DZIŚ JEST:   21   SIERPNIA   2019 r.

Św. Piusa X, papieża
Św. Apolinariusza
 
 
 
 

„W obronie wypraw krzyżowych”. Odkłamać historię krucjat!

„W obronie wypraw krzyżowych”. Odkłamać historię krucjat!
FOT.Kurt Miller/Stocktrek Images/FORUM

Moja książka ma za zadanie przede wszystkim wzbudzić refleksję i wymusić w czytelnikach swego rodzaju ,,czujność historyczną”. Robię to, oczywiście, poprzez wyprostowanie pewnych powszechnych kłamstw i mitów związanych z tematyką krucjat – mówi Bartosz Ćwir, autor książki „W obronie wypraw krzyżowych”, która ukazała się nakładem warszawskiego Wydawnictwa Prohibita.

 

Skąd wzięło się u Pana zainteresowanie takim tematem jak krucjaty i jak to się stało, że w tym zalewie intelektualnej nieuczciwości o której pisze Pan w książce, doszedł Pan do wniosku, że fakty są zupełnie inne niż powszechnie serwowane społeczeństwu?

 

Naprawdę trudno jest wskazać konkretny moment, w którym zainteresowałem się tematyką wypraw krzyżowych zupełnie na poważnie. Zresztą ja jestem dosyć ciekawym przypadkiem, bo kiedyś wpisywałem się w ten ,,postępowy” nurt patrzenia na krucjaty – kiedyś pisywałem prozę i pamiętam dokładnie, że spod mojego pióra wyszedł tekst, który przedstawiał sobór w Clermont (który zainicjował I zbrojną pielgrzymkę do Ziemi Świętej) w bardzo mrocznych barwach. Sam nie wiem, kiedy dokładnie dokonała się we mnie jakaś przemiana. Nawet jak zaczynałem pisać ,,W obronie wypraw krzyżowych” nie miałem pewności, czy idę właściwą drogą. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że wszystkie niegodziwości krzyżowców przedstawiane są zazwyczaj w maksymalnie skondensowanej formie – tzn. zbiera się wszystkie negatywne przypadki i zestawia razem w jednym miejscu, mimo że tak naprawdę występowały na przestrzeni stuleci.

 

Zresztą cała moja książka jest właściwie opisem zderzenia przeciętnego odbiorcy z całym tym przekazem na temat krucjat, istniejącym zarówno w tekstach kultury, jak i pracach naukowych. Naukowcy na przykład nieraz pisali, że z rzezi Jerozolimy nie uszedł z życiem żaden muzułmanin (poza gubernatorem Jerozolimy, który wynegocjował sobie bezpieczne przejście za mury oblężonego miasta). Tymczasem w relacji anonimowego rycerza, która zachowała się do dziś, można wyciągnąć nieco inne wnioski. Zastanawiało mnie zatem, dlaczego w pracach poważnych historyków (Runcimana czy Mayera) nie dokonywało się szczegółowej analizy źródeł w tym zakresie, żeby nie pozostawić czytelnikowi żadnych wątpliwości.

 

Opisany powyżej problem jest naprawdę trudny, bo w rzeczywistości trudno jest dojść do prawdy w opisywaniu tak odległej przeszłości. Nieco inaczej wygląda sytuacja z Saladynem i jego rzekomym miłosierdziem dla chrześcijan broniących Jerozolimy w 1187 roku. Tutaj źródła arabskie mówią absolutnie wprost, że odeszli wolno tylko ci, którzy mogli za siebie zapłacić. W praktyce wzięto do niewoli tysiące jeńców – w tym kobiety zapędzono do haremów. Zabrzmi to naprawdę bardzo ponuro, ale myślę, że większość z nich wolałaby jednak śmierć.

           

Do kogo kieruje Pan swoją książkę - do tych, którzy nic nie wiedzą na temat krucjat, czy raczej do tych, którzy mają już ugruntowaną opinię i są święcie przekonani, że chrześcijanie powinni wstydzić się krucjat i za nie przepraszać?

 

Pytanie chyba jeszcze trudniejsze od poprzedniego. Problematyka krucjat jest bardzo złożona, co wynika zarówno z dużej rozpiętości w czasie (można przyjąć, że ruch krucjatowy istniał przez kilka wieków), jak i z rozpiętości tematycznej (zbiegają się tu zagadnienia z zakresu polityki, teologii czy kulturoznawstwa). Trudno jest zatem napisać książkę, która dotrze do osób zupełnie niezainteresowanych tematem. Mimo to uprościłem bardzo wiele zagadnień oraz starałem się pisać wyrazistym językiem, żeby nawet odbiorcy bez większej wiedzy historycznej mogli z tej książki coś ciekawego wyciągnąć. Tych, którzy twierdzą, że powinniśmy za krucjaty przepraszać raczej ciężko jest przekonać, bo oni zazwyczaj odrzucają jakąkolwiek próbę dotarcia do nich. Z drugiej strony jeżeli moja praca natrafi na kogoś z nieco bardziej otwartym umysłem i do tego jeszcze zdoła nieznacznie zmienić jego sposób myślenia, to będę z tego faktu bardzo zadowolony.

 

Generalnie nie mam zamiaru zmuszać ludzi do przyjęcia mojego punktu widzenia – chcę raczej nakłonić odbiorców do refleksji. Jak wspomniałem wyżej, ,,W obronie wypraw krzyżowych” to przede wszystkim przedstawienie moich wątpliwości powstałych w zetknięciu się z dziełami kultury oraz pracami naukowymi dotyczącymi krucjat. Podam przykład: opisuję zajęcie przez krzyżowców Konstantynopola w 1204 roku, ale nie staram się przedstawiać tego wydarzenia jako chwalebnego czynu, lecz wskazuję na fakt, że Bizancjum samo sobie zgotowało taki a nie inne los. Konstantynopol ograbiono między innymi z tych skarbów, które Bizantyjczycy zagrabili z Rzymu sześćset lat wcześniej! Zresztą krzyżowcy podjęli się walki z Cesarstwem Wschodnim na prośbę kogoś, kto się głosił prawowitym cesarzem.

 

Nie chcę zatem tworzyć historii czarno-białej, gdzie z jednej strony mamy dobrych i szlachetnych, a z drugiej strony złych i niegodziwych. Problem w tym, że w przypadku IV wyprawy krzyżowej, zakończonej upadkiem Konstantynopola, Bizancjum postrzega się jako ofiarę. Cesarstwo Wschodnie widzi się często w samych superlatywach – przepych, piękne kościoły; generalnie klejnot w koronie chrześcijańskiego świata. Tymczasem na dworze cesarskim nieustannie się mordowano, dociskano obywateli kosmicznymi podatkami (zbieranymi przez administrację wojskową), a niekiedy gwałcono nawet małoletnie córki francuskich królów.

 

Ja nie chcę zatem wciskać odbiorcom gotowego obrazu wypraw krzyżowych, ale wolałbym raczej, aby moja książka pozwoliła im po prostu nieco szerzej spojrzeć na omawiane zjawisko i ogólnie na historię. Chcę zatem dotrzeć do każdego czytelnika, który lubi myśleć podczas lektury.

 

Pana książka jest napisana bardzo publicystycznym stylem. Czy taki styl wybrał Pan celowo zamiast pracy bardziej naukowej? Czy w ten sposób chciałby Pan dotrzeć z przekazem do większego grona odbiorców?

 

Wybór takiego stylu jest oczywiście celowy, za co w sumie niekiedy byłem krytykowany, chociaż nie uważam, abym w tym wypadku popełnił błąd. Jak wspomniałem wyżej, moja książka ma za zadanie przede wszystkim wzbudzić refleksję i wymusić w czytelnikach swego rodzaju ,,czujność historyczną”. Robię to, oczywiście, poprzez wyprostowanie pewnych powszechnych kłamstw i mitów związanych z tematyką krucjat. Rzecz w tym, że nauka ma za zadanie docierać do prawdy, a nie zmuszać do refleksji czy też wpływać na opinię publiczną poprzez stosowanie barwnego języka czy odwoływanie się do tekstów kultury. Te funkcje spełnia publicystyka. Uważam zatem, że pisanie nauki w taki sposób, aby kształtować opinię publiczną jest po prostu przekroczeniem kompetencji naukowca. Oczywiście między poszczególnymi formami przekazu granice nieraz się zacierają, bo przecież publicyści także mogą dążyć do odkrycia prawdy, przez co ich książki mogą posiadać naukowy charakter. Dla mnie jednak takie połączenie jest bardzo ryzykowne, a niekiedy przybiera wręcz formę swoistej groteski. Przykład? Niektóre książki Jana Tomasza Grossa, które uchodzą za naukowe, mimo że mają czysto publicystyczny charakter (np. książka ,,Sąsiedzi” otrzymała nagrodę literacką Nike, przyznawaną głównie beletrystyce).

 

Nauka zajmuje się docieraniem do prawdy, zaś publicystyka kształtowaniem opinii publicznej. Z powyższych względów nauka jest pisana dla stosunkowo wąskiego grona zainteresowanych (głównie innych naukowców) i nie wychodzi raczej poza ten krąg. Zastosowanie rzeczowego języka, skupienie się na detalach oraz niejednokrotnie rozmiar tych publikacji naprawdę utrudniają dotarcie z przekazem do tzw. przeciętnego odbiorcy. Zauważmy przy tym, że rozmiar publikacji wiąże się niejednokrotnie także z jej ceną, a to także może stanowić przeszkodę w dotarciu do szerszego grona odbiorców.

 

Moja książka jest dokładnie taka, jaka chciałem, żeby była. Stosunkowo niewielka, tania, napisana (mam nadzieję) językiem przykuwającym uwagę. Skupiłem się w niej na przedstawieniu sedna sprawy, więc potraktowałem mocno ogólnikowo wszystkie opisy bitew, rozmiary wojsk czy skomplikowane zagadnienia teologiczne. Jakby nie patrzeć chodzi o obalenie krucjatowych mitów, więc nie ma większego znaczenia, ilu rycerzy miał pod sobą Szymon z Montfort podczas oblężenia Tuluzy.

 

Na koniec zapytam dość przewrotnie, którą z krucjat która ostatecznie zakończyła się klęską uważa Pan za tę mającą największe szanse na ostateczny sukces? I co zdecydowało Pana zdaniem o porażce?

 

Pytanie z mojej strony brzmi: jak właściwie rozumiemy klęskę? W swojej książce zmieniam trochę spojrzenie na cel krucjat, co automatycznie zmienia także punkt widzenia związany z pojęciem sukcesu i porażki. Stawiam tezę, że celem wypraw krzyżowych była obrona chrześcijaństwa, a nie zajęcie Ziemi Świętej, obrona Jerozolimy czy też odzyskanie ważnych dla chrześcijan miejsc kultu. Wszystko wynika z bardziej globalnego spojrzenia na zbrojne pielgrzymki i dostrzeżenia znaczenia chociażby Półwyspu Iberyjskiego. Zazwyczaj krucjaty kojarzą się wyłącznie z Jerozolimą, a tymczasem bardzo ważne wydarzenia w zakresie walki w obronie chrześcijaństwa miały miejsce, w mojej opinii, właśnie na terenach współczesnej Hiszpanii i Portugalii.

 

Przykład pierwszy z brzegu: II krucjata do Ziemi Świętej zakończyła się oficjalnie całkowitą porażką. Krzyżowcy ostatecznie oblegali Damaszek, który wcześniej był wobec Królestwa Jerozolimskiego stosunkowo przyjazny. Ostatecznie nie dość że nie udało się zająć miasta, to jeszcze wpadło ono w ręce Nur ad-Dina – wówczas największego wroga krzyżowców. Problem w tym, że część krucjaty ruszyła nieco inną drogą niż trzon wojsk łacińskich – Anglicy, Flamandowie oraz przedstawiciele innych narodowości chcieli dostać się do Ziemi Świętej przez Morze Śródziemne, ale w tym celu musieli opłynąć Półwysep Iberyjski. Podczas podróży zostali nakłonieni do udziału w rekonkwiście i to właśnie dzięki ich pomocy z rąk muzułmanów odbita została chociażby Lizbona. Porażka czy sukces? Jak to ocenić? Nie jest to takie proste.

 

Dodatkowych problemów dostarcza fakt, że prawie żadna krucjata nie miała w momencie jej inicjacji jakiegoś określonego celu. Wyjątkiem może być wyprawa na Barbastro w 1084 roku czy też I krucjata do Ziemi Świętej zakończona w 1099 roku zdobyciem Jerozolimy, chociaż w przypadku tej ostatniej także nie ma całkowitej pewności (początkowo nie mówiono o Jerozolimie jako o celu wyprawy). Krucjaty bardzo często były reakcją na jakieś określone wydarzenia (np. III krucjata do Ziemi Świętej stanowiła reakcję na upadek Jerozolimy w 1187 roku). Konkretne plany zaczynano zazwyczaj snuć na miejscu, co niejednokrotnie kończyło się wyborem niewłaściwego celu (np. wspomnianego wyżej Damaszku podczas II krucjaty).

 

Ale jeżeli miałbym już wskazać jakąś konkretną ekspedycję, to myślę, że byłaby to IV krucjata do Ziemi Świętej, która zakończyła się zdobyciem Konstantynopola. I nie chodzi tu nawet o samo Bizancjum – cesarstwo padło, trudno. Problem w tym, że krzyżowcy obłowili się na grabieży stolicy, a w konsekwencji nie mieli ochoty podejmować dalszych działań i walczyć w Ziemi Świętej. Może gdyby jakimś sposobem udało się zmusić krzyżowców do dalszej walki...

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Paweł Buczkowski.

 

Bartosz Ćwir (ur. 1992) jest historykiem, absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorem książki „W obronie wypraw krzyżowych”, która ukazała się nakładem warszawskiego Wydawnictwa Prohibita.

 

           


DATA: 2019-07-16 07:17
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
19
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

cyt"dzieło napisał około sześćdziesiąt lat po opisanych wypadkach i żadne źródło z epoki nie potwierdza tego, by takie słowa padły. Sam Cezar miał według niej "żywą wyobraźnię".i"Od 1866 żaden historyk nie traktował tego zdania poważnie",Ewangelie tez powstały po 60-80 lat po wydarzeniach a traktuje się je poważnie
1 miesiąc temu / do Angus
 
@Hanka Jeśli cytujesz wikipedię, zacytujmy dokładnie: Z rzezią miasta wiąże się anegdotyczna wymiana zdań pomiędzy krzyżowcami a opatem Arnaud, którą opisał ok. 20 lat po rzezi mnich Caesarius of Heisterbach. Zapytany, jak krzyżowcy mają odróżniać katarów od chrześcijan, Arnaud miał rzekomo odpowiedzieć: "Zabijcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich" łac. Caedite eos! Novit enim Dominus qui sunt eius3. Według Regine Pernoud Cezar z Heisterbach swe dzieło napisał około sześćdziesiąt lat po opisanych wypadkach i żadne źródło z epoki nie potwierdza tego, by takie słowa padły. Sam Cezar miał według niej "żywą wyobraźnię". Od 1866 żaden historyk nie traktował tego zdania poważnie.
1 miesiąc temu / Angus
 
@Hanka Czy w Jerozolimie była rzeź? Zapewne była. Takie było średniowieczne prawo. Podczas oblężeń obie strony akceptowały normalne ?reguły starcia?, które sprowadzały się do tego, że ten, kto stawia opór, ginie. Tyle, że późniejsze opowieści chrześcijańskich kronikarzy o brodzeniu na ulicach Jerozolimy po kostki w strumieniach krwi można złożyć na karb średniowiecznej przesady. Ludzie średniowiecza wiedzieli, że to niemożliwe, i mogli dać upust swej wyobraźni.Opisy zdobycia Świętego Miasta wzorowano na Apokalipsie św. Jana, by podkreślić znaczenie chrześcijańskiego zwycięstwa - sądu Bożego nad niewiernymi. Jedyna współczesna relacja muzułmańska wskazuje, że liczba ofiar nie była tak wysoka. Arabski dziejopis Ibn al-Arabi oceniał liczbę zabitych muzułmanów na ledwie trzy tysiące.Według pochodzących z epoki listów zamieszkujących we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego Żydów, niektórym muzułmanom i Żydom udało się uniknąć rzezi.
1 miesiąc temu / Angus
 
TEZY NIE DO OBRONY. Pierwszy szturm nastąpił w piątek 9 kwietnia 1204 roku i skończył się niepowodzeniem. Następny szturm krzyżowcy przypuścili 12 kwietnia. W jego wyniku hufiec Hugona z Saint-Pol i Piotra z Amiens wdarł się do miasta i zmusił Murzuflosa do ucieczki. Obrona się załamała i krzyżowcy wdarli się do miasta. Nastąpiła RZEŹ mieszkańców, która trwała do zmroku. Nocą Aleksy Murzuflos uciekł z miasta, uciekli również pozostali pretendenci do tronu z rodzin Dukasów, Laskarysów i Angelosów. Rano gwardia wareska złożyła hołd Bonifacemu z Montferrat, uważając go za zdobywcę tronu. Od 14 do 16 kwietnia trwało plądrowanie miasta, z którego ZRABOWANO niesłychane ilości złota i srebra - przy okazji NISZCZĄC je bezprzykładnie. Samo plądrowanie miasta przez zdobywców było podówczas rzeczą normalną, dozwoloną prawem wojennym, lecz jego skala wykraczała poza spotykane przykłady. Po tym zdarzeniu bogate i potężne niegdyś miasto już nigdy nie podniosło się ze zniszczeń.
1 miesiąc temu / Ryś
 
Polecam książki Louis de Wohl - np. "Łagodne światło"o św. Tomaszu z Akwinu, "Radosny żebrak" o św. Franciszku z Asyżu - które pomogą czytelnikowi zrozumieć nie tylko po co wyprawy krzyżowe, ale też docenić wielkich świętych tamtych czasów. Są te książki przy tym niezwykle aktualne...
1 miesiąc temu / Jo
 
Nie bądźmy tzw kanapowymi komentatorami co wszystko z góry osądzają i wiedzą. Kto się ima wojny ten się pobródzi choćby nie wiem co. Nie żyjemy w świecie idealnym. I chrześcijanie zabijali i nie mniej muzułmanie. Łatwo osądzać żołnierzy nie mając pojęcia co przechodzą i czego doświadczają. Historycznie jednak to islam rozpoczął agresję bo stanowi ona esencję jego doktryny. Swoją drogą czy nie największe zbrodnie są dziełem wieku xx a więc nowożytności?
1 miesiąc temu / Łukasz
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.