DZIŚ JEST:   27   PAŹDZIERNIKA   2020 r.

Św. Frumencjusza z Aksum
Św. Sabiny, męczennicy
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 31  >   KOŚCIÓŁ I ŚWIAT

Piotr Doerre

Raport z pola walki


 Jesteśmy jak żołnierze, których głównodowodzący, ukochany wódz ogłosił nagle, że rezygnuje z przewodzenia armii. Nie, nie zamierza jej opuścić, ale oświadcza, że nie ma już siły prowadzić do boju naszych oddziałów. Absolutnie zaskoczeni nie wiemy, co myśleć o tej decyzji.

 

Dzieje się to, być może, na chwilę przed decydującą bitwą, w niezwykle trudnej sytuacji, po długiej, pełnej niepowodzeń kampanii, podczas której siły wroga zwiększyły się tak bardzo, że nasza armia na dobre utraciła zdolność do prowadzenia działań ofensywnych. W oficjalnych ordonansach generałowie wciąż utrzymują, że strategia nakreślona przed laty przez połączone sztaby przyniesie całe pasmo sukcesów, jednak my, zwykli żołnierze, widzimy gołym okiem, jak straszliwie szeregi starych, wypróbowanych formacji przerzedziła plaga dezercji. Widzimy nagminne porzucanie broni, widzimy całe oddziały przechodzące na stronę wroga, widzimy oficerów – ba, nawet generałów! – spiskujących z nieprzyjacielem lub otwarcie się buntujących. Wielu z nich twierdzi wręcz, że wcale nie ma żadnej wojny, a z najeźdźcami nie ma potrzeby walczyć, chyba, że w razie natarcia z ich strony. Nie uchodzi przy tym naszej uwadze, że jawni agenci nieprzyjaciela w naszych szeregach nie ponoszą żadnych konsekwencji swej działalności.


Wiemy, że powodem tego stanu rzeczy jest utrata wiary w zwycięstwo i wynikające z niej powszechne lekceważenie surowych zaleceń Władcy, a nawet łagodnych uwag Jego Matki dokonanych podczas ostatnich inspekcji naszych szeregów.


Brak dyscypliny, korupcja w sztabie, gąszcz wzajemnie ze sobą sprzecznych rozkazów, zarzucenie starych, wypróbowanych technik walki i uzbrojenia na rzecz nowych, bardzo efektownych, ale – jak twierdzą stare wiarusy – zupełnie nieskutecznych, to tylko efekt wspomnianego kryzysu lojalności wobec Monarchy.

Wiemy, że nasz dowódca był atakowany ze wszystkich możliwych stron, że bardzo cierpiał, choćby z powodu oszczerstw i pomówień, jakie wróg rozpowszechniał na jego temat, co wyjątkowy posłuch znalazło, o zgrozo!, w jego macierzystej dywizji, której oficerowie dawno już przestali słuchać jego rozkazów. Wiemy, że zwłaszcza w ostatnim czasie doznał straszliwej nielojalności ze strony swoich najbliższych podwładnych. Wiemy, że bolał nad stanem armii, zwłaszcza od czasu, kiedy – jeszcze jako generał – dostrzegł, jak wiele zła dokonali w niej tępi służbiści, bezmyślnie zaprowadzający nową strategię. Wiele zrobił, by naprawić uczynione przez nich spustoszenie, ale z samej strategii nie zrezygnował – cóż, był wszak jednym z jej twórców.


Zawsze staliśmy przy nim, nie zważając na to, że jego sposób dowodzenia wydawał nam się nieporadny i nie zawsze podobała nam się jego taktyka. Teraz zaś staramy się mu współczuć i zrozumieć go. Ale obawiamy się, że dymisja, którą właśnie złożył, może jeszcze pogłębić zamęt w naszych szeregach. Chociaż wyżsi rangą oficerowie zapewniają nas, że nie stało się nic wyjątkowego, widzimy, jak niektórzy nasi towarzysze broni spuszczają oczy. To mężni ludzie, ale walczą już od tak dawna, czasem biją się samotnie, na daleko wysuniętych placówkach, przeto boją się, że kiedy dojdzie do walki wręcz, normalnie, po ludzku, zabraknie im odwagi i determinacji.


Nieustannie też sączy im w dusze jad propaganda wroga, którego hordy aż zawyły z radości, słysząc o dymisji naszego wodza. Spodziewają się, że autorytet jego następcy nie będzie już tak wielki, że bunty i chaos komunikatów jeszcze się nasilą, że poszczególne oddziały będą zmuszone walczyć na własną rękę, stąd jeszcze łatwiej niż dotychczas przyjdzie im je okrążać i odrywać od całości.


I choć z nadzieją spoglądamy na naszych nowych towarzyszy broni – tych ze świeżych zaciągów, wysyłanych prosto na front, pod zmasowany ogień nieprzyjaciela – wśród których widzimy wielu naprawdę mężnych wojowników, to przecież wiemy, że nie możemy liczyć tylko na nich. Sami wszak nie udźwigną ciężaru boju, zwłaszcza że ich niedoświadczoną kadrę zaczynają trapić te same choroby, które dotykają całą naszą armię. Mówi się, że właśnie spośród ich generałów może pochodzić nowy wódz naczelny. Mówi się, że będzie młody, silny i energiczny. Kimkolwiek będzie, my będziemy trwać przy nim, bo wierzymy głęboko, że do niesienia tego najcięższego brzemienia wyznaczy go sam Władca.


Zepchnięci do defensywy, oszukiwani, czasem opuszczani przez własnych dowódców, przecież wciąż jednak walczymy. Często dokonujemy udanych wypadów na terytorium wroga, czym prowokujemy jego wściekłe ataki. Ani nam w głowie rozmowy o kapitulacji. Chcemy bić się do ostatniego tchu.

 

Dnia 28 lutego 2013 roku.

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 

 

Dusze małe zajmują się w modlitwie tylko swoimi ciasnymi, osobistymi interesami. Inne wciągają w obręb modlitwy swoich krewnych, przyjaciół, wspólne interesy rodzinne. To już nieco więcej. To, że modlimy się za siebie, to sprawa potrzeby, ale żeby modlić się za innych, do tego trzeba mieć serce otwarte, pełne miłości.

 
 

1793 – powstańcy wandejscy (Wielka Armia Katolicka i Królewska) w bitwie pod Entrames pokonali wojska Republiki Francuskiej. Armia katolicka dowodzona przez młodego markiza Henryka de Rochejacquelin, ruszyła w kierunku Paryża. W pobliżu Majenny doszło do zwycięskiej bitwy z podwładnymi gen. Franciszka Józefa Westermanna.

 

Furia mentalnych faszystów spod znaku czerwonego  pioruna w kształcie hitlerowskiej „runy sieg” skierowała się przeciw Kościołowi. Od niedzieli ze wszystkich stron kraju spływają informacje o napadanych, profanowanych lub dewastowanych świątyniach. Także od niedzieli rozpoczęła się spontaniczna akcja pilnowania świątyń. Czas rozszerzyć działania obronne na wszystkie parafie!

 

Liturgie bożonarodzeniowe papieża Franciszka w Watykanie będą w tym roku sprawowane bez udziału wiernych – podaje agencja CNA. Oficjalnie przyczyną jest kryzys związany z pandemią koronawirusa.

 

Grupa młodych osób, głównie ze środowisk narodowych oraz warszawscy kibice obronili kościół na stołecznym Placu Trzech Krzyży przed agresją lewicowej tłuszczy. Policja, która podczas niedawnej demonstracji „covidosceptyków” wykazała się energiczną interwencją i zdecydowaniem, wobec napastliwego tłumu prezentowała ogromną powściągliwość.


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.