DZIŚ JEST:   24   LISTOPADA   2020 r.

Św. Andrzeja Tran An Dung i towarzyszy
 
 
 
 

Nie chcę Społecznego Królestwa Jezusa Chrystusa! [OPINIA]

Nie chcę Społecznego Królestwa Jezusa Chrystusa! [OPINIA]

Społeczne Królestwo Jezusa Chrystusa… – jak to brzmi! Okropnie – zupełnie jak Włoska Republika Społeczna Salò albo Społeczna Republika Wietnamu. Czy tak mamy postrzegać święte władanie Króla królów?

 

Z okazji uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata być może w niektórych kościołach usłyszymy o Społecznym Królestwie Chrystusowym. Piszę „być może”, a nie „z pewnością”, ponieważ królewska godność Jezusa Chrystusa ostatnio jakoś nie wydaje się cieszyć w kręgach kaznodziejskich specjalną estymą. Jeżeli już jednak padną jakieś słowa na ten temat, to z pewnością będą one mocno naznaczone przymiotnikiem „społeczny”. Pojęcia: „społeczne panowanie” Jezusa czy Jego „społeczne królowanie” albo – o zgrozo! – „społeczne królestwo” głęboko wrosły w katolicką tkankę retoryczną (a co gorsza, myślową).

 

Tymczasem encyklika „Quas primas” Piusa XI, na mocy której ustanowił on uroczystość naszego Pana Jezusa Chrystusa Króla ani raz nie używa tego przymiotnika. Opisuje Królestwo Jezusa Chrystusa jako „zbawienne”, „powszechne” i „nieograniczone”, ale nigdy jako „społeczne”. Przymiotnik ów stanowi bowiem wynik późniejszej interpretacji tekstu – wyraźnie powojennej, przeto zdecydowanie (choćby nawet niechcący) napiętnowanej myśleniem kategoriami socjalistycznymi.

 

– Zaraz, zaraz – żachnie się ktoś – ale cóż właściwie złego jest w przymiotniku „społeczny”? A społeczna nauka Kościoła? No, właśnie… Nie miejsce tu na szczegółową polemikę ze społeczną nauką Kościoła, na razie więc skwitujmy sprawę obserwacją, że jej praktyka po Soborze Watykańskim II to nic innego jak odczytywanie Ewangelii przez okulary Marksa i Engelsa, i skupmy się na samym przymiotniku.

 

Sam w sobie może on się wydawać zupełnie neutralny – ot, po prostu słowo o znaczeniu: „odnoszący się do społeczeństwa”, „wytworzony przez społeczeństwo”, „będący własnością wspólną” czy „dotyczący postaw lub działań członków społeczeństwa”. Tylko że w istocie neutralny on wcale nie jest. Przymiotnik „społeczny” przynależy do słownika kolektywistycznego (a kolektywizm – jak uczy historia – to potworna, zbrodnicza ideologia, z gruntu wroga naturalnemu porządkowi stworzenia), a co więcej, pełni on w tymże słowniku funkcję wiodącą – jako wyrafinowane narzędzie manipulacji rzeczywistością.

 

Przymiotnik „społeczny” to specyficzna część mowy, która zmienia znaczenie opisywanego rzeczownika na krańcowo przeciwstawne.

 

Oto kilka przykładów:

sprawiedliwość społeczna – niesprawiedliwość;

ubezpieczenia społeczne – brak bezpieczeństwa;

gospodarka społeczna – niegospodarność i bezsensowne marnotrawstwo;

praca społeczna – praca nikomu niepotrzebna;

umowa społeczna – usankcjonowanie zamordyzmu;

nauki społeczne – intelektualna hochsztaplerka nie mająca nic wspólnego z prawdziwą nauką;

katolicka nauka społeczna – sprytna strategia niepostrzeżonego odchodzenia od katolickiej tradycji.

 

I nie są to żadne gierki słowne – że niby jak zwał, tak zwał, a liczy się istota rzeczy. Właśnie – istota rzeczy! Owszem, artyści słowa mogą sobie – jak choćby Szekspir – snuć rozważania typu: „Czymże jest nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało”, jednak poszukiwacze prawdy, ludzie twardo stąpający po ziemi wiedzą – za Arystotelesem – że „nazwami należy posługiwać się w taki sposób, jak czyni to ogół ludzi”. Ów postulat myśliciela, który położył najmocniejsze podwaliny pod cywilizację Zachodu, przez długie wieki wyznaczał sens filozofii europejskiej. Dopóki się doń stosowano, świat trzymał się stabilnie w posadach. Aż przyszli nowocześni „myśliciele” z zadaniem unicestwienia owego ponadczasowego punktu oparcia. I od z górą trzech wieków z uporem godnym lepszej sprawy czynią wszystko, aby zatrzeć jednoznaczność pojęć – od imponderabiliów aż po trivia, od sfer wysokich (jak byt, rozum czy dusza) do rewirów głęboko poniżej pasa.

 

Precz z uspołecznianiem słowa!

 

Rewolucja zawsze rozpoczyna się od sfery pojęciowej. Rewolucja nieodmiennie rozpoczyna się od słów. Pragnąc zmienić rzeczywistość należy przede wszystkim dokonać zmian w języku – przenicować, czyli odwrócić na lewą stronę znaczenie słów, które ową rzeczywistość opisują. Albowiem powszechna akceptacja takich a nie innych słów potwierdza taką a nie inną rzeczywistość (kłania się Arystoteles). I kropka.

 

Oto, na przykład, jeżeli zgodzimy się na nazwanie rodziną grzesznego związku dwójki (albo i więcej) dewiantów, wkrótce powszechnie przyjmie się taki właśnie model rodziny. Wszystko możemy nazywać, jak nam się żywnie podoba – miejmy tylko świadomość, że nowe nazwy zawsze nadają dawnym pojęciom odmienne oblicze. Nazwa stanowi o tożsamości i najmniejsza nawet niedokładność nomenklaturowa tożsamość tę rozmywa. Nazwawszy lwa – najzupełniej zresztą zgodnie z prawdą – dużym ssakiem z grzywą wywołamy w niejednym umyśle obraz konia…

 

Ba, wielu nazywa samego Jezusa różnymi imionami – niektórzy zwą Go prorokiem Isa ibn Marjam, inni widzą w Nim Buddę Zachodu – ale czy pod tymi imionami rzeczywiście kryje się Chrystus, Syn Boży?

 

Dlatego właśnie uspołecznianie Chrystusowego Królestwa jest działaniem wysoce szkodliwym. I, rzecz jasna, nie szkodzi Jezusowi ani Jego królowaniu, lecz wyłącznie naszym duszom i umysłom, ponieważ zanieczyszcza je śmieciem rodem z bezbożnego „oświecenia”. Uspołecznianie Chrystusowego Królestwa na kilometr śmierdzi chadeckim nihilizmem i gomułkowskim prostactwem. Królestwo Jezusa Chrystusa nie potrzebuje uspołeczniania. Zresztą nic na świecie go nie potrzebuje – potwierdzi to każdy, kto miał nieszczęście żyć w czasach gospodarki uspołecznionej i czynów społecznych.

 

Precz z uspołecznianiem Kościoła!

 

Niestety jednak swąd uspołecznienia wdarł się do Kościoła Bożego. Kościół katolicki w połowie ubiegłego stulecia wszedł w dialog z ateistycznym światem, więcej nawet – wdał się z nim we flirt. A wiadomo, że aby flirt dawał satysfakcję, obie strony muszą się posługiwać jednakowym systemem komunikacji, wobec czego katoliccy entuzjaści zbliżenia wpuścili do Kościoła język tego świata – być może naiwnie licząc, iż świat wzajemnie wprowadzi do swego obiegu myślowego język Kościoła, ale (co zresztą powinno być z góry do przewidzenia) tak się nie stało. Za to od tej pory w katolickim nauczaniu wszystkich szczebli zaczęły się plenić oświeceniowo-marksistowskie chwasty, które z czasem tak wrosły w intelektualną glebę Kościoła, że dziś już mało kto jest w stanie dostrzec ich całkowitą niestosowność w kontekście eklezjalno-teologicznym.

 

W Polsce zjawisko to jest szczególnie widoczne. W sumie nawet trudno się dziwić – żyliśmy wszak przez kilkadziesiąt lat w warunkach realnego komunizmu i niezauważalnie nasiąkaliśmy jego fałszywą retoryką. Niezauważalnie też w wielu aspektach przyjęliśmy za własne jego chore punkty widzenia. Chodziliśmy przecież do komunistycznych szkół, oglądaliśmy komunistyczną telewizję, czytaliśmy komunistyczne gazety, żyliśmy ze zdeklarowanymi komunistami przez płot, nierzadko się z nimi przyjaźniliśmy. To wszystko zostawia ślad na psychice i na światopoglądzie. Bo komuna niby przeminęła, a jej duch wciąż wieje między Odrą a Bugiem.

 

Owszem, znajdą się tacy, którzy uporczywie będą trwać przy twierdzeniu, że oni akurat byli tak nieprzemakalni, iż komuna nie zainfekowała ich w najmniejszym nawet stopniu, ale to nieprawda…

 

Prawda jest taka, że Polacy nawet nie zauważyli, jak kompletnie, do szpiku kości przesiąkli myślą i językiem Woltera, Marksa i Lenina. Ba, nieprzeliczona ich rzesza nawet nie wie, że posługuje się na co dzień mową do cna lewicową. A co gorsza, niejeden sądzi, że rozmaite totalnie lewackie pojęcia, których w dobrej wierze używa, wywodzą się z odwiecznej mądrości Kościoła.

 

Stąd biorą się chociażby takie kurioza jak włączanie do Litanii Loretańskiej wezwania: „Matko sprawiedliwości i miłości społecznej”, przy czym nikomu wydaje się zupełnie nie przeszkadzać fakt, iż termin „sprawiedliwość społeczna” stanowi wytwór dwudziestowiecznej antychrześcijańskiej lewicy. Ani Biblia, ani Tradycja Kościoła nie znają takiego pojęcia. „Sprawiedliwość społeczna” nie ma absolutnie nic wspólnego ze sprawiedliwością – tą zwykłą, bezprzymiotnikową, będącą jedną z czterech cnót kardynalnych (obok roztropności, umiarkowania i męstwa), która „sprawia, że każdemu oddajemy to, co mu się należy od nas” (jak rzecz zwięźle ujmuje nieoceniony katechizm kardynała Pietra Gasparriego).

 

A lewacki koncept „sprawiedliwości społecznej” to nic innego jak skuteczne narzędzie egalitaryzmu, który Kościół katolicki przez całe stulecia zwalczał jako szkodliwą ideologię, przeciwną właśnie sprawiedliwości. Z kolei cóż to jest miłość społeczna? Takie postawienie sprawy wskazuje na istnienie miłości aspołecznej, a to już jawny absurd. Przy okazji warto też wspomnieć nowotwór semantyczny, jakim jest „katolicka nauka społeczna” – swoisty poligon doświadczalny, na którym testuje się implementację lewicowości w krwiobieg Kościoła. Tak wygląda w praktyce uspołecznianie Chrystusowej Owczarni. A to trend nader niebezpieczny – wiedzie bowiem wprost ku etatyzacji, czyli upaństwowieniu Kościoła (czego notabene pierwsze objawy w Polsce już dość wyraźnie widać…).

 

Precz z uspołecznianiem Królestwa!

 

Osobiście nie chcę więc społecznego królestwa Jezusa Chrystusa! Z całego serca, z całej duszy, całym umysłem i z całych sił pragnę i domagam się Jego Królestwa Realnego. Tu na ziemi. W słowach: „Przyjdź Królestwo Twoje” zawieram nie tylko pragnienie Paruzji, ale nastanie czasu – tu, na ziemi – kiedy „panowanie Jego obejmie całą naturę ludzką” (jak uczy encyklika „Quas primas”), kiedy nie będzie żadnej „władzy, która by wyjęta była spod tego panowania”.

 

Kościół nie potrzebuje zapożyczać języka od lewaków. Kościół od dwóch tysięcy lat ma własny słownik oparty na mądrości greckich filozofów i rzymskich teoretyków prawa, a nade wszystko – na Słowie Bożym. Najwyższy zatem czas oczyścić język Kościoła z rewolucyjnej nowomowy. Niech z powrotem tchnie on prostotą Ewangelii, precyzją Sumy teologicznej i bezkompromisowością Syllabusa. Tylko taki język teologii oraz duszpasterskiej praktyki jest w stanie ukształtować dusze i umysły otwarte na wszechpanowanie Jezusa Chrystusa.

 

Bo pierwszym krokiem do Chrystusowego Królestwa na ziemi jest – jak uczy encyklika „Quas primas” – „aby Chrystus panował w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa; niech Chrystus króluje w woli, która powinna słuchać praw i przykazań Bożych; niech panuje w sercu, które, wzgardziwszy pożądliwościami, ma Boga nade wszystko miłować i do Niego jedynie należeć; niech króluje w ciele i członkach jego, które jako narzędzia, lub – że słów świętego Pawła Apostoła użyjemy – jako zbroja sprawiedliwości na służbę Bogu, mają przyczynić się do wewnętrznego uświęcenia dusz”.

 

Precz z uspołecznieniem – niech żyje Pantokrator!

 

Jerzy Wolak

 

 

 

PODCAST. CZYTA AUTOR 

 


DATA: 2020-11-23 07:53
AUTOR: JERZY WOLAK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
23
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

@AndrzejBR Suwerenem jest Bóg, twórca i władca wszechrzeczy, a nie naród. Wszystko Bogu podlega, a ogłaszanie się suwerenem = niezależnym zwierzchnikiem przez kogokolwiek innego niż Pantokrator to bunt przeciw Niemu.
5 godzin temu / Krzysztof
 
Świetny tekst i 100% racji!!!
18 godzin temu / Tina
 
Chociaż ekonomia i etyka, każdy w swoim zakresie, własnymi się rządzą zasadami, byłoby jednak błędnym przypuszczenie, że zakresy gospodarczy i moralny tak są różnorodne i obce sobie, że żadna pomiędzy nimi nie zachodzi zależność. Wszakże z istoty dóbr ziemskich i z istoty człowieczej, cielesnej i duchowej, wywodzą się tak zwane gospodarcze, ustalające, które cele i jakimi środkami przez człowieka w dziedzinie gospodarczej nieosiągnięte lub osiągnięte być mogą. Z tej samej natury dóbr rzeczowych i z tej samej istoty człowieczej, indywidualnej i społecznej, wysnuwa i rozum ludzki z całą pewnością ostateczny cel, który Bóg Stwórca, wytknął całemu życiu gospodarczemu. Quadredissmo Anno Pius XI
21 godzin temu / piotr
 
@UPS Chętnie uzupełnię Twoją wypowiedź Łk 4,12: szatan wprost mówi, że ten świat należy do niego i jest mu poddanym. Dlatego, jakby mu tylko uchylić drzwi, to w ramach rewanżu da wszystkie bogactwa tego świata. I jeszcze inna ciekawostka: w biblii w starogreckim używane są rodzajniki wprost wskazujące, że szatan jest bytem osobowym.
1 dzień temu / Michał
 
Jeden cytat z Nowego Testamentu; "Królestwo moje nie jest z tego świata" przesądza o wszystkim. Pozostaje pytanie dlaczego niektórym zależy na podobnych sformułowaniach? Odpowiedź jest prosta? Wszak Król odpowiada za stan swojego królestwa, tym samym skutki i odpowiedzialność szatańskiego zarządzania, mają zostać przerzucone na Zbawiciela?
1 dzień temu / UPS
 
Dzisiejszy fragment ewangelii jest jednym z moich ulubionych przykładów na to, jak można przy tłumaczeniu z języka starogreckiego wypaczyć znaczenie słów. I mniejsza już o to, czy zrobione to zostało celowo czy z braku adekwatnego słowa w języku polskim. Chodzi konkretnie o zwrot 'jednemu z tych najmniejszych'. W języku polskim nie do końca jest zrozumiałe o jakich to 'najmniejszych' chodzi. Czy może chodzi o wszystkich ludzi, nawet tych najmniej dla nas ważnych? Czy Jezus chciał być tutaj społeczny? Dziś to tłumaczenie służy do atakowania chrześcijan i wymuszania na nich akceptacji wszystkiego. Otóż nie, ton elaxiston emoi oznacza dosłownie 'wszystkich, którzy są chociażby w najmniejszym stopniu moi'. Chodzi tutaj WYŁĄCZNIE O CZŁONKÓW KOŚCIOŁA CHRYSTUSOWEGO. Nie mogę pojąć skąd u kapłanów takie braki, bo to one są przyczyną te paplaniny o społecznym kościele...?
1 dzień temu / Michał
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.