DZIŚ JEST:   27   PAŹDZIERNIKA   2020 r.

Św. Frumencjusza z Aksum
Św. Sabiny, męczennicy
 
 
 
 

Konserwatywne początki ekologii, czyli o czym lewica woli nie wiedzieć

Konserwatywne początki ekologii, czyli o czym lewica woli nie wiedzieć
Fotograf: Radoslaw Jozwiak/Archiwum: Forum

Ugrupowania lewicowe były pionierami zmian ustawodawczych, jeśli chodzi o ochronę i dobrostan zwierząt – powiedział kandydat na prezydenta Robert Biedroń. Czy ma rację? Najwyższy czas odkłamać kolejny mit, jakoby idea ochrony przyrody wyszła przede wszystkim od środowisk lewicowych, gdyż jest wręcz przeciwnie!

 

Dzisiaj mówiąc „ekologia” myślimy – lewica. Przed oczami stają nam wdrapujący się na kominy ekoterroryści, młodzież robiąca z wagarów sposób na życie, czy przypinający się do drzew obrońcy bekasów, dzikich chomików czy kornika drukarza. Widzimy jak osoby o najbardziej radykalnym lewicowym światopoglądzie przekształcają swoje pisma (np. „Krytyka Polityczna”) w coś na kształt podręcznika do przyrody skrzyżowanego z Manifestem Komunistycznym. Etycy, których głównym zadaniem była obrona wyimaginowanego „prawa do aborcji”, dzisiaj postulują przyznanie praw obywatelskich (albo przynajmniej status uchodźców) zwierzętom. Współczesne feministki stają w obronie krów, gdyż dzisiaj „feminizm to walka o prawa zwierząt”.

 

Dzisiaj troska o środowisko naturalne – przynajmniej patrząc okiem opinii publicznej – na dobre zagościła na sztandarach lewicy. Prawdziwi terenowi przedstawiciele ekologii opartej na rzetelnych badaniach nauki – myśliwi i leśnicy – odsądzani są od czci i wiary, przypina im się łatki „morderców” czy „zerwiskórów” i przeszkadza w polowaniach. Wśród lewicy panuje powszechne przekonanie, że – o ironio! – lasy państwowe należy sprywatyzować i oddać w ręce kolektywów zarządzanych przez podstarzałych hippisów wespół z bliżej nieokreślonymi „ekspertami”. Wszystko dlatego, że drzewa są od kochania i przytulania, a nie do racjonalnego gospodarowania z pożytkiem zarówno dla przyrody jak i człowieka.

 

Nie zawsze tak było. Kiedyś to właśnie lewica, idąc w awangardzie „postępu”, postulowała powszechną industrializację i elektryfikację, a w marzeniach socjalistów idealne miasto wyglądało jak mechaniczny smok ziejący dymem tysiąca kominów. Socjalistom zajętym „troską” o zamieszkujących coraz gęściej zaludnione miasta proletariuszy nawet przez myśl nie przeszło, by postulować ochronę zagrożonego gatunku czy wydzielać dziki teren o wyjątkowych walorach estetycznych i edukacyjnych dla całego społeczeństwa. Ich celem – w zdecydowanej większości – była międzynarodowa rewolucja.

 

Cofnijmy się do początków XX wieku, kiedy w Polsce ochrona przyrody zaczęła przybierać nowoczesny, zbliżony do dzisiejszego charakter. Otóż wśród badaczy pracujących na rzecz powstania parków narodowych i prawa chroniącego zagrożone gatunki, występowało powszechne przekonanie, że nie da się oddzielić miłości do przyrody od przywiązania do ziemi ojczystej.

 

„Przez naukę, krzewienie oświaty, a zwłaszcza idei ochrony przyrody, szukałem dróg odzyskania i utrzymania niepodległości naszego narodu” – pisał nestor polskiego (i nie tylko!) ruchu ochroniarskiego prof. Władysław Szafer. Jemu zawdzięczamy powstanie parków narodowych i odtworzenie populacji żubra w Puszczy Białowieskiej. W 1934 roku, między innymi z jego inicjatywy, uchwalono pierwszą kompleksową ustawę o ochronie przyrody. Miłość do ojczyzny i troską o przyrodę były dla niego synonimem. Twierdził, że prawdziwe poznanie przyrody własnego kraju prowadzi do jego umiłowania, co stanowi fundament patriotyzmu.

 

Podobnie uważał Aleksander Janowski, przyjaciel Szafera i prekursor w Polsce turystyki alternatywnej spod znaku namiotu, ogniska i kajaku. W dziele „Nasza Ojczyzna” z 1921 roku pisał: „Jakież to bogactwo i jaka wielka rozmaitość ziemi, i ludu na tak wielkim obszarze! A jednak te wielkie różnice, tę wielką rozmaitość sprzęga jedna wielka myśl, jedna idea: to wszystko Polska (…) Wszak lubisz książki, które czytasz, dobrzy to przyjaciele i bracia. A księgi swej ziemi miałbyś nie kochać? Tej księgi żywej, szumiącej lasem i szemrzącej falą wód, księgi rozśpiewanej skowronkową pieśnią i słowiczym zawodzeniem, klekotem bociana i ćwierkaniem wróblej gromady”. Dla nich idea parku narodowego, pomnika przyrody czy ochrony zagrożonych gatunków miała służyć wychowaniu młodzieży w miłości do kraju rodzinnego.

 

„Chodzi tu o poznanie i to poznanie w naturze, okolicy choćby najbliższej, ale poznanie wszechstronne jej przyrody, jej ludu, obyczajów, budownictwa, zabytków historycznych (…) nauka taka nie tylko powiększa zasób wiadomości i kształci zmysł obserwacyjny, ale, co podkreślają bardzo mocno nasi sąsiedzi, staje się jedną z najsilniejszych podstaw miłości ojczyzny” – pisał prof. Jan Gwalbert Pawlikowski w 1913 roku.

 

Ówczesnym ekologom nawet do głowy nie przyszło, by ochrona przyrody ograniczyła się do nieingerencji człowieka w środowisko naturalne. Dla nich troska o środowisko naturalne nie stanowiła – postulowanej tak często dzisiaj – zasady nieingerencji ze względu na przyrodę samą w sobie, postrzeganą jako osobny byt rządzący się swoimi prawami. „Ochrona przyrody staje się tu synonimem prawdziwie racjonalnej ochronnej, stale kontrolowanej gospodarki siłami produkcyjnymi przyrody” – podkreślał prof. Adam Wodziczko, biolog i botanik związany z Uniwersytetem Poznańskim. Wodziczko stworzył nawet specjalną dziedzinę naukową traktującą o stosunku człowieka do przyrody – fizjokratykę.

 

Natomiast zdaniem Pawlikowskiego, w ochronie zagrożonych gatunków „mogą tutaj być stosowane nie tylko środki negatywne ochrony, ale pozytywne, rozszerzania i rozmnażania”.

 

„Prąd tego rodzaju nie może zatrzymać się przed względami archeologiczno-muzealnymi. Może być więc tak, że za jeden z środków prowadzących do celu, uzna on kiedyś w większej niż dotąd mierze – aklimatyzację” – pisał Pawlikowski. Jego słowa okazały się prorocze. Dzisiaj widzimy jak w odpowiedniej regulacji ekosystemu potrzebna jest ingerencja człowieka, czy to przez odstrzał sanitarny, czy przez dostateczne zarybianie itd.

 

Dzisiaj tematyka ochrony przyrody została zawłaszczona w dużej mierze przez nurt, który Pawlikowski określał jako przeciwny wartościom kulturowym, a w dzisiejszym wydaniu można by go określić wręcz antykulturą. Jego promotorzy otwarcie stawiają linie demarkacyjną pomiędzy konfliktem cywilizacji i przyrody, kultury i natury. Już wtedy, zdaniem Pawlikowskiego, było to do gruntu błędne założenie: „stan dawny minął bezpowrotnie; ten co przyjdzie, będzie zgoła czymś nowym (…) odnowiona przyroda nie będzie już tym, czym była dawniej: będzie ona nieodzownie nosić w sobie cechy tworu kultury (…) Hasło powrotu do przyrody, to nie hasło abdykacji kultury – to hasło walki kultury prawdziwej z pseudokulturą – to hasło walki o najwyższe kulturalne dobra”.

 

Dawni ekolodzy wiedzieli, że skuteczna i prawdziwa ochrona przyrody wyjdzie jedynie od ludzi miłujących swoją ojczyznę. Jak twierdził wybitny konserwatysta sir Roger Scruton, pragnąc rzeczywiście rozwiązać kryzys ekologiczny, należy wpoić całemu pokoleniu ukochanie domu rodzinnego wraz z otaczającym go krajobrazem – nauczyć „ojkofilii”.

 

Jakże dalekie są to ideały od dzisiejszych infantylnych haseł wypisywanych przez młodzież podczas strajków klimatycznych. Jak niewiele ma to wspólnego z postulatami, że ekologia i walka z klimatem to walka z „patriarchatem, rasizmem i nierównościami”. Ileż złego można uczynić, oddając kwestie troski o ekosystemy w ręce scentralizowanych, przepełnionych etatyzmem i socjalistycznymi zapędami międzynarodowych organizacji typu Unia Europejska.

 

Jak stwierdzał Jesus Huerta de Soto „najbardziej destrukcyjne zagrożenia dla środowiska naturalnego; zanieczyszczenia, wymieranie gatunków, wyczerpanie surowców naturalnych i wyniszczenie środowiska w ogólności nie są wcale rezultatem rozwoju gospodarczego, działalności rynkowej i spontanicznego systemu organizacji społecznej opartej na wolnej przedsiębiorczości, lecz pojawiają się zawsze tam, gdzie państwo systematycznie, instytucjonalnie i przymusowo interweniuje, w mniejszym lub większym stopniu zaburzając spontaniczny proces koordynacji i dostosowania pojawiający się na rynku zawsze wtedy, gdy ludzie mają możliwość swobodnego praktykowania przedsiębiorczości i wchodzenia w interakcje z samymi sobą oraz z innymi gatunkami i zasobami naturalnymi” („Sprawiedliwość a Efektywność”).

 

My, Polacy, odczuliśmy to najlepiej na swojej skórze. Patrząc na „osiągnięcia” w tym zakresie PRL-u nie można nie zgodzić się z diagnozą hiszpańskiego ekonomisty.

 

Lewica zainteresowała się ekologią w momencie, gdy dostrzegła jej rewolucyjny potencjał. Tak samo jak w przypadku tzw. mniejszości seksualnych, wybiera się nadużycia, by zbudować narrację przekonującą do zmiany dotychczasowego porządku. Dzisiaj zwierzęta hodowlane, zagrożone gatunki, ekosystemy czy wręcz cała planeta stanowią nowy proletariat wymagający wyzwolenia z rzekomego ucisku człowieka. Ile ma to wspólnego z rzeczywistą troską o przyrodę? Niewykluczone, że prekursorzy polskiej ekologii, widząc dzisiejsze strajki klimatyczne, przywiązywanie się do drzew, wspinaczki na fabryczne kominy czy kradzież zwierząt hodowlanych długo wychodziliby z szoku. A dziś pewnie przewracają się w grobach.

 

 

Piotr Relich

 

 


DATA: 2020-02-28 07:19
AUTOR: PIOTR RELICH
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
16
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

doskonała diagnoza tyle tylko że obejmująca tylko cząsktkę problemu - bo w rzeczywistości skala zorganizowania tych reolucyjno - gansterskich struktur kierujących się jak twierdzą miłością do przyrody obejmuje także: bezpardonowe niszczenie firm, osób i działań które oni nie zaliczają do swojego imperium, blokowanie projektów szkodzocych wybranym przez nich i przez nich chronionym biznesom - ekoterroryzm biznesowy to ich kluczowy obszar działań, od ekoharaczy do wyniszczania prawnem i bezprawiem konkurencji dla ich "wybranych" itd itp A kiedy poznać jak skutecznie finasowani przez gigantyczne fundacje i narkotykowe żródła dochodów potrafią prawie wszystko to "strach się bać"
7 miesięcy temu / doświadczony
 
"Czyńcie sobie Ziemię poddaną" - dziś mało kto rozumie te słowa. Tylko wolny człowiek to potrafi, bo oznacza również odpowiedzialność za powierzone dobro. Dla lewicy wolności ne ma, jest tylko niewolnictwo w jedną albo drugą stronę: Ziemię można niszczyć, albo ztać się od niej mniej ważnym.
7 miesięcy temu / prosty
 
Nie demonizowałbym wszystkiego, co mimo znacznej niechęci Autora jest pewnym osiągnięciem współczesnych nurtów ekologicznych. Niczym takie wylewanie dziecka z kąpielą nie różni się od zachowania dzisiejszej lewicy. Umiłowanie ojczyzny powinno być wolne od przekonań politycznych; powinno się korzystać ze wszystkiego, co dla ojczyzny jest dobre, nie zaś przyjemne naszym politycznym zapatrywaniom.
7 miesięcy temu / wrocławiak
 
Jak stwierdzał Jesus Huerta de Soto ?najbardziej destrukcyjne zagrożenia dla środowiska naturalnego; zanieczyszczenia, wymieranie gatunków, wyczerpanie surowców naturalnych i wyniszczenie środowiska w ogólności nie są wcale rezultatem rozwoju gospodarczego, działalności rynkowej i spontanicznego systemu organizacji społecznej opartej na wolnej przedsiębiorczości, lecz pojawiają się zawsze tam, gdzie państwo systematycznie, instytucjonalnie i przymusowo interweniuje, w mniejszym lub większym stopniu zaburzając spontaniczny proces koordynacji i dostosowania pojawiający się na rynku zawsze wtedy, gdy ludzie mają możliwość swobodnego praktykowania przedsiębiorczości i wchodzenia w interakcje z samymi sobą oraz z innymi gatunkami i zasobami naturalnymi?. Znamy, znamy... Janusz Korwin-Mikke. Ten od "puszczę drogo puszczę".
7 miesięcy temu / TZ.
 
Oczywiście, że tak jest. Kiedy wprowadzano butelki typu PET - wszyscy poza TV - czyli normalni ludzie, zastanawiali się co z tego będzie? Już wtedy było wiadomo, że butelki szklane, myte są lepsze. To samo było z torbami - anużkami. A nuż, cos sie kupi? A w niemieckich sieciach wciskali nam reklamówki...szkoda gadać; wszystko dla pieniedzy. A to dziura ozonowa a to słomki do picia, które stana rekinowi w gardle albo z tyłu. Mieszkam w górach Pozdrawiam!
7 miesięcy temu / Teoś
 
Przeciez pieśń religijna "Chwalcie łąki umajone" to pochwała przyrody i jej piękna. Autorem jest jezuita Karol Antoniewicz. Powstała w latach 40 XIX wieku. Trudno o piękniejszą pieśń o pieknie przyrody i o pięknej melodii. A czym lewactwo może się pochwalić. Mam szczególny sentyment do tej pieśni, kiedy wieczorem młodzież i kobiety z wioski zbierali się "pod figurką" na nabożeństwa majowe. I wówczas w wwieczornej mgle i ciszy roznosiła się ta pieśń po okolicznych polach, rowach i łakach.
7 miesięcy temu / Czesław
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.