DZIŚ JEST:   16   WRZEŚNIA   2019 r.

Św. Cypriana, męczennika
Św. Korneliusza, papieża
 
 
 
 

Kościół po Amoris laetitia.
Zmieniając, co niezmienne…

Kościół po Amoris laetitia. Zmieniając, co niezmienne…

Zmieniono model zarządzania Kościołem. Zmieniono język porozumiewania się ze światem. Zmieniono dyscyplinę duchownych. Zmieniono politykę wobec antychrześcijańskich reżimów. Zmieniono słowa Pisma Świętego, publikując nowe, ekumeniczne wydania Biblii. Zmieniono nawet katechizmowe brzmienie modlitwy Ojcze nasz. Dlaczego?

 

Niemal cztery dekady temu Jan Paweł II potwierdził w adhortacji Familiaris consortio odwieczne nauczanie Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa. Pisał, że mimo zmieniającego się świata, pomimo zmieniających się mód i stylów życia, Kościół trwa przy niezmienności tego świętego sakramentu. Już wówczas papieża Polaka krytykowali za to progresywni biskupi i teologowie, pragnący jeszcze szerszego „otwarcia” Kościoła na świat. Ale nauczanie Jana Pawła II i tak modyfikowało już wielowiekową praktykę Kościoła – do tej pory bowiem za grzech ciężki uważano już samo zamieszkanie rozwiedzionego katolika z „nowym partnerem”. Jan Paweł II to nauczanie zmienił, wyznaczył krańcowe warunki, wskazując jednak na konieczność zachowania czystości.

 

To były jednak – jak się dziś okazuje – zupełnie inne czasy. Jeszcze czterdzieści lat temu niewielu biskupów odważyło się powiedzieć, że spełnienie takiego warunku zachowania czystości wydaje się im niemożliwe. Dziś jest jednak inaczej – duchowni wprost twierdzą, że człowiek nie jest w stanie żyć w czystości, mieszkając z osobą płci przeciwnej. W związku z tym liczni teologowie – szczególnie z diecezji niemieckojęzycznych – domagali się kolejnych zmian w nauczaniu, znacznie bardziej radykalnych. I doczekali się adhortacji Amoris laetitia papieża Franciszka: dokumentu stworzonego po burzliwym synodzie biskupów, na którym padały również postulaty uznania za małżeństwo… związków homoseksualnych. Na synodzie tym jednak główną rolę odgrywali biskupi marginalizowani podczas poprzednich pontyfikatów, a to ze względu na głoszenie pomysłów sprzecznych z nauczaniem Kościoła.

 

Wraz z opublikowaniem Amoris leatitia wyszedł na jaw jeden z największych kryzysów w nowożytnej historii Kościoła – ogromny podział wśród naszych pasterzy, przedstawicieli Ecclesia docens – Kościoła nauczającego. Świeccy – stanowiący Ecclesia discens, czyli Kościół nauczany – ze zgrozą obserwują gorszące podziały wśród biskupów spierających się, czy wciąż jeszcze obowiązują słowa Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa! Na szczęście są także biskupi, którzy nie zgadzają się na taki „rozwój” Magisterium. Ta dzielna garstka, która zdecydowała się głośno wyrazić swój sprzeciw, nie kryła obiekcji jeszcze w latach poprzedzających pontyfikat Franciszka, kiedy to funkcję nieoficjalnego „teologa papieskiego” pełnić zaczął kardynał Walter Kasper – prominentny orędownik zmian w katolickiej etyce seksualnej.

 

Owi nieliczni hierarchowie przypominali nauczanie Chrystusa podczas dwóch sesji synodu o rodzinie. Przypominali je także po ogłoszeniu adhortacji Amoris laetitia, którą… początkowo każdy biskup interpretował po swojemu. Przypominali nauczanie Chrystusa, kiedy niemiecki episkopat ogłaszał, iż ów papieski dokument oznacza zgodę na Komunię Świętą dla rozwodników, a biskupi z Afryki twierdzili w tym samym czasie, że podtrzymuje on dotychczasowe nauczanie Kościoła. Przypominali owo nauczanie także wówczas, gdy progresywna interpretacja biskupów z Argentyny doczekała się oficjalnej papieskiej aprobaty. Ale była ich tylko garstka. Pozostali biskupi na temat rewolucyjnych zmian milczą lub po prostu je popierają.

 

Nie tylko Amoris laetitia

Od co najmniej pół wieku Kościół poddaje się gwałtownemu procesowi niezrozumiałych zmian. Wydawać się może, iż w ostatnich latach zmieniono dosłownie wszystko: podejście do związków homoseksualnych, do innych religii, do sposobu przeżywania pobożności. Zmieniono życie zakonników i zakonnic. Zmieniono nauczanie dotyczące nierozerwalności małżeństwa.

 

Zmieniono model zarządzania Kościołem. Zmieniono język porozumiewania się ze światem. Zmieniono dyscyplinę duchownych. Zmieniono politykę wobec antychrześcijańskich reżimów. Zmieniono słowa Pisma Świętego, publikując nowe, ekumeniczne wydania Biblii. Zmieniono nawet katechizmowe brzmienie modlitwy Ojcze nasz.

 

Dlaczego? W imię nowoczesności. W imię dialogu ze światem, który pragnie naszej zguby – zwłaszcza w sferze duchowej. Zwolennicy zmian wykoncypowali, że się z tym światem dogadamy, zapominając o nauczaniu Chrystusa, o wielowiekowej mądrości Kościoła i o… faktach.

 

Zbyt wielu naszych pasterzy uległo soborowej ułudzie aggiornamento, mimo iż przyniosło ono opłakane skutki. Kościoły Zachodu świecą pustkami, a i polskie świątynie pustoszeją w zastraszającym tempie. Bo zmieniono priorytety. Znajomość podstawowych zasad naszej Wiary wydaje się dziś – w znanych nam zachodnich społeczeństwach – równa znajomości wyższych zasad fizyki kwantowej. Zmianie uległy zainteresowania oraz sposób myślenia katolickiej inteligencji. Niewielu się dziś przejmuje Bożymi przykazaniami, jak również wynikającymi z nich nakazami i zakazami moralnymi. A w konsekwencji i zwykli świeccy zmienili styl życia. Nie jest to pesymistyczną wizją publicysty, lecz obrazem rzeczywistości wyłaniającym się z lektury badań socjologicznych.

 

Jakby tego było mało, w wielu miejscach świata Kościół zaprzestał zadanej przez Chrystusa misji ewangelizacji, zamieniając ją na bliżej nieokreśloną „nową ewangelizację”. Nie do końca wiadomo, na czym jej „nowość” polega – być może na tym, iż duchowni odmawiają nawracania ludzi nieznających lub odrzucających Chrystusa. A okazja ku temu jest dziś przednia – każdy katolik może zostać misjonarzem, chociażby dzięki internetowi! Ba, w dzisiejszej Europie o Ewangelii nie słyszały jeszcze dziesiątki milionów dusz – w tym miliony muzułmanów, którzy o Chrystusie nie usłyszą, albowiem dziś skupiamy się wyłącznie na tym, by ich przyjąć, nakarmić i ubrać. A ludzie Kościoła zupełnie odrzucają obowiązek troski o ich dusze.

 

W epoce dyktatury relatywizmu, jak słusznie zdiagnozował ją kardynał Joseph Ratzinger, wszystko wydaje się względne – nie istnieją więc żadne ze znanych poprzednim pokoleniom wartości, szczególnie te wynikające z wiary i moralności, rozróżniania obiektywnego dobra i zła. Doprowadziło to do sytuacji, w której już nic nie wydaje się niezmienne: ani prawda, ani jedność małżeństwa, ani dożywotniość papiestwa, ani nawet słowa Chrystusa…

 

Nie pierwszy, ale najgłębszy kryzys

Owszem, w dziejach Kościoła bywały już podobne kryzysy. Żaden jednak nie był aż tak głęboki. Biskup Athanasius Schneider nazwał go wręcz największym kryzysem w historii, po wstrząsie ariańskim, wielkiej schizmie wschodniej i rewolucji protestanckiej. Plinio Correa de Oliveira już pięćdziesiąt lat temu pisał, że obecny kryzys charakteryzuje kilka cech: jest on powszechny, stanowi jedność, jest procesem totalnym oraz spójnym w swej destrukcyjnej sile. Przyjmując tę perspektywę, dostrzegamy także powagę obecnej sytuacji: kryzys naszych czasów nie oszczędził żadnej płaszczyzny życia Kościoła. Dotyka wiary i moralności, nauczania Kościoła i dyscypliny, treści i formy.

 

O ile poprzednie kryzysy, przez wieki wstrząsające Kościołem, przynosiły wiele opłakanych skutków – na czele z bolesnymi podziałami wśród chrześcijan – o tyle były one mniej gorszące niż ten dzisiejszy.

 

Gdy biskupi poparli herezję ariańską lub gdy toczył się spór o filioque, polemiki te nie dotyczyły podstawowych kwestii moralnych i wyborów przeciętnego wyznawcy Chrystusa (choć lud żywo dyskutował o teologii!). Gdy wybierano papieży i antypapieży, zdawało sobie z tego sprawę niewiele osób. Nawet gdy Marcin Luter niszczył naszą religię, wielu pobożnych chrześcijan, których biskupi zmienili wyznanie, do końca życia nie wiedziało, iż cokolwiek uległo zmianie – znane są świadectwa z angielskich parafii, w których i sto lat po reformacji wierni nie zdawali sobie sprawy, że nie są już katolikami!

 

A dziś? Kryzys katolickiej nauki i wynikający zeń straszliwy kryzys moralności, doprowadził do upadku całych społeczności i dziesiątek milionów jednostek. A przecież tu chodzi o zbawienie dusz! O pójście do Nieba lub do piekła! Wierni słyszący od coraz liczniejszych kapłanów fałszywe nauczanie, biorą je sobie do serca. Kto weźmie za to odpowiedzialność? Jeśli wysoko postawieni ludzie w Kościele nie tylko nie przeciwstawiają się promocji rozpustnego stylu życia, ale na nią zezwalają, a w niektórych sytuacjach wręcz ją popierają, to nie mamy już szans na indywidualną obronę! Gdy wpływowi katoliccy dostojnicy opowiadają, że kiedyś słowa Boga interpretowano inaczej, a dziś można inaczej, bo „przecież czasy się zmieniły”, to popadamy w pomieszanie z poplątaniem kończące się totalnym chaosem, mnogością sprzecznych opinii i zamętem uniemożliwiającym dotarcie do Prawdy. Nie oszukujmy się – dziś przeciętny katolik coraz rzadziej słyszy z ambony o niezmiennych zasadach, za to coraz częściej w telewizji, radiu czy internecie usłyszeć i przeczytać może zaskakujące słowa wypowiadane właśnie przez duchownych.

 

Pogodzić się z grzechem?

Trudno się dziwić, że sytuacja ta niesie za sobą określone konsekwencje dla całych społeczeństw. Dostrzegamy masową apostazję, dystansowanie się wiernych od Kościoła, powstawanie katolicyzmu nominalnego – zupełnie nowego zjawiska religijnego. Jedną z najlepiej widocznych i najbardziej bolesnych konsekwencji tej sytuacji jest zupełne porzucenie moralności. Dość powiedzieć, że Zachód boryka się dziś z plagą rozwodów, niszczącą życie doczesne i wieczne zarówno dorosłych, jak i dzieci. W do niedawna katolickiej Belgii rozwodami kończy się dziś 71 procent małżeństw. W Hiszpanii i Portugalii oraz na Węgrzech ponad 60 procent. W krajach bałtyckich – ponad połowa. W Polsce już niemal 30 procent. Wszystko wskazuje więc na to, że za kilkanaście lat małżeństwa, które przetrwały więcej niż dwadzieścia lat, będą traktowane jak… dinozaury. A przecież bez zdrowych rodzin nie będzie zdrowego Kościoła – zdrowych powołań, zdrowych pasterzy.

 

Jak na ten haniebny trend zareagował Kościół? Zwołaniem synodów na temat rodziny i publikacją podsumowującej je adhortacji apostolskiej Amoris laetitia – dokumentu na tyle niejasnego, że przez różnych biskupów interpretowanego w skrajnie odmienny sposób. Olbrzymia liczba duchownych twierdzi dziś bowiem, że papież Franciszek upoważnił ich do udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowym związku cywilnym. Ujmując rzecz publicystycznie – interpretacje te wskazują, że adhortacja „zalegalizowała” rozwody w Kościele. Potwierdza to list Franciszka do biskupów Argentyny, w którym wprost potwierdza on, że dobrze zrozumieli główną myśl papieskiego dokumentu, udzielając Najświętszego Sakramentu rozwodnikom, którym go do tej pory – przynajmniej oficjalnie – nie udzielali. Logika postulatorów takiego rozwiązania jest tyleż absurdalna, co… prosta. Uznają oni bowiem, iż skoro tak wielu ludzi się rozwodzi i raczej po ludzku nie widać szansy na odwrócenie tego trendu, to należy ów trend przyjąć za swój i się z nim… pogodzić. W imię „niewykluczania” nikogo ze wspólnoty rozwiedzionym, którzy za nic mają przykazania kościelne, należy udzielać zatem Komunii Świętej, mimo słów Chrystusa o niemożności rozdzielenia przez człowieka tego, co złączył Bóg.

 

Zmieniamy, co niezmienne

Ale jeśli rozważania na temat Amoris laetitia ograniczymy wyłącznie do kwestii małżeństwa i rodziny – spraw rzecz jasna niezmiernie ważnych i zupełnie fundamentalnych – nie będziemy w stanie dostrzec realnej głębokości obecnego kryzysu. Oto bowiem logika modernistów nakazuje stosować skrajnie progresywne (a zarazem permisywne) interpretacje papieskiego dokumentu nie tylko do rozważania możliwości odpuszczenia grzechu życia „jak mąż z żoną” z kimś kto ma sakramentalnego małżonka (i to bez obietnicy poprawy), ale liberalni biskupi życzą sobie także, aby stosować postulowany przez Amoris laetitia proces „rozeznawania i towarzyszenia” również w innych kontekstach. Oto jeden z duchownych już wywnioskował na podstawie tegoż dokumentu, że można stosować antykoncepcję. Inny zaś wyjaśniał, że dzięki zapisom Amoris laetita doszedł do wniosku, iż może już swobodnie… błogosławić pary homoseksualne.

 

Tak oto za pomocą jednej adhortacji próbuje się wywrócić dwa tysiące lat nauczania Kościoła.

 

Opór wobec tych planów trwa, ale jego moc jest niemal niezauważalna dla rozpędzonej machiny rewolucji. Sprzeciw kilku dzielnych kardynałów i kilkudziesięciu biskupów (spośród ponad sześciu tysięcy członków światowego episkopatu) to zdecydowanie za mało. Działają też świeccy uczeni i publicyści – ale traktowani są niczym trędowaci. Podpisy 150 tysięcy polskich katolików proszących swoich biskupów o niezmienianie nauczania Chrystusa zostały całkowicie zbagatelizowane – żadnemu z hierarchów nie starczyło odwagi, by publicznie odnieść się do tej spektakularnej akcji podjętej wyłącznie z pobożności i przywiązania do Kościoła!

 

A zwolennicy zmian triumfują. I w swej deklarowanej wszem wobec „pokorze” pragną wciąż ulepszać to, co doskonałe; poprawiać, co wieczne; rozrywać, co nierozerwalne; laicyzować, co święte; i zmieniać, co niezmienne…,

 

Nadzieja umiera ostatnia

Naszym zadaniem – zadaniem świeckich wiernych Kościoła – jest trwanie przy jego prawdziwym nauczaniu. A ci z nas, którzy otrzymali od Pana Boga umiejętność analizowania i opisywania rzeczywistości, powinni czynić to najszerzej, jak tylko możliwe. Taki jest też cel niniejszej książki – głosić niezmienną prawdę, bo ona nas wyzwoli.

 

Od samych swych początków prawdę tę przypominają zarówno magazyn „Polonia Christiana”, jak i portal PCh24.pl. Media te sumiennie relacjonowały całą synodalną debatę na temat sakramentu małżeństwa, w licznych analizach starając się przewidzieć, do czego doprowadzić mogą pomysły progresistów. Wybór tekstów składających się na niniejszą publikację stanowi zapis naszego wnioskowania oraz naszych przeczuć, które – niestety – spełniły się. I choć naturalnym byłoby w tej sytuacji powiedzieć: A nie mówiliśmy?, nie uczynimy tego. Słowa te zabrzmiałyby bowiem wyjątkowo gorzko.

 

Teksty przypomniane w książce „Kościół po Amoris laetitia” powstawały na bieżąco, w reakcji na kolejne etapy rewolucji w Kościele – już wtedy, gdy wiele innych polskich mediów nie umiało bądź nie chciało jej dostrzec (a były też nad Wisłą ośrodki wprost wyrażające entuzjazm wobec radykalnych zmian – i to nie tylko ateistyczne, lewicowe i liberalne, ale i takie, które posługują się przydomkiem „katolicki”).

 

Dlaczego większość publikatorów wydawanych przez kurie biskupie cechowało milczenie o tych trudnych sprawach? Niełatwo tę strategię wyjaśnić. Czyżby polscy katolicy nie powinni się dowiedzieć, w którą stronę zmierza ich Kościół? Czy polskich wiernych należy traktować jak dzieci, którym nie mówi się o problemach dorosłych?

 

My wychodzimy z innego założenia. Czytelnicy magazynu „Polonia Christiana”, portalu PCh24.pl oraz niniejszej publikacji mają prawo wiedzieć, że Kościołem targa dziś ogromny kryzys. Wszak tylko mając tego świadomość, mogą włączyć się w proces naprawy Chrystusowej Owczarni wszystkimi możliwymi sposobami. Właśnie w tym celu powstała książka Kościół po Amoris laetitia. Pragniemy za jej sprawą zachęcić jak największą liczbę czytelników do refleksji, modlitwy i działania.

 

Jak obecny kryzys zapowiadały orędzia Matki Najświętszej; w jaki sposób rewolucja seksualna roku 1968 przedostała się do Kościoła; jak działają mechanizmy zagłuszania sumienia; czym zakończy się głoszenie „Ewangelii bez krzyża” i „miłosierdzia bez nawrócenia”; i wreszcie jak wyjść z tego kryzysu – na te wszystkie pytania odpowiadają autorzy niniejszej publikacji, którą potraktować można jako głos iście proroczy.

 

Prorokowanie bowiem, wbrew utartej opinii, wcale nie polega na przepowiadaniu przyszłości, ale na głośnym wykrzykiwaniu tego, co się widzi. Na piętnowaniu współczesnych błędów, na krytykowaniu rzeczywistości, jeśli wydaje się ona sprzeczna z wolą Bożą. I to właśnie czynią autorzy tej książki. Przyszłość za to odkrywa przed nami Matka Boża. Pojawiając się w tak wielu miejscach w ostatnich stuleciach przestrzega nas przed konsekwencjami odejścia od Wiary i zapowiada wielki kryzys w Kościele oraz kończącą dobę hańby karę Bożą. Czyż nie mówiła o tym w Fatimie? Czyż nie potwierdziła tego w Akita i Kibeho?

 

Przesłanie wszystkich tych objawień jest jednoznaczne – świat potrzebuje pilnego nawrócenia i pokuty. Ale te tragiczne orędzia stanowią także obietnicę pełną nadziei – wiemy bowiem, że po straszliwym kryzysie nadejdzie triumf Niepokalanego Serca Maryi, a sprawiedliwi zostaną wynagrodzeni.

 

Kościół bowiem stanowi Mistyczne Ciało Chrystusa i tak samo jak nasz Pan musi cierpieć na swej Drodze Krzyżowej. Ale nie wolno nam nigdy zapomnieć, choćby sytuacja wydawała się już całkowicie beznadziejna, że po mrocznym wieczorze Golgoty nastanie – także i dla Kościoła, dla jego prawdziwej wiary i moralności – poranek zmartwychwstania.

 

 

 

Krystian Kratiuk

 

 

 

Powyższy tekst stanowi wstęp do książki „Kościół po Amoris latetitia” wydanej nakładem „Biblioteki Polonia Christiana”

 

 

 

 


DATA: 2019-04-15 07:32
AUTOR: KRYSTIAN KRATIUK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
20
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Tekst dobry i bardzo potrzebny, ale chyba znowu brakuje kropki nad i, mianowicie, kto jest za to odpowiedzialny. Oczywiście całe to szambo zbierało się od lat, ale czy wybiłoby z taką siłą gdyby nie ten pontyfikat? Tak tylko pytam.
5 miesięcy temu / Neptun
 
Dokładnie TAK! Leninowskie dwa kroki w przód i pół kroku w tył - robią z ludzi zdezorientowane elementy eksperymentu Pawłowa, wcześniej opisanym we fraszce: Osiołkowi w żłobie dano . . . i zdechł biedak wyznając hermeneutykę ciągłości, że aby zjeść jedno - trzeba koniecznie jeść drugie!!!
5 miesięcy temu / Andrzej BR
 
Poruszył Pan Redaktor temat zmian dokonanych przez papieża Jana Pawła II. Proszę więc wyjaśnić jaki cel miała zmiana dokonana przez Jana Pawła II na podstawie której dopuszczono rozwodników w nowych zwiazkach do wspólnego życia w jednym domu, skoro nigdy wcześniej Kościół takiego życia nie usprawiedliwiał? Jakie owoce przyniosło nowe nauczanie zawarte w Familiaris Consortio: czy doprowadziło do większej trwałości małżeństw sakramentalnych i ograniczenia liczby rozwodów, czy przeciwnie sprawiło że większość ludzi uważa, że dzieci w drugim związku usprawiedliwiają trwanie w nim? Bowiem moim zdaniem gdyby nie było Familiaris Consortio to nie byłoby tak łatwo wydać Franciszkowi Amoris Laetitia i postulować jeszcze większe odstępstwa od nierozerwalności małżeństw.
5 miesięcy temu / tradycja
 
"Na synodzie tym jednak główną rolę odgrywali biskupi marginalizowani podczas poprzednich pontyfikatów, a to ze względu na głoszenie pomysłów sprzecznych z nauczaniem Kościoła."-kolejny dowód na to,że połowiczne leczenie kończy sie śmiertelnym zejściem Pacjenta. Zamiast heretyków usunąć z urzędów i funkcji, dając do dyspozycji cele klasztorne,hołubieni i urośli w siłę i kalają własne gniazdo, jeżeli kiedykolwiek było uznane za Ichnie!? Chora tkanka nie może zostać przeoczona, bo gangrena tylko na to czeka. no i mamy już chyba końcowe stadium GANGRENY, należy więc podpalać pochodnie by ją wypalić do żywej tkanki . . . Podobnie było na SWII, przywództwo przejęli ci, którzy u poprzedników byli ostrzegani anatemą, ale cóż- nie wydaleni, dokonali swego dzieła bezkarnie. A mówią, że to tylko Polak przed i po szkodzie głupi . . .
5 miesięcy temu / Andrzej BR
 
Kościół jaki znaliśmy bezpowrotnie umiera. Faktycznie, świat się zmienia ale czy to ma oznaczać, że nasze dusze potrzebują innego pożywienia?Miałkiego i fałszywie przybranego w miłosierdzie do wszystkiego.
5 miesięcy temu / Polak
 
Stąd też kazania o niczym albo pluszowe rekolekcje.
5 miesięcy temu / emk
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.