DZIŚ JEST:   14   LISTOPADA   2019 r.

Św. Józefa Pignatellego
Św. Hipacego, biskupa
 
 
 
 

Od Marksa do Gai, od „teologii wyzwolenia” do „ekologii wyzwolenia”

Od Marksa do Gai, od „teologii wyzwolenia” do „ekologii wyzwolenia”
Fot. Pixabay

Doktor Samuel Gregg z Acton Institute, specjalizujący się w analizie doktryn ekonomicznych, prawa naturalnego i etyki uważa, że trzydzieści lat temu, gdy świat świętował z powodu upadku komunizmu w krajach Europy Wschodniej, wybitni przedstawiciele teologii, poważnie traktującej marksizm od późnych lat 60. XX wieku w całej Ameryce Łacińskiej, mieli wielki problem. Uporali się z nim przemianowując „teologię wyzwolenia” na „ekologię wyzwolenia”.

 

 

Ruch „teologii wyzwolenia” nigdy nie był monolityczny. Niemniej jednak największy wpływ miała nań myśl marksistowska. Potwierdza to m.in. opracowanie Gustava Gutiérreza: A Theology of Liberation: History, Politics, Salvation. Marksistowskie wpływy jeszcze bardziej uwidoczniły się w tekstach Leonardo Boffa czy Jona Sobrino.

 

„Upadek socjalizmu w Europie Wschodniej stworzył poważne wyzwania dla tych wyzwoleńców, którzy polegali na analizie marksistowskiej. Podczas gdy wielu twierdziło, że blok sowiecki jest odchyleniem od ideałów marksistowskich, te systemy wyrażały kluczowe tezy marksistowskie” – pisze Gregg.

 

Rok 1989 nie doprowadził jednak niektórych „teologów wyzwolenia” do zakwestionowania fundamentalnych założeń marksizmu. Wielu z nich przekierowało swoją uwagę na środowisko. Gregg zauważa, że „wśród rzeczy, których nauczyliśmy się w związku z Synodem Amazońskim jest to, jak daleko takie myślenie zakorzeniło się w katolicyzmie latynoamerykańskim”.

 

Wyzwolenie środowiska

Wśród „teologów wyzwolenia”, którzy przeszli do tak zwanej „ekologii wyzwolenia”, Leonardo Boff posunął się najdalej, próbując zanurzyć katolicyzm w oparach ideologii ekologicznej.

 

W Cry of the Earth, Cry of the Poor (1997) Boff stwierdził, że Kościół „nie może zamykać osób religijnych w dogmatach i reprezentacjach kulturowych. Musi służyć jako zorganizowane miejsce, w którym można pobudzać ludzi do działania, towarzyszyć im i pomagać [w wyrażaniu] ducha epoki”.

 

To, że „duch epoki” nie zawsze jest zgodny z prawdą o Bogu, nie jest problemem dla Boffa. W każdym razie „duchem epoki”, przynajmniej dla autora, była odmiana tzw. ekologii głębokiej, zrównującej wszystkie istoty ze sobą, lansująca panteizm i New Age. Na przykład w książce z 1997 roku Boff dowodził, że ​​„Ziemia nie jest planetą, na której istnieje życie... Ziemia nie zawiera życia. Tym życiem jest żywy superorganizm: Gaja”.

 

Hipoteza Gai została po raz pierwszy sformułowana przez chemika Jamesa Lovelocka w latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia. Od tego czasu przeniknęła do innych dyscyplin, w tym do teologii. Kilkakrotnie Boff przyznał, że „Wizja Jamesa Lovelocka… pomogła nam ujrzeć nie tylko to, że życie istnieje na Ziemi, ale także, że sama Ziemia jest żywym organizmem”.

 

Lovelock argumentował, że wszystkie żywe istoty (zwierzęta, rośliny itp.) na Ziemi skutecznie współpracują ze związkami nieorganicznymi (tlenem, metalami itp.). To sprawia, że ​​planeta jest samoregulującym się – a może nawet samokierującym się – bytem, ​​który zachowuje wszystkie niezbędne elementy życia, pod warunkiem, że ludzie nie będą zbytnio w to ingerować.

 

Pod koniec lat 90. hipoteza ta została szybko zweryfikowana przez naukowców, którzy zauważyli na przykład, że teoria Gai nie może wyjaśnić faktu, iż niektóre części świata naturalnego miały szkodliwy wpływ na inne części środowiska. Krótko mówiąc, istniała znaczna dysharmonia w naturze, na którą człowiek nie miał żadnego wpływu.

 

Inni naukowcy krytykowali nienaukowe i teleologiczne aspekty teorii Gai Lovelock’a. Pseudo-religijne konotacje ujawniają się zwłaszcza w nazewnictwie. „Gaja” to nazwa jednej z najbardziej pierwotnych greckich bogiń. W mitologii greckiej Gaja (która przybiera imię „Terra” w mitach rzymskich) uosabia samą Ziemię. Dr Gregg przypomniał, że przypisywanie boskiego statusu stworzeniu Boga, a nie samemu Bogu, to nic innego jak panteizm.

 

Kluczem do przyjęcia przez Boffa teorii Gai jest jego naleganie, aby ludzie zaakceptowali, iż są nie tylko homo sapiens (ludźmi rozumnymi), ale także, jak twierdzi – homo demens (ludźmi obłąkańczymi), czyli gatunkiem, którego „niepoczytalność”, „obłąkańczość” ujawnia się w tym, że nie uznaje on innych elementów przyrody za równe sobie.

 

Podstawą „ekologii wyzwolenia” Boffa jest zatem rodzaj egalitaryzmu biologicznego. W nadchodzącej „demokracji ekologicznej i społecznej”, stwierdza autor, religia będzie promować idee, zgodnie z którymi „nie tylko ludzie są obywatelami, ale także wszystkie istoty... Demokracja w związku z tym dotyczy biogracji i kosmokracji”.

 

Nie wiadomo, w jaki sposób rośliny, zwierzęta, lodowce, ogień lub metale korzystałyby z obywatelstwa w biogracji Boffa – pisze dr Gregg. W końcu brakuje im rozumu i wolnej woli. Ale Boff nakreślił wyraźną strukturę polityczną dla swojej eko-socjaldemokracji. Powinna ona łączyć wszystkich wokół „organów globalnych, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej osiemnaście wyspecjalizowanych agencji oraz czternaście programów na całym świecie”.

 

Celem jest – co notabene już się dzieje, jeśli weźmiemy pod uwagę liczne dokumenty oenzetowskie dotyczące klimatu – wysoce scentralizowane, odgórne podejście do kwestii środowiskowych i polityki. Podobnie jak w czasach sprzed Gai, wydaje się, że zasada pomocniczości nie wywarła istotnego wpływu na myśl Boffa – komentuje autor.

 

Raj na ziemi

„Jest jeszcze jedna cecha ekologii wyzwolenia, która została przedstawiona w pozostającej pod wpływem marksizmu teologii wyzwolenia. Dotyczy to tendencji do immanentize the eschaton, używając wyrażenia zastosowanego przez politologa Erica Voegelina” – pisze Gregg.

 

Jedną z cech wielu odmian „teologii wyzwolenia” sprzed 1989 roku było ich względne milczenie na temat życia po śmierci, o którym naucza chrześcijaństwo. Nie dlatego, że autorzy tych koncepcji wprost temu zaprzeczali. Raczej skupiali się prawie wyłącznie na ziemskich niesprawiedliwościach i przezwyciężaniu ich. Wielu „teologów wyzwolenia” przedstawiało nawet tradycyjne chrześcijańskie nauczanie o cierpieniu w ten sam sposób, w jaki Marks przedstawił religię: tj. jako racjonalizację niesprawiedliwego status quo, które znieczula ludzi na otaczającą ich strukturalną niesprawiedliwość.

 

Niektórzy „teologowie wyzwolenia” utrzymywali, że usunięcie wszystkich opresyjnych struktur doprowadzi do przywrócenia bardziej naturalnego stanu rzeczy, to jest do świata wolnego od wyobcowania i niezwykle podobnego do ziemskiej utopii.

 

Podobne wzorce przenikają myślenie niektórych „ekologów wyzwolenia”. W wywiadzie z 2016 roku Boff stwierdził, że rewolucje intelektualne i gospodarcze z XVII i XVIII wieku „doprowadziły do ​​powstania idei podboju ludzi i Ziemi. Ziemia nie była już postrzegana jako wielka Matka, żywa i celowa. Zamiast tego sprowadzono ją do czegoś, co ludzie mogą wykorzystać do gromadzenia bogactwa”.

 

Z tego punktu widzenia środowisko przedoświeceniowe i przedkapitalistyczne było „miłym”, niemal nieskazitelnym światem, naturalnie gościnnym dla ludzi.

 

Takie twierdzenia są historycznie wątpliwe. Ludzie intensywnie używali – i często nadużywali – świata przyrody na długo przed XVII wiekiem. Dotyczy to przedchrześcijańskich społeczności tubylczych. W A God Within (1973) René Dubos, zdobywca nagrody Pulitzera, zilustrował, w jaki sposób lud Majów wyrządził ogromne szkody ekologiczne w całym południowym Meksyku i Ameryce Środkowej, na długo przed podbojem Hiszpanii. Narody te nigdy nie słyszały o Izaaku Newtonie, Adamie Smith ani o gospodarce rynkowej – komentuje Gregg.

 

Mówiąc bardziej ogólnie, „ekologia wyzwolenia” ma wyraźnie romantyczny aspekt. Jej zwolennicy wydają się niechętnie przyznawać, że z ludźmi lub bez, świat przyrody nie jest symfonicznym rajem. Zwierzęta na przykład nie są dla siebie życzliwe. Miliony gatunków zniknęły bez ingerencji człowieka. Co więcej, przyroda od tysiącleci wyrządza ludziom ogromne szkody w wyniku nieprzewidzianych wydarzeń, takich jak trzęsienia ziemi. Twierdzenie, że środowisko jest w jakiś sposób naturalnie łagodne i samo się reguluje, z wyjątkiem przypadków, gdy ludzie go zakłócają, po prostu nie jest prawdą – uważa autor.

 

Do tego należy dodać, że ani judaizm przed oświeceniem, ani chrześcijaństwo nigdy nie nadawały roślinom czy zwierzętom statusu równoważnego ludziom, nie mówiąc już o statusie boskim przyznawanym „Matce Ziemi”. W rzeczywistości chrześcijaństwo pomogło odbóstwić świat przyrody, zmieść pogańskie religie Grecji, Rzymu, Egiptu i Babilonu, które irracjonalnie przypisywały boskie cechy żywiołom takim jak woda oraz działaniom takim jak wojna.

 

„Z pewnością Pismo Święte przedstawia świat stworzony jako dobry. Ale nie przedstawia świata naturalnego jako doskonałego ani nie twierdzi, że przyroda jest z natury lepsza lub równa człowiekowi: albowiem jest to śliskie zbocze prowadzące do synkretyzmu i pogaństwa” – zauważa Gregg.

 

Istnieje jednak inne ważne podobieństwo między wczorajszą „teologią wyzwolenia” a dzisiejszą „ekologią wyzwolenia”. Nikt nie zdołał powstrzymać odchodzenia Ameryki Łacińskiej od katolicyzmu.

 

Jest wiele przyczyn tego zjawiska, ale z pewnością istotne jest to, iż wielu teologów i ekologów wyzwolenia wiąże zbawienie z polityką. W uwagach napisanych w 1984 roku Joseph Ratzinger zauważył, że większość „teologów wyzwolenia” było przekonanych, iż nie ma niczego, co mogłoby istnieć poza polityką. Dlatego każdą teologie, która nie była „praktyczna”, tj. nie była zasadniczo polityczna uznawano za… „idealistyczną”. Potępiano ją jako „narzędzie utrzymywania władzy przez ciemięzców”. Sądząc z ich pism, wielu „ekologów wyzwolenia” przyjmowało takie stanowisko – ocenia dr Gregg. I dalej wyjaśnia: „Problem polega na tym, że polityka nie jest w stanie odpowiedzieć na ostateczne pytania dotyczące życia, śmierci, dobra, zła oraz pochodzenia i ostatecznego celu ludzkości, które prześladują wyobraźnię wszystkich. Być może jednym z powodów, dla których niektórzy Latynosi z Ameryki Łacińskiej przyjęli różne wyznania ewangeliczne, jest to, iż wiele takich ruchów stawia Chrystusa na pierwszym miejscu i mocno utrzymuje politykę na właściwym jej miejscu. Jest to jednak lekcja, której ​​niektórzy ekolodzy wyzwolenia z Ameryki Łacińskiej i ich kościelni towarzysze podróży nie przyswoili sobie jeszcze. I podobnie jak w przypadku teologii wyzwolenia, konsekwencje szkód wyrządzonych przez radykalną ekologię wyzwolenia, kwestionującą zdolność, a nawet chęć katolicyzmu do ewangelizowania Ameryki Łacińskiej, będą prawdopodobnie głębokie i trwałe” – puentuje autor.

 

 

Źródło: catholicworldreport.com

Agnieszka Stelmach

 

 

 


DATA: 2019-10-29 19:17
AUTOR: AGNIESZKA STELMACH
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
13
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Przyczyną nędzy na świecie jest słabość państw nie będacych imperiami . Tylko lokalne , mocne państwo jest w stanie ochronić swoich obywateli przed eksploatacja ze strony silnych państw i międzynarodowych korporacji. Dawniej duża własność pozwalała niwelować przewagę zagranicy i dawała siłę do walki o własne interesy , a przez to również o interesy reszty. Teraz już nie ma własności .Dlatego zostaje tylko państwo. USA i państwa europejskie prowadzą politykę osłabiania i dezintegracji państw Ameryki Południowej. Teolodzy wyzwolenia de facto słuzyli realizacji tej polityki.Osłabiali lokalne reżimy ,uzależniając je od wsparcia z zagranicy , a sami istniejeli tylko dzięki zagranicy.W tym momencie widać wielkość Ewangelii.Ona nakazywałaby szukac pokojowej drogi porozumienia z miejscowymi kacykami.To wywzowliłoby ich z zależnosci od zagranicy,podstawowego żródła zła. W takim świetle kontynuacja eko-teologii przez teologów wyzwolenia jest najoczywistszą konsewkencją
14 dni temu / Mirek
 
@ProBono, w tym rzecz, by nie czcić natury, lecz jedynie Tego, który ją stworzył. Nie wolno nam gardzić Jego dobrymi darami, bo tak Jemu okazalibyśmy wzgardę, jednak to nie oznacza absolutnie okazywania szacunku darom. Szacunek i wdzięczność należy się tylko Bogu za Jego dary. A te dary są dla nas do użytku, a nie do okazywania im szacunku.
15 dni temu / sp
 
@sp Nie do konca się z Tobą zgodzę. Naturze należy się szacunek właśnie ze względu na szacunek dla Boga jako jej Stwórcy. Bogu należy się NAJWYŻSZY szacunek jako Stwórcy. Bo jeżeli nie szanujeny dzieł Jego to czy darzymy Go faktycznie najwyższym szacunkiem?
15 dni temu / ProBro
 
@ProBono, naturze żaden "szacunek" się nie należy za jakiś jej "charakter". To jedynie Bogu należy się szacuenk i wdzięczność, że stworzył ziemię i dał ją człowiekowi do życia.
15 dni temu / sp
 
@Manthas Rozwój naszej cywilizacji nie zależy ani TYLKO od natury ani PRZEDE WSZYSTKIM od natury i to należy akcentować. Natura musi mieć swoje miejsce jako stworzenie i za ten jej charakter stworzenia należy jej się szacunek. I w takim duchu powinniśmy opierać komunikację o ekologii. Natomiast źródła współczesnego ubóstwiania przyrody są wyżej trafnie zdemaskowane a analogie do"wyzwolenczości" rewolucyjnej marksizmu głębiej gnozy są ewidentne, ich skutki zgubne
15 dni temu / ProBro
 
Duchowa Sodoma. Zamiast oddawać cześć Bogu, wynajdują sobie masę bożków do uprawiania z nimi duchowego cudzołóstwa i nierządu.
15 dni temu / sp
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.