DZIŚ JEST:   29   WRZEŚNIA   2020 r.

Świętych Archaniołów
Michała, Gabriela i Rafała
 
 
 
 

Kryzys demograficzny – ekonomia czy wartości? [OPINIA]

Kryzys demograficzny – ekonomia czy wartości? [OPINIA]
źródło: pixabay.com

Kryzys demograficzny, a konkretnie utrzymujący się od dziesięcioleci zbyt niski poziom dzietności, ma w naszym kraju, charakter systemowy. Według tezy autora, nie zostanie on przezwyciężony dopóty, dopóki nie zmienią się mechanizmy naszego życia społecznego.

 

Najistotniejszym powodem niedostatecznej dzietności są w tym ujęciu silne, negatywne sygnały ekonomiczne penalizujące rozrodczość wysyłane do rodzin. Diagnozie o kluczowym znaczeniu czynników ekonomicznych przeciwstawia się diagnozę mówiącą o decydującej roli niekorzystnych przemian w sferze wartości, w sferze szeroko rozumianej kultury. Podobnie postulatowi racjonalizacji, korekty systemu społecznego, tak by interes wspólny (trwanie społeczeństwa) i interes ekonomiczny rodzin były zharmonizowane, przeciwstawia się postulat uzdrowienia kultury, sanacji sfery wartości. Kryzys kultury dotyka sfery intencji posiadania potomstwa, szkodliwe rozwiązania instytucjonalne powodują, że część rodzin, które chciałyby dzieci, rezygnuje z ich posiadania w obliczu trudności materialnych. Stawianie tych dwóch sfer w opozycji jest całkowicie mylne. Nie mamy bowiem do czynienia z praktycznym konfliktem działań w tych dwóch obszarach, ale z potencjalną synergią.

 

Różne wymiary kryzysu urodzeniowego

Dla uważnego obserwatora jest jasne, że kryzys braku urodzeń jest wielowymiarowy. Składają się na niego problemy w trzech sferach. Po pierwsze, narastające problemy z płodnością powodują, iż nie narodzi się pewna liczba chcianych i wyczekiwanych dzieci. Po drugie, przemiany w sferze wartości i kultury powodują spadek motywacji do rodzicielstwa, godzą w rodzinę i jej trwałość, promują postawy hedonistyczne przeciwstawne służbie jaką jest rodzicielstwo. Kryzys chrześcijaństwa, kryzys wiary jest tutaj fundamentalny, gdyż otwiera drogę wszystkim powyższym negatywnym tendencjom. Po trzecie, przyczyn obecnego kryzysu należy również upatrywać w ekonomicznym wymiarze rodzicielstwa, a konkretnie w degradacji ekonomicznej rodzin wielodzietnych.

 

Która z tych sfer, który z tych czynników jest zatem najistotniejszy? W przekonaniu autora, sfera ekonomiczna jest kluczem do rozwiązania problemu, zgodnie z zasadą, iż nie trzeba szukać skomplikowanych wyjaśnień tam, gdzie w pełni wystarczą najprostsze.

 

Odwołajmy się do pewnej analogii. Zapewne niewielu z nas pracowałby pilnie, gdyby nasze osobiste wynagrodzenia ujemnie było związane się z ilością wykonanej pracy, np. gdyby karano nas finansowo za wysiłek wkładany w wykonanie naszych obowiązków, według zasady: im więcej pracujesz, tym mniej zarabiasz. Wyobraźmy sobie grupkę ludzi, np. robotników budowlanych, którzy w swojej pracy nie przemęczają się, lub wręcz bumelują. Analizując ich lekceważący stosunek do pracy będziemy próbować ustalić przyczyny takiego zachowania. Oczywiście, może i pojawią się głosy o demoralizacji, brakach etycznych, słabym życiu wiary. Kiedy jednak okaże się, iż ich pracodawcą jest wariat, który nagradza premią leni, obiboków i bumelantów, a karze finansowo pracowników solidnych, to wystarczyła by nam tylko ta jedna przyczyna, ażeby wszelkie pozostałe czynniki (nawet te najbardziej słuszne) potraktować jako całkowicie chybione. Analogia ta może wydawać się dziwna i nazbyt abstrakcyjna, ale ludziom pamiętającym system socjalistyczny z jego „czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy” powinna być bliska i wiele wyjaśnić. Nawet jednak tamten zły system nie karał za wysiłek, a i tak do powszechnego upadku etyki pracy wystarczało tylko to, że nie wynagradzał odpowiednio za ciężką prace.

 

Rodziny wielodzietne za swój trud przynoszący społeczeństwu bardzo konkretne korzyści, także w sferze materialnej, są de facto karane finansowo. Obecny system nagradza materialnie i prestiżowo tylko bezdzietność i małodzietność. Wynika to z samego kształtu systemu finansowego, społecznego oraz emerytalnego. Gdy pojmiemy tę prostą prawdę, wówczas też zrozumiemy, że dostrzeganie przyczyn kryzysu dzietności jedynie w sferze wartości jest nietrafione.

 

Kryzys demograficzny, a w szczególności kryzys dzietności, ma podobnie podłoże systemowe, jakie miała gospodarka centralnie planowana z niską jakością i wydajnością pracy. Ten pierwszy kryzys, podobnie jak ten drugi,  nie może być przezwyciężony jedynie czy głównie poprzez rewolucję systemu wartości, ale wymaga konkretnych działań w sferze praktycznej. Przez analogię, zmiana postaw np. w stosunku do wykonywanej pracy po 1990 roku wynikła z postawienia spraw elementarnych z głowy na nogi. Po prostu dokonano zmian w systemie bodźców w taki sposób, że ciężka praca zaczęła się opłacać, a brak takowej stał się nieopłacalny. Czy gdy upadał komunizm wystarczające byłoby samo działanie w sferze tzw. wartości bez naprawy tego, co było po prostu wadliwie skonstruowanym mechanizmem?

 

Czy system socjalistyczny uzdrowiłaby sama tylko rewolucja duchowa oderwana od przemian realnych i instytucjonalnych? W systemie gospodarki planowanej nawet święci nie byliby w stanie poradzić sobie z niedoborami towarów czy nietrafionymi decyzjami inwestycyjnymi. A pobożni i dobrzy ludzie w tamtym systemie jako sprzedawcy, budowlańcy czy kelnerzy zachowywali się często w sposób daleki od dobrych praktyk czy etyki pracy.

 

Problem niskiej dzietności nie może być rozwiązany poprzez same działania w sferze wartości czy kultury. To prawda, że gdyby Polacy praktykowali w większości cnoty w stopniu heroicznym, to mieliby wtedy dzieci nawet wbrew karzącemu systemowi. Tylko czy oczekiwanie powszechnej świętości jest czymś realistycznym i zdroworozsądkowym? A nawet, gdyby było to w zasięgu możliwości społeczeństwa polskiego, to w imię czego zachowywać niesprawne i niesprawiedliwe mechanizmy społeczne?

 

Albo Fides albo Ratio?

Postulaty natury praktycznej, w tym ekonomiczne, nie muszą wynikać z materialistycznej lub liberalnej antropologii, ani z ograniczania człowieka do wymiaru jedynie ekonomicznego. Błędne jest  redukowanie motywacji i aspiracji ludzkich do  zysku, ale podobnie błędne jest amputowanie ludziom wymiaru ekonomicznego. Państwo, społeczeństwo czy naród uwzględniać powinny wymiar duchowy człowieka, co nie oznacza bynajmniej, że powinny zarazem zaprzeczać jego materialnym, cielesnym i ekonomicznym potrzebom. Wydaje się, że w ten sposób zafałszowany zostałby obraz człowieka jako istoty zarówno duchowej jak i cielesnej, kierując społeczeństwo w stronę budowy utopii.

 

Kryzys wartości

Oczywiście kulturę i klimat społeczny należy kształtować. Jednak patrząc z perspektywy pojedynczego kraju, napotykamy w tym względzie na wielkie trudności. Jest poza dyskusją, że Polska nie powinna poddawać się obcym wpływom medialnym i ideowym, ale samodzielnie, choćby wbrew światu, artykułować przesłanie prorodzinne. Tym niemniej, na pewne rzeczy wpływu po prostu nie mamy. Poza naszą kontrolą są hollywoodzkie produkcje czy środowisko międzynarodowych celebrytów, w które zapatrzona jest nasza młodzież. Nie jesteśmy w stanie stworzyć oazy błogostanu i bezpieczeństwa w morzu duchowego chaosu i intelektualnego rozprzężenia, w odcięciu od muzyki, literatury i filmów wytwarzanych na Zachodzie, a niosących, obok wielu innych antywartości, ideologię antyrodzinną. Podobnie nie mamy prawie żadnego wpływu na obecny kierunek zmian w Kościele. Tak więc, w sferze szeroko rozumianych wartości, nasze pole manewru jest niewielkie. Działania, które należy podejmować, będą miały, z wszelką dozą prawdopodobieństwa, jedynie ograniczony skutek.

 

Niekorzystne zjawiska w szeroko rozumianej sferze wartości lub kultury są oczywistym faktem. Podłożem jest tu kryzys wiary, kryzys chrześcijaństwa. Jest to problem nie tylko odejścia od tradycyjnych wartości moralnych, ale także przyjęcie nowych, fałszywych i destrukcyjnych paradygmatów. Człowiek w obecnej wojnie kulturowej traktowany jest często jak szkodnik i pasożyt, a okadzanym bożkiem jest „Środowisko”, „Natura”, „Ziemia”. Ludzkość bywa porównywana do raka, a od takich porównań blisko już do przymusowej depopulacji. Nie ulega wątpliwości, że już samo nasycenie kultury podobnymi treściami wpływa na decyzje reprodukcyjne poszczególnych ludzi. Rodzicielstwo coraz częściej przestawiane jest jako swego rodzaju ekologiczny grzech. Współczesna kultura, która na piedestał wynosi przyjemność, wygodę i samorealizację, która wychowuje egoistów i narcyzów, która głosi kult młodości, zniechęca skutecznie do posiadania potomstwa. Rodzina, podobnie jak samo życie, jest obiektem zmasowanego ataku w mediach, czego świadectwem choćby dyskusje etyków o dopuszczalności tzw. aborcji pourodzeniowej.

 

Cóż zatem czynić?

Powyższa diagnoza nie przeczy poprzednim stwierdzeniom, że sfera wartości nie jest jedynym istotnym polem przeciwdziałania kryzysowi demograficznemu. Ogrom wyzwań na polu kulturowym przesłania niejako inny realny problem, a mianowicie, że dzisiaj bardziej niż wrzaski szaleńców i krzątanina ciemnych sił zagrażają naszym rodzinom konkretne rozwiązania systemowe. To one prowadzą w ostatecznym rozrachunku do zbiorowego wymierania.

 

Alternatywa, czy problemy demograficzne rozwiązywać poprzez podejmowanie działań w sferze wartości, czy jedynie poprzez działania instytucjonalne i praktyczne jest głęboko fałszywa. Jedno należy czynić, a drugiego nie zaniedbywać. Nawet gdybyśmy odnieśli zwycięstwo w wymiarze wartości (jakkolwiek byśmy zdefiniowali jego kryteria), to nawet wtedy należałoby zmienić mechanizmy fiskalne, społeczne, ubezpieczeniowe, które otwarcie na życie ze strony rodziny czynią aktem ekonomicznej lekkomyślności. W opinii autora, nawet w obecnej kondycji naszego społeczeństwa, korekta tych konkretnych mechanizmów przyniosłaby równie spektakularne efekty mierzalne wzrostem dzietności jak trzy dekady temu zmiana systemu przyniosła w sferze codziennego podejścia do pracy milionów naszych rodaków. Powinna być ona obliczona na to, co premier Węgier Viktor Orbán określił zwięźle jako stan rzeczy, w którym ludzie, którzy mają dzieci, mają się lepiej niż ci, którzy ich nie posiadają.

 

Przemysław Załuska
Autor książki 21 milionów: Dwie drogi dla Polski


DATA: 2020-08-05 07:53
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
8
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

@PZ 3/3 Do czego zmierzam. Jaki następny krok uczynił Chrystus wobec Samarytanki? Wyprowadził ją z iluzji. Kobieta miała już 5-ciu mężów, a teraz mieszkała z mężczyzną jak gdyby był jej mężem. Chrystus mówiąc: "Idź przyprowadź męża", daje kobiecie łaskę wyjścia z niewolniczej iluzji, poprzez PRAWDĘ. Prawdziwy Mesjasz nie rozdawał pieniędzy. Nie sformułował epokowego programu Studnia+. Nie zaprowadził ludzi do cudownej studni doczesności, która miałaby cudownie gasić pragnienie, i to bez wychodzenia z domu. Chrystus WYPROWADZA Z ILUZJI GRZECHU. To jest właśnie TO rozwiązanie ewangeliczne, które dziś ludzie żyjący w baśniowych złudzeniach usiłują "poprawić". Co robi reżim Kaczyńskiego-Morawieckiego rozdając pieniądze 500+? Poprawia Ewangelię! Chrystus niektórych tylko uzdrowił. Tyrania Kaczyńskiego-Morawieckiego wszystkim zaaplikuje "cudowne szczepionki", aby już nikt "oficjalnie" nie chorował. Ewangelia poprawiona! Więcej komentarza myślącemu Czytelnikowi nie potrzeba.
1 miesiąc temu / Murem
 
@PZ 2/3 Panu Przemysławowi polecam zanalizować rozmowę Chrystusa z Samarytanką. Ta rozmowa dotyka wielu problemów o których Pan pisze. Okoliczności? Chrystus usiadł przy studni, zmęczony. Studnia Abrahama dawała wodę za darmo - nikt wówczas jeszcze nie ośmielił się jej "zmonetyzować", dziś woda zasadniczo już nie jest za darmo. Bóg, przez Abrahama, zatroszczył się o pragnienie ludzi. Każdy mógł zaczerpnąć, ale studnia była głęboka, oczywiście stacjonarna, potrzeba było dojść, mieć odpowiedni czerpak, namęczyć się nieco. Samarytanka jest nie w ciemię bita, zwraca uwagę, choć z szacunkiem, że w jej ocenie Żyd Samarytankę prosi o wodę, być może coś tu nie gra. W dodatku oto nieznajomy obiecuje dać jej od Boga więcej niż dał Abraham. Kobieta odpowiada na ofertę zgodnie z ludzką kalkulacją: "Daj mi tej wody, żebym nie pragnęła, ani nie musiała tu przychodzić czerpać." Rozumie Pan? Żeby nie musiała przychodzić! Współczesne rozwiązanie: woda w kranie. Wciąż nie daje zbawieni
1 miesiąc temu / Murem
 
@PZ 1/3 Pan Przemysław niestety oferuje utopijną receptę, swoiste poprawianie Ewangelii, co jest charakterystyczne dla modernistycznego reformowanego katolicyzmu. Chrystus rzekł w Mt 5.48: "Bądźcie więc doskonali, tak jak i Ojciec wasz Niebieski jest doskonały." To jest NAKAZ, Panie Przemysławie. Należy natomiast odróżnić przymus od wymagania. Chrystus nie zmusza, lecz wymaga heroicznego naśladowania Syna Bożego, gdyż tylko to prowadzi do zbawienia. Chrystus nikogo nie zwodzi: owszem trudno jest się zbawić, lecz możliwe dla każdego dzięki łasce Boga. Mamią zaś ludzie, wabiąc cudownymi receptami na pomyślną doczesność, "systemowymi rozwiązaniami" na marginesie moralności. Jedni poradzą fałszywie: "Szczepionki na zdrowie!", inni zakrzykną: "Ekonomia, głupcze!" I tak przekupki przekonują, każda do swego produktu, który ma nabywcę rzekomo uszczęśliwić. Chrystus zaś REALISTYCZNIE wskazuje na konieczność łaski: "Co niemożliwe u ludzi, możliwe jest u Boga" Łk 18.27
1 miesiąc temu / Murem
 
@PZ: Domyślam się z inicjałów, że to sam Autor uznał za właściwe odnieść się do niektórych komentarzy. Rzadko się to zdarza, chylę czoła. Natomiast odsyłanie do książki, a także wydźwięk wielu komentarzy wskazują raczej, że artykuł jest kiepsko skonstruowany. Jeśli miał pobudzić zainteresowanie książką, powinien w ciekawy i łatwo przyswajalny sposób zasygnalizować główne watki i konkluzje autorskie. Tego brakuje. Zaś co do "zastępowalności pokoleń" - zgoda, ale otwarta pozostaje kwestia, na jakim poziomie - obecnym, czy może jednak niższym? Zwłaszcza w skali światowej! Poza tym, nawet najsłuszniejsze koncepcje, apele i zachęty nic nie zmienią, jeśli będą kolidowały z naturalnymi, ludzkimi potrzebami bezpieczeństwa ekonomicznego, uznania społecznego i komfortu/dobrobytu osobistego!
1 miesiąc temu / Tak to widzę
 
jest taki artykuł -"Nie wyobrażam sobie takiego życia dla mojego dziecka. Dlaczego kobiety rezygnują z macierzyństwa?i tam sie kobiety na ten temat wypowiedziały
1 miesiąc temu / lil
 
Artykuł z natury wiele rzeczy pomija ? łącznie z propozycją rozwiązań. Są one zawarte w książce. @Oburzona: oczywiście jest wiele osób bezdzietnych nie z własnej winy. O tym, że jest to dla nich tragedia piszę w książce. @Paweł: konkrety w książce. @Splendor: dokładnie tak. @karty na stół: IQ i jakości jest poświęcona spora część książki. Jest też o BLM. Tak jakość jest ważna ale i ilość. Bez zastępowalności pokoleń po prostu znikniemy?
1 miesiąc temu / PZ
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.