DZIŚ JEST:   21   SIERPNIA   2018 r.

Św. Piusa X, papieża
Św. Apolinariusza
 
 
 
 

Rozmowa z Robertem Łajewskim ze wspólnoty Sychar

Porzuceni, ale wierni. Bo małżeństwo jest nierozerwalne

Porzuceni, ale wierni. Bo małżeństwo jest nierozerwalne
Fot.:pixabay.com

Nie rezygnuję z tej troski i zmagań, bo małżeństwo, w którym jestem, zostało przypieczętowane sakramentem. Jak wiemy nie ma sakramentu rodzicielstwa, rodziny, czy tym bardziej rozwodu, ale jest sakrament małżeństwa i jako sakrament ma ono trwać „dopóki śmierć ich nie rozłączy”. Przymierze małżeńskie zawarte jest między trzema osobami dwojgiem małżonków i Bogiem. Bowiem to Bóg łączy sakramentem małżonków, którzy Go do swego związku, podczas ślubu, zapraszają - mówi Robert Łajewski, lider Ogniska Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar w Białymstoku w rozmowie z Adamem Białousem.

 

Dotknął Pana dramat rozbicia małżeństwa?

 

Ja i żona pochodzimy z Białegostoku. Oboje jesteśmy katolikami. Poznaliśmy się, w duszpasterstwie akademickim. Co, jakby się mogło wydawać, miało stanowić gwarancję, że nic naszemu małżeństwu nie grozi. Po ślubie, który zawarliśmy 10 lat temu, przeprowadziliśmy się do Warszawy. Tam urodził się nasz syn, który obecnie ma 9 lat. Jednak nasza relacja małżeńska, zamiast umacniać się, zaczęła słabnąć. Zwłaszcza od czasu, kiedy po urodzeniu syna, przestaliśmy się razem modlić. W końcu zostaliśmy zupełnie rozdzieleni. Od Już od 7 lat nie jesteśmy razem.

 

Jednak Pan się nie poddaje i nadal wierzy, że wasz sakramentalny związek jest do uratowania?

 

Charyzmat Wspólnoty Sychar można zawrzeć w zdaniu „Każde trudne małżeństwo jest do uratowania”. Wierzę, że i nasze małżeństwo zostanie uratowane. Dlatego m.in. nie zgadzam się na rozwód cywilny. Choć moja żona od 5 lat walczy o to w sądzie. Pan Jezus powiedział „Co Bóg złączył niech człowiek nie rozdziela”. Dlatego nie ma takich przeszkód, które uniemożliwiłby powrót małżonków do siebie, jeśli oczywiście oni oboje tego pragną. Okazuje się, że nawet dzieci, które urodziły się w związkach pozamałżeńskich, kochanek czy kochanka, teściowie czy rodzice i żaden inny człowiek nie mogą wówczas być przeszkodą, aby do siebie wrócić. 

 

Zna Pan przykłady powrotów do współmałżonka po długim okresie życia z dala od siebie?

 

Znam liczne tego przykłady. Nawet w naszym białostockim ognisku Wspólnoty, które istnieje zaledwie 3,5 roku, już dziewięć par małżeńskich zeszło się na nowo i znów żyją razem. Bardzo mocnym świadectwem powrotu małżonków do siebie, jest historia Ani i Andrzeja, którzy mieszkają niedaleko Warszawy. Oni opowiadają historię swojego małżeństwa na naszych rekolekcjach, a ostatnio, przed Świętami Bożego Narodzenia przedstawiali ją w audycji katolickiej emitowanej w pierwszym programie TVP.

 

Ania po trzech latach małżeństwa, odeszła od męża Andrzeja i związała się z kolegą z pracy. Ma z nim troje dzieci. Nawracać się zaczęła, kiedy jej najstarsza córka przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. Uświadomiła sobie wówczas boleśnie, że przez grzech złamania małżeńskiej przysięgi, nie może przystępować do Komunii Świętej, a bardzo tego pragnęła. Nastąpiła w niej duchowa przemiana. Po jakimś czasie spotkała przypadkiem męża, chociaż jak wiemy w Bożym działaniu nie ma przypadków. Od tego momentu małżonkowie rozpoczęli drogę powrotu do siebie. Nie była ona łatwa.

 

Ania zdecydowała się rozstać ze swoim partnerem, z którym ma troje dzieci, Andrzej zostawił swoją partnerkę, z którą ma dziecko. Zrobili to i po 13 latach życia poza małżeństwem znów zaczęli żyć jak małżonkowie. Przed rozstaniem nie mieli ze sobą dzieci, obecnie mają ich już dwójkę. Wychowują również swoje dzieci, które przyszły na świat w związkach pozamałżeńskich. Ta historia oraz wiele innych historii przezwyciężenia głębokiego kryzysu małżeńskiego przedstawionych jest w książce „Sychar. Ile jest warta twoja obrączka”, autorstwa Anny Jednej, liderki ogniska Sychar w Poznaniu.

 

Powiem też, że 3,5 roku temu zainicjowałem powstanie w Białymstoku ogniska Sychar.  Opiekunem duchowym naszego ogniska jest ks. dr Józef Kozłowski. Jest on również duszpasterzem rodzin. Nasza wspólnota pokazuje wartość nierozerwalnego małżeństwa sakramentalnego. My nie zgadzamy się na rozwody. Głównym celem naszej działalności jest pomoc osobom, które znalazły się w kryzysie małżeńskim i to na różnych jego etapach. 

 

Jaka jest droga do pokonania kryzysu i powrotu małżonków do siebie?

 

Początkiem tej drogi jest rozpoczęcie nawracania się, przynajmniej jednego z małżonków, do Boga. Ja miałem takie duchowe przebudzenie. Trafiłem do Wspólnoty Sychar. Pierwszym etapem procesu zmiany patrzenia na obecną sytuację, jest pewnego rodzaju duchowa żałoba, która doprowadziła mnie do pogodzenia się z tą sytuacją. Trwała ona półtora roku. Po tym  czasie pogodziłem się z faktem, że teraz nie jestem z żoną, z synem, nie jestem w swojej rodzinie. Teraz tak jest, ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie inaczej, że kiedyś znów będziemy mogli być razem.

 

Ja przez półtora roku żałoby nie byłem w stanie włączyć radia. Nie dałem rady słuchać muzyki. Jednak z czasem, kiedy brałem udział w organizowanych przez Sychar warsztatach, spotkaniach, rekolekcjach moje myślenie i odczuwanie zaczęło się zmieniać. Takim przełomem był udział w rekolekcjach ignacjańskich „Fundament”. Od tamtej pory zacząłem poważnie pracować nad uzdrowieniem mojej relacji z Bogiem, która jak to sobie dopiero wówczas uświadomiłem, była bardzo mizerna. Również w tym czasie zacząłem rozumieć, co ja właściwie podczas ślubu w kościele, w obliczu Boga, przysięgłem żonie. Jak ogromną ma to wartość. Jestem odpowiedzialny za moją część przysięgi.

 

Co daje Panu bycie we Wspólnocie Sychar?

 

Do Wspólnoty Sychar w Warszawie trafiłem 7 lat temu. Tam, doświadczyłem wielkiego wsparcia. Dano mi odczuć, że ze swoim cierpieniem nie jestem sam. Poczułem się zrozumiany, gdyż we wspólnocie są osoby w sytuacji podobnej jak moja. Otrzymałem też odpowiedź na dręczące mnie pytanie, co mogę zrobić w obliczu naszego głębokiego kryzysu małżeńskiego. We wspólnocie uświadomiłem sobie, że nie mam wpływu na to, co robi żona, jakie podejmuje decyzje w odniesieniu do naszego małżeństwa. Jednak ja mogę zrobić w tej kwestii wiele. Mogę być wierny swojej przysiędze małżeńskiej, którą składałem w obliczu Boga. Mogę dbać o swój rozwój, przede wszystkim duchowy, intelektualny. Najpierw trzeba zrobić porządek ze sobą, żeby stworzyć dobra relację z innymi.

 

Wspólnota Sychar dała mi wiele narzędzi, potrzebnych do prowadzenia tego rozwoju. Zaoferowała spotkania – które na ogół odbywają się raz lub dwa razy w miesiącu, poza tym rekolekcje, konferencje, materiały, które uczą jak postępować w sytuacji, w jakiej się znalazłem. Dzięki temu przestałem zamęczać się destrukcyjnymi pytaniami: dlaczego tak się stało, dlaczego ja doświadczam tego cierpienia, a w to miejsce pojawiło się konstruktywne pytanie: po co? Szukając odpowiedzi na to pytanie, doszedłem do przekonania, że muszę jeszcze wiele pracować nad sobą, nad swoimi wadami, nad moim byciem mężem, ojcem, człowiekiem.

 

Jako mąż, ojciec i prawnik, uważa Pan, że rozwód to rozwiązanie przynoszące złe skutki?

 

Jeszcze jakieś sto lat temu osobie, która opuściła swojego współmałżonka, nie podawano ręki. Taka osoba traciła zdolność honorową. To było nie do pomyślenia. Zmieniło to dopiero wprowadzenie do systemu prawnego rozwodu, co stało się kilkadziesiąt lat temu w Polsce. Od dłuższego czasu funkcjonuje w myśleniu społecznym coś takiego jak mentalność rozwodowa. Kiedy tylko wystąpią jakieś trudności w małżeństwie, to coraz częściej małżonkowie idą do sądu po rozwód. Nie naprawiają relacji, nie pracują nad nią, tylko kasują. Dlatego teraz, sędzia w Sądzie Okręgowym w ciągu 15 minut, w przypadku kiedy jest zgoda na rozwód obu stron, rozbija rodzinę, która trwała kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

 

Sprawy jak alimenty, władza rodzicielska, kontakty z dzieckiem, opieka, czy kuratela są rozstrzygane w nota bene Sądzie Rodzinnym. Zresztą nazwa Sąd Rodzinny, który de facto nie sprzyja na ogół odbudowywaniu,  scalaniu i naprawianiu rodzin i relacji, a raczej rozbija i niszczy rodziny, delikatnie mówiąc, może wydawać się myląca. I nie ważne jest, przy tym orzekaniu, jak z tego powodu cierpią dzieci, główne ofiary rozwodów.

 

 

Złe skutki rozwodów są bardzo daleko idące, sięgają nawet w następne pokolenia, nazywane DDRR – dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców. Nieumiejętność budowania trwałych więzi, wzrost przestępczości, choroby i zaburzenia psychiczne, dysfunkcje społeczne, samobójstwa, rozbite małżeństwa oraz inne dramaty, to tylko niektóre następstwa rozwodu.

 

Takie są wyniki długoletnich badań przeprowadzonych w USA przez prof. Judith Wallerstein. Opublikowała je ona w swojej książce pt. „Unexpected legacy of divorce”. Wyniki tych badań jasno pokazują, że najgorsze co rodzice mogą zrobić swoim dzieciom to rozwieść się. W polskim prawie jest głęboka sprzeczność prawna jeśli chodzi o rozwody. Mówię to jako prawnik. Bowiem w artykule 18 Konstytucji RP, jest umieszczona zasada ochrony rodziny, a jednocześnie rozwody, które niszczą, rozbijają rodzinę, są legalne. Rodzina jest niedostatecznie chroniona prawnie. A trzeba wiedzieć, że liczba rozwodów stale rośnie. W roku 2016 było ponad 180 tys. ślubów i ponad 64 tyś. rozwodów. A w dużych miastach, takich jak Warszawa, stosunek ilości orzekanych rozwodów, do ilości zawieranych małżeństw sięga 44 procent! 

 

Czy nie lepszym rozwiązaniem prawnym dla wielu skłóconych małżeństw, które idą po rozwód do sądu, jest instytucja separacji?

 

Separacja jest o wiele lepszym rozwiązaniem i w większości przypadków małżeństw, które chcą się rozstać, można by ją skutecznie zastosować. Instytucja separacji istnieje nie tylko na gruncie prawa cywilnego, ale i kanonicznego. Separacja daje pole i czas dla uporządkowania pewnych konfliktowych sytuacji między małżonkami. Można wtedy zamieszkać, nie podejmując działań w afekcie, będąc w wielkich negatywnych emocjach, które towarzyszą głębokiemu kryzysowi małżeństwa. Również separacja dobrze służy w sytuacji, kiedy jeden z małżonków posiada jakiś silny, destrukcyjny nałóg, jest agresywny, po prostu nie dojrzał do bycia w związku małżeńskim, w rodzinie. 

 

Nie zamierza Pan zrezygnować z walki o wasze małżeństwo?

 

Nie rezygnuję z tej troski i zmagań, bo małżeństwo, w którym jestem, zostało przypieczętowane sakramentem. Jak wiemy nie ma sakramentu rodzicielstwa, rodziny, czy tym bardziej rozwodu, ale jest sakrament małżeństwa i jako sakrament ma ono trwać „dopóki śmierć ich nie rozłączy”. Przymierze małżeńskie zawarte jest między trzema osobami dwojgiem małżonków i Bogiem. Bowiem to Bóg łączy sakramentem małżonków, którzy Go do swego związku, podczas ślubu, zapraszają.

 

Dziękuję za rozmowę

 

Adam Białous

 


DATA: 2018-01-19 13:09
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
6
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Robert gratuluję i już proszę o pozwolenie wysłania do czasopisma Miłujcie się do rubryki RWS. Pozdrawiam z Panem Bogiem
6 miesięcy temu / grazyna-rws
 
Do Basi: Zgadzam się z Tobą. Nie ma już łatwych rozwiązań. Zostałam sama z dwójką dzieci, mąż wybrał wychowywanie dziecka ze zdrady (z romansu/z miłości do kochanki, nie wiem jak to nazwać, ale to dziecko urodziło się gdy my byliśmy małżeństwem). Wahał się, ale w końcu wybrał nową rodzinę. Zostałam na gruzowisku i miałam początkowo pewność, że będę już sama zawsze. Nawet gdyby mąż (hipotetycznie) po np. 10 latach wrócił, nie przyjęłabym. Bo jego ojcostwo pozamałżeńskie było dla mnie za trudne. Chciałam być sama ale - wierna. I zostałam zaskoczona - przez los, przez Boga, przez samą siebie? Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawił się ktoś, kto chciał zaopiekować się nami. Kto od lat był sam. Kto od lat mnie znał i milczał. I skręciłam z obranej drogi. Jestem teraz być może tak samo niewierna mojemu mężowi, jak on był niewierny mnie zdradzając mnie z kochanką? Czy to będzie położone na tej samej szali? Wiem tyle:Wraz z tą decyzją dostaliśmy spokój i dobro.
6 miesięcy temu / Mania
 
@r Ślub cywilny i kościelny to też dwa osobne zagadnienie. Pierwszy to świstek papieru, drugi obowiązuje do śmierci małżonka.
6 miesięcy temu / trooper
 
@2016: obłudne epitety wobec braku argumentów? Jak na razie to Ty pokazujesz niezrozumienie podstawowych rzeczy i unikasz zgłębienia problemów, gdyż błędnie utożsamiasz "unieważnienie" ze "stwierdzeniem nieważności". Cechuje mnie brak poszanowania drugiej osoby, bo śmiem nie zgadzać się z Twoim trwaniem w tym błędzie? Co jest złego w pewności sądu w sytuacji gdy nie potrafisz tej pewności podważyć? Jakie masz konkretnie zastrzeżenia do mojego zdania które cytujesz? Nie rozumiesz go, czy rozumiesz ale nie masz kontrargumentów? Wiem że istnieje ktoś taki jak "drugi małżonek". Jeśli pierwszy umarł a wdowa ponownie wyszła za mąż. Bo jeśli pierwszy żyje, to taki związek nazywa się poliandria, nie małżeństwo. Co Bóg chce, jasno mówi Pan Jezus: "Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" Mt19,6. Pan Bóg nie chce krzywdy dzieci. To niedojrzałe osoby zapatrzone w swoje ja doprowadziły do ich krzywdy, wchodząc w cudzołożny związek. I to one ponoszą odpowiedzialność.
7 miesięcy temu / r
 
@r: Nie rozumiesz podstawowych rzeczy i unikasz zgłębiania problemów. Niestety, ale z tego, co przeczytałem cechuje Ciebie brak poszanowania drugiej osoby. Cóż Ci daje taką pewność sądu? Błędne koło? Pycha często ukrywa się pod pokorą. W ramach ćwiczeń z logiki i wprawiania się w użyteczne przemyśliwania zastanów się nad swoim własnym zdaniem "Pan Bóg jest wszechmogący w ramach zasad które sam ustalił" i wyciągnij z tego pełne wnioski. Odrębnym problemem w artykule powyżej jest krzywda dzieci. Już nawet nie mówię o drugich małżonkach (tak, tak istnieje coś takiego w prawie cywilnym, które nas obowiązuje). Zachowanie osób opuszczających swoje dzieci jest naganne i zapewnianie, że jest to wola Boga świadczy jedynie o braku dojrzałości tych osób i zapatrzeniu w swoje "ja". Domyślam się, że ten argument nie przemówi do osób, które są tak pewne własnych mniemań o tym, co Bóg chce.
7 miesięcy temu / 2016
 
@2016: odpowiedziałem w sposób merytoryczny, tylko jak widać odpowiedzi nie zrozumiałeś. Nie boli mnie nazywanie Pana Boga dobrym, miłosiernym i wszechmogącym i nie ma w tym sprzeczności, o ile rozumie się znaczenie tych cech. Pan Bóg jest dobry, gdyż ustanowił siebie wzorcem dobra. Pan Bóg pomaga ludziom którzy chcą z Nim współpracować dążąc do tego wzorca. Obecny świat nie jest najlepszy, gdyż Pan Bóg dał swoim stworzeniom wolną wolę. Gdyby te stworzenia postępowały według zaleceń Pana Boga, świat byłby idealny i wszyscy byliby zadowoleni. Pan Bóg jest wszechmogący w ramach zasad które sam ustalił, a nie w ramach bezużytecznych przemyśliwań osób które nawet nie rozróżniają unieważniania od stwierdzenia nieważności. Nie odniosłem się do "stwierdzenia nieważności kapłaństwa", gdyż w Kościele Katolickim coś takiego nie istnieje, a stwierdzenie nieważności małżeństwa istnieje. Istnieje za to wydalenie ze stanu kapłańskiego, a nie istnieje unieważnienie małżeństwa.
7 miesięcy temu / r
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.