DZIŚ JEST:   20   KWIETNIA   2019 r.

Wielka Sobota

Św. Agnieszki z Montepulciano
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 47  >   NASZE DZIEDZICTWO

Jacek Kowalski

Najświętszy Sakrament pośród bitwy

Najświętszy Sakrament pośród bitwy
fot. en.wikipedia.org

Płynę pod prąd – z lekko spuszczoną głową – we francuską przeszłość. Gdzie jesteś, Arcychrześcijańskie Królestwo Francuskie? A gdzież są niegdysiejsze śniegi? Były wojny i klęski, bohaterstwo i zdrada, muzułmanie i Europejczycy, ale wszyscy na swoich miejscach, a wielkość chrześcijaństwa w całości. Jak w tej niezwykłej historii, którą zamierzam opowiedzieć. Nie znał jej (jak podejrzewam) Sienkiewicz, a przecież pod obco brzmiącymi imionami rozpoznajemy Skrzetuskiego, Zagłobę, Podbipiętę i Baśkę. Widzimy hordy tatarskie i kresowe stanice; Chreptiów, obronę Zbaraża i Chocim; a nawet obronę Trembowli. I śluby składane w kamienieckiej katedrze. Wszystko nazywa się inaczej, ale znajome jest i krzepiące. Bo z europejskiego ducha wzięte. A w każdym razie europejskiego do niedawna…

 

Rok 1187. Klęska pod Hittinem wstrząsa chrześcijańskim światem, królowie jerozolimscy tracą swoją stolicę. Ich królestwo trwa jednak w Ziemi Świętej i wciąż opiera się muzułmańskiej nawale. Potrzeba mu bohaterów. Bohaterowie wyruszają zatem z Europy: z Arcychrześcijańskiego Królestwa Francji, z Niemiec, Anglii, nawet z Polski. Idą pieszo, jadą konno i na wozach, płyną na statkach – byle dać odpór. Zaczynają zdrowo i nabożnie, ale po drodze muszą stawić czoła niedostatkom, chorobom, zmęczeniu, własnym przywarom i pokusom. Nie zawsze skutecznie. Jednych pochłonie grzech, innych skosi śmierć. Owoczesna pieśń powie o nich:

 

Dla Pana Boga straszne przeciwności znieśli:

Pragnienie, upał, zimno, bezsenność i posty.

Ale zadość uczynił im Bóg Wszechmogący,

Kiedy dusze ich zabrał do swojej światłości.

 

Wszyscy oni wiedzą, że mogą już nie wrócić i że raczej to właśnie jest prawdopodobne. To tylko zapóźnieni publicyści pakują nam do głowy stare przesądy. Co do historyków – im już otwarły się oczy, dostrzegli wreszcie słabość argumentów przekonujących, że krucjaty podejmowano głównie z powodów materialnych. Co więcej: krzyżowcy jadą, wiedząc, że nie każdy będzie miał dokąd wracać. Pozostawione mienie i rodzina też narażone są na zagładę. Wszyscy więc potrzebują pokrzepienia: i krzyżowcy, i pozostający w Arcychrześcijańskim Królestwie. Nie ma jednak takich terminów, z których przy Boskich auxiliach nie dałoby się wydobyć. Już się takie zdarzały.

Przypomina o tym żongler – śpiewak, który po posiłku, w karczmie albo na pokładzie statku, albo w opuszczonym przez wojowników zamku wydobywa z zanadrza wiolę, a z pamięci słowa i posuwając smyczkiem po strunach, brzmi tysiącem rymów i nut:

 

Panowie, dość gadania, proszę, uciszcie się,

Jeżeli pieśń prześwietną usłyszeć pragniecie!

Żaden żongler zacniejszej nie zaśpiewa pieśni!

 

Uciszają się opuszczone panny i panie w opustoszałym zamku, a na statku, w obozie czy karczmie pielgrzymi i krzyżowcy zasiadają wokół. Śpiewak raz gęściej, raz rzadziej dobywa dźwięków, gestykuluje, nuci, recytuje. Zaczyna od klęski. Tak ciężkiej, jak ta pod Hittinem, która wywołała tę niespokojną podróż:

 

Podczas onego straszliwego boju

Na opłakanym Alikanckim Polu

Wycierpiał hrabia Wilhelm wiele znoju!…

 

Klęska na Alikanckich Polach

Było to kiedyś, kiedyś, przed kilkuset laty, kiedy muzułmanie nie tylko że zawojowali Ziemię Świętą, ale i całą Hiszpanię, a ich potęga przelała się za Pireneje. Dotąd lud francuski pokazuje w Prowansji rozsypujące się saraceńskie fortece i opowiada o najeźdźcach. Pograniczną twierdzę Orange – dziś w centrum Prowansji leżącą – miał dzierżyć podówczas waleczny Wilhelm Krzywonosy, a z nim jego dzielna małżonka Guiburga (w innych spolszczeniach – Witburga, skądinąd nawrócona muzułmanka). Saraceni nie zamierzają tolerować chrześcjańskiej placówki na rubieżach i klęska nadchodzi nieubłaganie. A gnuśny król Ludwik, niegodny dziedzic Karola Wielkiego, zapomina o kresach i wiernym wasalu Wilhelmie.


I oto kresowi Francuzi ponoszą klęskę pod Aliscans, czy jak kto woli – na Alikanckim Polu pod Arles. A może pod Nîmes, nieopodal morskiego wybrzeża? W każdym razie na cmentarzysku pod Arles zwanym Aliscans mnóstwo starych, chrześcijańskich sarkofagów mówiło dawnym Francuzom o jakiejś hekatombie… i może pieśń stosowała się do tego miejsca? Jednak śpiewak tego nie tłumaczy. Bez zbędnych wstępów wchodzi in medias res, wykonuje sławne arcydzieło, pieśń nazwaną potem właśnie Aliscans. Bitwa trwa, a Wilhelm Krzywonosy jest świadkiem śmierci swoich ludzi, którzy giną przygnieceni przewagą wroga. W Wilhelmie budzi się wściekłość i duma. Woła:

 

Przebóg, panowie! zaklinam na Boga,

Póki żyjemy, ustrzeżmy honoru;

Serce mi mówi, że zginiemy w boju;

Ale, pókim żyw, przysięgam na Boga,

Że […] nie zawstydzą się przodkowie moi

I nikt złej pieśni nie zaśpiewa o mnie;

Nie dam, pókim żyw! piędzi ziemi mojej!

 

Śpiewak natęża głos – i łamie go nagle. Z dumy przechodzi w niepokój. Oto Wilhelmowi znika z oczu najwaleczniejszy z Francuzów – młody Wiwian, jego ukochany bratanek. Gdzież się podział? Niestety! Przyjmując rycerskie ostrogi, zaprzysiągł uroczyście Panu Bogu:

 

Nie pierzchnąć wobec Słowian ani Turków,

Ani nie cofnąć się na długość włóczni,

Ani się w boju od wroga odwrócić,

Chociażby przyszło na miejscu paść trupem.

 

Takie śluby składali potem i polscy rycerze, i polscy powstańcy. Bohaterskie, lecz nierozsądne. Czy jednak na pewno nierozsądne? Słuchacze naszego żonglera ocierają łzy z oczu, ale i nabierają ducha, słysząc, jak młodzieniec przemaga boleści i owinięty chorągwią nie daje za wygraną:

 

Z jego ran strasznych wychodzą wnętrzności;

Oburącz wpycha je znów do żywota,

Zrywa proporzec swojej włóczni ostrej,

Rozprute trzewia obwiązuje mocno;

Teraz na siodle sadowi się prościej

I ku poganom rzuca się z wściekłością.

Obraca ku nim swe żelazne ostrze,

Najodważniejsi pierzchają sromotnie,

A on ich pędzi nad wybrzeże morskie…

 

Dopiero nad brzegiem wyczerpany rycerz załamuje się. Dostrzega bowiem nadchodzące Saracenom posiłki – zastęp Gorantowy. To istni orkowie z Władcy pierścienilud dziwaczny, okrutny i srogi, którego potępieńcze wycie ogromnym echem wzburza morze, a noszone na głowach rogi każą wątpić w ich człowieczeństwo. Wiwian, zaskoczony, przez chwilę cofa się na długość jednej włóczni. Natychmiast zrozumiał, że złamał przyrzeczenie swoje.

 

Więc w pierś uderza się prawicą swoją:

– Ucieczkę moją racz wybaczyć, Boże!

Dopóki żyję, pierwszy raz pierzchnąłem;

Poganie za to zapłacą mi drogo! –

 

Czyni wyznanie wiary i znów rusza do boju. Pociąga za sobą towarzyszów. Ale towarzysze giną, a on sam otrzymuje cios, który pozbawia go przytomności. Pada. Poganie myślą, że nie żyje; porzucają go, gnają za resztkami chrześcijan. Wtedy Wiwian przychodzi do przytomności popod drzewem i nieopodal morza, ponad stawem, ponad łagodnie szemrzącym strumieniem. Krew z niego uchodzi, traci wzrok; okryty śmiertelną bladością prosi Boga o ostanią przysługę – pożegnanie z ukochanym stryjem.

 

In articulo mortis

I oto Bóg sprawia, że waleczny Wilhelm, który też utracił wszystkich towarzyszy walki, galopując przez pola klęski, ścigany przez pogan, dostrzega bratanka. Przystępuje doń pełen gniewu i boleści.


Akcja pieśni zatrzymuje się. Śpiewak zmienia rytm słów, smyczek dobywa dźwięk żałośniejszy. Wyjątkowy to passus w rycerskiej epopei, zarazem jeden z najbardziej wzruszających i wzniosłych. Mocarni wojownicy objawiają ludzką słabość i czułość, szukają współczucia i wsparcia. Krzyżowcy, pielgrzymi, panny i panie zamku czy przygodni słuchacze chłoną ten fragment w skupieniu i powtarzają w myślach. I my przeczytajmy jego polską, niedoskonałą wersję w podobnym nastroju, wyobraziwszy sobie aurę, w której wybrzmiewał:

 

Do sakwy włożył Wilhelm rękę swoją

I wydobywa chleb błogosławiony,

Na Germanowym ołtarzu święcony:

– Bratanku – rzecze – ufaj, bądź spokojny,

Wyznaj mi teraz wszystkie grzechy swoje,

Jestem ci stryjem najbliższym, rodzonym,

Bliższym ci tylko Pan Bóg Wszechmogący.

Twym kapelanem będę w imię Boga

I ojcem chrzestnym twej ostatniej drogi.

Powiada Wiwian – Panie stryju drogi,

Proszę cię, przytul mnie do piersi twojej

I chleba tego daj mi w imię Boże,

Ażebym potem umarł co najskorzej.

O! – rzecze Wilhelm – bolesna to prośba!

 

Jakże to może być? Czy średniowieczny rycerz mógł niczym kapłan wziąć w swoje ręce Najświętszy Sakrament i schować do sakwy, aby w razie potrzeby użyczyć konającemu druhowi? Historycy dotąd nie są co do tego zgodni. Ale nie koniec na tym.

 

Wilhelm niepocieszony lamentuje,

Wiwiana zaraz ku sobie przytula

I delikatnie bardzo obejmuje;

Na piersi głowę jego składa czule

I pocieszając łagodnie poucza.

Więc do spowiedzi Wiwian przystępuje:

Wszystkie bez reszty grzechy oznajmuje,

Cokolwiek tylko w pamięci znajduje…

 

Czy wszystko to mogło się zdarzyć na polu walki? Raczej nie. Wszakże dla słuchaczy rycerskiej pieśni kwestia ta nie była istotna. Wiedzieli, co będzie dalej: że waleczny Wilhelm zakończy żywot w klasztornych murach jako człowiek wielkiej pobożności. Może wszyscy znali jego kamienny grobowiec i białe wieże klasztoru Świętego Wilhelma na Puszczy (inaczej Saint‑Guilhem‑le‑Désert), czyli w Gellonie, pośród skał, na drodze do Composteli. Do dziś czczona jest tam pamięć mężnego hrabiego Tuluzy, czyli świętego Wilhelma, krewniaka samego Karola Wielkiego i pogromcy Saracenów. Taki święty człowiek rzeczywiście mógł wiele… Słyszymy więc, że w owych ekstremalnych, bitewnych warunkach wysłuchuje spowiedzi Wiwiana. Wiwian wyznaje Chrystusowi złamanie rycerskiego przyrzeczenia:

 

– Bratanku – rzecze Wilhelm – nie turbuj się.

I na te słowa Chleb mu ofiaruje;

Wiwian ku chwale Bożej Go przyjmuje

I jeszcze tylko na ostatek mówi,

Żeby od niego pozdrowić Guiburgę.

Oczy mu zaszły mgłą, zmysłów nie czuje, […]

Jeszcze skinieniem znak dać usiłuje,

Ale już dusza z ciała ulatuje,

A Bóg do Raju zaraz ją przyjmuje

I wśród aniołów uhonorowuje.

 

Stryj chce unieść ciało bratanka z pola bitwy, ale otoczony poganami, musi je pozostawić, okryte jedynie rycerską tarczą.


Zgnębiony, pokonany Wilhelm Krzywonosy uchodzi do swojego Orange. Kołacze do wrót zamku – i oznajmia małżonce, dzielnej Guiburdze, klęskę. Ona nie wierzy i odmawia otwarcia bram.

 

Kłamiesz, Saracenie! […]

Udajesz tylko mężnego Wilhelma!

Nie jesteś Wilhelm, mój mąż Wilhelm nigdy

Nie pozostawiłby swych towarzyszów

W pogańskich rękach!

 

Na te słowa Wilhelm zawraca, uderza na pierwszych ścigających go Saracenów i uwalnia jeńców. Dopiero wtedy Guiburga wpuszcza go do zamku. Co jednak robić dalej? Oboje postanawiają, aby uzbroić pozostające w twierdzy kobiety, podczas gdy Wilhelm powinien wyruszyć po posiłki na dwór króla Ludwika. Ciężka to będzie próba. Król z początku nie zechce wysłuchać bohatera, a zgnuśniali dworacy będą zeń kpić w żywe oczy. Dopiero po długich staraniach Wilhelm otrzyma zgodę na sformowanie armii i zaciągnie ochotników.


Jakąż sympatię słuchaczy zyska wówczas osiłek o tępym dowcipie, lecz gołębim sercu i ciężkiej ręce, niejaki Renuard z Drągiem! To rodzaj Podbipięty skrzyżowanego z Maćkiem Kropicielem, Zagłobą i Portosem. Jest, o dziwo, z pochodzenia Saracenem, niewolnikiem sprzedanym przez kupców królowi Francji. Robi w pałacowej kuchni za posługacza. Błaga Wilhelma, żeby przyjął go do chrześcijańskich szeregów. Reszta pieśni przypomina dobry serial albo powieść Aleksandra Dumasa. W wielkiej bitwie poganie zostają znokautowani, a Renuard, który ich masakruje swoim drągiem, okazuje się zaginionym bratem Guiburgi, który dopiero teraz przyjmuje chrzest.

Śpiewak kończy, chowa smyczek i wiolę, wyciąga czapkę. Słuchacze ocierają łzy i sypią groszem. Wracamy do rzeczywistości. Oni – do tej dwunastowiecznej. Nie wiedzą jeszcze, że ich dziełem będzie ocalenie Królestwa Jerozolimskiego, choć samej Jerozolimy na razie nie odzyskają. Przyszłe zaś dziesięciolecia ujrzą pochód islamu w głąb Europy, który odbije się dopiero od murów Wiednia. Jaki dalszy ciąg czeka nas?

 

Przekłady na podstawie: Aliscans, wyd. Claude Régnier, t. I–II, Classiques Français du Moyen Age, Champion, Paris 1990, wcześniej publikowane częściowo w: Jacek Kowalski, Niezbędnik krzyżowca. Pieśni i opowieści krucjatowe, Fundacja Świętego Benedykta, Poznań 2006.

 

Jacek Kowalski – historyk sztuki, poeta i pieśniarz, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Miłośnik kultury staropolskiej.




zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 

Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 
 

Wielkanoc to niezwykły czas dla każdego katolika, co w niedościgniony sposób przedstawia liturgia. Jednak nasi przodkowie nie zamykali wielkanocnego nastroju w murach kościoła. Przepajał on całe ich życie. W efekcie wszystkie obyczaje – od poważnych modlitw rodzinnych – po śmigus-dyngus i szukanie zajączka przypominały o wyjątkowości wielkanocnego czasu. Niektóre z nich  trwają po dziś dzień, inne zostały zapomniane. Tym bardziej zatem warto je poznać – i odnowić.

 
 

 Jezus Chrystus po męce i śmierci zstąpił do piekieł – jak głosi piąty artykuł apostolskiego wyznania wiary. Wydarzenie owo teologia chrześcijańska od najdawniejszych czasów uznaje za jeden z kluczowych elementów historii zbawienia. Mesjasz bowiem przyszedł otworzyć bramy Raju, zamknięte przez grzech Adama i Ewy, nie tylko dla swoich wyznawców, ale również dla tych, którzy od tysięcy lat oczekiwali wyzwolenia z okowów śmierci

 

W Wielką Sobotę my, kapłani, duszpasterze stajemy w obliczu wielkiego dylematu. Nasze kościoły zapełniają się wiernymi i rytualistami. Przychodzą ludzie wierzący i ludzie, którzy traktują życie magicznie, wykazując niezwykły jak na ten etap cywilizacji prymitywizm myślenia. Ludzie wierzący w zajączka, w święconkę, w rytuał, obrzędowość... To bardzo przejmujący i bolesny widok. Dodatkowo bolesny, że nie uświadamiany sobie przez tych rytualistów – mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. Paweł Bortkiewicz, profesor nauk teologicznych.

 

Dzięki swojemu Zmartwychwstaniu Pan Jezus dał nam nadzieję na wieczne życie, a naszą doczesność wypełnił szczęściem i radością. W szczególny sposób dzielimy się nimi z naszymi najbliższymi w trakcie uroczystego Śniadania Wielkanocnego spożywanego po Rezurekcji. Jako że jest ono silnie wpisane w nasza wiarę, należy się przed nim pomodlić, dziękując Chrystusowi za Jego zbawczą mękę. Jak to robić?

 

Artykuł Benedykta XVI o kryzysie nadużyć w Kościele katolickim ma olbrzymią wagę. Papież-emeryt wskazał, że gdy w naszym życiu brakuje wiary w realną obecność Boga, do głosu dochodzi subiektywizm. Wiara traci wówczas swoją istotę, którą jest gotowość do męczeństwa – pisze bp Stefan Oster, biskup niemieckiej Pasawy.


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.