DZIŚ JEST:   23   LUTY   2019 r.

Św. Polikarpa, biskupa
Bł. Wincentego Frelichowskiego
Bł. Izabeli, królewny
 
 
 
 

Wygaszanie edukacji domowej

Wygaszanie edukacji domowej
Fot. Robert Gardzinski / FORUM

Nie można powiedzieć, że edukacja domowa w Polsce raczkuje. Ona jest dopiero w powijakach. Według oficjalnych danych tym sposobem kształconych jest blisko 6300 polskich dzieci. Minister Edukacji Narodowej uważa najwidoczniej, że i to za dużo, bo postanowiła rzucić rodzicom tych dzieci kolejne kłody pod nogi.


Według Konstytucji RP oraz zdrowego rozsądku rodzice mają prawo do wychowania swoich dzieci. To że obecnie ogromna większość Polaków decyduje się na posyłanie dziecka do szkoły, a więc na rozwiązanie, które ustawodawca uznał za domyślne, nie oznacza, że prawo do edukowania dzieci niejako „przeszło na państwo”. Rola państwa jest bowiem w tym procesie zaledwie subsydiarna.


Niemniej jednak w ostatnich latach wielu rodziców zmagało się z ogromnymi utrudnieniami, by móc uczyć dzieci w domu. Obecne przepisy stawiają bowiem rodzica w kategorii petenta, który na siłę ma być przynajmniej w jakiś sposób przyklejony do odgórnie przez MEN ustalonego sposobu edukacji.


Obecny stan prawny przewiduje trzy główne przeszkody dla rodziców uczących w domu.


1. Egzaminowanie z podstawy programowej

Prawo do wychowania, a więc nauczania swoich dzieci MEN ogranicza poprzez nakaz opanowania podstawy programowej, stworzonej przez Ministerstwo. Pomijając fakt, że przewiduje się od każdego dziecka, że będzie w takim samym stopniu i zakresie opanowywał narzucone standardy, co godzi zarówno w dzieci zdolne jak i mające problem z przyswajaniem wiedzy, przede wszystkim godzi w prawo rodziców do ustalenia tego, czego oni chcą, by ich dzieci się nauczyły. Przymus zdawania corocznych egzaminów z danych przedmiotów nie pozwoli bowiem rodzicom na skupienie się np. na zgłębianiu historii okolicznych terenów, bo nie tylko nie mieszczą się w zakresie podstawy programowej, ale zgłębianie większej ilości poza programowych treści spowoduje, że nie będzie możliwości opanowania materiału, z którego egzamin zdać trzeba. Tymczasem podstawa programowa żadnego z przedmiotów nie obejmuje obecnie zasad etykiety przy stole, ćwiczenia danych cnót, czy pomagania przy młodszym bracie. Dla wielu rodziców to jest podstawa, mimo iż nie jest to podstawa … programowa.


2. Opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej

Aby dziecko mogło być dopuszczone (sic!) do tego, by mogło przebywać w ciągu dnia ze swoim rodzicem, a więc do tego, by tenże rodzic mógł go ze światem zapoznawać konieczna jest opinia rzeczonej poradni. Problemem nie jest tu fakt, że trzeba się gdzieś wybrać po zbędny dokument. Problemem jest to, że taka wizyta uwłacza rodzicowi, bo insynuuje, że jest on potencjalnym zagrożeniem dla dziecka, a dopiero psycholog i pedagog mogą stwierdzić, czy tak nie jest. Co więcej – praktyka wygląda jeszcze gorzej niż teoria. Niejeden rodzic może opowiedzieć o szykanach jakie ich spotkały ze strony pracowników poradni. Wystarczy bowiem, by psycholog miał przekonanie o dobrodziejstwie jakie niesie szkoła, by oznajmić rodzicowi, że opinia nie zostanie wydana. Obecny pomysł MEN, by dodatkowo zabronić prywatnym poradniom wydawania takich opinii cofnie nas co najmniej do czasów PRL-u, kiedy to urzędnik był panem i władcą, który nie obsłuży natrętnego petenta jeśli ten okazuje zbyt mało uniżenia. Trudno się dziwić, że do tej pory rodzic wolał zapłacić prywatnej poradni, by chociaż potraktowano go jak człowieka.


3. Wymóg zgody dyrektora, na swoisty patronat szkoły wobec dzieci edukowanych przez rodziców

Niewiele osób o tym wie, ale pierwotne zapisy dotyczące edukacji domowej zobowiązywały rodzica do zapisania dziecka do szkoły w rejonie której mieszka. Ze wszystkich kłód rzucanych pod nogi rodzicom, ta była największa. Dyrektor bowiem bardzo często uznawał, że należy ukrócić te „fanaberie” rodziców. Jak bowiem ktoś byłby w stanie dorównać jego zespołowi magistrów od wszystkiego? Co więcej, rodzice traktowani byli jak intruzi, którzy dodatkowo insynuują, że 5 lat studiów danego nauczyciela nic nie znaczą, skoro oni bez „papierka” będą w stanie nauczyć dziecko tego samego. W związku z tym zaczynało się zwodzenie rodziców, wzywanie na kolejne rozmowy, spotkania, przekonywanie, że ich pomysł jest co najmniej kiepski. Jednej z matek postawiono warunek, by co dwa tygodnie przygotowywała plan zajęć i przynosiła dyrektorowi do akceptacji (!). Gdy to nie działało dyrektor odmawiał zgody. Ponieważ ustawa nie przewidywała trybu odwoławczego, bywało że sprawa trafiała do sądu. Miesiące mijały, „rok szkolny” trwał. Rodzice narażali się na grzywny i procesy za nieposyłanie dziecka do szkoły. Wreszcie grupce rodziców udało się wpłynąć na posłów, by zmienili przepis o konieczności zapisania dziecka w rejonie. Udało się. Zaczęły powstawać więc szkoły prywatne, niektóre zajmowały się wyłącznie dziećmi edukowanymi w domu. Rodzice odetchnęli. Byli gotowi jechać setki kilometrów, by ktoś wreszcie potraktował ich jak człowieka. Krzywda, którą otrzymali od „systemu” była niepowetowana, ale wreszcie pojawiło się światełko w tunelu, że „system” zostawi ich wreszcie w spokoju.


Tymczasem w grudniu zeszłego roku MEN ogłosił nagle obcięcie subwencji dla szkół na dziecko uczone w domu. Zmiany miały wejść od stycznia. Dla wielu szkół oznaczało to groźbę likwidacji. Co najmniej jedna ze szkół przeniosła się do innego województwa, by zmniejszyć koszty.


Ostatni pomysł MEN-u jest atakiem właśnie na takie placówki. Dla rodziców oznacza to powrót do wcześniejszego modelu, bo jeśli w jego województwie nie znajdzie się przyjazny rodzicom dyrektor, to czy będą zmuszeni do posyłania dziecka do szkoły?


Oczywiście MEN podsunie nam zapewne podobne przykłady, które podawał na spotkaniu z przedstawicielami rodziców kilka miesięcy temu, a mianowicie dotyczące dzieci, które mieszkają za granicą, a są zapisane do szkoły w Polsce. W opinii Ministerstwa szkoła nie powinna brać za takie dziecko pieniędzy, kiedy de facto dziecka w szkole nie ma.


Luk w prawie nie powinno się jednak rozwiązywać kosztem rodziców i dzieci. Sam pomysł przypisania dziecka do szkoły, podczas gdy jego miejscem nauki jest dom, las, ogród, muzeum itd. wydaje się absurdalny. Ministerstwo nie powinno więc się dziwić, że rodzic zrobił co musiał, a uczy gdzie mu się podoba. Na pewno nie w szkole.


Przykłady zaczerpnięte z bezpośrednich relacji rodziców oraz z książki „Edukacja domowa w Polsce Teoria i praktyka”.




Aleksandra Musiał





DATA: 2016-10-11 18:12
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

@WWM - na wybory w JOWach, szkolnictwo domowe, broń pod poduszką itp mogą sobie pozwolić społeczeństwa z licznymi instytucjami demokratycznymi oraz dobrze zorganizowane społecznie, bez większej groźby anarchii i w końcu upadku-(np. na Ukrainie właśnie brak państwa w wielu obszarch , kontroli społecznej poprzez instuytucje państwa, doprowadziły ich do upadku)ps : kiedyć mówiła się "keczup" a teraz "keczap" no i coo z tego...?"antypolactwo" to zjawisko, czyli przedrostek niekoniecznie musi się oddzielac od nazwy własnej..!
ponad 1 rok temu / zbm
 
Moja córka dopiero w edukacji domowej ma czas na uspołecznianie. Często wyjeżdżamy i nic nie traci że szkoły tam gdzie jest ma szkołę pod ręką. Uczy się w swoim tępe i optymistycznie patrzy w przyszłość. Teraz nareszcie mamy czas dla siebie.
ponad 1 rok temu / Kasia
 
ludzie litości, zakazu kształcenia w domu nie wprowadzą, tylko pieniążki obetną i bardzo dobrze, bo takie domowe nauczanie prowadzi do wychowania istot całkowicie aspołecznych i nieprzystosowanych do zycia w spoleczeństwie. a jak ktoś się uprze, ze chce wychować człowieka aspołecznego, to niech to robi na własny koszt!!! nauczania indywidualnego dla chorych nie zlikwidują, bo to inna bajka.
ponad 2 lata temu / Aaaa
 
Każdy człowiek jest istotą wolną i żaden rząd nie ma prawa go tej wolności pozbawiać (kształcenie i wychowanie swoich dzieci nie jest żadnym występkiem zasługującym na karanie). Gdy chodzi o pieniądze to nie ma takiej niegodziwości, której nie popełni rząd!!!
ponad 2 lata temu / człowiek
 
No właśnie widać że jako sierota po komunie nie odróżniasz prawdziwej wolności w Bogu od fałszywej wśród zaślepionych czcicieli bożka Mamony. Nawróć się na katolicyzm, porzucając guru Korwina i przyjmując Chrystusa za Pana.
ponad 2 lata temu / do Angela M.
 
do "do asss" Mnie uczono ze Bog dal czlowiekowi rozum i wolna wole aby sam decydowal za siebie (a w przypadku rodzicow za swoje dzieci). Rozumiem ze taka konstrukcja myslowa jest zbyt skomplikowana dla sierot po komunie, ponoc katolikow, ktorzy nie znaja nawet Katechizmu, ze o podpisaniu sie jakims sensownym nikiem nie wspomne.
ponad 2 lata temu / Anglia
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.