DZIŚ JEST:   19   PAŹDZIERNIKA   2018 r.

Św. Jana de Brébeufa
Św. Pawła od Krzyża
Bł. Jerzego Popiełuszki
 
 
 
 

Różne drogi do kryzysu. Kolegialnie ku nowemu aggiornamento?

Różne drogi do kryzysu. Kolegialnie ku nowemu aggiornamento?
fot. REUTERS/Tony Gentile/FORUM

„Kolegialność” podobnie jak „troska duszpasterska” to słowa, które od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku służą rozmaitym protagonistom „nowego paradygmatu” Kościoła do prób całkowitego wywrócenia tego, co od początku swojego istnienia, nieprzerwanie nauczało Magisterium.

 

Spoglądając na dzieje buntu przeciw encyklice „Humanae vitae”, który rozpoczął się pół wieku temu i trwa nadal (z tą różnicą, że dzisiaj do buntowników zdaje się dołączać spora grupa duchownych z Watykanu), widać wyraźnie, że argument „braku kolegialności” w powstawaniu inkryminowanej encykliki był dla zwolenników Currana, Rahnera et consortes jednym z koronnych uzasadnień dla swojej kontestacji tego dokumentu.

 

W kolejnych dekadach – już za pontyfikatu św. Jana Pawła II – wznoszenie sztandaru walki z „rzymskim centralizmem” na rzecz „prawdziwej kolegialności” charakteryzowało wszelkie odmiany heterodoksyjnych ruchów, czy to na fakultetach teologicznych zachodniej Europy (por. deklarację kolońską z 1989 roku), czy w kręgach „zatroskanych” ludzi świeckich (por. popularny w krajach niemieckojęzycznych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku ruch „Wir sind die Kirche”).

 

Pontyfikat papieża Franciszka, który w zamysłach zwolenników promocji „nowego paradygmatu” Kościoła ma być taranem wiodącym do „nowej fazy recepcji Soboru”, z której „już nie będzie odwrotu” (kardynał W. Kasper), sprawę tzw. decentralizacji vulgo: większej kolegialności, uczynił jednym ze swoich priorytetów. Dodajmy, priorytetów realizowanych z żelazną konsekwencją. Jeszcze przed ogłoszeniem ostatniej konstytucji apostolskiej w tej sprawie („Episcopalis communio” z września 2018), tzw. logika działań, a właściwie logika zaniechania działań prezentowana przez obecnego papieża, szła w kierunku daleko posuniętej „decentralizacji” Kościoła w imię „autentycznej kolegialności”. Efekt był i jest taki, że po zakończeniu synodu biskupów na temat rodziny, a zwłaszcza po opublikowaniu adhortacji „Amoris laetitia”, na wschód od linii Odry i Nysy Łużyckiej obowiązuje szóste przykazanie Dekalogu (Nie cudzołóż), a na zachód od niej już tylko „pod pewnymi ściśle określonymi warunkami” i „po starannym rozeznaniu i duszpasterskim towarzyszeniu”. Całkiem niedawno w imię decentralizacji i kolegialności papież Franciszek de facto oddał niemieckim biskupom kwestię decyzji, czy udzielać, czy też nie Komunii świętej osobom niewierzącym (tj. protestantom) w realną obecność Chrystusa eucharystycznego. Absolutna, totalna decentralizacja, czyli rozwodnienie katolickiej nauki w mętnych wodach interkomunii.

 

Należy przypominać te fakty z ostatnich lat, by lepiej dostrzec specyfikę kryzysu, w którym obecnie znajduje się Kościół święty. Niekiedy można usłyszeć opinie głoszące, że aktualna promocja „autentycznej kolegialności” jest nową wersją, starego – znanego od przełomu czternastego i piętnastego wieku – koncyliaryzmu. Jest sporo racji w tak sformułowanej tezie, choć trzeba zaznaczyć, że koncyliaryzm w swojej początkowej fazie dotyczył przede wszystkim kwestii władzy jurysdykcyjnej w Kościele. Nurt ten narodził się jako reakcja na zgorszenie wywołane rozbiciem papiestwa na Rzym i Awinion po 1378 roku. Jak dokonać Kościoła „in capita et in membra”? Na to pytanie, które pojawiło się wówczas w zachodniej christianitas odpowiadano dwojako. „Papaliści” odpowiadali, że impuls do odnowy i kierowanie nią musi wejść od „capita”, czyli z papiestwa. Prymat Następców św. Piotra powinien być niewzruszoną skałą, na której powinien oprzeć się ruch odnowy Kościoła.

 

„Koncyliaryści” z kolei wskazywali, że impuls do odnowy i kierowanie odnową powinno wyjść od soboru powszechnego (łac. concilium), który na równi z Następcą św. Piotra powinien sprawować suwerenną, pełną i bezpośrednią władzę nad całym Kościołem. „To, co dotyczy wszystkich, powinno być decydowane przez wszystkich dla wszystkich” – mówili koncyliaryści, szczególnie silnie reprezentowani na wydziałach teologii katolickich uniwersytetów (innych wtedy nie było w Europie). Takie postacie, jak Jan Gerson oraz Piotr d’Ailly z paryskiej Sorbony, czy nasz Paweł Włodkowic z Uniwersytetu Krakowskiego należały do czołowych reprezentantów ruchu koncyliarystycznego na początku piętnastego wieku.

 

Co jednak w sytuacji, gdy nie ma papieża (w sytuacji istnienia dwóch stolic pretendujących do bycia siedzibą prawowitego Następcy św. Piotra), który – jako jedyny uprawniony do tego – mógł by zwołać sobór? Wtedy – odpowiadali koncyliaryści – inicjatywa powinna należeć do kardynałów, którzy w tej sytuacji mogli by i powinni ogłosić zwołanie soboru. Drugim rozwiązaniem proponowanym przez koncyliarystów, było zwrócenie się do władzy świeckiej, tj. cesarza rzymskiego (godność złączona z królestwem niemieckim), który powinien zwołać sobór powszechny.

 

Apogeum wpływów koncyliarystycznych przypadło na początek piętnastego wieku, podczas soborów w Pizie (1409) i w Konstancji (1414 – 1418). Pierwszy z nich okazał się katastrofą, bo zamiast usunąć skandal rozbicia papiestwa, tylko je pogłębił doprowadzając do wyboru trzeciego „papieża”, nieuznawanego zarówno przez dwóch wcześniejszych (w sensie formalnym zgromadzenie to, jako nie zwołane przez papieża nie jest uznawane jako prawowity sobór). Dopiero wybór Marcina V na soborze w Konstancji zażegnał ten kryzys. Trudno zresztą mówić, że była to wyłączna zasługa koncyliarystów. Podnosząca się z kataklizmu „czarnej śmierci”, nękana ciągle trwającą wojną stuletnią między Francją a Anglią oraz otwarciem „szlaku bałkańskiego” przez Turków osmańskich, łacińska christianitas miała po prostu dość „wielkiej schizmy”.

 

Nie po to w Konstancji zgodzono się na opcję „resetu” i wybór nowego papieża, aby teraz – czego wciąż domagali się koncyliaryści – pozbawiać Następcę św. Piotra jego prymatu. Taki zresztą był sens starań o likwidację rozbicia papiestwa, bo powszechny sensus fidelium był taki, że bez Piotrowego prymatu skupionego w jednym ręku Kościół po prostu rozpadnie się. Sobór był traktowany jako narzędzie, a nie cel sam w sobie. Wybór Marcina V kończył sprawę. Dla koncyliarystów to był dopiero początek. W Konstancji, na mocy dekretów uchwalonych w 1415 i 1417 roku przeforsowali zdefiniowanie soboru jako równego papiestwu – i to z ustanowienia Chrystusa ! – ośrodka władzy nad Kościołem oraz zobowiązali Marcina V i jego następców do regularnego zwoływania soborów w ściśle określonych terminach. Kłopot dla koncyliarystów polegał jednak na tym, że w momencie uchwalania wspomnianych dekretów jeszcze nie było wybranego papieża (Marcina V), albo już wybrany nie chciał dokumentów tych zatwierdzić. Z punktu widzenia prawa kanonicznego nie ma zaś czegoś takiego jak dekret soborowy bez papieskiego zatwierdzenia.

 

Tak więc w momencie największego – jak się wydawało – zwycięstwa idei koncyliarystycznych, rozpoczęła się ich powolna degrengolada. Ostateczne ich pogrzebanie nastąpiło w okresie pontyfikatu Eugeniusza IV, który w 1431 roku zwoławszy sobór do Bazylei, w obliczu ujawnienia się pośród jego uczestników wrogich wobec Piotrowego Prymatu wpływów koncyliarystycznych, przeniósł sobór za Alpy (Ferrara, Florencja), gdzie pod papieskim patronatem doszło do ostatniej przez zdobyciem Konstantynopola przez Turków, próby zażegnania dramatu „schizmy wschodniej” (unia florencka z 1439 roku). Te kwestie zupełnie nie interesowały zwolenników prymatu soboru nad papieżem. Ostatecznie koncyliaryzm skompromitował się próbą rozniecenia kryzysu, którego zażegnywanie było w poprzednich dekadach jego raison d’etre. Chodzi o wybór w Bazylei jako antypapieża (Feliksa V) księcia sabaudzkiego, w chwili elekcji ojca kilkanaściorga dzieci. To, co narodziło się jako reakcja na skandal „wielkiej schizmy” kończyło się jako próba jej reaktywacji.

 

Zwróćmy uwagę na kolejność. Wtedy – w czternastym i piętnastym wieku – najpierw była kwestia jurysdykcyjna, a potem błąd doktrynalny. W naszych czasach za pomocą „autentycznej kolegialności” próbuje się decentralizować herezje już obecne pod postacią modernizmu i jego regionalnych odmian. Koncyliaryści, z których część pozostawała pod wpływem Ockhama lub Marsyliusza z Padwy, również mieli przed oczyma własną wizję Kościoła, daleką od tej, którą miał jego Boski Założyciel („na Skale buduję mój Kościół”). Prądy te ujawniły się jednak pod koniec historii koncyliaryzmu. Na początku dwudziestego pierwszego wieku najpierw jest wizja „nowego paradygmatu” Kościoła, precyzyjnie rozpisana (nie może być inaczej, zważywszy duży udział hierarchów niemieckich w tym przedsięwzięciu), a potem jej „transmisyjna taśma” w postaci „autentycznego koncyliaryzmu”.

 

Z drugiej strony, tak naprawdę nie ma większego znaczenia w którym momencie i w jaki sposób rozszerza się herezję, która wiedzie do kryzysu całego Kościoła. Tak, jak dobiegający swoich dni w pierwszej połowie piętnastego wieku przygotowywał grunt pod nadchodzące wydarzenia z początku szesnastego wieku (protestancka reformacja), tak i obecna promocja „autentycznej kolegialności” otwiera drogę do „nowego aggiornamento”.

 

Grzegorz Kucharczyk

 

 

P.S. Małe pendent do wyczerpującej recenzji filmu „Kler”, którą zaprezentowali w PChTV redaktorzy Karpiel i Kratiuk oraz a propos zagrożenia „wojnami hybrydowymi”. Przypomniały mi się słowa A. Dugina – specjalisty od „geografii sakralnej” na usługach Kremla – który równo dwadzieścia lat temu czytelnikom „Frondy” wyjaśniał, że w interesie Rosji jest wspieranie nad Wisłą wszelkich form antykatolicyzmu – od masonerii i okultyzmu poczynając. Mówił: „Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie”. Parę lat temu pisałem o tym na tym portalu. I mamy – film o polskim Kościele wyreżyserowany przez ateistę, według scenariusza napisanego przez protestanta i kręcony w zlaicyzowanych Czechach.

 

„Wreszcie powiem ci szczerze, żem przekonany, że wśród onych demagogów gęsty deszcz, jak na Danae, sypany z rubli działa i że kiedyś wyświeci się, że tam istniała zbiorowa zdrada. Judasz z kilkunastu złożon, apostazja, o jakiej dotąd świat nie słyszał”. To słowa z listu Zygmunta Krasińskiego do Konstantego Gaszyńskiego o tzw. lewym skrzydle Wielkiej Emigracji. Ale słowa wieszcza (wieszcz to wieszcz!) są przecież uniwersalne i sięgają daleko w przyszłość….


DATA: 2018-10-12 17:02
AUTOR: GRZEGORZ KUCHARCZYK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
11
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Kolegialnie nawet do piekła ?
3 dni temu / iskierka
 
A co do Wyborów Papieża, to nie ma to nic wspólnego z demokracją, głosowanie wyłania spośród wybranych przez Papieża jego następcę, stu kilkunastu Kardynałów spośród miliarda Katolików - gdzie tu choćby zalążek demokracji?! To tylko forma kontynuacji Papiestwa od Założyciele po, aż po koniec Świata.(No może wystarczyło by wciąż 12-tu zamiast kilkuset, no ale to inna sprawa). Stawianie na równi: demokracji; republiki; monarchii; aż po socjalizm i komunizm - tylko dlatego, że ktoś coś kiedyś tam przegłosowuje - jest równanie gruszek ze śliwkami! Nawet w kolebce demokracji, w Grecji, prawo do głosowania miał tylko obywatel, czyli Elita Narodu a nie plebs, podobnie zresztą i w Sanhedrynie! Czy Sejm RP za czasów Królestwa też był demokracją?! Tam Król i Sejm musieli uzyskać zgodę Prymasa, aby mogli podjąć jakiekolwiek działanie w Narodzie - i jak to się ma do kolektywizmu watykańskiego?!
5 dni temu / Andrzej BR
 
Ps. Całe działanie KK ma być podporządkowane temu jednemu zadaniu: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata." (Mt 28:19-20; BT). To jedno zadanie to ewangelizacja ludzi i narodów. Żadna nowa, żadna stara tylko zwyczajnie: ewangelizacja, głoszenie Jezusa Chrystusa. Nic mniej i nic więcej bowiem "Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chrystusa], ten ma i Ojca, i Syna." (2J 1:9; BT). I wszystkie inne zadania mają być podporządkowane temu jednemu: głoszeniu Jezusa Chrystusa, nauczaniu o Nim, nauczaniu o Bogu w Trójcy Jedynemu. Do tego nie potrzeba demokracji tylko modlitwy i posłuszeństwa, wierności prawdzie. Wszystko inne to ściema.
6 dni temu / ma
 
Kościół Katolicki od samego początku swego istnienia, w wymiarze widzialnym, opierał się na Piotrze (por. Mt 16:18; Łk 22:32). Potwierdza to też kanon 1404 KPK, że "Stolica Piotrowa nie może być sądzona przez nikogo." Mówienie o jakiejś demokracji w KK jest pomyleniem pojęć. Kończy się ona w momencie wyboru papieża a i wybierający są przez poprzednio zasiadającego na Tronie Piotrowym mianowani. Jak i ten, który zostanie wybrany. Kościół nie jest od wprowadzania demokracji - jest od głoszenia Jezusa Chrystusa i Jego nauki i dlatego w taki sposób zostało w Kościele skonstruowane przekazywanie władzy. Jakby się bawić w demokrację to w zasadzie Pan Bóg jest jeden a ludzi mnogo. No to w ramach demokracji kto ma rację?... Jedynym tak na prawdę problemem jest właściwy wybór papieża.
6 dni temu / ma
 
I trzeba to powtarzać do skutku: Kolegialność to ucieczka od odpowiedzialności! Katolik, który ucieka od odpowiedzialności jest już winien! Pan Jezus ustalił nie naruszalny porządek, od Św.Piotra po księdza wikarego, każdy stanie na Sądzie sam a nie kolegialnie. Krótko i jednoznacznie, jeżeli Biskup Rzymu nie chce już za nic odpowiadać, to właśnie za to już czeka go straszna KARAAA!!! Podejmować się urzędu by go potem niszczyć, to też jest ciężkie łamanie zasad na których oparty jest cały KK. Już widzę te nagrody sypiące się na niego w niebie, tam przecież wszyscy kolegialnie głosują za grzechem, bo on taki miły i niewinny.
6 dni temu / Andrzej BR
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.