DZIŚ JEST:   08   LIPCA   2020 r.

Św. Jana z Dukli
Św. Kiliana, męczennika
 
 
 
 

Andrzej Solak

Polowanie na myśliwych

Polowanie na myśliwych
fot. Andrzej Sidor/FORUM

Przez wieki polowania były traktowane jako męska rozrywka, substytut walki z wrogiem, pozwalający wykazać się odwagą i sprawnością w posługiwaniu orężem również w czasach pokoju.

 

„Równie myśliwi wielcy jak sławni rycerze,

Czyli wroga ścigali, czyli dzikie źwierzę”

 

- pisał wieszcz. Nasza poezja i literatura piękna pełne są opisów łowów. Pokolenia czytelników z zapartym tchem śledziły chwackie czyny Zbyszka z Bogdańca, który sprawnie rozprawił się z niedźwiedziem, zaś spotkania z turem omal nie przypłacił życiem. Strzeleckie przewagi Stasia Tarkowskiego nie raz ocaliły jego karawanę zagubioną w dżunglach Czarnego Lądu. W najsłynniejszym polskim eposie narodowym Ksiądz Robak daje popis łowieckich umiejętności, ratując z niedźwiedzich pazurów ostatniego z Horeszków:

 

„Gdym drżał, gdym się do cyngla dotknąć nie ośmielił,

On mi z rąk flintę wyrwał, wycelił, wystrzelił:

Między dwie głowy strzelić! sto kroków! nie chybić!

I w sam środek paszczęki! tak mu zęby wybić!

 

Tymczasem dzisiaj Internet pełen jest obraźliwych określeń myśliwych i wezwań sformułowanych z agresją typową dla wojujących tolerastów. „Bestialscy mordercy zwierząt”, „makabryczne hobby”, „morderczy proceder”, „zwierzęcy holokaust”, „nie podaję ręki myśliwemu” – to tylko niektóre z nich. Tylko czekać, aż rozgrzani eko-aktywiści zdemaskują wspomnianych tu literackich chwatów, jako tępych osiłków zbrodniczo eksterminujących zagrożone gatunki „braci mniejszych”.

 

Prawo do życia

Wśród znanych mi przeciwników łowiectwa jedynie znikoma mniejszość jest wegetarianami.

Pozostali uroczyście potępiają odstrzał saren czy dzików, ale nie rozciągają już owych miłosiernych uczuć na zarzynane wieprzki i drób. W efekcie animalsi potrafią głośno perorować o prawie zwierząt do życia, równocześnie sięgając do półmiska z wędliną z supermarketu.

 

Tymczasem zakaz zabijania „wszystkich istot żywych”, potraktowany na serio, musi prowadzić do pytań o sposób traktowania przez człowieka również much, pluskiew, szczurów, a choćby i wirusów chorobotwórczych. Póki co, jeszcze nie słychać protestów wobec domniemanej zbrodniczości akcji deratyzacyjnych i dezynsekcyjnych, ale licho nie śpi. Wszak sens istnienia grup „radykalnych” opiera się na stałym przesuwaniu granicy i licytowaniu się radykalizmem na tle konkurencji.

 

„Zieloni” aktywiści z lubością biją w chrześcijan, za stosowanie się do Bożego nakazu: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz. 1,28). Niejeden samozwańczy „ekspert” przeciwstawia krwiożerczych katolików pełnym tolerancji i miłości wyznawcom religii Wschodu, co to nawet komara nie ukatrupią, tylko odganiają uprzykrzonego natręta, pilnie bacząc, by nie zrobić mu krzywdy. Zadziwiające, że „eksperci” nie ogłosili postępkiem wątpliwym moralnie także odpędzenia bzyczącego krwiopijcy. Toż przecie taki brak altruizmu skazuje nieszczęsnego owada na pewną śmierć głodową.

 

Prawdziwi obrońcy

Polska jest prekursorem planowej ochrony zwierzostanu.

Około 1020 roku książę Bolesław Chrobry wziął pod opiekę bobry. Ograniczenia polowań na zagrożone gatunki podejmowali m.in. Władysław Jagiełło, Zygmunt II August, Stefan Batory i Zygmunt III Waza. Przy tym, co warto podkreślić, nasi władcy byli przeważnie zapalonymi myśliwymi.

 

Tu dotykamy istoty problemu. Właściwie zorganizowana gospodarka łowiecka ma pozytywny wpływ na stan populacji fauny. Dlaczego? Zwierzakom nie pomoże okazjonalna akcja wygadanych aktywistów, którzy pomachają flagą i pokrzyczą coś do kamery, a potem pójdą na piwo w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, wielbić swoje medialne męstwo. Nie, opieka nad zwierzyną (dokarmianie, przeciwdziałanie chorobom, odstrzał szkodników, walka z kłusownictwem itd.)  to harówka przez okrągły rok, i właśnie tym również zajmują się myśliwi. Łowcom zależy, aby mieli na co polować, więc są zmotywowani do tej pracy.

 

Historia zna przykłady barbarzyńskich eksterminacji zwierząt (bizon, kwagga, gołąb wędrowny…). Jednak owe bezmyślne rzezie nie miały nic wspólnego z prawidłowo zorganizowanym łowiectwem, opartym na wiedzy naukowej i regulacjach prawnych. Dziś dzikiej faunie zagraża postępująca urbanizacja, likwidująca olbrzymie połacie lasów i innych mateczników; takoż rozwój rolnictwa i przemysłu, stale zwiększający się ruch kołowy (w tym sieć nowych dróg i autostrad przecinających dotychczasowe terytoria). Ogromna część społeczeństwa jest uczestnikiem bądź beneficjentem takich działań; wygodnie jest jej szukać kozłów ofiarnych w osobach myśliwych.

 

Wśród wyjątkowo absurdalnych zarzutów stawianych polskim nemrodom jest i ten, o rzekomym „wymordowaniu” populacji zajęcy, których liczba spadła zastraszająco w ostatnich latach. Oskarżyciele nie mają pojęcia o destrukcyjnej roli, jaką odegrało tu choćby zwiększenie wykorzystania środków chemicznych w rolnictwie czy mechanizacja prac polowych. Nie potrafią skojarzyć zajęczej zagłady z obserwowanym wzrostem pogłowia lisów (co z kolei wyniknęło z systematycznego wykładania szczepionek przeciw wściekliźnie, jak i… zredukowania odstrzału tych drapieżników).

 

Słonie Kenyatty

Zapewne każdy z nas słyszał „głębokie” przemyślenia w rodzaju: „Kto strzela do zwierząt, ten łatwo będzie strzelał do ludzi! To właśnie tacy osobnicy tworzyli załogi obozów koncentracyjnych!”

 

Od razu stają przed oczami wrażliwi miłośnicy zwierząt, jak Adolf Hitler czy Bolesław Bierut, z czułością dokarmiający małe sarenki w obecności kamer…

 

W 1977 roku w świetle kamer zapragnął stanąć przywódca Kenii, prezydent Jomo Kenyatta. Aby przypodobać się „obrońcom środowiska”, wprowadził zakaz polowań. Animalsi z całego świata piali z zachwytu. Przewidywania specjalistów były ponure. Eustachy książę Sapieha, ciężko pracujący na emigrancki chleb jako zawodowy myśliwy w Afryce, wspominał: „Wiedzieliśmy, że ta decyzja miała mało wspólnego z ochroną zwierzyny i była czysto polityczna; (...) orzekliśmy, że to koniec zwierzyny w ciągu pięciu lat.”

 

Do tamtego momentu dzika fauna była dla Kenii źródłem znacznych dochodów. Z całego świata przyjeżdżali łowcy, płacący dewizami za porcję mocnych wrażeń i trofeów. Dlatego w interesie państwa było utrzymanie licznego zwierzostanu. Wielkość odstrzału corocznie określali naukowcy, zaś polowania odbywały się pod okiem zawodowych „hunterów”, przy ścisłym przestrzeganiu sezonu ochronnego. Uzyskane dochody szły na rozwój parków narodowych i rezerwatów, na stałą opiekę nad zwierzyną, również na wypłatę rekompensat dla miejscowej ludności, której dzikie monstra dewastowały pola uprawne i porywały żywy inwentarz.

 

Dekret prezydenta Kenyatty zakończył ten błogostan. Wprowadzenie zakazu polowań podcięło źródła finansowania opieki nad fauną. Nie było z czego opłacić naukowców, ani strażników zwalczających kłusownictwo. Rolnicy i hodowcy, którym zaprzestano wypłaty odszkodowań, musieli jakoś przeżyć i utrzymać swe rodziny, więc przy każdej okazji tępili dzikiego zwierza, widząc w nim tylko szkodnika.

 

Zaniechanie kontrolowanego odstrzału słoni w parkach narodowych doprowadziło do ich nadmiernego rozmnożenia. Dorosły słoń spożywa codziennie do 200 kg pokarmu, potrzebuje też 200 do 300 litrów wody. Wkrótce zabrakło dla nich pożywienia. W ciągu kilku lat wyginęło 82 proc. kenijskich słoni i 95 proc. nosorożców.

 

Zagłada zwierzostanu w Kenii (i w innych krajach afrykańskich, w których wprowadzono zakaz polowań) dobitnie pokazała, do czego może doprowadzić fanatyzm radykalnych ekologów. Znamienne, że w krajach, w których poniewczasie przywrócono dawny system polowań, ilość zwierza zaczęła szybko rosnąć. Ponownie myśliwi okazali się największymi, najskuteczniejszymi obrońcami „braci mniejszych”.

 

Wilki i barany

Starzy górale mawiali: „Kto lituje się nad wilkiem, temu brak litości dla owieczek”. Prawdziwość tego porzekadła sprawdziła się we współczesnej Francji.

 

Tamtejsze wilki wytępiono przed II wojną światową. W 1992 roku władze nad Sekwaną postanowiły odbudować leśne watahy. Padły znane argumenty o zwiększaniu bioróżnorodności, o drapieżnikach jako naturalnych selekcjonerach utrzymujących w dobrej kondycji populację jeleniowatych i dzików (poprzez wyłapywanie słabszych i  chorych osobników), itp. Po latach po galijskich lasach biegało już dobre trzy setki basiorów i wader.

 

Nie przewidziano jednego. Wilk (w przeciwieństwie do jego „miastowych” entuzjastów, którzy widzieli wilka tylko w zoo, ewentualnie w ckliwym programie telewizyjnym) nie jest naiwniakiem. Po co miałby uganiać się za jeleniami i sarnami, skoro dosłownie pod nosem pasą mu się stada owiec – bezbronnych, nieruchawych, pozbawionych możliwości ucieczki?

 

Część drapieżców wyspecjalizowała się w mordowaniu zwierząt hodowlanych. W jednym tylko 2016 roku francuskie wilki zagryzły aż 10 000 owiec.

 

Hodowcy błagali o częściowe zredukowanie watah poprzez odstrzał choćby kilkudziesięciu osobników. Poparli ich myśliwi. W odpowiedzi zgodnym chórem zawyła sfora… obrońców praw zwierząt. Kiedy zdesperowani hodowcy we Francji (również w Niemczech) zapowiedzieli strzelanie do drapieżców wdzierających się na ich prywatne tereny, ściągnęli na siebie gromy ze strony urzędników Unii Europejskiej, lewicy i ekologów. Włościan pouczono surowo, że „nie żyją na Dzikim Zachodzie” (innymi słowy ubicie szkodnika na prywatnym gruncie uznano za bezprawie!).

W tej historii rzuca się w oczy schizofreniczna postawa tzw. obrońców praw zwierząt. Przecież francuskie wilki urządziły istną rzeź udomowionych „braci mniejszych”. Niby czemu trzysta egzystencji wilczych ma stanowić większą wartość niż dziesięć tysięcy owczych? Trzymając się rewolucyjnej poetyki postępaków, można rzec, że animalsi zaserwowali nam tu jakiś międzygatunkowy szowinizm, wilczy supremacjonizm, owczą dyskryminację, animalsowe naziolstwo!

 

Druga Syria

Myśliwi gryzą w oczy lewaków, jako że obalają mity związane z bronią palną.

 

Gdy mowa o dostępie obywateli do broni, natychmiast ujawnia się u nas szeroki front polityków uznających Polaków za nację krwiożerczą, nieodpowiedzialną, a w najlepszym razie pogrążoną w jakimś emocjonalnym niedorozwoju. Jak bowiem tłumaczyć te wszystkie argumenty: „Dać Polakom broń, to się pozabijają!”, „Więcej legalnej broni oznacza więcej przemocy na ulicach”, „Społeczeństwo musi najpierw dojrzeć!” (jakim sposobem ludzie mają dojrzeć do posiadania broni nie mając z nią kontaktu – tego dokładnie nie wiadomo).

 

„- Nasz kraj zamieni się w drugą Syrię!” – kraczą oponenci (dekadę temu straszyli nas „drugim Afganistanem”, wcześniej zaś „drugą Jugosławią”).

 

Tymczasem w rękach polskich łowców znajduje się ponad 300 tysięcy śrutówek i sztucerów, w tym wiele tysięcy egzemplarzy z celownikami optycznymi, które z powodzeniem mogłyby posłużyć za broń parasnajperską. I co? Mimo pokaźnego arsenału w prywatnych rękach, lasy jakoś nie spływają krwią bratnią, na ulicach nie szaleje wojna domowa, a przedstawiciele braci łowieckiej nie odstrzeliwują skonfliktowanych z nimi sąsiadów. Mimo iż myśliwi mają być, w zależności od inwencji afektowanych oskarżycieli, „ludźmi ogarniętymi morderczym szałem” bądź też „zimnymi psychopatami”…

 

Prawda, że świat nie jest idealny. Niekiedy słychać sarkania na nowobogackich, którzy etykę łowiecką mają za nic. Sporadycznie zdarzają się postrzelenia ludzi, wynikające z czyjejś (strzelca lub ofiary) nieostrożności, głupoty czy po prostu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Jednakże przypadki nieuzasadnionego użycia broni bywają także wśród policjantów, żołnierzy czy pracowników ochrony. W naszym kraju nieporównanie częściej niż od ran postrzałowych ludzie giną w wypadkach komunikacyjnych, jakże często z winy nieodpowiedzialnych kierowców - a przecież nikt myślący nie obwinia z tego powodu rzeszy uczciwych użytkowników automobilów, ani nie żąda zakazu posiadania pojazdów mechanicznych.

 

Czas umierania

Tak naprawdę nagonka na łowiectwo to kolejna odsłona pacyfistycznego kulturkampfu.

 

To przejaw choroby naszych czasów, w których egzaltowani młodziankowie doznają omdleń, gdy ktoś każe im wziąć do ręki „narzędzie służące do zabijania” i mierzyć do tarczy przedstawiającej sylwetkę człowieka bądź zwierzęcia. Zniewieścienie społeczeństw Zachodu dawno przekroczyło punkt krytyczny, z którego to faktu ktoś z pewnością nie omieszka skorzystać. Natura bowiem nie znosi próżni.

 

Andrzej Solak

 


DATA: 2017-12-20 07:51
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
59
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

dokarmianie zwierząt to niepotrzebna ingerencja w naturę zwłaszcza przy obecnych zimach i całkowitych wycinkach lasów- serio, zwierzęta mają co żryć i nie potrzebują spleśniałych chlebów i innych odpadków, którymi często są karmione. Sztucznie pompuje się i tuczy zwierzęta, które mają idealne warunki do rozmnażania bez tego, ale rachunek jest raczej prosty-im wiecej tym więcej do odstrzału. O to chodzi w tym kontrolowaniu populacji? I co do zniewieściałości czy raczej męskości... bardzo męskie są sflaczałe i blade myśliwskie twarze, skoro już tymi kategoriami mierzymy...
5 miesięcy temu / wŁodia
 
Fala krytyki łowiectwa i myśliwych ma podłoże w ignorancji i niewiedzy. Kiedyś mój Kolega powiedział: "Polujesz to jesteś morderca" Od słowa do słowa, jeżdżąc na posiłki pomiędzy ćwiczeniami na poligonie odkrywałem mu prawidła łowiectwa. Nie wiedział, że są okresy ochcronne, uprawnienia do odstrzału tylko tych gatunków a nie innych, tylko takiej płci i w takiej ilości jaka wynika z planu łowieckiego, aktualizowanego corocznie. Nie miał pojęcia o czymś takim jak selekcja. Nie wiedział że za upolowane zwierzę myśliwy musi zapłacić dzierżawcy obwodu łowieckiego.. po tym wszystkim"odszczekał" to co wcześniej powiedział. Niestety niewiedza nie boli. Patrząc na wpisy w komentarzach do artykółu mogę tylko współczuć kolejnym "bambi", nie ważne jak bardzo zniewieściałym "bambi" ich braku wiedzy i ignorancji. Myslenie stereotypami nie ma przyszłości..
5 miesięcy temu / specmisiek
 
Myśliwi to jedna z najbardziej patologicznych grup społecznych. Pijaństwo, strzelanie gdzie popadnie, poczucie bycia ponad prawem: wjazd do lasu autamizwykły człowiek dostaje za to wysoki mandat, ich psy biegające po lesie bez smyczy i kagańca zwykły człowiek dostaje za to wysoki mandat, posiadanie i używania broni palnej!zwykły człowiek bez wielu specjalnych pozwoleń nie może jej mieć i używać nawet do samoobrony Przypominają mafię, panowie życia i śmierci, psychopatyczny wręcz pociąg do zabijania, nie po to by się obronić, nie po to by mieć co zjeść, nie po to by przeżyć, nakarmić rodzinę, dzieci, ale po co?!? Dla chorej, psychopatycznej przyjemności. Widok śmierci i krwi niewinnych istot to to co ich 'kręci'. Ta wasza nieudolna próba wybielenia tej patologi... Wstyd i hańba dla "chrześcijańskiego" przynajmniej z nazwy portalu.
6 miesięcy temu / Leśny
 
Zapraszam pana autora do mojej wsi na spacer po lesie w sezonie myśliwskim. Tutaj dopiero trzeba mieć jaja, bo większość nie ma odwagi na takie przechadzki, kiedy po lesie przewalają się nawaleni kolesie strzelający gdzie popadnie ostrą amunicją. Już niejedną krowę z dzikiem pomylili, kiedyś nawet postrzelili kobietę plewiącą truskawki z sąsiedniej wsi. To jest dopiero męski sport: stwarzać zagrożenie dla wszystkich innych.
7 miesięcy temu / Magda
 
Chciałem coś napisać ale po przeczytaniu komentarzy uznałem że nie ma sensu, ignorancja pseudo ekologów jest porażająca. Miłego dnia wszystkim normalnym ????
7 miesięcy temu / Realista
 
autor chciał wybielic mysliwych ale to nie tedy droga , i myślę że napisał go sflustrowany mysliwy echh , egzekwujcie u siebie prawo oraz etyke łowiecka to nikt sie do was nie przyczepi i tyle . a teraz wyglada to tak że jak jakis ślepy emeryt postrzeli lub zabije kogos to ucieka i potem tłumaczy sie że pomylił człowieka z dzikiem , kurwa jak ślepy to po co na polwanie idzie ................
8 miesięcy temu / etranger
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.