DZIŚ JEST:   20   LISTOPADA   2018 r.

Św. Rafała Kalinowskiego
Św. Feliksa Walezjusza
 
 
 
 

Seria wiader z lodowatą wodą. Radosław Patlewicz i jego Historia polityczna Polski – recenzja

Seria wiader z lodowatą wodą. Radosław Patlewicz i jego Historia polityczna Polski – recenzja
fot YouTube/ Radosław Patlewicz

Ta książka nie tylko wciąga, ale też momentami szokuje. Podważa, krytykuje, stawia pytania w sprawach, które miały na zawsze pozostać opisane wedle jednolitej wersji zdarzeń. To jak seria wiader z lodowatą wodą, wylanych na zaspaną i schorowaną twarz Andrzeja Kmicica, który w „Potopie” stwierdza, że kończy z leżeniem w pieleszach i wyjeżdża w drogę.

 

Taką poważną wyprawę proponuje nam pewien ambitny jegomość. To właśnie Radosław Patlewicz bez zlecenia, konkursu czy też państwowego grantu zabrał się do napisania w całości i po krótce całej historii politycznej Polski. Do tak żmudnej pracy – oprócz merytorycznego przygotowania – potrzebny jest niewątpliwie zapał i samozaparcie, dlatego też nie zdziwiłem się zbytnio, dowiedziawszy się, że Patlewicz lubował się w pisaniu prac historycznych już na studiach.

 

Sam autor stwierdził w jednym z wywiadów, że jego inicjatywa, to próba przejścia przez najważniejsze wydarzenia z historii politycznej Polski, przy uwzględnieniu pomijanych bądź zniekształconych obowiązującym paradygmatem kontekstów. Ten paradygmat to powtarzane w kolejnych podręcznikach szkolnych narracje na temat monarchów, dowódców, wojen, powstań i układów. Czy recenzowana książka ma potencjał, by go przełamać?

 

Braun poleca, Patlewicz ocenia

Tom pierwszy historii Patlewicza sięga wstecz do czasów przedpiastowskich i wiedzie nas aż do likwidacji państwa polskiego na mocy traktatu rozbiorowego z 1795 roku. Każdy rozdział kończy rzeczowe podsumowanie z osobistymi, mocno zsubiektywizowanymi wnioskami autora.

 

Podręcznik wita nas 3-stronicowym słowem polecającym Grzegorza Brauna oraz 3-stronicowym wstępem autora. Następnie otrzymujemy krótki podrozdział dotyczący źródeł państwa polskiego między V a X wiekiem, skoncentrowany głównie na obnażeniu legendy o rzekomym imperium słowiańskim istniejącym na ziemiach polskich przed dotarciem na nie chrześcijańskiej wiary.

 

Mimo walorów płynących z tego otrzeźwiającego zabiegu, pierwsze strony książki nie brzmią zachęcająco. Autor mocno upolitycznia swoje uzasadnienie podjętych badań historycznych oraz rzuca kilkoma pojęciami zaczerpniętymi wprost z publicystyki, bez choćby skrótowego ich przybliżenia. Widać wyraźnie, iż przy pisaniu kierowały nim specyficzne i osobiste motywacje. Jak sam stwierdził w jednym z materiałów filmowych na YouTube, ów podręcznik stał się dla niego rozliczeniem ze szkolną przeszłością, na którą patrzy głównie przez pryzmat osobistych rozczarowań, a także edukacyjnych przekłamań i manipulacji, jakim był poddawany. Także samą modę na rozpowszechnianie legend „turbosłowian” autor potraktował chyba zbyt poważnie. Rozumiejąc to stanowisko, pragnę jedynie zasugerować większy dystans i rozwagę, zarówno w tworzeniu kolejnych dzieł, jak i przy ewentualnych dalszych pracach nad nowym wydaniem rzeczonego podręcznika.

 

Rozprawa z mitami

Kolejne rozdziały – od drugiego do szóstego – mają klasyczną strukturę narracji polityczno-historycznej. Interesujący kierunek obiera autor w rozdziale siódmym, który w tle rozwoju mocarstwowego Korony nakreśla pewne struktury polityczne i społeczne, mogące stanowić praprzyczyny późniejszych problemów z funkcjonowaniem państwa. Choć miałem w rękach wiele podręczników do historii Polski, w żadnym nie widziałem charakterystyki Filipa Kallimacha lub Grzegorza z Sanoka, czy też finansowo-politycznych kontekstów narodzin buntu Marcina Lutra. To ostatnie zagadnienie w rozdziale ósmym autor oddzielił osobną sekcją i opisał dość szeroko, wychodząc głęboko na poletko historii powszechnej. Moim zdaniem, lepiej byłoby osadzić te wydarzenia bezpośrednio w tle dziejów Polski.

 

W podsumowaniu pierwszego okresu epoki jagiellońskiej autor stawia odważną tezę, iż śmierć Władysława Jagiełły stanowiła koniec dziedzicznej monarchii w Polsce. Formalnie jednak dziedzictwo tronu zostało zachowane aż do wygaśnięcia polskiej linii Jagiellonów. Można także zauważyć, iż w późniejszym systemie wolnej elekcji zdarzył się przypadek wyboru na króla syna zmarłego monarchy – Władysława IV Wazy, po którym tron objął jego przyrodni brat Jan Kazimierz. Niemniej jednak, autora usprawiedliwia fakt, iż w swoich wnioskach bazował na praktyce polityczno-ustrojowej, przyznającej już od XV wieku niebywale rozległe uprawnienia możnowładztwu i szlachcie. W tym kontekście wniosek ten nabiera powagi i wyróżnia się na tle dotychczasowego formalizmu politycznego innych historyków tego okresu.

 

Rozdziały dziewiąty i dziesiąty imponują rzetelnością i zwięzłością. W interesujący sposób osadza autor w szerszym ujęciu geopolitycznym panowanie Władysława IV Wazy, w tym m.in. wojnę polsko-rosyjską ze słynną odsieczą dla Smoleńska. Dostrzega przy tym - nieobecną w innych podręcznikach - antykatolicką fanaberię głównych architektów ówczesnego sojuszu przeciwko Rzeczpospolitej.

 

Tytuł rozdziału jedenastego – Holocaust Polaków – to z kolei prowokujący głębszą refleksję cios w politycznie poprawną definicję tego terminu. Mowa bowiem o trzynastu latach przepełnionych mordami, grabieżami i gwałtami na narodzie, który stracił w ich wyniku 40 procent swej populacji. Patlewicz nie pożałował także miejsca na rozprawę z mitem „pedagoga” i „reformatora” Jana Amosa Komeńskiego.

 

W dwunastym rozdziale możemy przeczytać o próbach naprawienia najbardziej palących problemów Rzeczpospolitej po Potopie Szwedzkim, aż do kresu panowania Jana III Sobieskiego. Rozdziały trzynasty i czternasty prowadzą czytelnika śladem głównej narracji opartej o popadanie kraju pod rządami władców saskich w coraz głębszą zależność od europejskich potęg, praktycznie wykluczającą jakiekolwiek możliwości prowadzenia samodzielnej polityki. Tutaj także nie brakuje nowych śladów i pomysłów dla dalszych badań historycznych i historiograficznych.

 

Perłą ostatniego rozdziału, który opisuje i komentuje wydarzenia prowadzące do drugiego i trzeciego rozbioru Polski, jest wielowątkowa geneza Powstania Kościuszkowskiego. Autor dowodzi w niej, iż wybuch insurekcji był efektem prowokacji, a podmiotami żywotnie zainteresowanymi takim rozwojem wypadków były mocarstwa rozbiorowe.

 

Zdecydowanie na plus

Historię polityczną Polski. Nowe spojrzenie trzeba ocenić zdecydowanie pozytywnie. Wysiłek Radosława Patlewicza nie ogranicza się do nakreślenia niepopularnych lub w ogóle nieobecnych w polskiej historiografii poglądów, ale także dostarcza licznych odwołań do źródeł, związków przyczynowo skutkowych i precyzyjniejszych opisów, które zsumowane dają tytułowe nowe spojrzenie na dzieje I Rzeczypospolitej.

 

Autor dowiódł swojej erudycji, bogatej wiedzy i nieszablonowego myślenia. On tę historię faktycznie pisał na nowo, a nie jedynie odtwarzał. Dzięki interesującej narracji, książka okazuje się wciągającą lekturą, co czyni ją atrakcyjniejszą od konkurencyjnych pozycji, z którymi mierzy się dziatwa szkolna. Patlewicz z powodzeniem zrealizował zamierzenie stworzenia dzieła nierozległego, które objętością zamyka się poniżej progu 250 stron. Pisząc książkę pretendującą do miana podręcznika historycznego i mając w świadomości istnienie innych, rozległych treściowo pozycji, pozwolił sobie na krótkie zasygnalizowanie dobrze znanych i mniej kontrowersyjnych tematów, skupiając się na wybranych wątkach. To także niewątpliwy atut tej książki.

 

To właśnie na kartach tej książki odnajdujemy imponującą rozprawę z szeregiem przesądów, żywo obecnych w polskiej historiografii, jak np. z historią rozwoju reformacji. Oprócz znanych powszechnie wydarzeń historycznych, takich jak Noc Św. Bartłomieja – Patlewicz przytacza i komentuje także zbrodnie popełniane na katolikach. Słusznie pisze autor o bezdyskusyjnym zaangażowaniu Zygmunta III Wazy w sprawy katolickie i sprzyjaniu kontrreformacji, co znacząco odróżnia tego monarchę od zdemoralizowanych poprzedników, szczególnie Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta.

 

O słabościach słów kilka

Skoro już dzieło Patlewicza obroniło się w sprawach zasadniczych, piszący te słowa pragnie zrealizować swój obowiązek, jakim jest wskazanie niewątpliwych błędów i kłopotów, które wprawdzie nie dyskwalifikują całościowo tego nowego spojrzenia jako pracy o walorach edukacyjnych, ale stawiają znaki zapytania pod kątem jego wiarygodności i uniwersalności. Część z nich wskazano w pierwszej części recenzji, ale ich katalog jest jednak pokaźniejszy.

 

Na stronie 21 autor zdobywa się na kontrowersyjne stwierdzenie, iż historia świata dowodzi upadku wszystkich ustrojowych demokratycznych. Patrząc na współczesny świat, możemy jedynie domniemywać, ile jest w tym pobożnych życzeń w stosunku do faktografii.

 

Patlewicz dziwi się podpisaniu przez stronę polską pokoju w Polanowicach na tak niekorzystnych warunkach. Trzeba jednak zauważyć, iż nieefektywne negocjacje oraz idące ich śladem szkodliwe dla polskiej racji stanu traktaty stały się od XIV wieku niechlubną regułą. Brak silnej armii stałej i osłabiający skuteczność dyplomacji przebrzmiały parlamentaryzm demokracji szlacheckiej spowodowały, iż kolejni przeciwnicy Rzeczypospolitej, siadając do stołu rozmów, nie lękali się zbytnio swych pogromców.

 

Poza kwestiami merytorycznymi należy wskazać, iż książka jest niedopracowana w zakresie składu, w tym szczególnie formatowania czcionek tytułowych i ułożenia tekstu względem ilustracji. Przy dłuższym obcowaniu z podręcznikiem obniża to komfort lektury. W pracy roi się od prostych błędów językowych. Dla przykładu można wymienić kilka z nich:

  • 55: Księstwo Płockie,
  • 65: Chrystianizacja Litwy,
  • 77: Głównym argumentem...,
  • 149: Rozruchy chłopskie,
  • 156: Bitwa pod Żarnowcem (nie było takiej!),
  • 174: ofensywa na Ukrainie.

 

Redaktorowi książki zabrakło także konsekwencji w pisowni nazw państw. Kiedy zatem czytamy o Wielkim Księstwie Litewskim, obok niego wymienione zostają Czechy i Węgry, podczas gdy były to również organizmy państwowe tytułujące się jako monarchie.

 

I co dalej?

Radosław Patlewicz przygotował ozdrowieńczy szok dla umysłów tkwiących w okowach państwowego systemu edukacji. Aby jednak jego książka mogła merytorycznie pretendować do miana alternatywnego podręcznika do historii, autor winien ochłonąć i wyzbyć się w pewnych miejscach nazbyt publicystycznego tonu. Przyda się także ponowna korekta, redakcja i skład. Być może warto przemyśleć strukturę rozdziałów z punktu widzenia podstawy programowej. Zabiegi te wybiją część argumentów z rąk przeciwników naruszania edukacyjnego status quo.

 

Trzeba jednak realnie zauważyć, że z publikacją będzie ciężko przebić się do liceów i techników. Wymaga to niemałych nakładów oraz – jak w przypadku podręcznika IPN „Od niepodległości do niepodległości” – wyjścia z książką do nauczycieli, wręcz położenia jej przed nimi fizycznie bądź wirtualnie i zaproponowania, by skorzystali z tej wiedzy.

 

Nowe spojrzenie Radosława Patlewicza może znaleźć zastosowanie w zestawieniu z dotychczas stosowanymi podręcznikami, których moim zdaniem nie powinno się skreślać w całości. To właśnie komparatystyczna praca nad faktami, ze szczególnym uwzględnieniem analizy źródeł, jest drogą do wypracowania nowej dominującej narracji i – co chyba obecnie najważniejsze – do nauczenia kolejnych roczników samodzielności myślenia.

 

Paweł Momro


DATA: 2018-09-17 07:25
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
20
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

@Tomasz Primke, nie wartościowałem jakości demokracji (nie jestem też jej fanem), ale jedynie zwróciłem uwagę, że upadek - rozumiany instytucjonalnie a nie moralnie - nie następuje. Od połowy XX wieku konsekwentnie rośnie w świecie liczba państw demokratycznych. To fakty, niestety.
1 miesiąc temu / autor
 
I jeszcze jedno - dziękuję Panu, który opisał problem tego "turbosłowianizmu". Dla mnie to oczywiste bujdy (zresztą wystarczy posłuchać, czy poczytać ekspertów od tej dziedziny), ale może rzeczywiście młodzi potrzebują konkretnej odtrutki. Cóż - za moich czasów modne było UFO. Teraz, widać, modny jest turbosłowianizm.
2 miesiące temu / Tomasz Primke
 
"Na stronie 21 autor..." - szanowny recenzencie, żyjemy właśnie w czasach, w których dobrze widać rozkład demokracji. Zresztą już w kolejnym akapicie wspomina Pan o słabości ustroju demokracji szlacheckiej/magnackiej, której owocem były kiepskie traktaty pokojowe. Zaryzykowałbym więc tezę, że im większy zakres demokracji (na więcej warstw społecznych), tym gorzej, o czym świadczą właśnie fakty.
2 miesiące temu / Tomasz Primke
 
Tak, pan poniżej ma rację, czasy fascynowania się filmem "Top Gun" z pewnością minęły dawno temu. Przecież dla osób w wieku 15-25 lat coca-cola jest napojem reżimowym, a rok and roll jest tym samym, czym dla starszych były konkursy piosenki propagandowej w Kołobrzegu. Pamiętajcie Państwo, że, skoro to Państwa dziwi, to należy brać się za naukę. Niemożliwe, żeby człowiek dobrowolnie słuchał rosyjskiej, czy koreańskiej propagandy? Przecież to jest powiew innego świata, świata siły! A, że fałszywy? A pożądanie zachodnich towarów w PRLu nie było naiwne? A zachwyt nad płytami zeppelinów, czy bitelsów nie był fałszywy? A nie okazał się groźny? Nie wyłączył myślenia u większości populacji? Wyłączył! Przecież żaden Polak nie leżałby przed telewizorem, a jednak miliony leżą. To prawdziwy skutek fałszywego zachodu. Turbosłowianizm jest zagrożeniem i to zagrożeniem właśnie dla młodzieży. Katolicki rycerz jest tu wzorem do naśladowania, mówicie dzieciom o św. Ludwiku IX.
2 miesiące temu / Pan poniżej ma rację.
 
CDN Rodzice dzieci w wieku nastu i dwudziestu kilku lat, uważajcie na swoje dzieci! Jeśli ich formacja katolicka jest słaba, mogą łatwo ulec temu pogaństwu. Nie mówię, że będą zaraz czcili Światowida czy Peruna, nie. Ale będą dawali posłuch propagandzie, która da im pozór moralnego uzasadnienia dla sięgnięcia wszelkimi środkami, nawet tymi zbrodniczymi, po "dumę z przynależności do słowiańskiej cywilizacji". Nie lekceważcie turbosłowianizmu, bowiem wśród młodzieży prawdopodobnie ma on więcej wyznawców niż liberalno-demokratyczny nihilizm. Starajcie się pokierować synów w stronę katolickiego personalizmu i polskiego ruchu narodowego. To jest najlepsza obrona przed pogańskim kolektywizmem. Dajcie im bohaterów wypraw krzyżowych i rycerzy za wzór do naśladowania, bo inaczej będą czcili pogańskich bojców "słowiańskiej matki, ziemi naszej". Nie lekceważcie potrzeby męstwa u swoich synów. Bo jeśli ich wyśmiejecie, to w przyszłości wykażą się nie męstwem, a okrucieństwem.
2 miesiące temu / Nie ma żadnych istotnych różnic pomiędzy PiS i PO
 
CDN Oczywiście to wszystko, o czym wcześniej napisałem, dotyczy, jak wszędzie, tych, których interesuje cokolwiek więcej niż koniec własnego nosa. Kontynuując, ta odporność na kłamstwa zachodnie jest nieproporcjonalnie większa, niż na kłamstwa wschodnie. Wielu z nas nie zaznało w życiu kolektywistycznej dumy z przynależności do czegoś większego od niego samego. I dostaje rosyjskie parady wojskowe, rosyjskie pieśni o zwyciężaniu nad wrogami i miażdżeniu ich (a nie o kopulacji, narkomanii i "maniu wszystkiego w tyle"). Pragnie siły i tam dostaje jej ułudę. A niestety my w swej masie znamy tylko Kościół nie nawet posoborowy, ale trzecioerpienny. A więc niestety nie ten jednoznacznie przeciwstawiający się panującemu systemowi. Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński to dla nas postać historyczna (dla urodzonych w latach 2000. św. Jan Paweł II też). I rosyjski turbosłowianizm jest tu fałszywą, ale prostą odpowiedzią na te dylematy. To naprawdę jest poważny problem. CDN
2 miesiące temu / Nie ma żadnych istotnych różnic pomiędzy PiS i PO
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.