DZIŚ JEST:   21   LUTY   2019 r.

Św. Piotra Damianiego, Doktora Kościoła
Św. Roberta Southwella
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 46  >   TEMAT NUMERU: WITAJ SZKOŁO, ŻEGNAJCIE ZŁUDZENIA

Emilia i Filip Obarowie

W trosce o duszę, czas i… pieniądze

W trosce o duszę, czas i… pieniądze
By anonymus (Punch (the Danish)) [Public domain], via Wikimedia Commons

Bodaj pierwszym skojarzeniem, jakie nasuwa się wielu osobom, gdy słyszą o nauczaniu domowym, jest niebezpieczeństwo izolacji dziecka i jego nieprzystosowania do rzeczywistości. Przykład ten pokazuje, jak głęboko zakorzeniło się w nas myślenie zgodne ze współczesnym opresyjnym modelem państwowości, w którym wszystkie dziedziny życia od najmłodszych lat winny być podporządkowane jednej wizji i jednej centralnej procedurze biurokratycznej. Aż strach pomyśleć, że mogłoby być inaczej! A jednak szereg rodziców ma odwagę tak postąpić. Przedstawiamy wnioski z naszych rozmów i poszukiwań.

 

Już w XIX wieku zarzucano, iż rodzice edukujący dzieci w domu robią z nich „salonowe lalki” znające jedynie języki i zwyczaje towarzyskie, niewdrażane do systematyczności z powodu licznych wizyt oraz świąt religijnych i rodzinnych. Wspomnianą wyżej „aspołeczność” wytykała na przełomie XIX i XX wieku pedagog Aniela Szycówna, pisząc, iż nauczanie domowe powodowało, iż nie rozwijała się u nich zdolność do uczuć społecznych, często zaś rodził się egoizm, samolubstwo i zarozumiałość.

 

W tę samą retorykę wpisuje się zarzut wychowania w „cieplarnianych warunkach”. Zbyt długie przebywanie chłopców w domu pod dozorem troskliwych rodziców mogło powodować zamiast wykształcenia twardego charakteru przesadne rozkapryszenie, brak samodzielności i czułostkowość – pisał w jednym z listów Wojciech Dzieduszycki. Ponadto, zarzucano brak przystosowania do realnego życia, radzenia sobie z prawdziwymi przeciwnościami i wiele innych rzeczy.

 

Zderzenie ze szkolną rzeczywistością w czasach zaborów sprawiało, że w naturalnym odruchu samozachowawczym polskie rodziny decydowały się na nauczanie w domu. Już wtedy narzekano na przeładowanie dzieci materiałem i na zbyt ujednolicony model edukacji stosowany dla wszystkich uczniów. Przede wszystkim jednak chciano uniknąć wynarodowienia dzieci przez nauczanie w językach zaborczych i przekazywanie zakłamanej wizji historii i świata.

 

Współczesne doświadczenia i wypowiedzi osób nauczających w domu świadczą, że te zasadnicze motywy od ponad dwustu lat się nie zmieniły. Wiele rodzin decyduje się na nauczanie domowe nie tyle „dla idei”, co po prostu z konieczności, świadomych, po pierwsze, niskiego poziomu i złej organizacji współczesnej edukacji, po drugie, szeregu problemów wychowawczych, jakich ona nastręcza. Tak było w przypadku dwóch rodzin, z którymi rozmawialiśmy.

 

Szkołę przedstawia się dziś jako wielkie dobrodziejstwo, na które jesteśmy skazani, i nie ma od tego odwrotu. Decyzja o nauczaniu w domu daje istotną świadomość, że możemy sami ustalać warunki, w jakich będzie się uczyć i wychowywać nasze dziecko – zwraca uwagę pani Alicja z Krakowa nauczająca domowo trójkę dzieci.

 

Zdecydowaliśmy się uczyć domowo naszą starszą córkę, ponieważ zwyczajnie baliśmy się wpływu, jaki będzie miało na nią gimnazjum. Gimnazja są dziś wręcz osławione wybrykami młodzieży. Jednocześnie obserwując naukę córki w podstawówce, widzieliśmy jej jałowość. Dziecko poświęca dużo czasu na naukę, otrzymuje dobre oceny, ale nie zdobywa prawdziwej wiedzy, nie prowadzi się też pracy wychowawczej, wręcz przeciwnie: działania nauczycieli były często niesprawiedliwe i krzywdzące – dodaje nasza rozmówczyni.

 

Problemy wychowawcze i zagrożenia płynące z uczęszczania do szkoły ukazały się w pełnej krasie, gdy syn pani Alicji dorósł do wieku gimnazjalnego.

 

Już pod koniec podstawówki zaczęliśmy obserwować zagrożenie płynące z puszczenia dziecka „samopas” do współczesnej szkoły. Już w tym wieku chłopcy zaczynają interesować się pornografią. Ale najgorsze są reakcje tak zwanego „przeciętnego” rodzica, który nie widzi w tym problemu, argumentując, na przykład, że „Playboy” to przecież nie pornografia. Takie reakcje nie mieściły nam się głowie – opowiada mama trójki dzieci.

 

Doświadczenie współczesnych rodziców pokazuje, że w podążaniu „zwyczajnym” tokiem edukacji kryje się nie tylko zagrożenie światopoglądowe (wpajanie liberalnych „wartości” współczesnej demokracji), ale i znacznie bardziej oczywiste: mające oblicze zwyczajnej moralnej degeneracji. Stwierdzenie, iż trudno od niej uchronić w sytuacji, gdy połowa kolegów w klasie może pochwalić się nowym smartfonem z dostępem do internetu, jest już dzisiaj truizmem. Na ten aspekt edukowania w domu zwracał uwagę dziewiętnastowieczny pedagog Feliks Jezierski: Pod czułą opieką domu rodzinnego łatwiej było bowiem uchronić dzieci od szkodliwych wpływów, uniknąć grubiańskiego towarzystwa i wychowywać je w atmosferze etykiety i dobrych manier.

 

W domu jest efektywniej

 

Również rozkład dnia wygląda dziś podobnie jak w czasach, gdy dzieci edukowano w pałacach, dworach i kamienicach. Ze wspomnień hrabiny Elizy z Branickich Krasińskiej wynika, że w XIX wieku dzień nauki zaczynał się rano, po wspólnym rodzinnym śniadaniu, przerywał go spacer i obiad, a kończył się po południu, by został jeszcze czas na zajęcia dodatkowe, takie jak lekcje tańca, rysunku czy gry na instrumencie. Czytywano także książki historyczne, poezję lub dramaty. Piszący o tych czasach Kajetan Kraszewski dodaje, iż rodzinne lektury dobierano tak, aby dzieci mogły ich słuchać z korzyścią dla pobieranych nauk.

 

Rodzice nauczający w domu na pewno zgodzą się z jednym: że ich dzieci mają o wiele więcej czasu, niż gdyby chodziły do szkoły. Pani Ewa z Bolechowic, ucząca syna przez cały okres gimnazjum, obok innych względów wymienia właśnie powyższy.

 

Co zadecydowało? To, że nauka w szkole zabiera dziecku całe życie; jest nieefektywna i stresująca; powoduje konflikty między dzieckiem a rodzicami; jest droga i podporządkowuje problemom edukacji życie całej rodziny. Jesteśmy też przeciwni ingerencji państwa we wszystkie dziedziny życia oraz systemowi oświaty, w którym wszyscy uczą się tego samego, który dodatkowo sprzyja indoktrynacji, a nie wychowaniu, zwłaszcza katolickiemu – komentuje nasza interlokutorka.

 

Jak podkreślają rodzice, ucząc się od rana, zwykle z dwiema dłuższymi przerwami, dzieci przerabiają dzienną porcję materiału po obiedzie i reszta dnia pozostaje wolna.

 

Zazwyczaj nie uczymy się w weekendy, święta i ferie. Weekendy są faktycznie weekendami, podobnie jak popołudnia, gdyż w nauczaniu domowym udaje się przerobić całą dzienną porcję materiału w pół dnia, tak że druga połowa dnia pozostaje całkowicie wolna. Popołudnia można swobodnie przeznaczyć na zajęcia dodatkowe, czytanie książek czy spotkania – podkreśla pani Alicja.

 

Co najważniejsze, taka nauka często nie trwa aż do czerwca.

 

W zeszłym roku udało nam się zaliczyć cały materiał już pod koniec kwietnia.

 

Krytycy nauczania domowego zarzucają, iż nie posyłając dziecka do szkoły, zaniedbuje się jego rozwój fizyczny, ponieważ w codziennym rozkładzie dnia trudniej uwzględnić zajęcia ruchowe. Zapytaliśmy rodziców, czy to prawda.

 

Tak jak z rzekomym brakiem kontaktów społecznych. Mit, że dziecko poza szkołą nie ma żadnych znajomych, a bez lekcji wychowania fizycznego pozostaje w zupełnym bezruchu, jest bardzo powszechny. Dziecko spaceruje, biega, pływa, jeździ na rowerze albo uprawia jakąś dyscyplinę sportu, bo lubi to robić. To tryb życia ucznia szkolnego jest bardzo niezdrowy, zwłaszcza z powodu wielogodzinnego siedzenia w ławkach i dźwigania od najmłodszych lat straszliwie ciężkich tornistrów. Uczeń domowy ma dużo więcej okazji do ruchu, a także czasu, żeby stosownie do wieku i możliwości wykonywać różne prace fizyczne, co ma także znaczenie wychowawcze – zaznacza pani Ewa.

 

Detoksykacja mózgu

 

Obie mamy, z którymi rozmawialiśmy, rozpoczynały nauczanie domowe najwcześniej w ostatnich klasach podstawówki, mają więc bardzo świeże porównanie dwóch omawianych modeli edukacyjnych. Obie podkreślają także, iż wprawdzie na początku samodzielne uczenie nastręcza pewnych trudności, zarówno w kwestii przekazywania materiału, jak i dopełniania wszelkich koniecznych formalności, ale pozytywne efekty tej decyzji znacznie przekraczają początkowe wyobrażenia, przynosząc niespodziewane miłe zaskoczenia.

 

Okazuje się, że gdy dziecko przestaje chodzić do szkoły, nie tylko „odzyskuje” połowę swego życia, którą pochłaniało odrabianie zadań i nadrabianie materiału, którego nie udało się efektywnie przerobić podczas lekcji, ale zyskuje coś znacznie ważniejszego: świadomość samodzielności i własnej odpowiedzialności oraz swobodę poszukiwania i realizowania własnych pasji.

 

Pierwszy rok to była detoksykacja mózgu. Nasze dzieci wyszły ze szkoły bez zainteresowań, bez inklinacji do zwiedzania i czytania, ponieważ była to szkoła odrabiania zadań, a nie poznawania świata i rozwoju osobistego. Później zaczęły się poszukiwania zainteresowań, nasze dzieci zaczęły się otwierać, w przypadku starszej córki jest to wręcz erupcja różnych pasji, i teraz doszliśmy do momentu, w którym musimy przeprowadzić selekcję. Nasze dzieci nie mają czasu na gry komputerowe, bo tyle mają zainteresowań – opowiada pani Alicja.

 

Kolejnym miłym zaskoczeniem jest aspekt społeczny towarzyszący domowemu modelowi edukacji. Dziecko, które dobrowolnie angażuje się dla przykładu w modelarstwo, szermierkę czy jazdę konną, siłą rzeczy poznaje nowe osoby z grona rówieśników i zaprzyjaźnia się z nimi. – Poza szkołą naprawdę istnieje życie, a różnica w kontaktach z rówieśnikami polega tylko na tym, że nie są one przypadkowe, jak w szkole, lecz starannie dobrane. Poza tym istnieje harcerstwo i nasze dziecko samo znalazło do niego drogę – tłumaczy pani Ewa.

 

 

Szkoła zabójcą dusz

 

Ellen Key – szwedzka pisarka i pedagog działająca na przełomie XIX i XX wieku – zalecała, by kształcenie dziecka co najmniej do dwunastego roku życia odbywało się jedynie w domu, gdzie rodzic lub nauczyciel mógł dostosować metody nauczania do indywidualności dziecka. Jednocześnie podkreślała, iż szkoła jest zabójcą dusz. To określenie można rozumieć nie tylko jako niszczenie indywidualności w dziecku, ale również jako kłodę rzucaną pod nogi rodzicom chcącym zapewnić swym dzieciom integralne wychowanie w określonym systemie wartości. Wszak edukacja to nie tylko zdobywanie wiedzy, ale również umiejętności moralnych, takich jak odróżnianie dobra od zła, a także po prostu – kształtowanie dobrego charakteru poprzez dyscyplinę i przykład płynący z góry.

 

W polskiej tradycji od wielu wieków podkreślano rolę moralnego kształtowania, jaka przypadała kobietom edukującym w domu. W czasach rozbiorów uwidoczniła się ona w kontraście do demoralizującego wpływu szkół podporządkowanych agresywnej polityce zaborców. Dlatego szczególnie w okresie, gdy modlitwa w języku polskim została zakazana w szkole zaborczej, matki Polki zobowiązane były nauczać dzieci w domu polskich modlitw i pieśni kościelnych, a także prawd wiary i życia zgodnego z zasadami religii katolickiej. Zadaniem ich było także zapoznawanie dzieci z obyczajami narodowymi, ściśle związanymi właśnie z obrzędami religijnymi – czytamy w ciekawej monografii autorstwa Moniki Nawrot‑Borowskiej zatytułowanej Nauczanie domowe na ziemiach polskich w II połowie XIX i początkach XX wieku.

Ważny element edukacji stanowiło też poznawanie żywotów świętych i osób zasłużonych dla Kościoła. Istotne miejsce w programie nauczania zajmowały lekcje katechizmu i historii świętej, udzielane początkowo przez matkę, następnie przez zakonnika – wspomina z kolei hrabia Piotr Mańkowski.

 

Współcześni rodzice również doceniają możliwości, jakie daje nauczanie domowe w kwestii wychowania dzieci.

 

Przypadkowo wpadła nam w ręce encyklika Piusa XI O chrześcijańskim wychowaniu młodzieży, która utwierdziła nas w przekonaniu, że nasza postawa nie jest sprzeczna z odwiecznym magisterium Kościoła. Znalazła się prywatna poradnia psychologiczno‑pedagogiczna, która (w odróżnieniu od państwowych) gorąco poparła nasz pomysł i szkoła katolicka w stolicy, która zechciała nam pomóc – wspomina pani Ewa.

Dla nas była to fascynująca przygoda, która dała nam wiele swobody w sposobie uczenia się, ale także w zwyczajnym życiu rodzinnym, które nie musiało być całkowicie podporządkowane szkole (czyli państwu). Co do tego jesteśmy jednomyślni – podsumowuje nasza rozmówczyni.

 

Wszystkie cytaty historyczne pochodzą z monografii Moniki Nawrot‑Borowskiej Nauczanie domowe na ziemiach polskich w II połowie XIX i początkach XX wieku.

 

Emilia i Filip Obarowie




 

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 

Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
 

Abp Carlo Maria Vigano opublikował kolejny list otwarty skierowany do papieża Franciszka oraz przewodniczących poszczególnych Episkopatów. W swym liście hierarcha nawiązuje do watykańskiego spotkania poświęconego nadużyciom seksualnym i przypomina postawę św. Piotra, który nawrócił się i podążał za Chrystusem. 

 
 

Dzieło św. Piotra Damianiego pt. „Liber Gomorrhianus” to traktat, który zawiera niezwykle cenne wskazówki mówiące o tym, dlaczego nie należy milczeć w sprawie problemu homoseksualizmu wśród duchownych. Warto przypomnieć, że Św. Damiani otrzymał pełne wsparcie świętego papieża – Leona IX.

 

Stany Zjednoczone oraz Chiny wspólnie pracują nad porozumieniem mającym na celu zakończenie sporu handlowego. Reuters informuje, że obie strony dążą do porozumienia, a negocjatorzy mają mieć już uzgodnione najważniejsze kwestie. Umowa kończąca wojnę handlową może zostać ogłoszona jeszcze przed 1 marca.

 

W stanie Orisa we wschodnich Indiach zamordowano 40-letniego chrześcijanina. Mężczyzna był ojcem piątki dzieci, a na chrześcijaństwo nawrócił się rok temu. Zaledwie dwa miesiące temu przyjął chrzest.

 

Po domaganiu się od szkół wprowadzenia indoktrynujących zajęć na temat tzw. mowy nienawiści, kolejnym kontrowersyjnym działaniem prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego jest podpisanie „Karty LGBT +”.  Przedstawione w niej postulaty rozwiązania budzą poważne wątpliwości z punktu widzenia prawnego. Eksperci Ordo Iuris przygotowali analizę tego dokumentu, która została zaprezentowana na briefingu prasowym.


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.