DZIŚ JEST:   11   GRUDNIA   2018 r.

Św. Damazego I, papieża
Św. Daniela, pustelnika
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 50  >   POLSKA

Od Sarmatów do samolotów

Od Sarmatów do samolotów
#POLSKA    #POLACY    #WOJSKO    #WOJSKO POLSKIE    #SARMACI    #ARMIA    #HISTORIA    #LOTNICTWO    #F 16    #POLSKOŚĆ

Mamy tyle wspaniałych tradycji – obyczajowych, politycznych i militarnych – oryginalnych i niepowtarzalnych. Nawet jeśli o nich nie myślimy bądź wcale ich nie znamy, one i tak krążą w naszym narodowym krwiobiegu. Sięgajmy zatem po nie, poznawajmy je, kreatywnie wpisujmy je w nowe konteksty – w tym nasza siła!

 

Czy Polacy są potomkami Sarmatów, jak twierdzono w dobie Rzeczypospolitej Obojga Narodów? Głupie pytanie – ktoś odpowie. Jakie znaczenie mogą dziś mieć przestarzałe spory? Czy dziś, w XXI wieku, nie wystarczy skwitować, że cokolwiek by nie było wcześniej, obecnie jesteśmy po prostu Polakami? I choćbyśmy nawet byli potomkami owych barbarzyńskich hord, z którymi ścierali się Rzymianie na terenie dzisiejszych Węgier, jakie to może mieć teraz znaczenie? Otóż, ma to znaczenie, i to pierwszorzędne. I pod różnymi względami. Tu i teraz skupimy się jednak tylko na jednej sprawie – niezmiernie istotnej w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej – mianowicie na wojskowości.

 

Zacznijmy jednak od podsumowania wątku sarmackiego. Nie wiemy, w jaki sposób Słowianie na naszych ziemiach łączyli się z Sarmatami. Być może Sarmaci, podbiwszy część tych ziem, z czasem wtopili się w lokalną ludność i jak Normanowie w Anglii lub tureccy Bułgarzy na Bałkanach przyjęli lokalny język i kulturę (jednocześnie całkiem sporo dodając od siebie). Jak było dokładnie, ani nawet kiedy to było, po upływie dwóch tysięcy lat nie sposób się już dowiedzieć. Nie ma to zresztą znaczenia. Ważne jest, iż takie wpływy faktycznie istniały – zarówno badania genetyczne, jak też analizy językoznawcze dowodzą, iż nasi szesnastowieczni przodkowie, popularyzując legendę o Polsce jako Sarmacji, bynajmniej nie byli w błędzie.

 

Oprócz genów i bardzo starej warstwy słownictwa o pochodzeniu irańskim w naszym języku, więź wydaje się istnieć również w obyczajach. Oto bowiem trzy ważne cechy polskiej szlachty, a więc: gościnność, waleczność, i – nieraz kłótliwe – zamiłowanie do wolności, są charakterystyczne dla ludów irańskich, z których wywodzili się Sarmaci. Wszystkie te trzy cechy w taki czy inny sposób uwidaczniają się w arcypolskim pojęciu ułańskiej fantazji.

 

Trzy sceny batalistyczne

Najważniejszym chyba przykładem ducha kawaleryjskiego jest nacisk na szarżę – gromadzenie sił do jednego, mocnego uderzenia. Rozważmy trzy krótkie przykłady na przestrzeni dziejów.

Scena pierwsza: opancerzeni jeźdźcy, dzierżąc w dłoniach długie kopie, szarżują na rzymskie szyki. Są to właśnie starożytni Sarmaci. Jak potwierdza w swoich kronikach Tacyt, pomimo iż Sarmaci ostatecznie nie byli w stanie wygrać wojny z Rzymem, siła ich uderzenia najczęściej nie dawała szans nawet dobrze wyszkolonej rzymskiej piechocie. Rzymianie więc ostatecznie wygrają wojnę, jednak od tego czasu będą chętnie werbować Sarmatów, aby tworzyć z nich jednostki jazdy we własnych szeregach.

 

Scena druga: opancerzeni jeźdźcy, dzierżąc w dłoniach długie kopie, szarżują na moskiewskie szyki pod Kłuszynem. Niejeden raz: tak wielką przewagę liczebną mieli Moskale tego dnia, że poszczególne chorągwie szarżowały nawet dziesięciokrotnie. Jednak śmiałe ataki husarzy ostatecznie przyniosły zwycięstwo. Podobne zwycięstwa będzie Rzeczpospolita powtarzać aż do wspaniałej bitwy pod Wiedniem w roku 1683. Rzecz znamienna, stopniowemu upadkowi Rzeczypospolitej towarzyszy degeneracja husarii…

 

Jednak dziś już na koniach nie walczymy, jakie więc znaczenie ma tradycja kawaleryjska? Cóż, oto scena trzecia: myśliwce polskiego Dywizjonu 303 atakują niemieckie bombowce nad Anglią. Na próżno usiłuje ich bronić niemiecka eskorta. Sarmaci po prostu koszą Niemców. Robią to znacznie lepiej niż Anglicy, pomimo iż latają na sprzęcie wyprodukowanym przez tych ostatnich. W przeciwieństwie bowiem do angielskich pilotów Polacy strzelają z bliska, szarżują jak kawaleria. I nic w tym dziwnego, gdyż niejeden z polskich pilotów dorastał, czytając o szarżach husarskich w Trylogii Sienkiewicza, i słuchając ojcowskich opowieści o szarżach ułańskich w wojnie polsko‑bolszewickiej. Tak właśnie na przestrzeni wieków kształtował się nasz duch fantazji ułańskiej – słysząc o kawaleryjskich sukcesach ojców, któż nie chciałby ich naśladować?

 

Współczesna husaria

Logicznym spadkobiercą polskiej kawalerii w czasie drugiej wojny światowej były oczywiście jednostki zmechanizowane, takie jak oznakowana skrzydłami husarskimi 1 Dywizja Pancerna generała Maczka. Ale skrzydła husarskie zdobią również nasze współczesne Siły Powietrzne. Nie powinno to zaskakiwać, gdyż związek pilota z samolotem ma w sobie coś z relacji między jeźdźcem a koniem – dobry pilot myśliwski wczuwa się w reakcje swojej maszyny. Niczym jeździec i koń, pilot i jego samolot stanowią jedność. Jak pokazali polscy piloci czasu wojny, efekt może być iście porażający, objawiając się zwrotnością, szybkością i siłą uderzenia. Omawiając wartość tradycji husarskiej dla dzisiejszej Polski, skupimy się zatem na lotnictwie, a zwłaszcza na kwestiach liczebności oraz doboru sprzętu.

 

W jakim stopniu polskie lotnictwo mogłoby dzisiaj odegrać w powietrzu przełamującą rolę husarii? Najłatwiej odpowiedzieć na to pytanie, wyobrażając sobie Jana III Sobieskiego szarżującego na Turków pod Wiedniem nie na czele wielotysięcznej rzeszy, ale na czele zaledwie kilkuset husarzy. Efekt przypominałby inną królewską szarżę polską na wojska tureckie – tę pod Warną w roku 1444…

Nasze lotnictwo bojowe dziś składa się się z 48 myśliwców F-16, 30 myśliwców MiG-29, oraz 16 samolotów bojowych Su-22, których liczba ma wkrótce spaść do 12, wyremontowanych, ale wciąż przestarzałych maszyn. Niewielka to ilość. Aczkolwiek dziś wszystkie lotnicze armie świata są znacznie mniej liczne niż były w dobie drugiej wojny, gdyż nowoczesne maszyny bojowe są bardzo kosztowne. Można to porównać do średniowiecznych przemian wojskowych w kawalerii, gdzie wraz ze wzmacnianiem opancerzenia rycerskiego aż do pełnej zbroi płytowej zmniejszała się liczebność rycerzy na polu bitwy. Współczesnym odpowiednikiem ciężkozbrojnego rycerza jest amerykański samolot F-35, który nadal jest uważany za głównego kandydata na zastąpienie naszych starzejących się maszyn MiG-29 i Su-22. Samolot ten warto omówić, gdyż z pewnością Stany Zjednoczone za kulisami naciskają na Polskę, aby swoim portfelem wsparła produkcję tej niezmiernie drogiej maszyny. To zaś nie musi być wcale w naszym interesie – co widać właśnie, gdy spojrzymy na sprawę przez pryzmat naszych tradycji.

 

Rzecz znamienna – polska husaria nigdy nie była tak ciężkozbrojna jak zachodni rycerze. Owszem, z biegiem czasu stała się najcięższą polską formacją, ale wywodziła się pierwotnie z jazdy lekkiej. Zbroja dała husarzom większą wytrzymałość w boju, jednak o skuteczności husarskiej decydowała zwrotność, świetnie wyszkolony koń i niezwykle dopracowana, specjalistyczna broń. Kopia husarska to siedemnastowieczny odpowiednik rakiety powietrze‑powietrze – potężna, o dużym zasięgu i bardzo droga, gdyż jednorazowa. Aby powtórzyć szarżę, husarz musiał wrócić po nową kopię.

Dzisiaj więc lotniczym odpowiednikiem husarza nie będzie silny, zaawansowany, ale niezbyt zwrotny F-35, tylko lżejszy, tańszy samolot bojowy dysponujący równie mocnym jak F-35 uzbrojeniem, i oczywiście świetnie wyszkolonym pilotem. Takie uzbrojenie naszego lotnictwa pozwoliłoby na zwiększenie liczebności, a co za tym idzie – siły uderzeniowej. Tańszy i nieco mniej zaawansowany technologicznie projekt miałby też zaletę możliwości nabycia licencji na produkcję krajową, co jest oczywiście kluczowe dla potencjału bojowego Polski.

 

Pomyślmy, gdyby roku Pańskiego 1683 nasza husaria jeździła nie na polskich, ale na importowanych koniach z supermocarstwa francuskiego, wyprawa wiedeńska zostałaby drastycznie utrudniona poprzez odcięcie dostaw. Będąc wprawdzie sojusznikiem Polski, Francja sprzyjała bardziej Turkom niż Austrii. Toteż łatwo możemy sobie wyobrazić francuskiego posła tłumaczącego, iż Francja nie pragnie zaogniać sytuacji, dostarczając sprzęt stronom walczącym

 

Omawiany tu przykład F-35 nie ma za zadanie sugerować, iż tylko w lotnictwie jest sens odnosić się do tradycji husarskiej. W czasie ostatniej wojny ułańską fantazją zaskakiwały wrogów i sojuszników również nasze formacje pancerne i okręty bojowe, zwłaszcza podwodne. Podobnie wykazało się wojsko generała Kleeberga, ostatniego obrońcy Polski we wrześniu 1939, który poddał się dopiero na skutek braku amunicji po zwycięskiej bitwie pod Kockiem. U Kleeberga, można by powiedzieć, że nawet piechota była jazdą…

 

Armia w duchu sarmackim

Tradycje konne to oczywiście dużo więcej niż tylko pancerne uderzenie husarii. Po pierwsze, oprócz ciężkiej jazdy już od czasów sarmackich na stepach walczyła również jazda lekka. Ta także posiadała sporą siłę uderzenia, ale jej najważniejszą cechą była mobilność, zdolność prowadzenia walki praktycznie bez taborów z zaopatrzeniem. Tu z kolei możemy dostrzec inspirację dla powstających dziś oddziałów Obrony Terytorialnej. Czerpiąc z tradycji kawaleryjskich, można stworzyć jednostki, które poprzez mobilność będą unikać otwartej walki z przeważającymi siłami wroga, jednocześnie uderzając w jego wrażliwe punkty. W przeciwnym razie, ochotnicy Obrony Terytorialnej zostaną po prostu zmieceni przez profesjonalne wojska przeciwnika.

 

Obronność Polski może wiele zyskać, jeśli nasze wojsko czerpać będzie inspirację i ducha z sarmackich, kawaleryjskich tradycji naszego narodu. Dopiero w tym duchu, pozostając sobą, będziemy najskuteczniejsi. I, co nie mniej ważne, odkryjemy, że silne Wojsko Polskie nie musi być wcale tak drogie jak wojska sąsiadów, aby być równie skuteczne. Zaletę husarza stanowił bowiem nie tylko fakt, iż jego ekwipunek był nieco tańszy od ekwipunku ciężkozbrojnego rycerza. Prawdziwa wartość husarza objawiała się dopiero w pytaniu: Ile innych oddziałów musieliby Polacy wystawić pod Orszą, Kircholmem, Kłuszynem czy Wiedniem, aby tak błyskotliwe zwycięstwa osiągnąć bez kawalerii?

 

Jakub Majewski – twórca i badacz gier komputerowych, miłośnik historii i teologii.

 

Pierwotna wersja artykułu ukazała się w 50. numerze magazynu Polonia Christiana.

 

 

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
4
 
 
 

Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

i żeby tak jeszcze nasi piłkarze z tego czerpali...
4 miesiące temu / Asp.
 
Bajer, ale może być.
4 miesiące temu / panMarek
 
czy jest tu ktoś o horyzontach myślowych wybiegający poza klientelizm czy to wobec Rosji, Niemiec,czy USA? bez światłego i moralnego przywództwa trudno poważnie myśleć o silnym państwie, jego strategiach wojskowych, misji...zauważmy też, że według ówczesnych relacji husaria przed bitwami uczestniczyła nawet w kilku mszach świętych dziennie przyjmując eucharystię, leżała krzyżem, spędzała czas na modlitwie...dopiero tak uformowany żołnierz był nie do pokonania!
4 miesiące temu / pytanie
 
Musimy mieć władzę pochodząca z namaszczenia Boskiego, a nie namiestników masońskiego imperium, co 4 lata zakładających inne maski. Musimy wyjść z systuacji, w której jeden telefon z Izraela wystarczy, aby w 100 minut dokonać ustawodawczej prostytucji (sprawa IPN). Musimy przegnać Antychrysta z naszego kraju, tj. zabronić mordowania dzieci nienarodzonych, antykoncepcji i rozwodów. Gdyby któryś pobożny Sarmata wiedział, że takie prawa będą ustanowione kiedyś w Polsce rwałby sobie włosy z głowy. I wtedy możemy mieć własną armię, nie oddziały i sprzęt pod zagraniczną franczyzą i pod faktyczną kontrolą zagranicznych namiestników. I wtedy dopiero będziemy mieć prawdziwą wolność.
4 miesiące temu / krisbac
 
Do TZ: jeśli chodzi o założenia rządu oraz naszych sojuszników, to ma Pan rację. Wzorcem dla OT ma być Hezbollah i podobne grupy. A teraz rozważmy implikacje, i zadajmy sobie pytanie czy naprawdę to jest dla nas dobre. Jeśli spojrzymy na Syrię, to włos się jeży na głowie: wszystkie te miejskie partyzantki zniszczono, wraz z miastami w których operowały. To nie jest dobre dla nas, Polaków. Tylko nasi sojusznicy zyskują, gdyż mogą naszym kosztem wiązać siły wroga. Nie tędy droga...
4 miesiące temu / Jakub Majewski
 
@TZ "Partyzantka miejska" oznaczałaby to prostu zrównanie z ziemią polskich miast i śmierć milionów cywili bez żadnych szans na zwycięstwo w wojnie. Myślałem, że po Powstaniu Warszawskim równie głupie pomysły odeszły do lamusa, ale jak widać myliłem się
4 miesiące temu / sgf
 
 

Lewicowi aktywiści zaatakowali siedzibę Civitas Christiana, holenderskiej organizacji związanej ze Stowarzyszeniem Obrońców Tradycji Rodziny i Własności (TFP). Policja odmówiła interwencji. 

 
 

Francuscy masoni są bardzo zaniepokojeni ruchem „żółtych kamizelek” i antymasonizmem jaki się w nim rozwija.

 

Trwa szczyt klimatyczny w Katowicach, a media raczą nas oryginalnymi diagnozami stanu świata. Oto pojawiają się głosy, że za ekologiczne problemy odpowiedzialny jest… kapitalizm.

 

Ma 190 wzrostu, waży około 100 kg i niegdyś był rugbistą – postanowił być „kobietą” i został gwiazdą kobiecej piłki ręcznej w Australii. Dziś kibice są świadkami nierównej walki monstrualnego szczypiornisty z rywalkami.

 

W poniedziałek Wyższy Sąd Krajowy w Duesseldorfie skazał na 6 lat więzienia za działalność terrorystyczną Thomasa K. Mężczyzna jest polskim obywatelem i urodził się w naszym kraju. Wychował się jednak w Nadrenii-Palatynacie (Niemcy).


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.