DZIŚ JEST:   24   PAŹDZIERNIKA   2020 r.

Św. Antoniego Marii Clareta
Bł. Jana Balickiego
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 73  >   ŚWIAT Z INNEJ STRONY

Polska wyspa na Podolu [REPORTAŻ]

Polska wyspa na Podolu [REPORTAŻ]
Płoskirów w XVII wieku/ Infenergy / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)
#PODOLE    #HISTORIA    #KRESY    #POLSKA    #NKWD

Okolica wyraźnie odróżnia się od typowego krajobrazu spotykanego za wschodnią granicą. Domy, choć nie biją po oczach przepychem, mają w sobie pewien gustowny styl i powagę, są zadbane na miarę tutejszych możliwości. Obejścia wysprzątane, żelazne ogrodzenia bez żadnych ubytków i odmalowane, a główna droga jak na ukraińskie standardy – równa niczym stół. Co sprawiło, że jest tu tak… inaczej?

 

„Dalekie Kresy”

Gdy w 1699 r. chrześcijańskie państwa wchodzące w skład Ligii Świętej podpisały z muzułmańską Turcją Pokój w Karłowicach, kończący szesnastoletnią wojnę polsko-turecką, Podole wróciło w skład Korony Królestwa Polskiego – puste, wyludnione i spalone. Żeby ponownie zagospodarować te tereny, król August II Mocny zachęcał swoich poddanych do osiedlania się na wschodzie, oferując tam tanią ziemię. Koloniści z Mazowsza i Mazur, którzy zaczęli zasiedlać Podole na przełomie XVII i XVIII w., musieli sami zbudować wszystko od nowa – swoje domy, gospodarstwa, młyny, mosty i kościoły. Tak rękami polskich osadników zostało wzniesione miasto Płoskirów (obecnie Chmielnicki), a wokół niego kilkanaście wsi, z których największe były Maćkowce i Szaróweczka.

 

Przez stulecia charakterystyczną cechą Mazurów pozostawało to, że nie zawierali małżeństw mieszanych – jak zapewniają dzisiaj ich potomkowie, aż do lat 40. XX wieku. Nie zmieszali się zatem z ludnością ruską, również napływającą w te rejony, dzięki czemu zachowali swoją wyjątkową kulturę i tożsamość praktycznie nienaruszoną. Sytuacji nie zmieniły rozbiory Rzeczypospolitej, ani carskie represje, dlatego jeszcze na początku XX wieku na ulicach Płoskirowa język polski przeważał. Po rozpadzie Imperium Rosyjskiego jego miejsce szybko zajęło jednak nowe, jeszcze gorsze – bolszewickie mocarstwo. Na mocy Traktatu ryskiego ziemie położone na wschód od rzeki Zbrucz znalazły się w granicach sowieckiej Ukrainy, która później wraz z innymi czerwonymi republikami weszła w skład Związku Sowieckiego. Maćkowce i Szaróweczka znalazły się na tzw. „dalekich Kresach”, odłączonych na zawsze od państwa polskiego już prawie 230 lat temu.

 

Polak – znaczy wróg

Trudno uwierzyć, że tak niewielki budynek mieści w sobie dom kultury i szkołę. Budowla nie jest w najlepszym stanie i tylko socrealistyczny mural nad wejściem dodaje jej nieco specyficznego uroku. Sympatyczna, uśmiechnięta od ucha do ucha kobieta prowadzi mnie najpierw przez ciasny hall, a później przez salkę kinową, której wyposażenie pamięta jeszcze czasy Breżniewa. Siadamy w maleńkim pokoju, gdzie kwiatki w kamionkowych doniczkach i kawa w szklance z metalowym koszyczkiem tylko dopełniają postsowieckiego klimatu.

 

Ta przemiła, roześmiana osoba to Natalia Bondar, dyrektorka Domu Kultury w Maćkowcach. W pierwszej kolejności spieszy mi z wyjaśnieniem pochodzenia swojego nazwiska:

 

„Bondar” to po ukraińsku „Bednarz”. Kiedyś bardzo wielu ludzi u nas tak się nazywało. Ale jak przyszły represje, to polskie nazwisko wystarczyło, żeby być aresztowanym, dlatego ludzie zmieniali je na ukraińskie.

 

„Represje” – miejscowi wciąż określają tym pieriestrojkowym eufemizmem to, co stało się tutaj pod koniec lat 30. Po rozkazie ludowego komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa nr 00480 z 11 sierpnia 1937 r. sowieckie NKWD przystąpiło do realizowania „operacji polskiej”. Pod sfingowanymi zarzutami o szpiegostwo w latach 1937-1938 aresztowano prawie pół miliona Polaków, z których 111 tys. rozstrzelano.

 

To były najgorsze czasy dla Polaków w Maćkowcach. Najstraszniejsze ze wszystkich – mówi pani Natalia. – Co noc znikali sąsiedzi. Bezpieka przyjeżdżała samochodami, zabierała ludzi i zawoziła ich do Płoskirowa. Prawie nikt stamtąd nie wracał. Jak zabrali brata mojej babci, to ona przez trzy dni woziła mu jedzenie do więzienia. Pierwszego dnia przyjęli bez słowa. Drugiego strażnik zaśmiał się i powiedział: „Wasz brat już nie ma zębów!”, ale przyjął paczkę. A trzeciego dnia powiedział jej: „On już jedzenia nie potrzebuje”. Raz zabrali ludzi prosto z kościoła, w czasie różańca! Nikt z nich nie wrócił. Tak tysiąc ludzi w naszych dwóch wsiach wybili. Ale wszystko na nic. Nieważne, co by nie robili, jak by nie prześladowali, to Mazurzy nigdy swojej tożsamości się nie wyrzekli.

 

Ofiary w Maćkowcach i Szaróweczce przyniosła nie tylko „operacja polska”, ale także Wielki Głód na Ukrainie (Hołodomor), w czasie którego ludzie dosłownie umierali w kolejce po chleb, a później II wojna światowa. Mężczyźni z Maćkowiec, jako obywatele sowieccy zostali objęci przymusowym poborem do Armii Czerwonej. W jej szeregach walczył i zginął brat ojca obecnego wójta Szaróweczki, Bolesława Bondara, męża dyrektorki Domu Kultury. Podobieństwa losów i powiązania rodzinne są typową cechą tak małych miejscowości, w których przez setki lat prawie nie dochodziło do wymiany ludności.

 

Wujka wzięli do wojska w 1944 roku – opowiada pan Bolesław w swoim wójtowskim gabinecie. – Dawali im mundur, broń i wysyłali na front prawie bez przeszkolenia. Armia duże straty ponosiła, to i rezerw było trzeba. Nie przeszedł, biedny, nawet stu kilometrów. Padł pod Tarnopolem i nie wiadomo do dziś, gdzie go pochowali.

 

Po wojnie do Płoskirowa masowo przybywali Rosjanie i Ukraińcy, zasilając szybko rozwijający się w mieście przemysł i zmieniając zupełnie skład etniczny regionu. Odtąd na ulicach słyszało się już głównie surżyk – mieszaninę rosyjskiego i ukraińskiego. W 1954 r. zmieniono nazwę miasta na Chmielnicki, nadając mu imię głównego ukraińskiego bohatera narodowego. Było to symboliczną oznaką utraty przez ten ośrodek dawnego, polskiego charakteru. Na wsi jednak sytuacja nie ulegała aż tak szybkim przemianom.

 

Walka o tożsamość

Dziś Maćkowce i Szaróweczka liczą razem ok. 3,5 tys. mieszkańców. Według ukraińskiego spisu powszechnego z 2001 r. ponad 63 proc. z nich deklaruje język polski jako ojczysty, a 90 proc. wyznanie rzymskokatolickie. Po takich prześladowaniach ten wynik to prawdziwy cud. Miejscowi Polacy walczą i teraz o zachowanie swojej tożsamości, która przy braku wsparcia ze strony instytucji państwa polskiego może wkrótce rozpłynąć się nie tylko w otaczającej ją kulturze ukraińsko-prawosławnej, ale też w nijakości globalizmu. Mazurzy stawiają czoła zagrożeniu obecnemu w całym współczesnym świecie, czyli wchłanianiu podmiejskich wsi przez nadmiernie rozrastające się organizmy miejskie. Położone zaledwie pięć kilometrów od obecnych granic Chmielnickiego Maćkowce i Szaróweczka bronią się, jak potrafią przed przyłączeniem ich do miasta obwodowego. Miejscowi nie chcą nie tylko straży miejskiej i wyższych podatków – ale też miastowej mentalności, sprzecznej z ich wartościami. Dlatego w 2015 r. Maćkowce i Szaróweczka połączyły się w jedną gminę z pięcioma ukraińskimi wioskami, żeby mówić jednym, silnym głosem przeciwko urbanizacji ich ziem.

 

Już teraz pod Maćkowcami buduje się osiedla, w których masowo zamieszkują Ukraińcy – zauważa pan Bolesław.Protestujemy przeciwko temu, bo jak tak dalej pójdzie, to zupełnie zatrze się granica pomiędzy nami, a Chmielnickim, i fizyczna, i społeczna.

 

Znacznie ostrzejszych słów na określenie tej sytuacji używa Stanisław Michalic, przewodniczący Towarzystwa Kultury Polskiej w Maćkowcach, który jest obecny przy mojej rozmowie z panią Natalią:

 

To, co mają Mazurzy, to sobie sami wypracowali. Ciężką pracą przez pokolenia. Tego nas uczyli rodzice i tak tutaj żyjemy, dlatego Maćkowce i Szaróweczka wyglądają dzisiaj lepiej niż większość wsi na Ukrainie. Nikt nigdy nam nie pomógł. Ani Piłsudski, ani „Polska ludowa”, ani dzisiejsza Polska. Niedawno był u nas sekretarz stanu Kwiatkowski. Przyjechał, popatrzył, dużo naobiecywał, i co? I nic. Polscy urzędnicy traktują nas jak chodzący skansen. Ładnie się tu pokazać i porobić sobie z nami zdjęcia, ale nic więcej.

 

Język polski, mazurski, czy maćkowiecki?

Trzeba wyjść z Domu Kultury i wejść do tego samego budynku innymi drzwiami, żeby znaleźć się w maćkowieckiej szkole. Ta niewielka placówka liczy zaledwie 61 uczniów, a w klasach jest po pięcioro-sześcioro dzieci. Na lastrykowych schodach, pomiędzy pomalowaną olejną farbą ścianą, a żelazną barierką mam przebłyski wspomnień ze swojej własnej szkoły – socjalistyczne budownictwo w Polsce i na Ukrainie nie różni się zanadto.

 

W obecnym miejscu, przy ulicy Sadowej w Maćkowcach placówka oświatowa funkcjonuje od czasów Chruszczowa. Wtedy można było nauczać języka polskiego tylko w formie zajęć dodatkowych. Po 1991 r. wprowadzono go w Maćkowcach jako przedmiot obowiązkowy. Do 2013 r. funkcjonowało tutaj tylko 9 klas szkoły elementarnej; obecnie działa już wszystkie 11 klas, które przewiduje ukraiński system nauczania.

 

Na pierwszym piętrze trafiam do małego pokoju nauczycielskiego, gdzie wita mnie magister Oksana Czechomowa. Jest Ukrainką nieznającą języka polskiego, ale bardzo życzliwie odnosi się do swoich „mazurskich” uczniów.

 

Zajęcia z przedmiotów, zgodnie z Ustawą o oświacie, odbywają się w języku urzędowym, ukraińskim – tłumaczy. – Ale wszystkie dzieci uczą się języka polskiego, i to nie jako obcego, ale w zakresie podobnym do tego, jak jest wykładany w szkołach w Polsce.

 

Wszyscy z rozrzewnieniem wspominają tu panią Elżbietę – nauczycielkę z Warszawy, która uczyła języka polskiego w Maćkowcach w ramach jednego z rządowych programów. Wyjechała jednak dwa lata temu, a polskie instytucje nie wyznaczyły jej następcy. Maćkowiecka szkoła cierpi od tej pory na poważne braki merytoryczne. Obecnie wykładaniem języka przodków zajmuje się jedna z miejscowych pedagogów, ale jak sama to określa, uczy bardziej „mazurskiego” niż polskiego. [W takcie autoryzacji reportażu uzyskałem informację, że do Maćkowiec przysłano nową nauczycielkę z Polski, po ponad półtora roku wakatu – przyp. M.W.]

 

Mowa Polaków z Maćkowiec rzeczywiście jest dość specyficzna; zachowały się w niej jak w skamielinie piękne cechy staropolszczyzny i oryginalnej gwary mazurskiej, która we współczesnej Polsce roztopiła się w tzw. języku literackim. Maćkowianie mówią: my pójdziema, wy pójdzieta itd., lustro nazywają przezieradłem, a właściwie to nie mówią, tylko godają. W miejscowej gwarze jest też jednak mnóstwo naleciałości ukraińskich i rosyjskich, a wielu maćkowian zna swój język tylko w formie mówionej, natomiast w piśmie jest w użyciu głównie ukraiński. Dobrze widać to zjawisko na miejscowym cmentarzu, gdzie można znaleźć tylko kilkanaście nagrobków z inskrypcją zapisaną łacinką, a na niektórych z nich widnieją rażące dla nas błędy ortograficzne i stylistyczne.

 

Nie mamy polskich podręczników, nie mamy książek. Jesteśmy daleko od granicy, dlatego brakuje nam możliwości osłuchania się z polskim językiem literackim, a wielu maćkowian nigdy nie było w Polsce – wylicza pani Oksana. – Potrzebne są jakieś związki z polską szkołą, wymiana młodzieży, obozy naukowe w Polsce, gdzie dzieci zaczerpną trochę polszczyzny. Bez tego sobie nie poradzimy.

 

We wcześniejszej rozmowie ze mną pan Stanisław ujął to w bardziej stanowczy sposób:

 

W Maćkowcach mamy ponad dwieście polskich dzieci, ale szkoła pomieści tylko tyle, ile ma teraz. Dlatego niektóre chodzą do szkoły w Szaróweczce, albo do ukraińskich szkół w Chmielnickim, gdzie w ogóle nie ma polskiego. Na razie się trzymamy, uczymy języka po domach, sami siebie, jak tylko potrafimy. Ale jeśli tutaj nie powstanie szkoła z polskim językiem nauczania, jeśli nie przyjadą nauczyciele z Polski, z podręcznikami i całą bazą naukową, to za 50 lat po polskości nie będzie tutaj śladu.

 

Skała Piotrowa

Wszyscy moi rozmówcy na jeden temat mówią to samo – to, że polskość w Maćkowcach i Szaróweczce jeszcze się tli, jest zasługą Kościoła.

 

W naszych wsiach nie ma cerkwi i nigdy jej nie było – zauważa pani Natalia. – Kiedyś stał kościół w Maćkowcach, zburzony w czasie represji, co teraz się odbudowuje. Drugi kościół jest w Szaróweczce. Prawie wszyscy nasi ludzie to katolicy, dopiero w ostatnich latach zaczynają się wprowadzać pomiędzy nas prawosławni.

 

O. Grzegorz Cymbała OFM od wielu lat przewodzi miejscowej wspólnocie katolickiej, kierując jej życiem religijnym i społecznym oraz prowadząc rozbudowę kościoła. Ma pod sobą dwóch franciszkanów, wraz z którymi opiekuje się prawie tysiącem wiernych z Maćkowiec i z kilku okolicznych wiosek. Dopóki świątynia jest niedostępna na czas prac budowlanych, Msze św. sprawuje się w kaplicy na parterze domu parafialnego, w której dostrzegam figurę Matki Bożej Fatimskiej oraz fotografię bł. Hiacynty i Franciszka Marto.

 

W naszej wspólnocie ogromne znaczenie ma kult maryjny – podkreśla o. Grzegorz. – Każdego 13. dnia miesiąca idziemy w procesji po całej wsi z figurą Najświętszej Panienki. W przyszłości planujemy utworzenie tutaj Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, mamy już nawet zgodę biskupa Leona Dubrawskiego, ale najpierw musimy ukończyć rozbudowę kościoła.

 

Najważniejszym wydarzeniem w Maćkowcach jest odpust 8 września, w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Wtedy mieszkańcy przywdziewają mazurskie stroje ludowe i manifestują swoją wiarę oraz kulturę; po części religijnej schodzą się do Domu Kultury, gdzie ma miejsce największy w ciągu roku koncert pieśni ludowych. Główne skrzypce gra w nim zawsze zespół „Maćkowianki”, który kilka lat temu występował w Warszawie i doprowadził widownię do łez. Cytując za słowami pani Natalii, pewna starsza warszawianka podeszła do niej i powiedziała: „Jesteście bardziej Polakami niż my, co całe życie w Polsce mieszkamy”.

 

W Maćkowcach wręcz roi się od polskich i katolickich nazw ulic. Znajdziemy tam m. in.: Franciszkańską, Jana Pawła II i Fatimską, a w Szaróweczce np. Adama Mickiewicza. To też w dużej mierze zasługa duchownych. Ponieważ ukraiński system oświaty nie przewiduje nauczania religii w szkole, dzieci zbierają się na zajęcia w salce przy domu parafialnym. Po srogich bataliach o to, w jakim języku ma się odbywać katecheza, ostatecznie utworzono dwie grupy – polską i ukraińską. Młodzież ma tu bardzo bliski kontakt z Kościołem i jak zauważa nawet pan Serhij, ukraiński budowlaniec pracujący przy rozbudowie świątyni, wieczorami zamiast iść na dyskotekę, najmłodsi maćkowianie wolą spotkać się przy kościele.

 

Tymczasem historia dopisuje kolejne rozdziały. Według słów wójta – 38 mężczyzn z samych Maćkowiec, a 53 ze wszystkich okolicznych miejscowości jest teraz na froncie w Donbasie. – Idą walczyć za Ukrainę, bo to nasz wspólny dom. Tu żyjemy i musimy o niego dbać. Jak pisał ksiądz Skarga, trzeba ratować tonący okręt, a nie swój bagaż, prawda?

 

Wciąż na powierzchni

Zestawienie Ukrainy i tonącego okrętu skłania mnie do porównania Maćkowiec i Szaróweczki do wyspy, która za chwilę może znaleźć się pod wodą, jak Atlantyda. Na pytanie o potrzeby miejscowej społeczności pan Bolesław mówi jednym tchem:

 

Gmina kupiła 1,3 ha gruntów w Maćkowcach. Chcemy tam postawić polską szkołę dla stu dzieci. Ale nikt na razie nie daje nam na to funduszy. W obu wioskach nie ma przedszkola, ani żłobka, a to duże utrudnienie, bo większość ludzi dojeżdża do pracy do Chmielnickiego. Przydałoby się też prawdziwe boisko, bo mamy na razie tylko wiejską „klepankę”. Orkiestrze brakuje instrumentów – to, co sprzedają w Chmielnickim, jest albo marnej jakości, albo bardzo drogie. Wszystkiego tak naprawdę brakuje.

 

Jest też inny problem. Młodzi masowo wyjeżdżają na studia do Polski, która jest dla nich nie tylko krajem przodków, ale też szansą na lepsze życie. Później podejmują pracę w Polsce i już nie wracają. W ten sposób każdego lata topnieje populacja maćkowian mówiących po polsku. Migracja trwa, pomimo że nie ułatwiają jej instytucje państwa polskiego.

 

Maćkowianie bardzo krytycznie wyrażają się o tzw. Karcie Polaka. W czasie rozmowy z panią Natalią poruszamy m. in. temat niedawnej afery w Łucku, gdzie został zwolniony prawie cały personel Konsulatu RP, kiedy wyszło na jaw, że dokumenty „poświadczające narodowość polską” po prostu sprzedawał. Z ust Polki-Kresowiaczki słyszę:

 

Żaden z Mazurów nie zniży się dobrowolnie do tego, żeby żebrać o Kartę Polaka, którą może mieć każdy Ukrainiec. Tylko młodzież czasami musi ją sobie wyrobić, żeby studiować w Polsce. U nas była taka dziewczyna, z polskiej rodziny, gdzie w domu od zawsze rozmawia się po mazursku – i nie dostała tej całej karty, bo nie znała nazwy jednej rzeki w Polsce! A Ukraińcy, który otwarcie wielbią Banderę, Karty Polaka dostają!

 

Dziewczyna pochodziła z ubogiej rodziny, której nie stać było na opłacenie jej studiów. Dlatego bez Karty Polaka, jako cudzoziemka, nie miała szans na podjęcie nauki w Polsce i musiała pozostać w rodzinnej miejscowości. Tylko czy właśnie w taki sposób polskie państwo powinno dbać o to, aby w Maćkowcach nadal mówiło się po polsku?

 

[Ze względów praktycznych wypowiedzi osób posługujących się gwarą mazurską oraz językiem ukraińskim zostały przetłumaczone na literacki język polski.]

 

Marcin Więckowski

 

Tekst jest rozszerzoną wersją materiału zamieszczonego w 73. numerze Polonia Christiana

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
6
 
 
 

Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
 

Niektórzy sądzą, że myśl o grzechu zanadto obciąża życie chrześcijańskie. Chcieliby ją usunąć krzepiącą myślą o Odkupieniu przez Chrystusa, o naszym dziecięctwie Bożym. Myśl o grzechu nie powinna być oczywiście głównym czynnikiem w naszym życiu religijnym. W takim razie nie Bóg, ale nasze własne ja byłoby ośrodkiem życia. Ale świadomość grzechu, który tyle razy zakłóca stosunek między Ojcem w niebie a dzieckiem na ziemi, nie powinna zniknąć z naszego życia i naszej modlitwy.

 
 

1795 – Rosja, Prusy i Austria zawarły konwencję w sprawie III rozbioru Polski. Na jej mocy Prusy otrzymały Mazowsze oraz tereny po Niemen, a także zachodnią część Rzeczypospolitej po Pilicę, Wisłę i Bug (z Warszawą). Austria zajęła Małopolskę z Krakowem i Lublinem oraz część Podlasia i Mazowsza. Rosji przypadła pozostała część Rzeczypospolitej po Bug i Niemen.

 

Trybunał Konstytucyjny orzekając 22 października niezgodność aborcji eugenicznej z konstytucją zachował się, jak trzeba. Należy okazać mu wsparcie - piszą autorzy petycji „Wyraź poparcie dla Trybunału!”

 

 

Poseł PiS Bolesław Piecha mówi, że nie cieszy się zbyt mocno z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Uważa, że w niektórych przypadkach, gdy dziecko nienarodzone jest śmiertelnie chore, aborcja powinna pozostać dozwolona. Poseł zapowiada podjęcie działań w tym kierunku.

 

 

Premier Mateusz Morawiecki skierował dzisiaj specjalne przemówienie do Polaków. W nagraniu wyemitowanym przez stacje telewizyjne oraz opublikowanym w internecie powiedział, że rząd musiał podjąć trudne decyzje celem walki z epidemią; zapewnił, że polski naród, dzięki swojej odwadze, ofiarności i solidarności zwycięży w walce z koronawirusem.

 


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.