DZIŚ JEST:   13   LISTOPADA   2019 r.

Świętych Braci Męczenników - Benedykta, Jana, Izaaka
 
 
 
 

Pokusa „tradycjonalistycznego” nihilizmu

Pokusa „tradycjonalistycznego” nihilizmu
By Rh-67 (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC-BY-SA-3.0-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Pojawił się ostatnimi czasy w niemainstreamowej, więc autentycznie wolnej przestrzeni wymiany myśli, bardzo wyrazisty nurt młodych autorów przyznających się do tradycjonalizmu, i to w bardzo radykalnej, bezkompromisowej, nieprzejednanej wobec wszelkich postaci kulturowego i politycznego modernizmu wersji – tak bardzo nieprzejednanej, że skłonnej do szukania modernistycznych miazmatów tam, gdzie ich nie ma, i jak najbliżej siebie.


Odrzucając przeto z wyraźnym wstrętem zasadę: Nie ma wroga na prawicy, nie tylko tam właśnie go z namiętnością wynajdują, ale jednocześnie okazują zdumiewającą pobłażliwość, ba! – wyraźną sympatię – dla „antysystemowej” lewicy, i to właśnie tej najbardziej skrajnej. Chętnie z nimi dyskutuję, bo są oczytani, chłonni umysłowo, inteligentni, mają ciekawe spostrzeżenia i zasadniczo bliski mi sposób myślenia, ale pewne ich pomysły i analizy potrafią wprowadzić mnie w osłupienie.

 

Tu skupię się na jednym tylko wątku ich rozumowania i odczuwania, a mianowicie na zdecydowanie demonstrowanym antyokcydentalizmie. Wyraża się on już na samym poziomie leksykalnym, w często używanym, a wysoce pogardliwym słowie zachodniactwo, które, notabene, wygląda na kalkę rosyjskiego zapadnictwa, co też pokazuje ich źródła inspiracji.

 

Krytycyzm wobec Zachodu – w sensie cywilizacyjnym oczywiście – to naturalnie rzecz nie nowa, a nadto w zupełności usprawiedliwiona. Każdy, kto ma elementarną wiedzę w tym zakresie, wie doskonale, że należy on właściwie do standardowego zestawu konserwatywnej, względnie tradycjonalistycznej (nie ma tu potrzeby wchodzić w te subtelne dystynkcje, bo wiadomo, o jaki nurt chodzi) krytyki kultury, i to już od kilkuset lat. Myśliciele antymodernistyczni spierali się jedynie o to, kiedy Zachód zaczął gnić: czy – jak mniemali na początku – dopiero w „oświeceniu”, czy – gdy stopniowo odkrywano coraz głębsze fundamenty nieładu – już od wczesnonowożytnego czy nawet późnośredniowiecznego zerwania z tradycją klasyczno‑chrześcijańską, wraz z nominalizmem i awerroizmem, a najbardziej radykalni (jak Gómez Dávila) zaatakowali nawet scholastykę albo (jak Evola) antyimperialny papalizm.

 

Generalnie jednak na tym poziomie nie ma sporu: to, że Zachód nowoczesny i ponowoczesny jest nafaszerowany duchową trucizną – będąc jednocześnie głównym wytwórcą tej trucizny – stanowi dla każdego tradycjonalisty oczywistość. Każdemu z nich musi cierpnąć skóra – bardziej nawet z obrzydzenia niż z przerażenia – gdy słyszy zwrot wartości zachodnie, bo jest pewne, że do tego zestawu należą same obrzydliwości i profaństwa, począwszy od „praw człowieka” i „świeckiego państwa”, a skończywszy na „prawach reprodukcyjnych kobiet” czy „równouprawnieniu orientacji seksualnych”.

 

Różnica pojawia się dopiero na poziomie „zasadniczej intencji”, to znaczy tego, jaki właściwie jest cel tej krytyki: niszczycielski (a więc właśnie nihilistyczny) czy uzdrowicielski? Czy zgniły, demoliberalny Zachód należy zniszczyć, zatopić jak jakąś mityczną zepsutą Lemurię lub spalić jak Sodomę i Gomorę, aby potem móc na trupie zachodniactwa odtańczyć radosną „tradycjonalistyczną karmaniolę”, czy też idzie o to, aby go uleczyć i przywrócić go na tor, na którym się począł, lecz potem z niego zboczył i w końcu się wykoleił. Dla tradycjonalisty katolickiego, rzymskiego w pełni znaczeń tego słowa, Zachód w swoim podstawowym znaczeniu to nie jego nowożytne i nowoczesne zwyrodnienie, lecz szczyt historycznego rozwoju cywilizacji chrześcijańskiej (moi oponenci nie znoszą tego słowa, podobnie jak terminu cywilizacja łacińska), począwszy od wykształcenia się tego pojęcia wraz z renovatio Imperii Romanorum przez Karola Wielkiego i papieża Leona III, kulminujący w średniowieczu, po czym – jak już wiemy – zaczynający się staczać po równi pochyłej. Mimo to, ów pierwotny sens słowa „Zachód” nadal zachowuje znaczenie i moc zobowiązującą, bo jak pisał Donoso Cortés (w swojej „katastroficznej” przecież mowie o położeniu Europy), poza chrześcijaństwem, i to chrześcijaństwem rzymskim, nie ma właściwie cywilizacji (Grecja dała nam tylko wspaniałą kulturę, która jest „lakierem” cywilizacji), albowiem ono ucywilizowało świat poprzez trzy rzeczy: czyniąc autorytet rzeczą nienaruszalną, czyniąc posłuszeństwo rzeczą świętą oraz czyniąc wyrzeczenie i ofiarę rzeczą Boską. Poza tą cywilizacją – cywilizacją katolicką – wszystko jest barbarzyństwem.

 

Cóż natomiast – poza „kreatywną destrukcją” Zachodu – proponują nam owi inni tradycjonaliści, gardzący tradycją zachodnią i ani nie wierzący, ani nie pragnący, jak możemy się domyślać (choć tego wprost nie mówią), jej odrodzenia? Nie są to propozycje zbyt konkretne, ale ogólny kierunek poszukiwań rysuje się dość wygodnie. Śladem wielkich poprzedników tego kierunku, zwracają swój wzrok ex oriente lux, ku szeroko rozumianemu Wschodowi, tam upatrując i kolebkę Tradycji („Pierwotnej” i uniwersalnej, to znaczy także ponadwyznaniowej, jak głosili prorocy „tradycjonalizmu integralnego”), i jej wciąż bijące serce. Raz może to być Eurazja, raz islam, jeszcze innym razem wszystko to, co wytworzył „aryjski” duch subkontynentu indyjskiego.


Jeszcze inni pasjonują się ruchami indygenistycznymi w różnych stronach świata albo wprost społeczeństwami pierwotnymi, tu i ówdzie szczątkowo zachowanymi. Jest w tym nawet coś wzruszającego, tylko kompletnie nic z tego dla nas nie wynika, bo na przykład Maorysami nigdy nie byliśmy ani też nigdy się nie staniemy. Tradycjonaliści tego pokroju nieustannie kłują nas w oczy podkreślaniem, że czy to owe szczątkowe społeczności, czy dojrzałe cywilizacje Wschodu, są wciąż jeszcze w dużym stopniu tradycjonalistyczne, wspólnotowe, organiczne etc., podczas gdy Zachód wszystko to zagubił. To prawda, ale co z tego? Czy mamy nie tylko przyłączyć się do dobijania go przez jakąś al‑Kaidę albo eurazyjców, ale i powędrować – nie tyle fizycznie, co duchowo, na Wschód? Tak jak mistrz tego myślenia – René Guénon, który rozpoznawszy wyschnięcie świętego cementu Zachodu, stał się muzułmaninem?

 

Jest to perspektywa niebezpieczna, a nawet zgubna, przede wszystkim dla duszy – unaocznia ona zresztą wszystkie pułapki ponadkonfesyjnej „duchowości”, czego nie zdoła zagłuszyć odmienianie przez wszystkie przypadki słów transcendencja, sacrum, numinosum i całego wokabularza religiologii porównawczej. Nikt, jak wiadomo, nie może przesądzać o niczyim potępieniu, ale zdrowy rozum każe sceptycznie zapatrywać się na przykład na możliwość zbawienia nieszczęsnego Guénona – myśliciela na pewno nietuzinkowego, ale po prostu błądzącego – bo ta opcja raczej jest mało prawdopodobna w odniesieniu do kogoś, kto chciał jednocześnie być ezoterycznym gnostykiem, katolickim integrystą i sufickim mistykiem, uważając, że jest to do pogodzenia.

 

Wykazywanie domniemanych przewag duchowych Orientu ma jeszcze jedną słabą stronę, którą doskonale wypunktował Henri Massis w swojej Obronie Zachodu (Défense de l’Occident) przeciwko germańsko‑synkretyczno‑orientalnemu mętniactwu „azjanisty” von Keyserlinga. Pisząc o rzeczywistej i nieusuwalnej sprzeczności między Orientem a Okcydentem, zauważał: Sprzeczność [ta] spoczywa w różnicy idei, jaką każdy z nich stwarza sobie o człowieku i jego stosunku do wszechświata. Na Zachodzie człowiek chciał być; nie godził się on na zgubienie w rzeczach, na to, by osoba ludzka była niczym innym, jak tylko przybudówką natury, która dla Azjaty roztacza się w złudnych kształtach żyjących i pogrąża całość życia w otchłani olbrzymiej dwuznaczności. Tego rodzaju opór, oto co charakteryzuje Zachód. Rozróżnianie, wybór – oto znamię jego myśli, sformułowanej od najdawniejszych czasów w klasycznym zdaniu Anaksagorasa: „na początku wszystko było zmieszane; przyszła inteligencja, która postawiła każdą rzecz na swoim miejscu”.


Naturalnie, wiemy, że ów personalizm cywilizacji zachodniej też wykoleił się w atomistyczny indywidualizm, w zatruty owoc „autonomicznej jednostki”. Nie zmienia to jednak prawdziwości tego faktu, że człowiek pełny (arystotelesowski spoudaios) jest jednocześnie osobą i członkiem wspólnoty, a dobrze urządzona wspólnota nie pochłania i nie unicestwia osoby, tylko ją podnosi i wzbogaca. Tymczasem na Wschodzie jest wspólnota, tradycjonalizm, organicyzm itp., ale nigdzie nie ma osoby – to wyłączny apanaż Zachodu i nie widzę żadnego sensownego powodu, żeby go się wyzbywać i nim pogardzać.

 

Prawdziwa Tradycja zatem to nie owe mityczne Agarthy, Szambale, Ultima Thule, poszukiwane przez ezoteryków. Trzeba powiedzieć jasno, że to wszystko są zwykłe baśnie, lepsza lub gorsza literatura, a nie żadna „wyższa duchowość”. Nawiasem mówiąc, chętnie przemielane w żarnach zgniłej, zachodniej popkultury. W autentycznej Tradycji nie ma nic a nic ezoterycznego. Jej źródła są Boskie i wyraźnie objawione, jej depozytariuszem jest jeden jedyny prawdziwy Kościół, a jej inkarnacją były konkretne instytucje społeczne i polityczne katolickiego Zachodu, na czele z tradycyjną monarchią. Trzeba do nich wrócić, trzeba nowej renovatio, a nie pielgrzymek donikąd przez nieistniejące Czerwone Wrota.



 

Dr hab. Jacek Bartyzel – profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyk myśli politycznej, publicysta. Członek Kapituły Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.



Felieton ukazał się w 26. numerze magazynu "Polonia Christiana".


DATA: 2014-05-14 09:22
AUTOR: JACEK BARTYZEL
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
1
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Ale czy to nie prof. Bartyzel publikował na PCh24 teksty, w których z aprobatą przytaczał ?myśl? Evoli? Wystarczy kliknąć w Tag ?Evola? i wyskoczy artykuł z 2012 roku.
ponad 5 lat temu / Teresa
 
Dobrze, że Profesor opowiada się przeciwko gnostyckim wpływom na prawicy. Tego od niego oczekujemy, lecz w bardziej zdecydowanej i jeszcze jaśniejszej formie. Może szkoda, że p. Jacek Bartyzel nie podaje nazwisk owych ?młodych autorów?. Bez wątpienia chodzi przede wszystkim o Ronalda Laseckiego, pewnie także o Adama Danka. Obaj niestety należeli niegdyś do kręgów bliskich Profesorowi, teraz ? po chwyceniu od swego mistrza bakcyla gnostyckich teorii ? mocno się wyemancypowali i już nie słuchają rad nakłaniających do umiaru. Ale przecież najistotniejsze jest to, że kontakty z gnozą są w ogóle bardzo niebezpieczne. Tak więc nie ma dobrego Evoli, którego Profesor nawet tu raczy określać mianem "myśliciela". Ktoś, kto odrzuca Prawdę, nie jest myślicielem, tylko heretykiem.
ponad 5 lat temu / Witold Sroka
 
Pan profesor raczy żartować. Współcześnie nie na już cywilizacji zachodniej (łacińskiej) w jej klasycznym rozumieniu. Uważam że nie ma sensu reanimować martwego trupa, trzeba go godnie pochować i iść naprzód.
ponad 5 lat temu / Identytarysta
 
"zdrowy rozum każe sceptycznie zapatrywać się na przykład na możliwość zbawienia nieszczęsnego Guénona ? myśliciela na pewno nietuzinkowego, ale po prostu błądzącego ? bo ta opcja raczej jest mało prawdopodobna" - Po pierwsze: tzw. zdrowy rozum, a tym bardziej rachunek prawdopodobieństwa, nie są w stanie w jakimkolwiek stopniu przewidzieć wyroku Sądu Bożego, w szczególności gdy dotyczy to potępienia KONKRETNEGO człowieka. Po drugie - błądzenie myślowe jako przyczyna potępienia??? Grzech prowadzący do potępienia wymaga świadomości, a trudno przypuszczać by ktoś świadomie błądził...
ponad 5 lat temu / Rozczarowany
 
Niedobrzy katolicy spotykali się w pewnych miejscach tworząc z poduszczenia Wielkich Architektów wielkie herezje. Luter. Tradycyjni katolicy nie opuszczą Rzymu. Zaczekają najwyżej na opuszczenie go przez wrogów Kościoła.
ponad 5 lat temu / Leo
 
Do tego całego steinerowsko-duginowskiego skrzywienia prowadzi w pierwszej kolejności ten dziwaczny opór wobec poszczególnych papieży (niekoniecznie papiestwa w ogóle), który przejawiają - nad czym ubolewam - niektórzy tradsi, co nieraz kończyło się w Utrechcie.
ponad 5 lat temu / Venatrix
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.