DZIŚ JEST:   17   WRZEŚNIA   2019 r.

Św. Roberta Bellarmina, biskupa
Św. Hildegardy z Bingen
Św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 66  >   NASZE DZIEDZICTWO

Umberto Eco, a kłamie, czyli o średniowiecznym uśmiechu i powadze

Umberto Eco, a kłamie, czyli o średniowiecznym uśmiechu i powadze
fot. materiały filmowe

Umberto Eco był genialnym twórcą i zarazem naukowym autorytetem. Swoje literackie bestsellery bezbłędnie osadzał w realiach epoki. Jednak w literaturze pięknej uczciwość naukowa to „uczciwość inaczej”. Tu Eco mógł sączyć swój antyklerykalny fałsz bez konsekwencji, a raczej z konsekwencjami porażającymi. Jak w przypadku Imienia róży

 

Negatywny bohater powieści, mnich‑bibliotekarz, bezwzględny morderca Jorge, ukrywa przed współbraćmi drugą księgę Poetyki Arystotelesa traktującą o komedii. Za tę tajemnicę płacą życiem kolejne ofiary makabrycznych zabójstw. Dlaczego? Jorge uważa ów tekst za wysoce niebezpieczny.

 

Jego ujawnienie uprawomocniłoby śmiech, a śmiech – jak uważa Jorge – to słabość, zepsucie, jałowość naszego ciała. Jeśliby uprawomocnił go autorytetet Arystotelesa, byłaby to lucyferska iskra, która roznieciłaby cały świat nowym pożarem, zaś lud Boży przeobraziłby się w zgromadzenie potworów. Bo gdyby któregoś dnia ktoś mógł powiedzieć (i zostać wysłuchanym) „śmieję się z Wcielenia”… Wówczas nie mielibyśmy oręża, by powstrzymać bluźnierstwo.

 

Manipulacja i jej skutki

Na ową tyradę pozytywny bohater Imienia róży, Wilhelm z Baskerville, rzuca Jorgemu w twarz: Jesteś diabłem, dodając: Diabeł to wiara bez uśmiechu, to prawda, której nigdy nie ogarnia zwątpienie. Diabeł jest ponury. W odpowiedzi Jorge wybucha wściekłością i potępia świętego Franciszka, uznając go za gorszego od diabła. Kończy wymownie: W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!

 

Mam nadzieję, że przynajmniej niektórzy z czytelników rozpoznali już sedno manipulacji. Negatywny bohater Umberta Eco nie mówi o uśmiechu ani o śmiechu: w istocie atakuje tylko kunszt ośmieszania prawdy, ale autor przedstawia go tak, jakby Jorge potępiał radosny śmiech i walczył z wolnością. Wychodzi na to, że Eco utożsamia rechot z radością i wolnością. A przecież rechot i śmiech radości to dwie różne rzeczy. Eco wie o tym, ale nie waha się odwrócić role: według niego Wilhelm z Baskerville i święty Franciszek to jakby wyznawcy kpiny i zwątpienia, zaś Jorge, zbrodniarz i morderca, okazuje się przedstwicielem prawdy i wiary. Wychodzi na to, że prawdziwy wierzący w Chrystusa ma duszę mordercy!

 

Przesadzam? Bynajmniej. Wystarczy zapuścić żurawia w internet – co czynię – aby znaleźć potwierdzenie. Umberto Eco był geniuszem – pisze jeden z blogerów – w zasadzie nie opisał on czasów pradawnych, a współczesność, bo chociaż Indeks ksiąg zakazanych nie ma już mocy prawnej, nękają nas ostrzeżenia od niektórych duchownych panicznie bojących się wszelakiej rozrywki. Wtóruje mu portal www.bryk.pl, który omawiając Imię róży na użytek licealistów bredzi, że w średniowieczu Inkwizycja i dominująca rola Kościoła sprawiły, iż łatwo było manipulować ciemnymi masami wiernych, przeto w tym kontekście można odczytać fakt ukrywania przez bibliotekarza [drugiej księgi] „Poetyki”. Oczywiście. Reżyser Klątwy w warszawskim Teatrze Powszechnym to przecie nowy święty Franciszek, a co, kurcze blade, może nie?

 

Ponure średniowiecze?

Wszystko to brzmi zgodnie z powszechnym w popkulturze przekonaniem, że średniowiecze było ponure, bo pobożne i katolickie, a jeśli coś w nim okazuje się radosne, to katolickim i pobożnym być nie może. Rzecz nie dziwi: pisywano w takim duchu przynajmniej od trzech stuleci, na pewno zaś od czasów Woltera, który mawiał, że ludzie, którzy zajmują się sprawami metafizycznymi, nie są weseli.

 

Znane bożyszcze kulturoznawców, Michaił Bachtin, twierdził wprost, że średniowiecze zdominowane przez Kościół było epoką smutku; renesans (…) przeciwnie – to moment uwolnienia śmiechu. Sam Jacques Le Goff, skądinąd przyjaciel Umberta Eco, zauważył, że teza Bachtina jest – delikatnie rzecz ujmując – wątpliwa. Ale za to chwytliwa i popularna jako aksjomat. A prawda?

 

Radość i śmiech

Prawda ma dwie strony. Średniowiecze śmiało się do rozpuku, dając upust zarówno Bożej radości, jak i grzesznej kpinie. Śmiali się wieśniacy, śmiali się mieszczanie, śmiali się księża. Już wczesna literatura zakonna znała gatunek zwany joca monachorum, czyli mnisze dowcipy. Nie zabrakło wszakże refleksji wyższego rzędu. W pierwszym tysiącleciu święty Jan Chryzostom dowodził, że Chrystus nie śmiał się nigdy, zatem śmiech dobry nie jest. W związku z tym święty Benedykt uważał, że mnichom śmiech nie przystoi.

 

W wieku XIII na paryskim uniwersytecie niemal co roku któryś z mistrzów ogłaszał debatę na temat: Czy Chrystus się śmiał? Rzecz nieobojętna, bo Chrystus jako Bóg, ale zarazem jako człowiek doskonały, winien być przez ludzi naśladowany w Jego człowieczej doskonałości. Także i w tym, że się śmiał lub powstrzymywał od śmiechu. Niemniej debaty paryskich mistrzów nigdy nie dały obowiązującego rozstrzygnięcia, zaś autorytet Kościoła nigdy nie orzekł, że śmiech jest dobry lub zły.

 

Więcej, o ile mnichom – jak się powiadało – żarty nie przystoją, to już pomazaniec Boży, jakim jest monarcha, powinien był znać się na żartach. Chwalono więc świętego Ludwika za to, że był rex facetus, czyli królem dowcipnym, który za radą spowiedników powstrzymywał się od śmiechu jedynie w niektóre dni postne. Z drugiej strony, bracia mniejsi rzeczywiście, bywało, przeciągali strunę. Angielski franciszkanin Tomasz z Eccleston pisze o początkach tego zakonu w Anglii, że w latach dwudziestych XIII stulecia młodzi mnisi z klasztoru oksfordzkiego tak ściśle zapragnęli wypełniać zalecenia ojca założyciela, iż popadali w istne napady szalonego śmiechu, co zaniepokoiło władze zakonne. Interweniował sam prowincjał, tłumacząc, że święty Franciszek nie cały swój żywot strawił na śmiechu i że nie tylko w tym należy go naśladować.

 

Śmiech i uśmiech

Powyżej – podobnie jak Umberto Eco – mocno upraszczaliśmy sprawę, bo przecież śmiech śmiechowi nierówny. Czy, na przykład, naigrawanie mogło objawiać się śmiechem? Zapewne, ale raczej rechotem, czyli przeciwieństwem radości i wesela. W Piśmie Świętym rechot wydają z siebie niesprawiedliwi, kpiący ze sprawiedliwego; ale też Który mieszka w niebiesiech naśmieje się z nich: a Pan szydzić z nich będzie (Wujek, Ps 2, 4). Świecka literatura średniowiecza aż pęka od rechotu bohaterów zarówno pozytywnych, jak i negatywnych; tak, od rechotu, który bynajmniej nie jest nam bliski: to kpiny z kalekich, chorych, szalonych, pokonanych. Ale obok nich są też Boża radość i wesele Boże. Wzory są jasne: wszak Chrystus rozradował się w Duchu Świętym (Łk 10, 21), radowali się Apostołowie, radowała się Maryja, wyśpiewując: Magníficat anima mea Dominum, et exsultavit spíritus meus.

 

Więcej! Wedle Le Goffa dziełem średniowiecza był wynalazek uśmiechu. Bo uśmiech to nie śmiech, a jednak doskonale wyraża radość. Wychwalano więc uśmiechniętych, czyli radosnych dobrodziejów darowujących dobra kościołom i klasztorom. Taki hilaris donator stał się powszechnym wzorem do naśladowania.

 

Kamienna radość

W pewnym momencie wynalazek uśmiechu przedostał się do sztuk plastycznych. Nie od razu, bo aby udatnie przedstawić człowieczy uśmiech, potrzeba było wielkiego kunsztu. Z początku w średniowiecznej rzeźbie królował tylko grymas, w którym nie zawsze można było odróżnić płacz od śmiechu i anielski uśmiech od demoniczej kpiny. Jak na genialnych skądinąd romańskich tympanonach z Sądem Ostatecznym. Zmiana przyszła w epoce klasycznych katedr, kiedy we wszystkich dziedzinach twórczości poszukiwano doskonałej pełni, prawdziwych kształtów Bożego Stworzenia.

 

Przełomu dokonali anonimowi rzeźbiarze katedry w Reims. Na jej portalach zjawiły się radosne anioły z l’ange au sourire, czyli uśmiechniętym aniołem na czele. Wyżej, na niedostępnych wysokościach, pośród balustrad, kapiteli i gzymsów, zatem poza zasięgiem wzroku szeregowych wiernych, badacze odnaleźli setki przedziwnych twarzy. Poligon doświadczalny gotyckich mistrzów – niesamowite studia anatomiczne: od oblicz bolesnych lub wykrzywionych wulgarnymi minami, poprzez przymglone melancholią i rozpromienione uśmiechem.

 

Artyści, którzy zeszli z rusztowań tej katedry, ruszyli potem na krańce Europy…

 

Uśmiechnięta Polka

…i dotarli na wschodnie rubieże Niemiec, do Naumburga. Tam biskup Dietmar zlecił któremuś z nich odkucie dwunastu figur dobrodziejów swojej katedry, żyjących ponad dwa wieki wcześniej. Figury stanęły około roku 1250 w zachodnim prezbiterium. Niemcy uważają, że Mistrz z Naumburga wcielił w nie germańskiego ducha, choć sam mówił pewno po francusku, a przybył z Rejmszczyzny (no chyba, że był to niemiecki uczeń rejmskiego mistrza, czego wykluczyć nie można). Kamienne postacie po raz pierwszy w sztuce europejskiej ukazują tak świetnie oddane rozmaite wyrazy twarzy. Z ich oblicz emanują na przemian: smutek, niepokój, zazdrość, gniew, melancholia, ale też radość, wesele, pogoda. Znalazła się pośród nich Regelinda, córka Bolesława Chrobrego a małżonka Hermana, margrabiego Miśni. Niemcy nazwali ją: die lächelinde Polin, czyli śmiejąca się Polka. W istocie powinno się mówić: uśmiechnięta. Jak nieomal wszystkie późniejsze Madonny z Dzieciątkiem. I jak całe owo niby ponure średniowiecze, które w istocie wciąż uśmiechało się do Boga i świata.

A Eco, niestety, świadomie i celowo mijał się z prawdą…

 

Jacek Kowalski

 

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 66. NUMERZE MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
15
 
 
 

Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Czytając książkę nigdy nie uważałam, że to Jorge był przedstawicielem prawdy i wiary. Ba! Jorge był bohaterem NEGATYWNYM, zatem w przez Eco POTĘPIONYM. Przedstawicielem prawdy i dobra był Wilhelm. Zdaje mi się, że Jorge jako szaleniec naprawdę był przeciwny radości i wolności - dlaczego uważacie, że Wilhelm go nie zrozumiał? Zrozumiał go dobrze, a Jorge zostaje potępiony, nazwany diabłem! Przypominam, że pierwsze 100 stron były wyjątkowo trudne do przebrnięcia - a to dlatego, że ta cegła nie jest dla każdego i taka była intencja Eco. Osoby światłe nie dopatrzą się w niej antyklerykalizmu. Maluczcy mogą się łatwo zgorszyć, ale oni wysiadają po max. pierwszych 50 stronach.
1 miesiąc temu / kid
 
Tylko, że... Umberto Eco wcale nie zamierzał napisać dzieła historycznego, o czym... napisał wyraźnie we wstępie do książki. Ludzie wstępów czytać nie lubią, stąd to nieporozumienie. A dla niego, jako mediewisty, wstęp był bez wątpienia jedną z najważniejszych części dzieła.
1 miesiąc temu / pawel
 
Pan redaktor jako pierwszy na świecie podjął trudną próbę rozdzielenia śmiechu od rechot. Tekst rozbawił mnie do łez. Pan to pisze na serio czy to jakiś żarty....?
1 miesiąc temu / Kitan
 
Postać ślepego bibliotekarza Jorgego inspirowana była zdaje się gnostyckim, XX-wiecznym pisarzem argentyńskim Jorge Luisem Borgesem.
1 miesiąc temu / bvr
 
Jest jeszcze ironia Boska, porównaj: "22 - I rzekł: Oto Adam stał się jako jeden z nas, znający dobre i złe; żeby teraz nie ściągnął snadź ręki swej i nie wziął też z drzewa żywota i nie jadł, a był żyw na wieki!" Genezis rozdz. II.
1 miesiąc temu / Ryś
 
Bardzo ciekawy i wartościowy artykuł, a w zasadzie rozprawa
1 miesiąc temu / Gracław
 
 

1939 – Związek Sowiecki napadł na Polskę. O godz. 3.00 nad ranem zastępca ministra spraw zagranicznych ZSRS Włodzimierz Potiemkin odczytał ambasadorowi polskiemu w Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu notę informującą o upadku państwa polskiego i konieczności wzięcia przez ZSRS pod ochronę ludności Zachodniej Ukrainy i Białorusi. W tym czasie  jednostki Armii Czerwonej zaczęły przekraczać na całej długości granicę Polski, łamiąc w ten sposób pakt o nieagresji.

 
 

Po decyzji prezydenta Lublina, który nakazał organizatorom Marszu Równości LGBT zmianę miejsca rozpoczęcia demonstracji, mają oni z tym duży problem. Liczne kontrmanifestacje zajęły już praktycznie wszystkie place, na których mogliby się zgromadzić propagatorzy normalizowania dewiacji. Chcą więc oni zlekceważyć decyzję prezydenta i rozpocząć paradę na placu, na którym trwać będzie pokaz sprzętu wojskowego.

 

Australijczycy zapowiedzieli kontynuację zeszłorocznej akcji „Różaniec bez granic” – „OzRosary#53”. 13 października będą modlić się o ochronę ich kraju i jego mieszkańców oraz o świętość życia i małżeństwa. Celem inicjatywy jest także oddanie Australii Niepokalanemu Sercu Maryi.

 

Podczas sobotniego Marszu dla Życia w Zurychu zwolennicy swobody zabijania dzieci poczętych  dążyli do rozbicia manifestacji obrońców życia. Policja zabezpieczająca marsz została obrzucona butelkami, kamieniami i petardami. W wielu miejscach płonęły śmietniki. Zaatakowani też zostali przybyli na miejsce strażacy.

 

Wskutek szerzenia się tzw. imprez „chemsex” dla homoseksualistów, podczas których ich uczestnicy narkotyzują się i współżyją z wieloma partnerami na raz, w zastraszającym tempie rośnie liczba osób zarażonych wirusem HIV i innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową w Europie – alarmują lekarze.


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.