DZIŚ JEST:   27   MAJA   2019 r.

Św. Augustyna z Canterbury
Św. Fryderyka, biskupa
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 24  >   CYWILIZACJA

Rozmowa z Wojciechem Sumlińskim

Wciąż czekamy na wolną Polskę


Z Wojciechem Sumlińskim, dziennikarzem śledczym, autorem wydanej niedawno książki zatytułowanej Z mocy bezprawia, rozmawia Roman Motoła.

- Panie Redaktorze, kto rządzi Polską?
- W moim głębokim przekonaniu bardzo duży, może nawet decydujący wpływ na bieg tego, co od dwudziestu lat dzieje się w Polsce, mają tajne służby specjalne wywodzące się z PRL, które w tamtym okresie podporządkowały sobie ogromną część domeny publicznej. Jest to widoczne w wielu instytucjach i w wielu sferach, począwszy od tak prozaicznej jak to, kto w ciągu ostatnich dwóch dekad wywierał decydujący wpływ na kształtowanie się mediów. Mamy dwie bardzo duże telewizje komercyjne i tajemnicą poliszynela jest, z jakich kręgów wywodzą się ludzie, którzy tymi stacjami kierują.
A popatrzmy tylko, kto w ciągu ostatnich dwudziestu lat wygrywa przetargi na największe inwestycje. Przykład pierwszy z brzegu: teraz w Warszawie mamy dwie sztandarowe przedsięwzięcia: Most Północny i Stadion Narodowy. Oba realizuje firma Pol Aqua, w której miał swe udziały mój były informator, dawny szef kontrwywiadu PRL. Przyjrzyjmy się też dziesiątkom, a nawet setkom spółek, o których nikt nigdy nie słyszał, a które otrzymują kontrakty na kwoty rzędu miliarda złotych.
Na przykład firma Megagaz, mieszcząca się w pomieszczeniu nie większym niż kawiarnia, w której rozmawiamy, powstała ot tak, bo skrzyknęło się paru ludzi z dawnej nomenklatury. Tak to więc wygląda – ludzie się umawiają, zakładają spółkę, startują w przetargu na budowę trzeciej nitki rurociągu naftowego „Przyjaźń”. Powstaje konsorcjum z udziałem tej dopiero co powstałej spółki i dostaje kontrakt na kwotę 900 milionów złotych. Inwestycja się zaczyna, nigdy jednak nie zostaje ukończona, pieniądze znikają…
Mówię tylko o jednej spółce, a jest ich bardzo, bardzo dużo…
O tym, kto rządzi, mogę też powiedzieć na innym przykładzie. Onegdaj wraz z kolegą dziennikarzem przygotowywaliśmy materiał o pedofilach. Znajomy zaprowadził nas do swojego informatora, mówiąc: To jest człowiek z dawnej Służby Bezpieczeństwa, on zbierał haki, szantażował pedofilów oraz, na tej podstawie, pozyskiwał współpracowników. Zostaliśmy „wprowadzeni”, odbyło się jedno spotkanie, drugie, trzecie. Pierwsze zaskoczenie nastąpiło, gdy okazało się, że ten pan mieszka na Dolnym Mokotowie, w pobliżu Pól Mokotowskich. Elitarne miejsce w Warszawie, siedziba wielkości pół hektara. Wartość samego terenu w tym miejscu idzie w miliony złotych. Na podwórku dwa nowiutkie terenowe auta, piękny dom. Bardzo, bardzo majętny człowiek.
Przy trzecim kolejnym spotkaniu, gdy atmosfera się troszeczkę rozluźniła, pokazuje nam w pewnym momencie szafę i mówi, że z tego, co się tam znajduje, wykształcił dzieci, a teraz kształci wnuki. On się nam po prostu bezczelnie pochwalił, że zawartością swojej szafy złamał życie iluś tam ludziom, których przez lata szantażował czy wciąż szantażuje. Ludzie ci dysponują zapewne dużymi pieniędzmi i znaczącymi wpływami, mogą więc opłacać się temu panu, który żyje jak milioner. A ten pan to był zwykły kapitan SB!
To było już ładnych parę lat temu, włosy stanęły mi wówczas dęba na głowie, bo zacząłem się zastanawiać, że jeżeli zwykły „ubol” może sobie tak żyć szantażując „x” osób, to ilu kapitanów w Polsce ma takie szafy?! A jakie szafy mają ich szefowie – pułkownicy, i przełożeni pułkowników – generałowie: ile takich szaf mają, na przykład, generał Kiszczak czy generał Jaruzelski?! Zastanawiałem się, ile osób w naszym kraju żyje niczym marionetki wiszące na nitkach? Ile razy, gdy ktoś publicznie mówi rzecz budzącą zdumienie, myślimy: dlaczego człowiek obdarzony takim autorytetem albo taką wiedzą wygaduje rzeczy tak głupie albo tak podłe? Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że może on nawet nie chce tak mówić, ale ktoś go kiedyś złamał.
Wraz z zajmującym się przed laty sprawą tajemnicy śmierci ks. Jerzego Popiełuszki prokuratorem Andrzejem Witkowskim niejednokrotnie zastanawialiśmy się, dlaczego na przykład ks. Michał Czajkowski, ile razy otworzy usta na jakikolwiek temat – a był to przed paroma laty „dyżurny” ksiądz występujący bardzo często w największych mediach – tylekroć wypowiada się na temat śledztwa w sprawie śmierci ks. Jerzego i tylekroć nie zostawia suchej nitki na Witkowskim, używając inwektyw typu: szaleniec, wariat i tym podobnych. Witkowski mówił mi: Przecież ja tego człowieka w życiu nie spotkałem, nic mu nie zrobiłem, a on nawet jak mówi o czymś zupełnie innym, zawsze nawiąże do mnie, żeby mi dokopać. Przestaliśmy się nad tym zastanawiać, gdy wyszło na jaw, że ks. Czajkowski był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, który od wielu, wielu lat realizował zadania. A jeszcze w roku 2005, czyli całkiem niedawno funkcjonował jako „autorytet moralny”…
W swoim dziennikarskim życiu spotkałem wiele takich osób, które krok po kroku przestają być autorytetami, bo zaczyna wychodzić na jaw prawda o ich przeszłości, ale ilu jeszcze takich „autorytetów” nie poznaliśmy do dziś dnia? Pamiętam jak w roku 2004, gdy przeprowadzałem śledztwo w sprawie tajemnicy śmierci ks. Popiełuszki dotarłem z kamerą do ks. Andrzeja Przekazińskiego, dyrektora Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, a ten w pierwszym zdaniu mówi mi: Panie Wojciechu, niech pan wyłączy kamerę, to porozmawiamy. Wyłączamy kamerę, a on wtedy: Niech pan się nie zajmuje tą sprawą. – Dlaczego, proszę księdza? – Dlatego, że przez tę sprawę zostanie opóźniona beatyfikacja Jurka. Tak bardzo chciałbym doczekać beatyfikacji, a wy znowu to rozgrzebiecie i nic z tego nie będzie. Nie zgadzałem się z ks. Andrzejem, ale myślałem, że przyświecają mu dobre pobudki i próbowałem je zrozumieć.
Dopiero dwa lata później wyszły z IPN dokumenty świadczące, że od wielu, wielu lat ks. Andrzej Przekaziński był współpracownikiem dawnej SB. Został zwerbowany już w latach osiemdziesiątych, czyli wtedy, kiedy był rzekomo przyjacielem księdza Jerzego. Wielu ludziom wydaje się, że ten okres dawno minął i nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się tu i teraz. Otóż ma i to bardzo duży. Te teczki dalej są w użyciu, ta agentura dalej funkcjonuje. Minione dwie dekady nie zmieniły tego stanu, a wręcz przeciwnie: utrwaliły go.

- Ważnym elementem życia publicznego w naszym kraju są mainstreamowe media, zwłaszcza elektroniczne, które wywierają nieporównanie większy wpływ na opinię społeczną niż usytuowane po prawej stronie czasopisma, tygodniki czy nawet dzienniki. Jak Pan ocenia obecną kondycję dziennikarstwa, szczególnie dziennikarstwa śledczego, którym sam się Pan zajmował?
– Gdy zaczynałem, w połowie lat dziewięćdziesiątych, było nas sporo. Wielu wierzyło, że jest to jakaś misja, że wkładając głowę tam, gdzie ktoś inny nie włożyłby ręki, robimy coś dla dobra publicznego. Dzisiaj, patrząc na losy większości moich kolegów, którzy byli wówczas dziennikarzami śledczymi, można mieć przykre konotacje. Albo poszli do PR i za olbrzymie pieniądze bronią tych, których kiedyś opisywali, albo – o czym wie każdy dziennikarz na tym rynku – są agenturą w rękach tajnych służb.
Kondycję dziennikarstwa śledczego w Polsce za czasów Donalda Tuska oceniam bardzo źle. Bo na czym polega dziennikarstwo śledcze? Przede wszystkim na patrzeniu władzy na ręce. Dzisiaj zaś patrzy się na ręce opozycji. Dziennikarstwo śledcze zostało zniszczone. Znam sporo kolegów, którzy w ogóle wyszli z zawodu, bo się rozczarowali i mieli zwyczajnie dość. Niektórzy wyjechali za granicę, woleli robić cokolwiek niż patrzeć na to, jak u nas – jeśli można tak górnolotnie powiedzieć – upadał i dogorywał etos tego zawodu.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 

 

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do Parlamentu Europejskiego (45,57 proc.) – to wynik po podliczeniu ponad 90 proc. głosów.

 
 

Polscy prokuratorzy po raz kolejny badają szczątki samolotu Tu-154M, który 10 kwietnia 2010 roku rozbił się w Smoleńsku. Śledczy mają dokonać oględzin agregatów, podzespołów i elementów konstrukcyjnych samolotu.

 

Wybory do Parlamentu Europejskiego – ku zaskoczeniu wszystkich– cieszyły się sporym zainteresowaniem. Rekordowa była nie tylko frekwencja, ale też wyniki poszczególnych kandydatów. Na tle całego kraju najwyższy wynik uzyskała była premier Beata Szydło.

 

„Prawnicy Instytutu Ordo Iuris udzielą bezpłatnej pomocy prawnej naocznym świadkom gorszących scen oraz ataków na uczucia religijne podczas Marszu Równości w Gdańsku”, napisał na Twitterze mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

 

Co najmniej cztery osoby zginęły w dokonanym w trakcie Mszy św. napadzie na katolicki kościół pod wezwaniem Matki Bożej w wiosce Toulfe na północy Burkiny Faso – poinformowała diecezja Ouahigouya.


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.