DZIŚ JEST:   25   STYCZNIA   2021 r.

Nawrócenie św. Pawła Apostoła
Bł. Henryka Suzo
 
 
 
 

Problem z Egiptem

Problem z Egiptem
Lilian Wagdy / commons.wikimedia.org

Co się właściwie dzieje w Egipcie? Dlaczego Obama zdradził Mubaraka? Co oznaczają te protesty dla Zachodu? To tylko część pytań, jakie pojawiają się w związku z wrzeniem w Kairze. Poważni analitycy, byli dyplomaci i doradcy mówią, że stało się wielkie nieszczęście. Zwracają uwagę, że Ameryka musi zmienić swoją dotychczasową politykę wobec Bliskiego Wschodu, wykreowaną jeszcze w czasach Zimnej Wojny. 

Powstanie w Tunezji i obalenie tamtejszego prezydenta, zmiana premiera w Libanie na Najiba Mikati związanego z Hezbollahem, protesty w Egipcie, a w ich następstwie niepokoje w Syrii i Jemenie zapowiadają wrzenie także w innych państwach na Bliskim Wschodzie i nie tylko. Są tacy, którzy mówią, że gdyby wziąć pod uwagę wzrost cen żywności, to podobne protesty powinny wybuchnąć w państwach azjatyckich (Wietnam, Pakistan, Chiny) i Ameryce Południowej (np. w Wenezueli). 

Amerykański znawca polityki bliskowschodniej, reporter New York Times’a o wielkim doświadczeniu, wykładający obecnie dziennikarstwo i politykę zagraniczną, Stephen Kinzer zauważa, że Waszyngton postrzega lokalne konflikty na Bliskim Wschodzie w kategoriach rywalizacji z Iranem w tym regionie. Gdyby to była prawda, oznaczałoby to, że USA tracą znacznie w stosunku do Iranu, gdyż „trzymają” z sojuszniczymi reżimami, które były silne kilkadziesiąt, może nawet kilkanaście lat temu, ale nie teraz. Obecnie pro-irańskie siły odgrywają ogromną rolę w Iraku. USA, wkraczając do Iraku i obalając Hussejna, oddało przysługę Irańczykom. 

Stany Zjednoczone wciąż wysyłają pomoc wojskową do Egiptu, Arabii Saudyjskiej (która chociaż wiadomo, że wspiera organizacje terrorystyczne, to jednak dalej jest zainteresowana utrzymaniem dotychczasowego status quo w regionie) i Autonomii Palestyńskiej. Prezydent Abbas z Autonomii Palestyńskiej, co pokazały niedawno opublikowane materiały WikiLeaks prze do porozumienia z Izraelem za wszelką cenę. Sam nawet zasugerował Mosadowi współpracę. Chce jak najszybciej wydać Palestyńczyków, których nie lubi. 

Amerykanie długo blokowali tworzenie demokracji na Bliskim Wschodzie, obawiając się powstania republik islamskich. Kinzer uważa, że nawet jeśli „demokratyczne reżimy” nie staną się fundamentalistyczne, to jednak zawsze będą występować przeciwko Ameryce, bo ta wspiera Izrael. Dlatego sugeruje prowadzenie polityki pojednawczej z Iranem, zamiast konfrontacyjnej. 

Inni analitycy zwracają uwagę, że USA za wolno reagują, choć to wydaje się akurat absurdalny zarzut, gdyż to właśnie bezpośrednie uwagi Obamy i Hillary Clinton, domagających się zmian demokratycznych w Egipcie, dopingowały i dalej dopingują protestantów w Kairze.

Izrael i państwa sąsiednie są zdumione, jak szybko Obama zdradził Mubaraka, najbardziej solidnego sojusznika. Politycy izraelscy mówią wprost: „Ameryka traci wiarygodność”. 

Dan Margalit, izraelski analityk zauważył, że Obama, usuwając Mubaraka, ryzykuje, że powstanie islamski reżim fundamentalistyczny w Egipcie. - Jest możliwe, że zapewniono Amerykanów, iż reżim rewolucyjny będzie utrzymywał więzi z Zachodem, ale gwarancji takich nie ma – mówi. Zapytuje też, jak będą wyglądaćstosunki USA z Kairem, jeśli obecny reżim utrzyma się. Jak Stany Zjednoczone zamierzają ułożyć relacje z pozostałymi sojusznikami arabskimi? Czy będą wiarygodne w oczach umiarkowanych przywódców arabskich, po wbiciu noża w plecy swojemu długoletniemu partnerowi? 

Yoni Ben Menachem, bliski doradca izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu zwraca uwagę, że w Egipcie najprawdopodobniej do władzy dojdzie ekstremistyczne Bractwo Muzułmańskie, obecnie główna siła opozycyjna, najlepiej zorganizowana. W końcu okażą się oni dominującym partnerem w jakimkolwiek rządzie post-Mubarakowskim. Ben Menachem, który jest szefem państwowej rozgłośni radiowej w Izraelu powiedział, że Bractwo wykorzysta byłego szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, Mohammeda El Baradei do negocjacji z wiceprezydentem Omarem Suleimanem, aby zapewnić obalenie Mubaraka i doprowadzić do wolnych wyborów we wrześniu. - Są ludzie, których się wykorzysta w pośrednich fazach rewolucji, a później wyrzuci na śmietnik historii. Ben Menachem mówi wprost: - Baradei po prostu jest. A świat stoi i patrzy, i mówi: może on, który dostał Pokojową Nagrodę Nobla będzie przywódcą państwa? Może to on poprowadzi Egipt? Nie takie są prawdziwe intencje. W końcu do władzy i tak dojdzie Bractwo Muzułmańskie – kończy posępnie. 

- Elementy, które uczyniły Egipt strategicznym partnerem Stanów Zjednoczonych wciąż są silne
 – uspokaja Uzi Rabi, profesor Uniwersytetu w Tel Awiwie. - Wojsko, główny ośrodek władzy, zdaje sobie sprawę z fundamentalnego znaczenia kontynuowania współpracy z Zachodem. Pokojowe stosunki z Izraelem są ważnym elementem tej układanki, na której Egipt opiera ekonomiczną i dyplomatyczną politykę bezpieczeństwa.


Dodaje jednak, że arabscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych nie wybaczą Obamie porzucenia Mubaraka. Wskazują oni na konsekwencje podżegania do protestów w Kairze. Wrze cały Bliski Wschód. Niepokoje są w Jordanii, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej.

- Sposób, w jaki prezydent Obama i Hillary Clinton porzucili Mubaraka jest bardzo problematyczny i budzi poważne zapytania wśród innych sojuszników, w tym w Izraelu
 - mówi były dyrektor Mosadu Danny Yatom.   


Generał Ben Eliezer, były minister obrony Izraela mówi wprost: - Amerykanie nie zdają sobie sprawy z tego, co zrobili. Powtarza się sytuacja z 1979 r., kiedy obalono szacha i do władzy w Iranie doszedł radykalista Chomeini, ustanawiając republikę islamską.  

Egipt w polityce amerykańskiej odgrywa ważną rolę stabilizatora na Bliskim Wschodzie.
 Kraj ten służy jako baza tranzytowa dla sił amerykańskich, zapobiega powstaniu baz dla terrorystów w tym kraju, które mogłyby zagrozić USA oraz ochrania Izrael. Egipt od 30 lat pozostawał najwierniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w tej części świata. Pomagał utrzymać stabilność. Co będzie, jeśli do władzy faktycznie dojdą skrajni ekstremiści? Liczący 75 mln ludności Egipt wraz z Iranem, zamieszkałym przez 79 mln osób,  mogą stworzyć potężny blok, skutecznie destabilizując Bliski Wschód. Już teraz zamieszki wybuchły w Jemenie. Istnieje obawa, że tutaj wojsko skoncentrowane na tłumieniu protestów, nie będzie miało dość środków i czasu, by przeciwdziałać szkodom, jakie może i najpewniej poczyni Al- Kaida,


Większość mediów na świecie podaje, że protesty, które najpierw wybuchły w Tunezji, a później w Egipcie, ze względu na wysokie bezrobocie, wzrost cen żywności i korupcję reżimu, mają na celu jedynie wprowadzenie reform politycznych i gospodarczych, dzięki którym przed młodym pokoleniem pojawiłyby się lepsze perspektywy życiowe.

W Egipcie od 1967 r. panuje stan wyjątkowy, co daje rządowi prawo do cenzurowania opinii publicznej i zatrzymywania bez powodu. Rząd skutecznie wyłącza telefony, ogranicza korzystanie z telefonu komórkowego, w tym odbieranie wiadomości tekstowych itp. Kraj ten przeżywa obecnie wysoki poziom inflacji. Ceny żywności wzrosły o ponad 17 proc. Oficjalne bezrobocie wynosi prawie 10 proc. W praktyce jest znacznie wyższe. Największe trudności ze znalezieniem pracy mają ludzie młodzi i to oni są najbardziej sfrustrowani. Domagają się zmian. Powstaje jednak pytanie, o jakie zmiany chodzi? Czy można naiwnie sądzić, że uda się stworzyć tam demokrację na wzór zachodni?

W przededniu wybuchu zamieszek w Egipcie, 24 stycznia 2011 r. w Internecie pojawił się tekst liberalnych muzułmańskich intelektualistów i teologów pt. „Dokument w sprawie odnowienia islamu”. Spotkał się on z dużym zainteresowaniem. W ciągu zaledwie jednego dnia został opublikowany na ponad 12 tys. stron arabskich. Na wszystkich pojawiło się mnóstwo komentarzy. Aż 88 proc. osób była przeciwna proponowanym reformom. 12 proc. poparła zmiany. Co proponowano? Fraternizację płci. Chciano, aby kobiety mogły przebywać w tym samym pomieszczeniu co mężczyźni, jeśli zajdzie taka potrzeba np. w pracy, na uniwersytecie itp. Zaproponowano, by ograniczyć dźihad jedynie do atakowania wroga na ziemiach muzułmańskich. 

Proponowano, by nie zabijać dzieci, starców, kobiet, osób nieuzbrojonych, duchownych innych wyznań, by nie niszczyć miejsc kultu itp. Chciano zeświecczyć sposób ubierania się, ale kobietom wciąż zalecano noszenie chust okrywających głowę i twarz. Potępiono jednak zwyczaje przenoszone z Arabii Saudyjskiej (długie męskie suknie, długie brody itp.). Zasugerowano oddzielenie religii od państwa, przy czym religia w życiu codziennym miałaby odgrywać pierwszorzędną rolę. Położono nacisk na potrzebę przestrzegania praw bożych i praw człowieka. 

Zaproponowano wyrzeczenie się dziedzictwa salfizmu (fundamentalistycznych praktyk np. nie wolno siadać na krześle) i skoncentrowania na takich wartościach jak: wolność, równość, wiedza, sprawiedliwość i nauka. Są to zdaniem reformatorów najważniejsze wartości Koranu .

Prawie wszystkie proponowane zmiany zostały zdecydowanie odrzucone, co tylko potwierdza, że reformatorzy islamscy są słabi, a wspólnota muzułmańska - radykalna.

W grudniu ub. roku Reuters opublikował dane sondażowe
, wskazujące na radykalizację młodych ludzi. Co prawda, tylko nieliczni popierają Bin Ladena, ale zdecydowana większość chce daleko posuniętej islamizacji państwa, opartego na prawie szariatu. 


Pew Research Center przeprowadził rozległe badania w kilku państwach muzułmańskich. Na pytanie: „Czy to dobrze, aby islam odgrywał dużą rolę w polityce?” 95 proc. Egipcjan odparła, że „tak”. Na pytanie: „Czy islam odgrywa pozytywną czy negatywną rolę w polityce?” 85 proc. odpowiedziała, że „pozytywną”. „Jaką rolę islam odgrywa w polityce egipskiej obecnie?” 48 proc. odparło, że „dużą”. „Czy w Egipcie toczy się rywalizacja pomiędzy tymi, którzy chcą umiarkowanego islamu a fundamentalistami”, 31 proc. stwierdziło, że „tak”. 27 proc. ankietowanych określiło siebie jako umiarkowanych islamistów, a 59 proc. jako fundamentalistów. Na pytanie o stosunek do Bin Ladena i ekstremistycznego fundamentalizmu zdecydowana większość odparła, że nie popiera jego metod działania, co sugerowałoby, że nie opowiadają się za radykalnymi rozwiązaniami. Chociaż z drugiej strony blisko połowa popiera organizacje zbrojne Hamas (49 proc.) i nieco mniej, bo 30 proc. Hezbollach. 

Jednak na pytanie dotyczące tego, jaką rolę powinien odgrywać islam w polityce i życiu codziennym zdecydowana większość stwierdziła, że „ogromną”. Przykładowo, na pytanie: „Czy cudzołożnice powinny być kamieniowane?, aż 82 proc. powiedziało, że „tak”. „Czy apostaci powinni być karani śmiercią?,” 84 proc. odparło, że „tak.” „Czy złodziejom powinno się odcinać ręce?” 77 proc. potwierdziło, że „tak”. Wniosek nasuwa się oczywisty: Egipcjanie chcą więcej islamu w polityce. Wydaje się także, że Bractwo Muzułmańskie, które od lat jest zdelegalizowane, a które dąży do oparcia państwa na prawie szariatu bliskie jest osiągnięcia swojego celu. Skutecznie wyedukowało społeczeństwo, w którym prawie 60 proc. stanowią młodzi ludzie poniżej 25 roku życia.

Czym jest Bractwo Muzułmańskie? To największa i najlepiej zorganizowana opozycja w Egipcie, która najpierw chce przygotować społeczeństwo, a następnie ustanowić państwo koraniczne. W trwających już ponad dwa tygodnie rozruchach w Egipcie, wszystkie oczy skierowane są na Bractwo. Opinia publiczna zadaje sobie pytanie, jak będzie starało się ono wykorzystać kryzys do ostatecznego celu, jakim jest dojście do władzy. 

Założone w 1928 r. przez Hassana al-Banny w zadymionych kawiarniach Kairu Bractwo Muzułmańskie chce stworzyć państwo fundamentalistyczne oparte na wiernej interpretacji szariatu (prawa islamskiego). Ruch chciał przejąć władzę w Egipcie. Jeden z jego członków zamordował w 1948 r. premiera Mahmuda Nokrashi. Wkrótce potem, egipskie siły bezpieczeństwa w odwecie zabiły Banna . W 1954 roku, świecki przywódca nacjonalistyczny Gamal Abdel Nasser zakazał działalności Bractwa w kraju. Tysiące członków tej organizacji było więzionych i torturowanych. 

Zasadnicze poglądy Bractwa opracował ideolog Sayyid Qutb, który został stracony w 1966 r. Bractwo uważa, że świeckie reżimy arabskie stanowią główną przeszkodę w utworzeniu wielkiego państwa koranicznego, stąd znajdowało się w opozycji do władzy. By uniknąć wykrwawienia, zmieniło taktykę. Stało się bardziej pragmatyczne. Zaczęło dążyć do osłabienia reżimu na drodze pokojowej, teoretycznie wyrzekając się zbrojnego działania – dzihadu. Bractwo ewoluowało i rozszerzyło wpływy w Egipcie, a następnie rozprzestrzeniło się zarówno na inne kraje arabskie, jak i poza nie.

Nie byłoby sensu tworzyć państwa islamskiego, w którym nie stosowano by się do ideologii, którą ono głosi. Dlatego BM poświęciło się szerzeniu swojej myśli i interpretacji islamu w społeczeństwie w inny sposób. Założyło organizacje charytatywne, kliniki i sieci społecznej pomocy. Allah jest naszym celem, Prorok jest naszym przewodnikiem, Koran jest naszą konstytucją, dżihad naszą drogą, a śmierć dla chwały Boga jest naszą największą ambicją” – oto credo Bractwa.

Gdy w Egipcie i innych państwach muzułmańskich powstanie społeczeństwo islamskie, rewolucja islamska dokona się w sposób naturalny. Rząd zostanie wybrany bez konieczności wystrzelenia choćby jednego naboju. Inaczej chcą dżihadyści. Najpierw musi być zbrojna rewolucja, a potem dopiero ma nastąpić islamizacja. 

Dzisiaj, na czele Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie stoi Mohamet Badi, wybrany na szefa organizacji w 2010 roku. 

Prof. Elie Podeh z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie z Zakładu ds. studiów nad Islamem i Bliskim Wschodem mówi, że dokładnie nie można zmierzyć popularności Bractwa, ze względu na brak demokracji w Egipcie, ale w 2005 roku w wyborach parlamentarnych Bractwo wprowadziło do parlamentu 88 osób na 454 wszystkich miejsc w parlamencie, jako kandydatów niezależnych. (oficjalnie działalność Bractwa jest zakazana). W ubiegłorocznych wyborach w 2010 r. władze reżimowe zaniepokojone szerzącymi się wpływami Bractwa doprowadziły do tego, że ani jeden kandydat nie dostał się do parlamentu. Oznacza to, że 88 z 454 miejsc, to minimalna liczba, jaką mogą uzyskać w parlamencie. Ich popularność może być jednak większa. Podeh mówi, że reżim Mubaraka bardzo się ich obawia. Bractwo z kolei może teraz celowo nie eksponować się tak bardzo w dobie kryzysu. - To taktyka podstępu, przy jednoczesnym wspieraniu powstania - wyjaśnia. Jego zdaniem, jeśli kiedykolwiek odbędą się wolne wybory w Egipcie, Bractwo ma realną szansę na wygraną. - Jest to najlepiej zorganizowana opozycja w Egipcie. Reszta ugrupowań opozycyjnych to motłoch – dodał.  – Od kilku latBractwo współpracuje z partiami liberalnymi i prawdopodobnie były szef MAEA, Mohamed El Baradei, ważna postać opozycji, która wzywa do demokracji w Egipcie, posłuży mu jako narzędzie w dojściu do władzy. Ruch prawdopodobnie wciąż czeka na swój czas, chce być świadkiem upadku reżimu Mubaraka. Obawia się także ciężkiej próby odwetu czy zamachu stanu.

Bractwo chciałoby zerwać pokój z Izraelem. W 2009 r. opublikowało na stronie internetowej projekt statutu, w którym potwierdziło, że gdy dojdą do władzy traktat pokojowy z Izraelem będzie poddany rewizji. Zdaniem profesora Bractwo w końcu może dążyć do konfrontacji. - Istnieje pewien pragmatyzm w ruchu i może pewnego dnia być wyrażony w jego polityce zagranicznej

Poza jego strukturą krajową istnieje międzynarodowe Bractwo Muzułmańskie, na czele którego stoi zesłaniec egipski al-Sheikh Yussuf Qaradawi, który mieszka w Katarze. 

Pod koniec ub. roku prezydent Obama oraz Hilary Clinton zostali poinformowani o pogarszaniu się sytuacji w Egipcie i ewentualnym zagrożeniu reżimu Mubaraka. Mówiła o tym ostatnio dyrektor CIA przed senacką komisją ds. wywiadu Stephannie O’Sullivan. 

Wiadomo również, że prezydent Obama wielokrotnie wysyłał swoich wysłanników, którzy kontaktowali się i wciąż kontaktują z przedstawicielami Bractwa. Tydzień temu miało miejsce spotkanie, podczas którego omawiano przyszłość Egiptu po „upadku" prezydenta Hosni Mubaraka.

O ile na początku administracja Obamy nawoływała jedynie do zmian demokratycznych w kraju, po kilku dniach trwania protestów wprost wezwano Mubaraka do ustąpienia. Ponad tydzień temu Issam El-Erian, starszy lider Bractwa Muzułmańskiego, i Frank Wisner, były ambasador USA w Egipcie, tzw. superdyplomata, spotkali się w amerykańskiej ambasadzie w Kairze. 

Jak podaje portal WND, powołując się na słowa egipskiego dyplomaty, reżim Mubaraka podejrzewa, iż USA pomogło w przygotowaniu protestu Mohamedowi El Baradei, który jest postrzegany jako jeden z głównych liderów opozycji w Kairze. 

El Baradei, były szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej ma być kandydatem na prezydenta w wyborach zaplanowanych na ten rok. 

Jest on postrzegany jako sojusznik Bractwa Muzułmańskiego. 

Tuż po wybuchu protestów London Telegraph napisał, że ambasada USA w Kairze w 2008 r. pomogła pewnemu młodemu dysydentowi wciąć udział w sponsorowanym przez USA szczycie dla działaczy islamskich w Nowym Jorku. Ów dysydent, jak twierdzi gazeta był zaangażowany w przygotowanie obecnych protestów. Miał on poinformować amerykańskich dyplomatów, że opozycyjne ugrupowania w Egipcie zawarły sojusz i mają plan, by obalić rządy Mubaraka. 

Informacje, zawarte w Usdiplomaticdispatches, opublikowanym przez serwis Wikileaks, pokazują, że urzędnicy amerykańscy wielokrotnie naciskali na rząd egipski, by uwolnił innych dysydentów.

Biały Dom już otwarcie broni zamieszek w Egipcie. Sekretarz stanu Hillary Clinton wezwała do „przejścia do demokracji”. Na reformach politycznych najwięcej może skorzystać Bractwo, bo jak twierdzi prof. Podeith, to „jedyny dobrze zorganizowany ruch, reszta to motłoch.

Wiadomo również, że Amerykańska Council for American-Islamic Relations naciskała od kilku lat na Biały Dom, aby wymusić na Mubaraku zorganizowanie prawdziwie wolnych wyborów, w których mogłoby wziąć udział Bractwo. 

W 2007 r., kiedy reżim Mubaraka znowelizował prawo, CAIR skarżył się departamentowi stanu USA, że Mubarak blokuje jakąkolwiek opozycję w kraju. 

Najwyżsi członkowie rządu egipskiego mówią, że czują się zdradzeni przez prezydenta Obamę. Oskarżają go o to, że działa przeciwko amerykańskim interesom. Dziennikarz Aaron Klein pisze: „Reżim Mubaraka uważa, iż Obama naciska na rozwój Bractwa Muzułmańskiego wbrew interesom Stanów Zjednoczonych". Próbuje zrozumieć, dlaczego? Twierdzi, że Obama od początku swej kariery jest ściśle związany z radykalnymi ugrupowaniami islamskimi. Dodaje: „Poparcie administracji Obamy dla niepokojów w Egipcie uderzająco przypomina wsparcie Jimmy'ego Cartera dla rewolucji islamskiej w Iranie w 1979 r., co dało początek nowej islamskiej ekspansji”. Niektórzy duchowni muzułmańscy tuż po wywołaniu zamieszek w Egipcie ogłosili, że jest to przedłużenie islamskiego podboju z 1979 r. - Trzydzieści jeden lat po zwycięstwie Islamskiej Republiki, mamy do czynienia z oczywistym faktem, iż ruchy te to pokłosie islamskiej rewolucji – mówił niedawno ajatollah Ahmad Chatami w irańskim radio Zamaneh. Dodał, że ci, którzy nie uznają islamu, muszą zginąć. Mówił także, że podawane przez media informacje, iż protesty nie mają nic wspólnego z religią, są nieprawdziwe. - Oni podkreślają kwestie pracy, liberalnych i demokratycznych praw, a tymczasem najważniejsza w tych protestach jest właśnie kwestia religijna – stwierdził.

Wpływowy duchowny Abu Mundhir Salafi Al-Shinqiti wydał fatwę na stronie internetowej Al-Tawhid Minbar Wal Jihad, zachęcając do udziału w protestach. Według niego, to historyczny moment dla państwa islamskiego. Porównał go do ataków na World Trade Center.

Byli dygnitarze amerykańscy uspokajają, mówiąc, że nie ma się co obawiać Bractwa.
 Była rzecznik prezydenta George W. Bush 'a Dana Perino, powiedziała w Fox News: - Nie bójcie się Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie. To nie ma nic wspólnego z religią. Były analityk CIA i doradca prezydenta Obamy napisał w „Daily Beast”: Egipskie Bractwo wyrzekło się przemocy wiele lat temu...Radykalni islamiści zarzucają mu umiarkowanie."

Twierdzenie, jakoby Bractwo wyrzekło się przemocy, przeczy temu, co mówi samo Bractwo. Wzywa ono do broni przeciwko Zachodowi. W listopadzie, nowy najwyższy szef Bractwa Muhammad Badi, wygłosił kazanie pod tytułem „Jak Islam ma konfrontować się z uciskiem i tyranią?” Powstanie - to jedyne wyjście – stwierdził Badi. Zasugerował również, że Ameryka obecnie jest słaba. Wycofuje się z Iraku pokonana i zraniona. Niebawem należy się spodziewać jej wycofania z Afganistanu, ponieważ została pobita przez islamskich wojowników. Jego zdaniem, Amerykę teraz łatwo pokonać przy użyciu przemocy, ponieważ „przeżywa początek końca i zmierza w kierunku upadku".


Barry Rubin, dyrektor badań w Centrum Spraw Zagranicznych zauważył: -Przemówienia Badiego wskazują na prawdopodobieństwo, iż więcej zwolenników Bractwa na Zachodzie sięgnie po przemoc. Obecnie zbierają fundusze na potrzeby terroryzmu. Frank Gaffney, prezes American Center for Security Policy mówi wprost: - Bractwo Muzułmańskie, czy działa w Egipcie, czy gdzie indziej na świecie, jest naszym wrogiem.

Oburzenia nie kryją także niektórzy arabscy dziennikarze, którzy winią Obamę za niepotrzebny rozlew krwi. Mówią: Obama odczep się od Egiptu. Obama komu służysz? Dlaczego działasz wbrew interesom narodowym? 

Joel Richardson, który spopularyzował w bestsellerowej książce „Islamski Antychryst” pogląd, iż islam będzie odgrywał rolę w realizacji ostatecznego biblijnego proroctwa, mówi: - Ważne jest, aby zwrócić uwagę na eschatologiczny i mesjański wymiar pragnienia zjednoczenia islamskiego świata w jeden kalifat.Wskazuje także na związek ideologii islamu z ideologiami lewicowymi. Są to ideologie populistyczne i kolektywistyczne, zawierają utopijne wizje polityczne. Lewicowcy i islamiści chcą tzw. sprawiedliwości ekonomicznej lub radykalnej redystrybucji bogactwa. Wykorzystują zamieszki, protesty i gwałtowne rewolucje, aby osiągnąć swoje cele.
Agnieszka Stelmach

DATA: 2012-03-16 12:07
AUTOR: AGNIESZKA STELMACH
 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.