DZIŚ JEST:   25   MAJA   2019 r.

Św. Grzegorza VII
Św. Bedy Czcigodnego, Doktora Kościoła
 
 
 
 

Nowiny z niemieckiego Kościoła. Bez zmian

Nowiny z niemieckiego Kościoła. Bez zmian
ddp images / FORUM

Jak poradzić sobie z kryzysem rodziny? Uznać, że małżeństwo nie jest święte i nierozerwalne. Jak poradzić sobie z dramatycznym spadkiem powołań? Rozważyć poluźnienie celibatu! A w ogóle to Luter miał rację – tak w skrócie wygląda dziś sposób myślenia biskupów w Niemczech.

  

W „kraju filozofów” niezmiennie przyczyna mylona jest ze skutkiem, a dwa jest uważane za mniejsze od jednego. Na pytanie: jak zaradzić dramatycznemu upadkowi małżeństwa, który uwidacznia się w rosnącej liczbie rozwodów oraz rosnących statystykach wskazujących na ludzi żyjących „na kocią łapę”, słyszymy w Kościele niemieckim mniej więcej od trzydziestu lat tą samą odpowiedź: rygorystyczna nauka Kościoła o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa jest przyczyną tych fatalnych statystyk. Aby więc zaradzić problemowi, wyjść naprzeciw potrzebom współczesnego człowieka, należy zrezygnować z nakładania na ludzi nadmiernych ciężarów i pozwolić osobom rozwiedzionym, a żyjącym w nowych, cywilnych związkach na przyjmowanie Komunii Świętej.

 

Dzięki temu, że niemieccy purpuraci mają obecnie silne wpływy w Watykanie, takie widzenie problemów związanych z kryzysem małżeństwa i szerzej, rodziny zostało przeforsowane podczas zeszłorocznego synodu biskupów poświęconego rodzinie i znalazło również swój wyraz w adhortacji „Amoris laetitie”. Niejednokrotnie była o tym mowa na tych łamach.

 

Podejście takie da się sprowadzić do tego, że jeden kryzys (małżeństwa/rodziny) będzie leczony przez spowodowanie kolejnych dwóch kryzysów (negacja nauczania Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa oraz uderzenie w katolickie nauczanie o Komunii Świętej). Zapomina się przy tym, że plaga rozwodów (nie dotykająca bynajmniej tylko Niemiec i  nie tylko Europy zachodniej) nie jest jedynie przyczyną, ale o wiele bardziej skutkiem głębszego kryzysu, który w największym skrócie można nazwać obumieraniem cywilizacji chrześcijańskiej na Starym (a właściwie: Starzejącym się) Kontynencie.

 

To tak jakby Kościół z IV wieku, wchodzący w epokę konstantyńską i zastający w tym czasie rodzinę rzymską pogrążoną w kryzysie (zwłaszcza w warstwie patrycjuszowskiej), dla zażegnania tego kryzysu piórem św. Ambrożego czy św. Hieronima zaczął głosić hasło „nowego, duszpasterskiego podejścia do dopuszczania osób rozwiedzionych do Eucharystii”. Ojcowie Kościoła, którzy na szczęście nie kończyli fakultetów teologicznych na niemieckich uniwersytetach, oprócz wiary posługiwali się rozumem i potrafili rozróżnić przyczynę od skutku. Cywilizacja rzymska w końcu obumarła, ale na jej gruzach Kościół zbudował cywilizację christianitas. Między innymi dlatego, że był taki „rygorystyczny” w sprawach moralności.

 

58 powołań

 

A jak poradzić sobie z kryzysem powołań do kapłaństwa w niemieckim Kościele? Co prawda słowo „kryzys” jest w tym przypadku eufemizmem, bo raczej trzeba mówić o dramatycznej zapaści. W zeszłym roku w Niemczech święcenia kapłańskie przyjęło zaledwie 58 mężczyzn. Pięćdziesiąt lat wcześniej, u progu wdrażania nad Renem „odnowy posoborowej” liczba wyświęconych kapłanów wynosiła 500 (słownie: pięćset). Dziesięć lat temu (w 2015) było ich 122. Od niemal trzydziestu lat z Kościoła niemieckiego – przede wszystkim ze strony świeckich, „zaangażowanych” katolików oraz spośród stada, niezależnych (zwłaszcza od Tradycji i Magisterium) a zdyscyplinowanych w wysiłkach „odnowienia” Kościoła teologów, dobiega ta sama odpowiedź: na kryzys, jeszcze więcej kryzysów. Oto bowiem w reakcji na informację o liczbie wyświęconych w 2015 roku w Niemczech neoprezbiterów, prezes Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików – gremium, które w ostatnim czasie jest w awangardzie „odnowicieli” niemieckiego katolicyzmu – prof. Thomas Sternberg ogłosił 29 sierpnia w wywiadzie dla „Augsburger Allgemeine Zeitung”, że skoro jest tak źle, powinno być jeszcze gorzej.

 

Do tego bowiem sprowadza się jego postulat, by „rozważyć poluźnienie przepisów dotyczących celibatu”. Na początek więc Sternberg, który jednocześnie zasiada w Landtagu Północnej Nadrenii-Westfalii jako deputowany CDU, domaga się wyświęcenia na kapłanów już teraz pracujących w Kościele niemieckim tzw. stałych diakonów, którzy niemal bez wyjątku są żonatymi mężczyznami. To nie koniec jednak. W dalszej kolejności „należy dążyć do zupełnie odmiennej [od obecnej] obecności kobiet w Kościele, także gdy chodzi o posługę duszpasterską”. Można by zacząć od dopuszczenia kobiet (diakonis) do udzielania sakramentu chorych. Ale to tylko początek planowanej przez polityka CDU „odnowy” stanu kapłańskiego w Niemczech.

 

Co ciekawe stanowisko zaprezentowane przez prof. Sternberga znalazło wsparcie ze strony prominentnych polityków rządzącej w Niemczech „wielkiej koalicji” CDU-SPD. Partyjna koleżanka szefa Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików i premier Kraju Saary Annegret Kramp-Karrenbauer, która zauważyła, że „są ludzie, którzy z jednej strony są gotowi i mają kwalifikacje do bycia księżmi, chcą jednak dalej żyć w związku partnerskim lub w rodzinie”. Ten „potencjał” Kościół w Niemczech powinien wykorzystać, a w tym celu „konieczne jest poluźnienie celibatu”.

 

Także niemiecka socjaldemokracja poczuła się w obowiązku zabrać głos w sprawie kryzysu powołań w Kościele katolickim. W wywiadzie dla „Rheinische Post” Kerstin Griese – oficjalnie „rzeczniczka SPD ds. kościelnych” – orzekła, iż obowiązujący w Kościele katolickim celibat jest w zasadzie pogwałceniem obowiązującej w Niemczech równości praw obywatelskich (kapłaństwo jako prawo obywatelskie!) i całą rzecz spuentowała słowami: „Kto żąda od islamskich meczetów i związków, by wewnętrznie organizowały się respektując naszą konstytucję, powinien również takie sama żądania formułować pod adresem Kościoła katolickiego”.

 

Głos zdrowego rozsądku dobiegł natomiast ze strony, której o to instynktownie byśmy nie podejrzewali (znając „specyfikę” niemieckiego Kościoła). Kardynał metropolita Kolonii abp Rainer Maria Woelki 31 sierpnia krytycznie odniósł się do postulatów Sternberga, wskazując na przykłady „innych wspólnot kościelnych”, w których absencja celibatu nie oznaczała wzrostu powołań. Niemiecki purpurat zaakcentował, że obecny kryzys niemieckiego Kościoła „jest o wiele rozleglejszy i sięga głębiej i nie można mu zaradzić tylko poprzez zmianę dostępu do kapłaństwa”. Kryzys powołań, podkreślił kardynał Woelki, nie jest przyczyną, a symptomem tego kryzysu.

 

Jak z niego wyjść? Przede wszystkim przez osobiste nawrócenie, a w „czasach, gdy wspólnotowe świadectwo naszej wiary zdaje się tracić swój blask, miłość, która pochodzi od Boga i do Niego prowadzi, domaga się wiarygodnego i pociągającego świadectwa”. Właśnie takim „wzbudzającym sprzeciw i pozornie będącym nie na czasie znakiem miłości do Boga” jest – jak podkreśla metropolita koloński – celibat księży.

 

Luter żył dla Boga?

 

Te słowa i ta diagnoza niemieckiego kardynała w czasach, gdy „niemiecki kardynał” stał się synonimem pełzającego modernizmu rozwalającego Kościół od wewnątrz za pomocą „nowej troski duszpasterskiej”, są czymś godnym odnotowania. Zwłaszcza, że raczej wypowiedzi niemieckich hierarchów układają się we wzór znany od czasów implementacji nad Renem „posoborowej odnowy”.

Weźmy na przykład „dialog ekumeniczny”, który w obliczu nadchodzącej rocznicy protestanckiej reformy ulega u naszych zachodnich sąsiadów znacznej intensyfikacji. Ostatnio swoją cegiełkę dołożył w tym dziele biskup Magdeburga Gerhard Feige, który podczas homilii wygłoszonej 4 września w Halberstadt w obecności kilku tysięcy wiernych stwierdził nie mniej ni więcej, że „Luter, podobnie jak święty Franciszek lub Dietrich Bonhoeffer [niemiecki pastor stracony za opozycyjność wobec narodowego socjalizmu – G.K.] poprzez swoją wiarę w Boga gruntownie zmienił swoje życie”. I jest to „przykład, który powinni naśladować wszyscy chrześcijanie”.

 

Trzeba przyznać, że wbrew swojemu nazwisku (niemiecki przysłówek „feige” oznacza tchórzliwie) magdeburski biskup całkiem odważnego, by nie powiedzieć brawurowego dokonał zestawienia. Brawurą bowiem jest zestawianie Biedaczyny z Asyżu z twórcą protestanckiej reformacji, który w 1525 roku poślubił zbiegłą mniszkę Katarzynę von Bora i publicznie nawoływał do porywania mniszek z klasztorów. Takich, którzy posłuchali tych wezwań nazywał „błogosławionymi złodziejami”, a do jednego z nich (Bernharda Koppe) pisał w 1523 roku: „Tak jak Chrystus wyciągnąłeś te biedne dusze z więzienia ludzkiej tyranii. Uczyniłeś to w okresie naznaczonym przez Opatrzność, w tym momencie Wielkanocy, kiedy Chrystus zniszczył więzienie swoich bliźnich”.

 

O „chrześcijańskiej przemianie” żywota Marcina Lutra można poczytać w jednym z listów Filipa Melanchtona – humanisty, jednego z wielkich orędowników reformacji w Rzeszy: „Luter był niebywale frywolnym człowiekiem. Zakonnice, które uwalniał z zakonów, zastawiały na niego różnego rodzaju pułapki, aby go uwieść. Jego częste schadzki z nimi, nawet silniejszego i bardziej szlachetnie usposobionego mężczyznę przyprawiłyby o rumieńce”.

 

Brawurą wreszcie jest zestawienie ofiary hitlerowskich katowni (pastor Bonhoeffer) z Marcinem Lutrem, którego antyżydowskie filipiki służyły narodowo – socjalistycznym ideologom dla uzasadnienia własnego, zbrodniczego jak się okazało, antysemityzmu.

 

I kto śmie mówić, że Kościołowi niemieckiemu brakuje odważnych pasterzy?

 

 


Grzegorz Kucharczyk



DATA: 2016-10-11 13:13
AUTOR: GRZEGORZ KUCHARCZYK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Na czym opiera się niemiecka filozofia? Na Kancie i Niczem.
ponad 2 lata temu / cybs
 
@wert. Odpowiedź na to pytanie leży w etosie propagandyzmu i umiłowaniu do dialektyki ludu germańskiego zwłaszcza jego teutońskiej (prusackiej) odmianie. Chrześcijaństwo dla niego jest tylko jedną z metod cyberntyki społecznej. Jeśli ta metoda nie przynosi pożądanch rezultatów to albo się ją modyfikuje (reformuje) albo się jej całkowicie zaprzecza (herezja) albo się od niej odchodzi (apostazja) na rzecz innego systemu np. kult państwa wzięty z bizancjum lub rasistowsko-nacjonalistycznego socjalizmu wziętego z judaizmu. Dzisiaj może nim być nawet islam jeśli to ludowi teutońskiemu przyniesie panowanie nad światem. Można produkować Mercedesy i szybkie BeEmwice robiąc dobre wrażenie na świecie i świat będzie ich za to czcił, ale bez Miłości będzie "...jak miedź brzęcząca" bez serca. Pozdrawiam, Z Bogiem!
ponad 2 lata temu / Krzysiek
 
@magis: a co ma jedno do drugiego. Czy autor artykułu okłamał kiedy pisał o rozwiązłości? To, że mniszki niekoniecznie z własnej woli mogły być mniszkami to nie oznacza tym samym, że rozwiązłość jest rdzeniem nauczania Chrystusa. W tej sytuacji zachodzi pytanie po co tak na prawdę Luter uwalniał mniszki? Poza tym reformatorem Kościoła był św. Franciszek. Jakoś niczego nie rozwalał, reformując i uwolnienie pojmował inaczej a św. Klara nie została jego żoną.
ponad 2 lata temu / ma
 
Niemcy 600 lat budowali katedrę w Kolonii. Gdy zaczęli w połowie trzynastego wieku Niemcy były krajem chrześcijańskim. Gdy budowę pod koniec wieku dziewiętnastego kończyli - byli na prostej drodze o pogaństwa. Teraz ten stan osiągnęli (po drodze zaliczyli etap pośredni w postaci Lutra). Zamiast chrześcijaństwa mają podatek kościelny ściągany przez Finanzamt (płaci go zresztą coraz mniej Niemców).
ponad 2 lata temu / wwm
 
Biedny Luter był już na pch24 oskarżany o prawie wszystko. Teraz jeszcze autor wytknął mu frywolność i heteroseksualizm ;). A ta mniszka co to zbiegła (z klasztoru?) to czemu po prostu nie wystąpiła ze zgromadzenia? Uciekała bo miała przed czym? Dyżurny historyk nie wie jak wyglądało kiedyś włączanie kobiet do zgromadzeń zakonnych? Te czasy już nie wrócą więc może warto je dobrze opisać, a wcześniej zbadać? Marcinowi Lutrowi zawdzięczamy odnowę i reformę Kościoła. Kościół nadal jest jeden i niepodzielony czego wciąż tzw. tradycjonaliści nie rozumieją. Odeszli ci co chcieli. Czyżby powyższy artykuł wpisywał się w tradycjonalistyczny nurt potępienia prawdy o wolnej woli człowieka?
ponad 2 lata temu / magis
 
Ośmielę się podpowiedzieć wertowi... Przyczyna jest dość prosta. Niemiecka hierarchia KK żyje własnym życiem, hojnie sponsorowanym przez państwo z tzw. podatku kościelnego. Niemieckiej hierarchii nie przeszkadza to, że kościoły są puste (mniej sprzątania, niższe opłaty za energię...). Ksiądz Profesor Guz w jednym ze swoich wystąpień zdiagnozował "niemiecką duszę" bardzo trafnie - warto posłuchać nagrania. Niemiecka buta, pycha, bezczelność wychodziła już wielokrotnie w historii Europy. To jest zaraźliwe - zauważyłem te symptomy u Polaka, który dość długo tam mieszka i pracuje. Ich wpływy w całym KK zawsze były duże i bardzo dbają aby zachować ten stan. Nawet wrzeszczenie im prosto do ucha "stop niemieckiej bezczelności" niewiele da - odwrócą się szukając do kogo jest to wezwanie. Przecież nie do nich - herrenvolk. Nie ma co szarpać sobie nerwów - jeszcze się przydadzą. Trzeba się modlić i dawać przykład. To zawsze daje jakąś nadzieję. Szacunek dla Prof. Kocharczyka
ponad 2 lata temu / Gregorius_M
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 
string(5) "45832"

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.