DZIŚ JEST:   04   CZERWCA   2020 r.

Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Św. Franciszka Caracciolo
Św. Optata z Mileve
 
 
 
 

Tomasz A. Żak: Zaraza, czyli prawda – część 2

Tomasz A. Żak: Zaraza, czyli prawda – część 2
fot. pixabay

Owi nie do końca mityczni „oni” nie dają nam zapomnieć o zarazie. Jest w tym coś chorego, ale na pewno nie jest to przypadłość związana z jakąkolwiek grypą. No i mnożą się publicystyczne fantasmagorie na temat takiego czy innego segmentu życia społecznego „w czasie zarazy”. Trochę mniej odważnie wygląda projektowanie świata „po zarazie”. A ja właśnie na tym chciałbym się skupić – na tym, jak po tym wszystkim powinien wyglądać polski teatr.      

 

Piszę to w dzień po kolejnym Międzynarodowym Dniu Teatru. Jak zwykle przy tej okazji zostaliśmy uraczeni okolicznościowym orędziem. Od lat te przesłania wpisywały się w formułę globalnego ujednolicenia estetyki sztuki. Można by tutaj gorzko zażartować komentującą parafrazą: „ludzie wszystkich scen łączcie się”. Efekt tej totalnej indoktrynacji jest już bardzo dobrze widoczny i niemal tożsamy z tym, co działo się w bolszewickiej Rosji czy komunistycznych Chinach. Dla nas, tutaj nad Wisłą, był to nakazowy i bezalternatywny socrealizm. Dzisiaj mamy w kulturze coś, co mógłbym określić mianem „socglobalizmu”. I tak naprawdę – pomijając środki techniczne i wymianę proletariusza budującego socjalizm na kochającego inaczej konsumenta, niczym się te totalizmy nie różnią. A już na pewno tożsamym dla obu odsłon tego samego systemu „urawniłowki” jest zoologiczna nienawiść do Kościoła katolickiego. Inżynierowie tej fabryki hominidów już od dawna wiedzą, że aby pozbawić człowieka jego ego, należy odebrać mu duchowość, czyli odebrać mu Boga. Niejako po drodze dezynfekowane jest poczucie narodowej tożsamości, która w oczywisty sposób definiuje nas kulturowo. I wraz z wiarą katolicką, będącą lepiszczem polskości (co obecnie trzeba przy każdej okazji przypominać i podkreślać), znajduje swoje obrazowanie w sztuce. Nie dziwmy się więc, że nasz kraj pokryła sieć mac-teatrów z jedynie słuszną ofertą mac-zestawów ideowych.            

 

Orędzie ekumeniczne

Tegoroczne orędzie teatralne zaskakuje jak leninowski NEP. „Nowa Polityka Ekonomiczna” została wprowadzona, gdy cała gospodarka Rosji Sowieckiej załamała się po gospodarczej kuracji rewolucyjnej i ludzie milionami umierali z głodu. Wtedy pozwolono im na odrobiną luzu – na własną świnię czy krowę, własny zagon z ziemniakami itp. Oczywiście do czasu… My też mieliśmy „za komuny” swoje „nepy”, zwane „odwilżami”, także w kulturze. Zawsze do czasu.

 

Autorem orędzia na ten rok jest pakistański dramatopisarz – Shahid Mahmood Nadeem. W przydługim i nazbyt autokreacyjnym tekście zostałem zaskoczony wielokrotnym odwoływaniem się autora do duchowości. Bo jakże to – tyle lat pracy, aby poprzez kulturę udowadniać, że człowiek pochodzi od małpy, a tutaj, jak w tytule orędzia, mamy mieć  „teatr jako  świątynię”? Zanim dobrnąłem do końca, to już zacząłem myśleć o tym NEP-ie. A w chwilę później przyszło kolejne skojarzenie: „duch Soboru” Watykańskiego Drugiego krąży po świecie, niczym kiedyś „duch komunizmu” po Europie. Oba „duchy” skutecznie rozbiły odwieczny porządek świata, choć za bardziej niebezpieczny dla ludzi uważam ten, który określa się mianem „rewolucji w Kościele katolickim”. Ten marksistowski ,w swym materialistycznym obłędzie, atakuje przede wszystkim ciało; ten drugi, dezintegrując duszę, odbiera nam szansę na zbawienie.

 

Pan Nadeem, przez lata tworzący w Londynie, obecnie dyrektor Teatru Ajoka w 11-milionowym Lahaur, stolicy prowincji Pendżab, głosi w swym przesłaniu, że „angażując się w wyzwania teraźniejszości, pozbawiamy się możliwości doświadczenia głębokich przeżyć duchowych, jakie może zapewnić nam teatr”. I dodaje: „Teatr ma do odegrania rolę, szlachetną rolę, we wzmacnianiu i mobilizowaniu ludzkości, aby ta mogła podnieść się z upadku. Może wynieść scenę - przestrzeń spektaklu - do poziomu świętości”. Prawda, że pięknie? Można by rzec, że przecież właśnie o to chodzi. To jest to, czego współczesny zachodni teatr pozbawiono. Ale niemal na jednym oddechu Shahid Mahmood definiuje problemy świata, z którymi ten „uduchowiony” teatr ma walczyć. No i mamy standardowy katalog lewicowych obsesji ubranych w sentymentalne obrazki typu: „dzieci umierają z niedożywienia”, a „planeta pogrąża się coraz bardziej w klimatycznej katastrofie”. Winę za to ponosi „fanatyzm religijny, nienawiść i przemoc, gdzie narody walczą przeciwko narodom, wierzący walczą z innymi wierzącym”. A w konkluzji: „ideologie nienawiści rozkwitają”.

Gdyby to mówił człowiek teatru reprezentujący najbardziej prześladowaną obecnie na świecie grupę społeczną, jaką są chrześcijanie, to byłoby to poruszające orędzie. Ale mówi to do nas człowiek, który sam przedstawia się, jako „dobry muzułmanin”! Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI), będący trybuną tych corocznych orędzi, dopuszczając do głosu muzułmańskiego Pakistańczyka, zdefiniował go jako autorytet. I z tej pozycji Nadeem sufluje nam duchowość islamskiej mistyki sufizmu, jako antidotum na brak duchowości w teatrze. Bardzo to ciekawy zabieg na psychikach twórców europejskich czy amerykańskich, którzy już dawno wyrzekli się Boga prawdziwego w imię tzw. wolności tworzenia, a teraz w imię kulturowego ekumenizmu otrzymują wyraźną sugestię konwersji na islam.

 

Nie byłoby to możliwe bez owego „ducha soboru”, który jako skojarzenie przyszedł do mnie podczas lektury tegorocznego teatralnego orędzia. Zacytujmy w tym kontekście ks. prof. Michała Poradowskiego: „Nowa teologia” narzuciła także katolikom nowe pojęcia ekumenizmu, który jest pojmowany jako zjednoczenie wszystkich religii, nawet pogańskich, które, aż do II Soboru Watykańskiego uważane były jako szatańskie, a to na podstawie psalmu 95, który mówi: „quoniam omnes dii gentium daemonia”, czyli: „bożkowie pogan są demonami”.

 

Osterwa wierzył w Boga

Jeżeli ktoś pomyślał, że jestem ksenofobem, bo deprecjonuję egzotycznego obcokrajowca Shahida Nadeema, to nic bardziej błędnego. Zamykane dzisiaj ze względu na pandemię koronawirusa granice państw nie świadczą o nienawiści do innego państwa czy narodu. To naturalne zachowanie rządzących broniące swoich przed zarazą. W przypadku kultury chodzi o sprawy nie mniej ważne, a może – jak to już starałem się uzasadnić wyżej – o sprawy nawet ważniejsze.  

 

Siła polskiego teatru polegała zawsze na jego tożsamości kulturowej. To właśnie atrakcyjność polskiego archetypu przyciągała tutaj w drugiej połowie XX wieku ludzi z całego świata. Atrakcyjność podbudowana dodatkowo mitem Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego, który w sposób zaskakująco skuteczny wpisał się w ruch kontestacji kulturowej lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku. I tak na czele „rewolty wolnościowej” stanął oficjalny instytucjonalny teatr z totalitarnego komunistycznego państwa – ot, paradoks, prawda?. Patrząc na to z perspektywy czasu można by powiedzieć, że Grotowski ze swoim teatrem był podobny do tego, co prawie równolegle, bo w latach 60-tych wydarzyło się w Watykanie.

 

Jerzy Grotowski, mawiał, że koncepcję swojego teatru wywiódł z działalności Teatru Reduta Juliusza Osterwy. Ale jednocześnie przywoływał, jako swego „mistrza” postać Konstantego Stanisławskiego, skądinąd Ludowego Artystę ZSRR. Wspominam o „ludowym artyście”, bo jakoś to pasuje do PZPR-owskiej legitymacji szefa Laboratorium. Pewnie warto by sprawdzić źródłowo, czy obaj twórcy tylko uprawiali mimikrę stając się częścią systemu tamtej władzy... Ale nie o to teraz tutaj chodzi. Raczej o to, że tradycja Reduty nijak nie pasuje do praktyki Teatru Laboratorium, jak i jego wielu epigonów. Grotowski stał się „ikoną” teatralnego postmodernizmu, czyli globalnego wszystkoizmu estetycznego. Swoją drogą myślę, że byłby zdziwiony, co firmuje swoim nazwiskiem (może by i protestował).

 

Tymczasem Osterwa, teatralny romantyk z Wilna, nigdy nie bluźnił Panu Bogu. Niejako w kontrze do takiej postawy mówił o „mapie podróży”  dla artystów teatru, którzy powinni zaczynać od doskonalenia swej duchowości, a nie techniki. Najpełniej to przesłanie sformułował w projektach „Dal” i „Genezja” tworzonych w czasie zarazy okupacyjnej. Duchowość aktora, według Osterwy, ma być formowana religijnie, a ciało aktora w tegoż konsekwencji będzie „prześwietlone” tą duchowością. Tę prawdę o starym mistrzu mało kto zna.

 

Jedynie prawda jest ciekawa

Wysyp mędrków trwa na całego, od Helu po Kotlinę Kłodzką. To tu, to tam słychać prorokowanie, że „świat po koronawirusie już nie będzie taki sam”. Jaki, nie mówią. Nikt też nawet się nie zająknie, jak będzie wyglądał po tym wszystkim polski teatr – nie ekonomicznie, ale merytorycznie. Co ciekawe, od lat ten temat nie jest poruszany. Trwa upiorne status quo w polskiej kulturze, polegające na tym, że to, co marksiści zdobyli, to trzymają. Drobne, kosmetyczne zmiany mają w realu wymiar jedynie wizerunkowy, choć Polska potrzebuje konkretu rozumianego jako działanie „po całości” nie tylko w sądownictwie.

 

Islamista z Pakistanu święcie wierzy w siłę duchowości sufi i tę widzi, jako lekarstwo, które poprzez sztukę teatru może uzdrowić świat. My, szczególnie w czas Wielkiego Postu, dobrze wiemy, jakie jest jedyne prawdziwe antidotum na tę zarazę. To Jezus Chrystus. Jak wobec tego powinien wyglądać polski teatr „po tym wszystkim”?

 

Profesor Kazimierz Braun, jeden z największych współczesnych polskich twórców teatralnych nie wygłosił żadnego orędzie. Nikt go zresztą o to nie poprosił, a szkoda. Mamy jednak, choćby w ostatnich jego pracach, komplementarny przekaz tego, co należałoby uczynić dla teatru w Polsce, aby znów był polski, wielki i aby służył swej Ojczyźnie na miarę potrzeb. Z pozoru beletrystyczna tetralogia Kazimierza Brauna („Dzwon na trwogę”, „Płonący teatr”, „Próba Apokalipsy”, „[email protected]”), to nic innego jak precyzyjny, acz emocjonalny wykład o teatrze, o tym jaki jest, a nade wszystko, jaki być powinien. Pracuję nad komplementarną analizą tego dzieła, ale nim ona powstanie, sformułujmy na podstawie ostatniej z wymienionych książek podstawowe tezy do orędzia, które chcielibyśmy przeczytać/usłyszeć.

 

Toczy się w tej chwili wojna o teatr – pisze Braun – wojna o duszę teatru. I dopowiada, że teatr XXI wieku jest po prostu areną walki dobra i zła, anioła i szatana. I tutaj warto literalnie zacytować profesora: „współczesna awangarda teatralna straciła zdolność rozróżniania między dobrem a złem oraz odróżniania prawdy i fałszu”. I docieramy do potrzebnej nam konkluzji: „Teatr XXI wieku nie przejął ze swej przeszłości tego, co dobre, wartościowe, szlachetne. Lub przejął tego niewiele. Bierze z przeszłości raczej to, co złe, chore, trujące. I właśnie to rozbudował, rozbuchał, wyolbrzymił”. Mamy więc diagnozę, nie tylko skutków, ale i przyczyn zarazy, która nas kulturowo wynarodowia. A czego nam potrzeba? Oczywiście duchowości. Niewypowiedziane orędzie prof. Brauna mówi, odwołując się do określenia Norwida, że trzeba wrócić do „teatru niebieskiego”, trzeba przywrócić teatrowi Pana Boga, a więc – jak ja to rozumiem - odwołać się do polskiego paradygmatu, w którym tworzenie było powołaniem i służyło tak Bogu, jak i Ojczyźnie.

 

Czy to wyklucza wątpliwości, bunt czy eksperymenty formalne? Nie, ale na pewno nie ma tutaj miejsca ani na „ojcobójstwo”, ani na policzkowanie własnej matki. No i oczywiście, że najpierw zbuduj siebie, swoją duchowość w zgodzie z tradycją, a dopiero wtedy ćwicz technikę i idź do ludzi. Polacy będą po tej kwarantannie naprawdę wyposzczeni kulturowo i to właśnie dla ludzi teatru jest najważniejsze od lat wyzwanie.   

 

 

Tomasz A. Żak

 

 

Polecamy także nasz e-tygodnik.

Aby go pobrać wystarczy kliknąć TUTAJ.

 

  

Czytaj także:




DATA: 2020-04-03 15:33
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
3
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Ale czy Osterwa był katolikiem?
1 miesiąc temu / Tom Bombadil
 
piekny artykuł p. ZAKa, dziekuje i nisko sie kłaniam, bo dawno oczekiwałam , na konkluzje tej tresci dotyczacej "kondycji duchowej polskiego teatru. Mam za soba 35lat pracy w amatorskim ruchu teatralnym i całe mnostwo obejrzanych przedstawien amatorskich i zawodowych teatrow. Mam, wydawac sie moze, prawo wypowiedziec sie na rzeczony temat tj. kondycji polskiego teatru. Autor artykułu p. ZAK, pieknie i jednoznacznie formułuje konkluzje polskiego teatru "po pandemii koronowirusa" JEGO zdaniem, czas teatru to bedzie li tylko i wylacznie czas z miejscem na watpliwosci, bunt czy eksperymenty formalne ale bez "ojcobójstwa" ani policzkowania własnej matki. jest tez rada dla tworcow:..." ze najpierw zbuduj siebie, swoja duchowosc w zgodzie z tradycja, a dopiero wtedy cwicz technike i idz do ludzi. Polacy beda po tej kwarantannie wyposzczeni kulturowo i to własnie dla ludzi teatru jest nakjwazniejsze wyzwanie. "
2 miesiące temu / ula.u
 
@ndjasnkjd Biedaku, teatr i opera to "kultura odgórna"? Od początku był teatr wpierw marnym substytutem prawdziwej religijności, po czym niezawodnie obradzał niskich lotów rozrywką dla mas. Szanujący się katolik do teatru raczej nie chodzi, bo czego tam obecnie szukać? Najnowszych demonicznych trendów? Żydzi przyprawili sztuce jako takiej gębę niezwykłej intelektualnej przygody, odmętów mistycyzmu. I wielu w to uwierzyło. Gdzie nie jest mile widziany prawdziwy Kościół i prawdziwa zdrowa religijność, tam wchodzą życzliwi żydzi ze swoimi podróbkami. Konserwatyzm był i jest niezbędnym elementem żydowskiego mesjanizmu. Niemal każdy żyd jest w duchu konserwatystą - pragnie utrwalić żydowską kulturę buntu, podstępu i fałszu. To m.in. konserwatyści wydali Chrystusa w ręce Rzymian żądając kary śmierci. Nie chcleli słuchać Jego świętych pouczeń, którymi przywracał pierwotny ład stworzenia. Chcieli zachować rozwody i skorumpowany ludzki porządek.
2 miesiące temu / Murem
 
[email protected] Dokładnie, już dawno w teatrze było czuć swąd siarki, przynajmniej chwilowo, a daj Boże dłużej, skończyło się deprawowanie ludzkich umysłów i sumień.
2 miesiące temu / Paulus
 
Polski teatr w 90% to antykultura i antysztuka. Nie ma po czym płakać! Po co tłumaczyć z polskiego na nasze.
2 miesiące temu / eko
 
Autor popełnia błąd, który popełnia większość tradycjonalistów katolickich. Nie znając historii zmian w kulturze od oświecenia zrzuca całą winę na mityczny "Sobór". Sobór był tylko jednym z ostatnich paroksyzmów. Konserwatyści stracili sztukę i kulturę właściwie już w XIX wieku, a może właściwie nigdy jej nie mieli? Bo kiedy mieliśmy czasy, których np. ludzie teatru byli jakoś specjalnie wierzący? Nigdy. Różnica była tylko taka, że jeszcze 100 lat temu przeciętny człowiek nie miał wiele do czynienia z tak zwaną "kulturą odgórną". Mało kto był w teatrze czy operze, nie istniały też media, które mogłyby przekazywać opinie zdemoralizowanej elity artystycznej. Większą rolę odgrywała tak zwana "kultura oddolna", czyli ludowe śpiewy, wiejska obrzędowość powiązana z religią. Dziś "kultura oddolna" nie istnieje, cały przekaz odbywa się "od elit do mas" poprzez media. Dlatego świat wygląda tak, jak wygląda.
2 miesiące temu / ndjasnkjd
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.