DZIŚ JEST:   18   LIPCA   2018 r.

Św. Szymona z Lipnicy
Św. Brunona, biskupa
 
 
 
 

Andrzej Solak

Polowanie na myśliwych

Polowanie na myśliwych
fot. Andrzej Sidor/FORUM

Przez wieki polowania były traktowane jako męska rozrywka, substytut walki z wrogiem, pozwalający wykazać się odwagą i sprawnością w posługiwaniu orężem również w czasach pokoju.

 

„Równie myśliwi wielcy jak sławni rycerze,

Czyli wroga ścigali, czyli dzikie źwierzę”

 

- pisał wieszcz. Nasza poezja i literatura piękna pełne są opisów łowów. Pokolenia czytelników z zapartym tchem śledziły chwackie czyny Zbyszka z Bogdańca, który sprawnie rozprawił się z niedźwiedziem, zaś spotkania z turem omal nie przypłacił życiem. Strzeleckie przewagi Stasia Tarkowskiego nie raz ocaliły jego karawanę zagubioną w dżunglach Czarnego Lądu. W najsłynniejszym polskim eposie narodowym Ksiądz Robak daje popis łowieckich umiejętności, ratując z niedźwiedzich pazurów ostatniego z Horeszków:

 

„Gdym drżał, gdym się do cyngla dotknąć nie ośmielił,

On mi z rąk flintę wyrwał, wycelił, wystrzelił:

Między dwie głowy strzelić! sto kroków! nie chybić!

I w sam środek paszczęki! tak mu zęby wybić!

 

Tymczasem dzisiaj Internet pełen jest obraźliwych określeń myśliwych i wezwań sformułowanych z agresją typową dla wojujących tolerastów. „Bestialscy mordercy zwierząt”, „makabryczne hobby”, „morderczy proceder”, „zwierzęcy holokaust”, „nie podaję ręki myśliwemu” – to tylko niektóre z nich. Tylko czekać, aż rozgrzani eko-aktywiści zdemaskują wspomnianych tu literackich chwatów, jako tępych osiłków zbrodniczo eksterminujących zagrożone gatunki „braci mniejszych”.

 

Prawo do życia

Wśród znanych mi przeciwników łowiectwa jedynie znikoma mniejszość jest wegetarianami.

Pozostali uroczyście potępiają odstrzał saren czy dzików, ale nie rozciągają już owych miłosiernych uczuć na zarzynane wieprzki i drób. W efekcie animalsi potrafią głośno perorować o prawie zwierząt do życia, równocześnie sięgając do półmiska z wędliną z supermarketu.

 

Tymczasem zakaz zabijania „wszystkich istot żywych”, potraktowany na serio, musi prowadzić do pytań o sposób traktowania przez człowieka również much, pluskiew, szczurów, a choćby i wirusów chorobotwórczych. Póki co, jeszcze nie słychać protestów wobec domniemanej zbrodniczości akcji deratyzacyjnych i dezynsekcyjnych, ale licho nie śpi. Wszak sens istnienia grup „radykalnych” opiera się na stałym przesuwaniu granicy i licytowaniu się radykalizmem na tle konkurencji.

 

„Zieloni” aktywiści z lubością biją w chrześcijan, za stosowanie się do Bożego nakazu: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz. 1,28). Niejeden samozwańczy „ekspert” przeciwstawia krwiożerczych katolików pełnym tolerancji i miłości wyznawcom religii Wschodu, co to nawet komara nie ukatrupią, tylko odganiają uprzykrzonego natręta, pilnie bacząc, by nie zrobić mu krzywdy. Zadziwiające, że „eksperci” nie ogłosili postępkiem wątpliwym moralnie także odpędzenia bzyczącego krwiopijcy. Toż przecie taki brak altruizmu skazuje nieszczęsnego owada na pewną śmierć głodową.

 

Prawdziwi obrońcy

Polska jest prekursorem planowej ochrony zwierzostanu.

Około 1020 roku książę Bolesław Chrobry wziął pod opiekę bobry. Ograniczenia polowań na zagrożone gatunki podejmowali m.in. Władysław Jagiełło, Zygmunt II August, Stefan Batory i Zygmunt III Waza. Przy tym, co warto podkreślić, nasi władcy byli przeważnie zapalonymi myśliwymi.

 

Tu dotykamy istoty problemu. Właściwie zorganizowana gospodarka łowiecka ma pozytywny wpływ na stan populacji fauny. Dlaczego? Zwierzakom nie pomoże okazjonalna akcja wygadanych aktywistów, którzy pomachają flagą i pokrzyczą coś do kamery, a potem pójdą na piwo w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, wielbić swoje medialne męstwo. Nie, opieka nad zwierzyną (dokarmianie, przeciwdziałanie chorobom, odstrzał szkodników, walka z kłusownictwem itd.)  to harówka przez okrągły rok, i właśnie tym również zajmują się myśliwi. Łowcom zależy, aby mieli na co polować, więc są zmotywowani do tej pracy.

 

Historia zna przykłady barbarzyńskich eksterminacji zwierząt (bizon, kwagga, gołąb wędrowny…). Jednak owe bezmyślne rzezie nie miały nic wspólnego z prawidłowo zorganizowanym łowiectwem, opartym na wiedzy naukowej i regulacjach prawnych. Dziś dzikiej faunie zagraża postępująca urbanizacja, likwidująca olbrzymie połacie lasów i innych mateczników; takoż rozwój rolnictwa i przemysłu, stale zwiększający się ruch kołowy (w tym sieć nowych dróg i autostrad przecinających dotychczasowe terytoria). Ogromna część społeczeństwa jest uczestnikiem bądź beneficjentem takich działań; wygodnie jest jej szukać kozłów ofiarnych w osobach myśliwych.

 

Wśród wyjątkowo absurdalnych zarzutów stawianych polskim nemrodom jest i ten, o rzekomym „wymordowaniu” populacji zajęcy, których liczba spadła zastraszająco w ostatnich latach. Oskarżyciele nie mają pojęcia o destrukcyjnej roli, jaką odegrało tu choćby zwiększenie wykorzystania środków chemicznych w rolnictwie czy mechanizacja prac polowych. Nie potrafią skojarzyć zajęczej zagłady z obserwowanym wzrostem pogłowia lisów (co z kolei wyniknęło z systematycznego wykładania szczepionek przeciw wściekliźnie, jak i… zredukowania odstrzału tych drapieżników).

 

Słonie Kenyatty

Zapewne każdy z nas słyszał „głębokie” przemyślenia w rodzaju: „Kto strzela do zwierząt, ten łatwo będzie strzelał do ludzi! To właśnie tacy osobnicy tworzyli załogi obozów koncentracyjnych!”

 

Od razu stają przed oczami wrażliwi miłośnicy zwierząt, jak Adolf Hitler czy Bolesław Bierut, z czułością dokarmiający małe sarenki w obecności kamer…

 

W 1977 roku w świetle kamer zapragnął stanąć przywódca Kenii, prezydent Jomo Kenyatta. Aby przypodobać się „obrońcom środowiska”, wprowadził zakaz polowań. Animalsi z całego świata piali z zachwytu. Przewidywania specjalistów były ponure. Eustachy książę Sapieha, ciężko pracujący na emigrancki chleb jako zawodowy myśliwy w Afryce, wspominał: „Wiedzieliśmy, że ta decyzja miała mało wspólnego z ochroną zwierzyny i była czysto polityczna; (...) orzekliśmy, że to koniec zwierzyny w ciągu pięciu lat.”

 

Do tamtego momentu dzika fauna była dla Kenii źródłem znacznych dochodów. Z całego świata przyjeżdżali łowcy, płacący dewizami za porcję mocnych wrażeń i trofeów. Dlatego w interesie państwa było utrzymanie licznego zwierzostanu. Wielkość odstrzału corocznie określali naukowcy, zaś polowania odbywały się pod okiem zawodowych „hunterów”, przy ścisłym przestrzeganiu sezonu ochronnego. Uzyskane dochody szły na rozwój parków narodowych i rezerwatów, na stałą opiekę nad zwierzyną, również na wypłatę rekompensat dla miejscowej ludności, której dzikie monstra dewastowały pola uprawne i porywały żywy inwentarz.

 

Dekret prezydenta Kenyatty zakończył ten błogostan. Wprowadzenie zakazu polowań podcięło źródła finansowania opieki nad fauną. Nie było z czego opłacić naukowców, ani strażników zwalczających kłusownictwo. Rolnicy i hodowcy, którym zaprzestano wypłaty odszkodowań, musieli jakoś przeżyć i utrzymać swe rodziny, więc przy każdej okazji tępili dzikiego zwierza, widząc w nim tylko szkodnika.

 

Zaniechanie kontrolowanego odstrzału słoni w parkach narodowych doprowadziło do ich nadmiernego rozmnożenia. Dorosły słoń spożywa codziennie do 200 kg pokarmu, potrzebuje też 200 do 300 litrów wody. Wkrótce zabrakło dla nich pożywienia. W ciągu kilku lat wyginęło 82 proc. kenijskich słoni i 95 proc. nosorożców.

 

Zagłada zwierzostanu w Kenii (i w innych krajach afrykańskich, w których wprowadzono zakaz polowań) dobitnie pokazała, do czego może doprowadzić fanatyzm radykalnych ekologów. Znamienne, że w krajach, w których poniewczasie przywrócono dawny system polowań, ilość zwierza zaczęła szybko rosnąć. Ponownie myśliwi okazali się największymi, najskuteczniejszymi obrońcami „braci mniejszych”.

 

Wilki i barany

Starzy górale mawiali: „Kto lituje się nad wilkiem, temu brak litości dla owieczek”. Prawdziwość tego porzekadła sprawdziła się we współczesnej Francji.

 

Tamtejsze wilki wytępiono przed II wojną światową. W 1992 roku władze nad Sekwaną postanowiły odbudować leśne watahy. Padły znane argumenty o zwiększaniu bioróżnorodności, o drapieżnikach jako naturalnych selekcjonerach utrzymujących w dobrej kondycji populację jeleniowatych i dzików (poprzez wyłapywanie słabszych i  chorych osobników), itp. Po latach po galijskich lasach biegało już dobre trzy setki basiorów i wader.

 

Nie przewidziano jednego. Wilk (w przeciwieństwie do jego „miastowych” entuzjastów, którzy widzieli wilka tylko w zoo, ewentualnie w ckliwym programie telewizyjnym) nie jest naiwniakiem. Po co miałby uganiać się za jeleniami i sarnami, skoro dosłownie pod nosem pasą mu się stada owiec – bezbronnych, nieruchawych, pozbawionych możliwości ucieczki?

 

Część drapieżców wyspecjalizowała się w mordowaniu zwierząt hodowlanych. W jednym tylko 2016 roku francuskie wilki zagryzły aż 10 000 owiec.

 

Hodowcy błagali o częściowe zredukowanie watah poprzez odstrzał choćby kilkudziesięciu osobników. Poparli ich myśliwi. W odpowiedzi zgodnym chórem zawyła sfora… obrońców praw zwierząt. Kiedy zdesperowani hodowcy we Francji (również w Niemczech) zapowiedzieli strzelanie do drapieżców wdzierających się na ich prywatne tereny, ściągnęli na siebie gromy ze strony urzędników Unii Europejskiej, lewicy i ekologów. Włościan pouczono surowo, że „nie żyją na Dzikim Zachodzie” (innymi słowy ubicie szkodnika na prywatnym gruncie uznano za bezprawie!).

W tej historii rzuca się w oczy schizofreniczna postawa tzw. obrońców praw zwierząt. Przecież francuskie wilki urządziły istną rzeź udomowionych „braci mniejszych”. Niby czemu trzysta egzystencji wilczych ma stanowić większą wartość niż dziesięć tysięcy owczych? Trzymając się rewolucyjnej poetyki postępaków, można rzec, że animalsi zaserwowali nam tu jakiś międzygatunkowy szowinizm, wilczy supremacjonizm, owczą dyskryminację, animalsowe naziolstwo!

 

Druga Syria

Myśliwi gryzą w oczy lewaków, jako że obalają mity związane z bronią palną.

 

Gdy mowa o dostępie obywateli do broni, natychmiast ujawnia się u nas szeroki front polityków uznających Polaków za nację krwiożerczą, nieodpowiedzialną, a w najlepszym razie pogrążoną w jakimś emocjonalnym niedorozwoju. Jak bowiem tłumaczyć te wszystkie argumenty: „Dać Polakom broń, to się pozabijają!”, „Więcej legalnej broni oznacza więcej przemocy na ulicach”, „Społeczeństwo musi najpierw dojrzeć!” (jakim sposobem ludzie mają dojrzeć do posiadania broni nie mając z nią kontaktu – tego dokładnie nie wiadomo).

 

„- Nasz kraj zamieni się w drugą Syrię!” – kraczą oponenci (dekadę temu straszyli nas „drugim Afganistanem”, wcześniej zaś „drugą Jugosławią”).

 

Tymczasem w rękach polskich łowców znajduje się ponad 300 tysięcy śrutówek i sztucerów, w tym wiele tysięcy egzemplarzy z celownikami optycznymi, które z powodzeniem mogłyby posłużyć za broń parasnajperską. I co? Mimo pokaźnego arsenału w prywatnych rękach, lasy jakoś nie spływają krwią bratnią, na ulicach nie szaleje wojna domowa, a przedstawiciele braci łowieckiej nie odstrzeliwują skonfliktowanych z nimi sąsiadów. Mimo iż myśliwi mają być, w zależności od inwencji afektowanych oskarżycieli, „ludźmi ogarniętymi morderczym szałem” bądź też „zimnymi psychopatami”…

 

Prawda, że świat nie jest idealny. Niekiedy słychać sarkania na nowobogackich, którzy etykę łowiecką mają za nic. Sporadycznie zdarzają się postrzelenia ludzi, wynikające z czyjejś (strzelca lub ofiary) nieostrożności, głupoty czy po prostu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Jednakże przypadki nieuzasadnionego użycia broni bywają także wśród policjantów, żołnierzy czy pracowników ochrony. W naszym kraju nieporównanie częściej niż od ran postrzałowych ludzie giną w wypadkach komunikacyjnych, jakże często z winy nieodpowiedzialnych kierowców - a przecież nikt myślący nie obwinia z tego powodu rzeszy uczciwych użytkowników automobilów, ani nie żąda zakazu posiadania pojazdów mechanicznych.

 

Czas umierania

Tak naprawdę nagonka na łowiectwo to kolejna odsłona pacyfistycznego kulturkampfu.

 

To przejaw choroby naszych czasów, w których egzaltowani młodziankowie doznają omdleń, gdy ktoś każe im wziąć do ręki „narzędzie służące do zabijania” i mierzyć do tarczy przedstawiającej sylwetkę człowieka bądź zwierzęcia. Zniewieścienie społeczeństw Zachodu dawno przekroczyło punkt krytyczny, z którego to faktu ktoś z pewnością nie omieszka skorzystać. Natura bowiem nie znosi próżni.

 

Andrzej Solak

 


DATA: 2017-12-20 07:51
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
51
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

A prawda jest taka, że religia katolicka zabrania polowania poza nielicznymi wyjątkami. Myślistwo dziś to poważny grzech ciężki.
3 miesiące temu / Kamil
 
Artykuł porusza większość istotnych wątków obecnej nagonki na myśliwych. Wynika ona nie z troski o środowisko, ale chęci narzucenia swojego widzi mi się bez względu na skutki i bez racjonalnych podstaw.
4 miesiące temu / Kris
 
Super artykuł. Mądry i rzeczowy
4 miesiące temu / Piotr
 
na świecie są miliony myśliwych, są kraje w których łowiectwo jest wręcz chlubą narodową, ale przejdę do meritum sprawy. Uważam, że powinniśmy jako myśliwi, bardzo mocno nagłośnić tą niebywałą i wręcz chamską nagonkę przez ekoszumowiny i media na myśliwych, w innych krajach, przecież obrażani są wszyscy myśliwi a szczególnie w USA, Kanadzie, Australii, Izraelu i państwach UE. Dodatkowo należy gromadzić te najbardziej drastyczne wypowiedzi, fotografie, w większości zmanipulowane i wytoczyć proces, najlepiej przed sądem w USA, bo przecież oni poniżają ogół myśliwych. Na pewno nałożenie adekwatnych kar za pomówienia, a w USA są one bardzo bolesne, powstrzyma tą całą hucpę i obrażanie myśliwych i niejednokrotnie ich rodzin. Dlatego spróbuję nawiązać kontakt z amerykańskimi myśliwymi poprzez Departament of Natural Resources w USA i zachęcę ich do pomocy prawnej w tym temacie, a może Koledzy mają tam znajomych myśliwych, proszę o info. Pozdrawiam myśliwych. Darz Bór.
4 miesiące temu / atomek
 
@do ekooszołom. Człowieku, przecież "Czyńcie sobie ziemię poddaną" to nie tylko "słowa byłego ministra", ale cytat z Pisma Świętego!!!
4 miesiące temu / user
 
Bardzo dużo wątków, ale tak naprawdę tekst pisany przez osobę związaną z łowiectwem bądź leśnictwem. Słowa byłego ministra są tu powtarzane jak mantra "czyńcie sobie ziemię poddaną" mówią o tym kto napisał ten artykuł. Skoro pan podpiera się dogmatami wiary radzę poczytać kilku katolickich księży np.ks.prof. Edward Staniek cyt " Panować, to znaczy...? Pan Bóg powiedział ludziom: ?Czyńcie sobie ziemię poddaną?. Ale tak jak wszystkie wspaniałe wezwania Boga Stwórcy zostały zlekceważone i wypaczone, tak i to zostało zinterpretowane w duchu hitlerowsko ? stalinowskim. Panować, to znaczy niszczyć. Dziś Ziemia, a na niej prawie każde stworzenie cierpi z winy człowieka. Zatrute powietrze, woda, promieniowanie, zniszczone środowisko naturalne są źródłem cierpienia wszystkiego, co żyje, począwszy od pszczoły, a skończywszy na szybujących w obłokach orłach. Trzeba to dostrzec. Wcześniej czy później ludzkość musi się uderzyć w piersi i powiedzieć, to nasza wina." http://m
5 miesięcy temu / ekooszołom
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.