DZIŚ JEST:   20   LIPCA   2019 r.

Św. Małgorzaty, męczennicy
Bł. Czesława Odrowąża, kapłana
 
 
 
 

Przezorny patriota

Przezorny patriota
fot: Wojciech Olkusnik/FORUM

Dwieście lat temu, 27 grudnia 1814 roku we wsi Wronowo na Lubelszczyźnie urodził się Jan Koźmian. Pochodził z rodziny, która dla rozwoju konserwatywnej myśli politycznej położyła niemałe zasługi. Stryj Jana, Kajetan Koźmian – autor „Ziemiaństwa”, jeden z czołowych polskich „klasyków” i pierwszych myślicieli konserwatywnych nad Wisłą. Z kolei na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku jednym z najważniejszych krakowskich „stańczyków” był Stanisław Koźmian. A jeszcze trzeba dodać Stanisława Egberta Koźmiana – poetę i publicystę, starszego brata Jana.

 

Zaraz po zdaniu matury w Warszawie Jan Koźmian wraz ze swoim starszym bratem zaciągnął się do wojska powstańczego. Trwało powstanie listopadowe. Po klęsce insurekcji bracia dołączyli do tysięcy polskich emigrantów we Francji. Tam (w Tuluzie) Jan ukończył w 1838 roku studia prawnicze. Nad Sekwaną zbliżył się do Bogdana Jańskiego i jego środowiska, z którego wyrosło Zgromadzenie Zmartwychwstańców – filar polskiego „ultramontanizmu”.


Do ojczyzny, a konkretnie do zaboru pruskiego, Jan Koźmian powrócił w 1846 roku. Rok wcześniej objął redakcję ukazującego się w stolicy Wielkopolski „Przeglądu Poznańskiego” – pisma katolickiego i konserwatywnego. Jego pierwszy numer ukazał się w maju 1845 roku.


Powrót Jana Koźmiana do Polski związany był również ze zmianą w jego życiu osobistym. W 1846 roku ożenił się z Zofią Chłapowską, córką generała Dezyderego Chłapowskiego – jednego z głównych patronów (także w sensie wsparcia materialnego) „Przeglądu Poznańskiego”.


Małżeństwo nie było szczęśliwe. Nie tylko dlatego, że małżonkowie nie doczekali się potomstwa. Zofia cierpiała na chorobę psychiczną („chorobę nerwową” jak wówczas mówiono) i zmarła w 1853 roku. W tym samym roku umarła również matka Jana Koźmiana.


Z pewnością te dwie osobiste tragedie sprawiły, że redaktor „ultramontańskiego” „Przeglądu Poznańskiego” jeszcze bardziej przylgnął do Kościoła. Współpracował z bł. Edmundem Bojanowskim w powołaniu Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny.


W 1857 roku odkrył swoje powołanie do kapłaństwa. Formację przechodził w Rzymie, Innsbrucku i w Poznaniu. Święcenia przyjął 24 marca 1860 roku w archikatedrze gnieźnieńskiej.


Ksiądz Jan Koźmian jako redaktor „Przeglądu Poznańskiego” kontynuował wcześniejszą linię programową pisma. W latach sześćdziesiątych XIX wieku zdecydowanie występował w obronie świeckiej władzy papieża w Państwie Kościelnym, jak również nie krył swojego sceptycyzmu wobec planów wywołania kolejnej insurekcji w zaborze rosyjskim, która stała się faktem w styczniu 1863 roku.


W okresie Bismarckowskiego Kulturkampfu ks. Jan Koźmian był jednym z najbliższych współpracowników więzionego przez Prusaków arcybiskupa Mieczysława Halki Ledóchowskiego. W jego imieniu i w porozumieniu z Rzymem jako tajny delegat apostolski administrował prześladowanym Kościołem w Wielkopolsce. W 1875 roku trafił nawet za to na parę miesięcy do więzienia.


Ks. Jan Koźmian zmarł w 1877 roku w Wenecji, w drodze powrotnej z Rzymu do Wielkopolski.


Katolicyzm – „prawda bezwzględna”.

Wśród różnych kolei życiowych i na różnych polach aktywności Jana Koźmiana jedno pozostało niezmienne: jako człowiek świecki i jakom katolicki ksiądz był Jan Koźmian jednym z najważniejszych przedstawicieli w Polsce konsekwentnej myśli katolickiej i konserwatywnej. Katolicyzm stanowił w tej myśli punkt centralny, najważniejszy punkt odniesienia.


Jak pisał Jan Koźmian w pierwszym numerze „Przeglądu Poznańskiego”: „Prawdą bezwzględną jest dla nas objawienie chrześcijańskie, powagą Kościoła katolickiego zatwierdzone, jednym słowem – jesteśmy katolikami”.

Co to oznacza być katolikiem? Redaktor „Przeglądu” odpowiadał w tym samym numerze, że oznacza to katolika i katolicyzm walczący. „Prawda przeświadczona o sobie pragnie się odsłonić ludziom i przekonać, prawda koniecznie do zwycięstwa dąży; zaś żeby zwyciężyć, trzeba walczyć; walką jest całe życie, walka o zasady – byle szczera i szlachetna – umacnia człowieka, a ma i to za sobą, że przeciwników wzajemnego szacunku uczy, bo kto z bliska drugiemu w oczy spojrzał, ten w nim powinien uszanować godność istoty obdarzonej duszą nieśmiertelną”.


A jak dziewiętnastowieczny polski katolik ma zapatrywać się na swoje epokę, wiek „pary i stali”, w którym do rangi zaklęcia urosło słowo „postęp”? Jan Koźmian wyjaśniał w „Przeglądzie Poznańskim”, że należy odróżnić między postępem rozumianym „jako formuła matematyczna” czyli jego zideologizowaną wersją, a postępem „ciągłym i tylko w granicach natury [ludzkiej] upadkiem z wyboru wolnej woli skażonej, w granicach ludzkiej możebności zamkniętym”.


Poznański „ultramontanin” dostrzegał, że ta druga wersja postępu w czasach mu współczesnych przyniosła wymierne, dobroczynne owoce. A nawet – jak czytamy w „Przeglądzie Poznańskim” – „mimo złych pozorów widzimy wyraźną wyższość naszych czasów nad ubiegłymi wiekami”, bo „chrześcijaństwo przeszło w obyczaje i znajdujemy więcej rozlanych w powszechności wyobrażeń solidarności, uszanowania jednych dla praw drugich, dobroczynności ogólnej”.


Czy wynika z tego, że Jan Koźmian uległ jednak naiwnej fascynacji „wiekiem modernizacji” i dostrzegał przede wszystkim „radość i nadzieję”?


Nie w ten sposób rozkładał akcenty. Dostrzegał przecież „zatarcie się monolityczności charakterów” i „zmalenie indywiduów”. Podkreślał, że „stan społeczeństwa bez wiary i obowiązków jest najcięższą niewolą”, przestrzegał przed „apostołami wolności fałszywej” i wskazywał, że współczesny świat potrzebuje przede wszystkim „nauki żywej”, a „tą nauką żywą jest tylko katolicyzm”.


„Epoka przejścia” i jej bałwochwalstwa.

Swoje czasy Jan Koźmian określał mianem „epoki przejścia”, w której „podwaliny społeczeństwa europejskiego zatrzęsły się do gruntu, nieprzewidziane wypadki pojawiają się na świecie, niepewność przejęła umysły, oczekiwanie ciąży wszystkim na piersi, nauka straciła wiarę w siebie, natchnienie wszelkie w pół drogi zamiera”.

Znamieniem czasu zamętu – zarówno duchowego jak i politycznego – jest rozplenianie się wszelkiego rodzaju bałwochwalstw. Te ostatnie definiował Koźmian jako „wszystko to, co sprawia, że człowiek zapomina o własnym swoim przeznaczeniu i o pierwszych warunkach społeczeństwa”.


W kontekście najpoważniejszych zagrożeń stojących przed sprawą polską w połowie XIX wieku wymieniał Jan Koźmian „bałwochwalstwo rewolucji i bałwochwalstwo słowiańskiej idei”. Zwolennicy tego pierwszego, przede wszystkim w kontekście „rewolucji politycznej” – bo „rewolucja socjalna”, jak podkreślał Koźmian, ma w Polsce bardzo mało zadeklarowanych zwolenników, to wszyscy, którzy wierzą w mrzonki o „braterstwie ludów” czy też walki „za waszą i naszą wolność”.


A przecież nie można, jak pisał redaktor „Przeglądu”, dopuszczać do tego, by „sprawa narodowa zawisła chwilowo na europejskiej pochyłości rewolucyjnej”. Jeżeli polityka ma być rzeczywiście polityką polską, nie może szukać poparcia u „zaimprowizowanych mężów stanu” (w rodzaju Garibaldiego). Odwrotnie. Musi wyrobić polską opinię publiczną, która „głośno i śmiało wyrażona, zabroni Polakom wszelkiego udziału w rzeczach obcych”.


Czy Rosja jest nadzieją dla europejskiej cywilizacji?

Drugą fatalną dla sprawy polskiej „rzeczą obcą” i ponętnym bałwochwalstwem w Koźmianowym znaczeniu czyli zapoznaniem rzeczywistości, jest fascynacja Rosją. Bądź jako państwem występującym w roli „obrońcy wszystkich Słowian” (ideologia słowianofilska Chomiakowa, Aksakowa et consortes), bądź też jako ostoją ładu europejskiego (Mikołaj I jako „żandarm Europy”). Zważywszy na to, że jesteśmy świadkiem jak w naszych czasach odradza się w pewnych kręgach (także w Polsce) ta ostatnia mutacja bałwochwalstwa, warto przypomnieć refleksje poznańskiego „ultramontanina” odnośnie tej kwestii.


Punktem wyjścia jego rozważań była konstatacja, że „nie ma sojuszu, nie ma pośredniej drogi między schizmą a oświatą [cywilizacją] łacińską. […] My wierzymy, że zwycięży pierwiastek zachodni, i chcemy, żeby Polska śmiało stanęła przy znakach, które ma obowiązek nosić. […] Nie Polska ma utonąć w Słowiańszczyźnie, ani przejść do Słowiańszczyzny, ona, która już wyrobiła myśl swoją narodową i odebrała wyraźne posłannictwo, ale Słowianie powinni uznać powołanie Polski”.


Koźmian odrzucał słowianofilską wizję starcia Rosji z Zachodem jako starcia czystej, nieskażonej, chrześcijańskiej cywilizacji z zepsutym moralnie i cywilizacyjnie Zachodem. Linie podziału biegną odwrotnie. Jak pisał w 1849 roku: „Dla nas Rosja wyobraża zasadę wstrętną wszelkiej oświacie [cywilizacji], wszelkiej wolności, z konieczności nieprzyjazną wierze naszej; my w Rosji nie niemowlęctwo, zdolne do wychowania i usamowolnienia, ale zepsucie moralne upatrujemy”.


Tym przekonaniom Jan Koźmian pozostał wierny także po wstąpieniu do stanu duchownego. W 1862 roku podkreślał, że konflikt polsko-rosyjski jest właściwie nie do zażegnania, bo ma naturę konflikty cywilizacyjnego: „Polska bądź co bądź wyobrażała prawdę religijną, oświatę [cywilizację], swobodę, czystość pojęć i środków, a Rosja przedstawiała i przedstawia pychę i chytrość buntu bizantyjskiego, nicość moralną i umysłową, przymus, niewolę, podstęp i wszelką nikczemność sposobów”.


Czy to jednak oznacza, że dla Rosji nie ma zupełnie nadziei, że nie ma szans na powstrzymanie „błędów Rosji”? Koźmian konsekwentnie odpowiadał „nie”. Nie przekonywały go nawet spektakularne przykłady nawróceń na katolicyzm wśród rosyjskiej arystokracji. Te niewątpliwe zdobycze dla Kościoła zestawiał z rzeszami utraconych w wyniku rosyjskich represji katolickich unitów. „Nawróciło się kilkadziesiąt osób, Bogu niech będą dzięki, ale cóż to jest w porównaniu z milionami unitów, oderwanymi gwałtem od jedności lat temu kilkanaście?” – pytał z goryczą w 1856 roku w polemice z o. Iwanem Gagarinem T.J.


Ojciec Gagarin – pierwszy rosyjski jezuita – był jednym z bardziej znanych rosyjskich konwertytów na katolicyzm. Chciał nawrócenia swojej ojczyzny przez powrót Cerkwi do łączności z Rzymem czyli przez uznanie na jakimś przyszłym soborze powszechnym przez Moskwę prymatu Następców św. Piotra.


Koźmian przypominał jednak, że obowiązują przecież uchwały soboru florenckiego z 1439 roku i tzw. unii florenckiej. Drażniła go zauważalna u o. Gagarina „szczodre obdzielanie grzecznościami biskupów i duchowieństwa schizmatyckiego”. Przede wszystkim jednak jego zarzut wobec rosyjskiego jezuity brzmiał zupełnie inny. Wytykał mu, że nie dostrzega on zupełnie sprawy polskiej w Rosji, która domaga się sprawiedliwego załatwienia (niepodległości Polski), a przede wszystkim brak uznania dla faktu, że jeśli katolicyzm kiedykolwiek ma zwyciężyć w Rosji, to tylko dzięki Polsce – „wszystkie urojenia, choćby najszlachetniejsze, katolików-Rosjan lub przyjaciół Rosji, tę mają zła stronę, że odwracają zajęcie i baczność od jedynej siły katolickiej w Słowiańszczyźnie, od Kościoła polskiego, […] jeżeli się Rosja nawróci, to po Bogu najwięcej zawdzięczać to będzie biskupom polskiego pochodzenia, księżom polskim i tradycjom kościelnym polskim. W Rosji dzieła nawrócenia nie ma na czym oprzeć”.


Jakże aktualnie brzmią słowa Jana Koźmiana napisane w 1848 roku, w okresie Wiosny Ludów, gdy Rosja Mikołaja I zapowiadała wystąpienie w obronie zagrożonego ładu europejskiego: „O przywrócenie wszędzie dawnego stanu rzeczy mniej chodzi gabinetowi petersburskiemu, wiedzą tam dobrze, że biegu rzek się nie cofa. O co starać się będzie Rosja, to o to, żeby wszystkie opinie zachowawcze w jej się stronę po ratunek przeciw rozprzężeniu społecznemu zwróciły i żeby z ich pomocą przeważny wpływ w Europie odzyskać”.


„Przezorny patriotyzm” i „czerstwość umysłowa”.

Dlatego też najważniejszym zadaniem polityki polskiej w tym kontekście jest pamięć o rzeczach podstawowych. Przede wszystkim o tym, iż „pierwszą dla nas i równą z zadaniem niepodległości kraju powinnością jest wierność oświacie łacińskiej Zachodu, z której idą wszystkie odrębne cechy naszej samoistności narodowej”.

Taki jest wymóg „czerstwości umysłowej” czyli stosowania rozumu w polityce. A tego waloru mamy ciągle za mało. W 1848 roku przestrzegał Koźmian przed wzniecaniem „hałasu patriotycznego”, a w 1862 roku w zenicie przedpowstaniowej „rewolucji moralnej” zauważał, że „w Polsce nie brak przywiązania do sprawy, nie brak zapału; brak cierpliwości i wytrwałości w pracy”.


Ksiądz Jan Koźmian, weteran powstania listopadowego, krytycznie ocenił wybuch powstania styczniowego. Pisał o „lejącej się szlachetnej i czystej krwi” powstańców, dostrzegał „mordy i pożogi, jakie szerzy dzicz moskiewska”. Nie powstrzymało go to jednak od podkreślenia, że „narodom nie przystało rzucać się w kolej hazardów na ślepo; one powinny patrzeć prawdopodobieństwa wygranej”.


Odrzucał argument tych, którzy uważali, że powstanie – jakkolwiek bez szans na zwycięstwo – jest swego rodzaju instrumentem narodowej pedagogiki, sprawia, że „duch w narodzie nie ginie”. Odpowiadał na to, że „nierozsądne byłoby zapalić dom, żeby się w nim nie dać zaląc robactwu”.


Potrzebny jest rozum – „w żadnej rzeczy, a tym bardziej w polityce, nie godzi się rozumu odsuwać lub skazywać go na podrzędną rolę. Rozum dany nam został na to, iżby przewodniczył postanowieniom; zaś wielka to omyłka mniemać, że można być „rozumnymi szłam”.


Zamiast „patriotycznego hałasu” potrzeba pracy. To Jan Koźmian wprowadził do obiegu pojęcie „robót organicznych”. W tym sensie można go uważać za jednego z ojców wielkopolskiego ruchu organicznikowskiego.


W „robocie organicznej” nie chodziło o pogoń za groszem. Wszak „w narodach, jak i w indywiduach, materializm warzy w zarodzie wszelką chęć szlachetną, śmierć ducha za sobą prowadzi”. Pojęcie to Koźmian uzasadniał znacznie głębiej, umieszczając je jako powinność moralną. Bo „kto nie wypełnia zwyczajnych obowiązków, tym świętszych i większych, im prostszych, kto się często w siebie nie cofa i nie wyrzekł się wszelkich nieopartych na szlachetnych pobudkach serca i rumu ze światem stosunków, ten żadnemu wyższemu powołaniu nie odpowie”.


Schodząc na płaszczyznę stricte polityczną „roboty organiczne” oznaczały właściwą hierarchię zadań narodowych – „pożyteczniej jest dla sprawy [narodowej] miejscowych pilnować obowiązków, codzienną obywatelską odrabiać robotę, aniżeli biec za odgłosem sławy wojennej i wspomnieniami legionów drażniąc umysły, od powszedniej najrzeczywistszej czynności je odwodzić”.



Grzegorz Kucharczyk

 


DATA: 2014-12-29 15:51
AUTOR: GRZEGORZ KUCHARCZYK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Cały ten artykuł o Koźmianie jest stekiem bredni w warstwie wartościującej poglądy Koźmiana . Wiek XIX-y był na pewno wiekiem postępu , dzięki temu postępowi żyje nam sie lepiej , zdrowiej i dłużej , mamy też większe swobody obywatelskie . Autor artykułu ma ochotę narzucic czytelnikom swe poglady na XIX-y wiek jako czasy upadku , a tak nie jest ,nie tylko postęp techniczny a,le i zniesienie niewolnictwa zawdzięczamy temu stuleciu , czyż by autor artykułu tęsknił za posiadaniem niewolników ? Nazwisko autora sugeruje przodków z chłopstwa pańszczyźnianego ,a nie ze szlachty .
ponad 4 lata temu / Mirek
 
Miło się czyta oryginalną myśl polską. Tego nam potrzeba. Przywrócenia polskiego myślenia. Dziś myśl obca zaciążyła nad Narodem.
ponad 4 lata temu / Leo
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.