DZIŚ JEST:   23   MAJA   2019 r.

Św. Leoncjusza, biskupa
 
 
 
 

Zmierzch Europy

Zmierzch Europy

Czy Unia Europejska przetrwa rok 2011? Jeszcze kilka lat temu mędrcy nauczający nas z telewizyjnych ekranów pytania tego typu zbywali pogardliwymi prychnięciami i komentarzami o fobiach i resentymentach. O Unii wypadało wówczas mówić wyłącznie tonem podniosłym, nie jak o zwykłej konstrukcji politycznej, ale raczej o konieczności dziejowej, ciele o charakterze mistycznym, stanowiącym zwieńczenie historii Europy.

 

Co bardziej ambitni, którym nie wystarczała praca na rzecz tłumienia nacjonalizmów i budowy nowej tożsamości, opartej na „wartościach europejskich” (cokolwiek by one nie znaczyły), snuli nawet mrzonki o tym, jak wkrótce Unia wyjdzie poza duszne ramy Starego Kontynentu i poniesie demokrację innym ludom, by stać się zaczątkiem Nowego Wspaniałego Świata.


Dziś nic już nie zostało z tamtego nastroju. Będące w swej istocie rodzajem parareligijnej egzaltacji przekonanie o świetlanej przyszłości Unii, jako kolejnej inkarnacji idei raju na ziemi, wygasa oto na naszych oczach, podobnie, jak po upadku Związku Sowieckiego sczezła ostatecznie oświeceniowa wiara w postęp.


Kolejne strategie, zgodnie z którymi europejskie superpaństwo (starannie unikające tego określe

nia) już za kilka, już za kilkanaście lat miało stać się przodującą potęgą świata, jakoś nie chcą się sprawdzać. Pierwszy od chwili ustanowienia euro naprawdę znaczący kryzys finansowy brutalnie przerwał miodowy miesiąc europejskiej waluty. We Francji z roku na rok rośnie tęsknota za frankiem, analogiczna tendencja zachodzi w Niemczech. Państwa, które – jak Słowacja – przyjęły euro niedawno, teraz tego gorzko żałują, inne zaś, planujące akces do Eurolandu, odkładają ten moment ad calendas graecas. A przecież to właśnie wspólna moneta, obok wymiaru sprawiedliwości, policji i armii oraz wspólnej polityki zagranicznej miała stanowić najważniejszy czynnik integrujący państwa członkowskie Unii.

 

Koniec dolce vita

Niewiarę w przyszłość UE wykazali już zresztą przed nieco ponad rokiem przywódcy czołowych państw kontynentu, kiedy tuż po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, ustanawiającego de facto podstawy europejskiego superpaństwa, wyznaczyli na stanowiska jego najwyższych reprezentantów polityków tak niewybitnych jak Herman van Rompuy (którego charyzmę jeden z eurodeputowanych porównał do… brudnej ścierki), Catherine Ashton czy Jerzy Buzek.


Zwłaszcza nominacja angielskiej baronessy, której młodość upłynęła pod znakiem fascynacji marksizmem i współpracy z radykalnymi lewackimi ekologami, pokazała, jak dramatyczna jest sytuacja Unii. Już po kilku miesiącach sprawowania przez nią urzędu przekonano się, że nie ma ona niczego ciekawego do powiedzenia, nic więc dziwnego, że po wybuchu tzw. jaśminowej rewolucji w Afryce Północnej, z uwagą słuchano słów sekretarz stanu Hillary Clinton czy kanclerz Niemiec Angeli Merkel, na wypowiedzi pani minister spraw zagranicznych UE nie zwracając najmniejszej uwagi.


Kiedy zewsząd słychać zwątpienie, pozostaje jeszcze jeden czynnik, który spaja Unię, nadaje jej życie. To determinacja eurokratów do – z jednej strony – zasobnego życia na rachunek państw członkowskich, z drugiej zaś do konsekwentnego narzucania tym państwom antychrześcijańskich praw, które odcinają kontynent od jego dziedzictwa nie tyle już nawet religijnego, co cywilizacyjnego. Jednak beztroskie dolce vita biurokratów i lewackich ideologów pryśnie jak bańka mydlana w chwili, gdy skończą się pieniądze.

 

Widmo pesymizmu krąży po Europie

A że narody europejskie nie mają już specjalnej ochoty na finansowanie tego projektu, pokazują rozmaite badania opinii publicznej. Na przykład, z przeprowadzonych na zlecenie „Frankfurter Allgemeine Zeitung” badań stosunku Niemców do integracji europejskiej wynika, że zaledwie czterdzieści procent Niemców wierzy, iż Unia Europejska ma przed sobą dobrą przyszłość (podczas gdy jeszcze pięć lat temu takie przekonanie wyrażało dwie trzecie badanych).


Oczywiście, opinia obywateli państw unijnych wcale nie musi być dla eurokratów wiążąca, co pokazali w przypadku irlandzkiego referendum na temat Traktatu Lizbońskiego. Mieszkańcy Zielonej Wyspy, którzy nie zakochali się w Lizbonie od pierwszego wejrzenia, zmuszeni zostali głosować dopóty, dopóki traktat nie zostanie przyjęty. Jednakowoż nastroje najliczniejszego z narodów Unii – i bądź co bądź jej głównego sponsora – winny być brane nader poważnie pod uwagę.


Większość Niemców jest bowiem zdania, że solidarność ma swoje granice i czas najwyższy, by ten, kto bierze niemieckie pieniądze, karnie słuchał niemieckich komend. Rozumowaniu temu nie brak wewnętrznej logiki, a już z pewnością poważnie traktują je elity polityczne znad Renu i Sprewy, usilnie pracujące nad zastąpieniem instytucji unijnych działaniem duumwiratu franko-germańskiego, wzmocnionego z jednej strony współpracą z Wielką Brytanią, z drugiej zaś wcale nie – wbrew tromtadrackim frazesom administrujących naszym krajem zręcznych PR-owców – z Polską, w ramach odnowionego Trójkąta Weimarskiego, ale oczywiście z Rosją. Tu z przykrością należy zauważyć, że Polska potrzebna jest temu tandemowi wyłącznie jako most, na którym Wschód i Zachód spotkają się, by podać sobie ręce. Nic więc dziwnego, że Berlinowi, który miał zapewne swój udział w zainstalowaniu na powrót u władzy w Warszawie partii „ludzi rozumnych”, nie przeszkadza obecność w ich gronie osób powszechnie znanych z nieznośnej predylekcji do sprzyjania interesom Moskwy.

 

Endlösung spod piramid

A ostateczne rozwiązanie kwestii Eurolandu może przyjść szybciej, niż się nam wydaje, i to z regionu, w którym historia – wbrew optymistycznym głupcom, noszącym dumne miano analityków politycznych – jakoś wcale nie chce się kończyć. Nikt, kto choćby pobieżnie zna świat islamski, nie uwierzy w to, o czym próbują owi analitycy nas przekonać: że rozgrywająca się na naszych oczach Wiosna (a raczej „przedwiośnie”) Ludów arabskich, to seria spontanicznych wystąpień społeczeństw spragnionych demokracji i pokoju. W dramatycznych wydarzeniach – zakończonych obaleniem przywódców Tunezji i Egiptu – widzieć należy raczej efekt zwinięcia parasola amerykańskiej opieki nad tą częścią świata, a także działalności organizacji takich, jak np. Open Society Institute Georga Sorosa.


W krajach tych faktycznie na jakiś czas zapanować może system demokratyczny, jednakże nikt nie jest w stanie zagwarantować, że nie stanie się on jedynie etapem pośrednim na drodze do budowy islamskiego kalifatu, który wypowie wojnę Zachodowi. Kierunek zmian pokazało już pierwsze morderstwo dokonane na katolickim misjonarzu (polskim salezjaninie, ojcu Marku Rybińskim), które byłoby nie do pomyślenia w Tunezji pod rządami prozachodniego reżimu. Wydarzenia w Afryce mogą poza tym spowodować, że zwolenników radykalnego islamu przybędzie w samej Europie, do której już zaczęli napływać uciekinierzy z krajów ogarniętych chaosem.

 

Wystraszeni gospodarze

Tymczasem Europejczycy dostrzegli wreszcie, że egzotyczni goście, których przed laty do siebie zaprosili, by nieco pomogli przy pracy, rozsiedli się tak wygodnie w ich domu, że wkrótce będą mogli zechcieć wyrzucić zeń gospodarzy. To, co od lat wiedział średniorozgarnięty robotnik z Lyonu, Hanoweru lub Manchesteru, dotarło wreszcie do subtelnych umysłów przywódców Niemiec, Francji i Anglii. Na niedawnym szczycie w Monachium ogłosili oni porażkę prowadzonej przez wiele dziesięcioleci polityki multikulturalizmu, która miała stworzyć prawdziwie demokratyczne społeczeństwo żyjących obok siebie w pokoju i przyjaźni przedstawicieli różnych ras, kultur i religii, a doprowadziła do powstania na Zachodzie olbrzymich, zwartych społeczności muzułmańskich, wrogich kulturze zamieszkiwanych krajów i gotowych wydać z siebie bojowników „świętej wojny”. Brytyjski premier James Cameron zaniepokojony faktem, iż młodzi muzułmanie żyjący w Wielkiej Brytanii trafiają czasem w objęcia ekstremistycznej ideologii i coraz wyraźniej zauważa się proces ich postępującej radykalizacji, przyznał, że politycy brytyjscy, mając do czynienia z niedopuszczalnymi, rasistowskimi poglądami bądź praktykami „niebiałych”, byli zbyt wystraszeni, by się im przeciwstawić.


Co uczynią owi zbyt wystraszeni politycy, kiedy okaże się, że jest już za późno i że w obliczu pustej kasy „europejskie wartości”, które chcą zaproponować przybyszom, przedstawiają dla nich wartość nie większą od funta kłaków? Czy odrzucą lewackie ideologie, sięgając na nowo do prawdziwej tożsamości Europy i podejmą jej twardą obronę, czy po prostu przejdą na stronę silniejszego i pewnego swych racji nieprzyjaciela? Czy pozostawieniu wówczas sami sobie Europejczycy będą w stanie się obronić?

 

Do broni?

Po pierwsze, nie wiadomo, czy będą jeszcze mieli w imię czego walczyć, bo jakoś trudno sobie wyobrazić ludzi gotowych umierać w imię demokracji i „wartości europejskich”. Po drugie, duch pacyfizmu panujący nawet pośród zawodowych wojskowych, sprawić może, że nikt w ogóle nie będzie chciał ginąć za cokolwiek. Na razie jedynym narodem opierającym się próbom rozbrojenia są Szwajcarzy, którzy w lutym bieżącego roku po raz kolejny odrzucili w referendum projekt ustawy ograniczającej dostęp do broni. Polacy mają im czego – poza zamożnością – zazdrościć, bo rozbrojeni przez hitlerowskich i stalinowskich najeźdźców ponad pół wieku temu, nadal są przez „własne” władze konsekwentnie pozbawiani prawa do posiadania broni. Warto przy tym zauważyć, że administratorom III RP należy się pokojowa nagroda Nobla za wyjątkowe osiągnięcia w dziedzinie rozbrojenia własnego państwa, których ukoronowanie stanowi demobilizacyjna działalność obecnego ministra obrony narodowej, autora słynnego bon motu, że Polska właściwie nie potrzebuje wojska.


Pozostaje tylko mieć nadzieję, że po zdemontowanej armii ostaną się choćby jakieś arsenały, które w potrzebie będzie można splądrować, abyśmy w razie jakiejś europejskiej wojny domowej (która dziś wcale nie wydaje się tak niemożliwa, jak jeszcze przed dziesięciu laty) nie musieli znów uciekać się do tradycyjnych narzędzi walki – kos stawianych na sztorc…


Piotr Doerre


Tekst ukazał sie nr 19 dwumiesięcznika " Polonia Christiana"



DATA: 2012-03-16 16:21
AUTOR: PIOTR DOERRE
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 
string(3) "683"

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.