mocniej: to jest jej obowiązek, bowiem tylko w ten sposób można realnie prowadzić debatę, jeśli istnieją różne stanowiska w tej sprawie.

 

Polska ortodoksyjna przeciwwaga to zatem nie sprzeciwianie się woli Ojca Świętego, ale właśnie jej wypełnianie. Potakiwacze, ludzie, którzy próbują wyczytywać z dokumentów Franciszka, więcej niż on napisał, wcale nie służą dobrej recepcji „Amoris laetitia”, a nawet jej szkodzą. A jeszcze bardziej szkodzi jej chowanie głowy w piasek czy udawanie, że problem poprawnej interpretacji tego dokumentu nie istnieje. Dlatego świeccy katolicy w Polsce mogą oczekiwać od polskich biskupów, że także teraz – po Synodach – będą oni jasnym głosem ortodoksji w sporze o „Amoris laetitia”. Tak, jak byli nim w czasie obrad, i jak polski Kościół był nim podczas sporu o „Humanae vitae”.

 

 

Tomasz P. Terlikowski

 

  


DATA: 2017-12-15 08:43
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
14
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Ale doczekaliśmy czasów. To już Głos Ojca św. jest niewystarczający ? niezrozumiały? wątpliwy? Nie tylko dla wiernych ale dla SAMYCH Pasterzy? Jak tu wierzyć NOWEMU nauczaniu skoro został podważony AUTORYTET nie tylko Kościoła ale samych nauczających i Nauczyciele nie wiedzą jak teraz powinni UCZYĆ. Któż Jak Bóg ! Tylko Pan Bóg otwiera nam oczy i pozwala zobaczyć PYCHĘ reformatorów.
9 miesięcy temu / iskierka
 
Brak stanowiska też jest wymownym głosem i daje odpowiedź po której stronie są polscy biskupi.
9 miesięcy temu / mj
 
Faktycznie, może taka publiczna petycja byłaby mocny głosem wiernych ? Takie przeczekiwanie niczemu nie służy - z drugiej strony mam wątpliwości czy znajdą się w Polsce teraz tacy mocni hierarchowie, którzy powiedzą 'non possumus' ?
10 miesięcy temu / thorgi
 
Pan red. Tomasz Terlikowski ma rację. Jest tylko jeden problem. Czy jest w naszym episkopacie jeden biskup na miarę Wojtyły czy też Wyszyńskiego?
10 miesięcy temu / Gekon
 
Ostatnia propozycja wydaje się bardzo cenna. Może np. pch24 poprze pana Terlikowskiego i zaproponuje jakąś petycję do Episkopatu, pod którą każdy mógłby podpisać się. W ten sposób, nie zaniedbując modlitwy, dodalibyśmy odwagi naszym biskupom w ich dziele głoszenia niezmiennej prawdy.
10 miesięcy temu / Marek
 
Nie wydaję mi się żeby p.T.Terlikowski miał racje pisząc, że Franciszek oczekuje NASZEJ interpretacji przy szukaniu prawdy. Raczej wydaje się, że ci którzy wykładali WŁASNE interpretacje i obawy zostawiali ukarani, uciszeni czy zwolnieni -patrząc tylko na przestrzeni ostatnich miesięcy.
10 miesięcy temu / Anaja
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.