DZIŚ JEST:   21   PAŹDZIERNIKA   2020 r.

Św. Urszuli i Towarzyszek
Bł. Jakuba Strzemię
 
 
 
 

Kłamstwo wielkiej trwogi czy prawda nowego Kościoła?


Strona główna   >   PCH

Kłamstwo wielkiej trwogi czy prawda nowego Kościoła?
Hans Memling / Public domain

Wielka trwoga, czyli strach i beznadzieja wyhodowane przez ten okropny Kościół… A wszystko potwierdzone kształtem barbarzyńskiej sztuki i biegiem dziejów. Bzdura, prawda? A jednak, jakże łatwo uwierzyły w nią niedawne pokolenia. Niektórzy zaś wierzą do dziś.

 

Na okładkach książek o średniowieczu pysznią się potwory: demoniczna paszcza pożera przerażone ludzkie stworzenie. Niektórzy czynią z niej metaforę człowieczego losu wieków średnich. Nieustanna trwoga! A najstraszniejsza z owych trwóg poprzedzić miała rok 1000. Tu przywołam rewolucyjną i klasyczną Historię Francji Julesa Micheleta (1833). Rewolucyjną w znaczeniu potrójnym: bo i nowoczesną, i naukowo krytyczną (a przynajmniej tak się wówczas zdawało), i pisaną przez nowoczesnego antyklerykała. Tom czwarty głosi, co następuje:

 

W średniowieczu panowała powszechna wiara, że koniec świata nastąpi wraz z nastaniem roku 1000 od Wcielenia [Chrystusa] (…) Ten świat widział w sobie tylko chaos (…) w owym czasie cudów i legend (…) któż mógłby zaprzeczyć, iż przybliża się dzień, w którym ziemia rozpłynie się w dymie przy dźwiękach trąby przeznaczenia? (…) Spójrzcie na te stare posągi katedr (…) chude, nieme, usztywnione, zastygłe w wykrzywionych grymasach (…) Owa straszliwa nadzieja nadejścia Sądu Ostatecznego wzrosła pośród klęsk i nieszczęść, które poprzedziły rok 1000, albo następowały zaraz po nim. [tłum. JK]

 

Bajki nie tylko średniowieczne

Barwna opowieść o wielkiej trwodze przeszła do rzędu wielkich naukowych mitów. Nawet Georges Duby w swoich, doskonałych skądinąd, Czasach katedr wspominał o niej, zastrzegając wszakże, iż relacje ludzi Kościoła tamtej epoki nie mogą być echem trwogi powszechnej, co najwyżej obaw elity, a i to nie całej. Wkrótce badacze uznali wszystkie te sensacyjne doniesienia za bajki. Bo przecież jednym z pierwszych świadków owej rzekomo powszechnej trwogi miał być święty Abbon, opat znacznego klaszoru we Fleury‑sur‑Loire, który – rzeczywiście pisząc na bieżąco – wyśmiał jakichś paryskich księży głoszących nadejście Antychrysta i, wykazując się psychiczną równowagą, ich właśnie uznał za szaleńców.

 

A zatem jeśli nawet trwoga, to bynajmniej nie powszechna, a tym bardziej nie powszechnie akceptowana. Pozostałe zaś opowieści powstały z pół wieku później. Pisano o rzekomych trzęsieniach ziemi, komecie, znakach niebieskich, które miały poprzedzić nadejście drugiego tysiąclecia. Ale dopiero po kilkuset latach, w wieku XIV, zaczęto z upodobaniem opowiadać o powszechnej rzekomo trwodze pośród chrześcijańskiego ludu. Oraz o uldze, z jaką wszyscy mieli powitać odroczony koniec świata, skoro z nastaniem roku 1000 nic się nie stało.

 

Wszystko to można spokojnie między bajki włożyć. Pod koniec pierwszego tysiąclecia mało kto wiedział, kiedy tak naprawdę zaczyna się nowy rok. Analfabeci nie mieli pojęcia o kalendarzu, uczeni zaś wyznaczali nadejście kolejnego roku w zależności od miejsca swej pracy, czyli diecezji; różne diecezje bowiem odmierzały nowy rok różnie – od Bożego Narodzenia, od Trzech Króli albo nawet od Wielkanocy. Można by więc powiedzieć, że antyśredniowieczny i jakże oświecony Michelet dał się wbrew sobie uwieść średniowiecznym łowcom sensacji.

 

Coś na rzeczy

Ktoś powie, że coś jednak musi być na rzeczy. No bo przecież, jak to się nadal pisuje w podręcznikach, Bóg sztuki romańskiej – przywołanej przez Micheleta na świadka, tej sztuki, która zaczęła powstawać po roku 1000 – to właśnie Bóg Sądu Ostatecznego. Surowy, karzący, niemiłosierny. Michelet wspomina romańskie i gotyckie posągi, mieszając czasy i miejsca (na usprawiedliwienie powiedzmy, że nie dysponował dzisiejszą wiedzą historyków sztuki).

 

Jedno wszakże trzeba mu przyznać – pomylił się w opinii, w datach, ale niekoniecznie w przeczuciu tematu. Pierwsze wielkie, romańskie tympanony (czyli półkoliste płyty wypełniające podłucza portali) lubowały się w wizji końca świata. Najpiękniejsze i najciekawsze z nich powstały we Francji w pierwszych dziesięcioleciach XII wieku: w Cluny, Moissac, Souillac (ten się nie zachował), Beaulieu, Vézelay, Autun, Conques. Owe niezwykłe dzieła uwodziły zmysły wiernych wstępujących do wspomnianych świątyń. Uwodziły, tyleż ciekawiąc, co i…

 

Śmieszne czy straszne

…przerażając. Ale… no właśnie. Czy na pewno przerażając? Owszem, najstarszy z wielkich tympanon z benedyktyńskiego Moissac poraża spokojną powagą – czy jednak na pewno epatuje grozą? Raczej dostojeństwem Dnia Apokalipsy. Za to prawdziwa groza płynie z tympanonu katedry w burgundzkim Autun. Zmartwychwstanie umarłych dłuta mistrza Gislebertusa (który podpisał się wielkimi literami u stóp Zbawiciela) objawia bezgraniczną rozpacz – acz także i głęboką radość. Szatani Gislebertusowego dłuta są obrzydliwi, jego anioły zaś pełne radosnej lekkości.

 

Z kolei tympanon kościoła opackiego z Vézeley daje nadzieję. Z rąk Pana wiotkie, kamienne promienie spływają tu na głowy zwiewnych Apostołów – gotowych do głoszenia Dobrej Nowiny po krańce świata. I wreszcie pielgrzymi stający przed tympanonem w sanktuarium świętej Fides w Conques sami mogą się jednocześnie tyleż wzruszyć, co i uśmiać. Tympanon ów bowiem, największy ze wszystkich romańskich tympanonów Królestwa Francji, ukazuje postaci szatanów tyleż strasznych, co karykaturalnych. Chyba celowo, choć nie dojdziemy, czy artysta zamierzał bawiąc – uczyć, czy też może jest to jedynie nasza nietrafna interpretacja… Pewności nie zyskamy chyba nigdy.

 

Na co była historykom wielka trwoga?

Wszystkie te dzieła sztuki dowodzą, że średniowiecze nie było epoką powszechnej trwogi. Raczej epoką świadomą karzącej ręki Boga – ale i świadomą miłosiernej nadziei. Po tę właśnie nadzieję pielgrzymowano, tę właśnie nadzieję powszechnie żywiono. A sztuka romańskich tympanonów świadczy tyleż o zainteresowaniu życiem wiecznym, co doczesnym. Pasjonujące studium emocji tętniącej pod dłutem romańskich mistrzów (cóż dopiero mówić o gotyckich!) przekonuje, że nie chodziło tu jedynie o trwogę.

 

Historycy potrzebowali jednak owej trwogi w dwóch celach. Po pierwsze, od humanizmu po „oświecenie” lubowano się w chłostaniu ciemnych wieków za ich ciemnotę. Chłosty takiej nigdy za mało – chłosta dawała satysfakcję i poczucie wyższości. Ale trzeba było mimo wszystko przyznać, że to ciemne średniowiecze miało też i swój postęp, kóry zaczął się właśnie zaraz po roku tysięcznym. Można go zatem było wytłumaczyć ulgą po wielkiej trwodze!

 

Postęp i Christianitas

Jednak zapominamy przy tym wszystkim, że wskutek średniowiecznego postępu poczęło się to, co zwano Christianitas – chrześcijaństwem rzymskim. Pozytywny odpowiednik tego, co rozumiane opacznie, stało się Unią Europejską w obecnym, karykaturalnym kształcie. Ta zachodnia, rzymska Christianitas objawiła się jako przeciwieństwo Bizancjum i zarazem chrześcijaństwa czasów karolińskich (z których, oczywiście, wyrosła).

 

A wzięła się ona, ta rzymska Christanistas, między innymi ze wzrastającej, powszechnej świadomości ludzi prostych – przynależenia do Kościoła jako Wspólnoty Wspólnot. Tych, które współtworzą: oratores (duchowni), ballatores (wojownicy) i laboratores (pozostali niższych stanów).

 

Laboratores składali się na wspólnoty parafialne, skupione wokół najwyższego autorytetu – Chrystusa i jego pasterzy. Właśnie na tej bazie Christianitas wygenerowała ideę Pokoju Bożego; na tej bazie parafie, czując odpowiedzialność za pokój Kościoła, organizowały własne milicje, jednocząc się przeciwko rabusiom wewnętrznym i zewnętrznym. Na tej bazie owi laboratores, parafialni chrześcijanie, usłyszawszy, że Kościół na Wschodzie gnębiony jest przez niewiernych – na pierwsze wezwanie zaskoczonego papieża Urbana porzucili domy, aby tłumnie ruszyć do Ziemi Świętej w pierwszej krucjacie ludowej (którą, niestety, Turcy wycięli w pień).

 

Tak, tak! Christanitas wykuwała się w poczuciu solidarności chrześcijan wobec muzumańskiej inwazji. Bowiem choć żyła – tak, tak! – w przeczuciu Sądu Ostatecznego, ale bynajmniej nie pozostawała obojętna wobec dnia dzisiejszego. Przeciwnie. Niejedna z krucjatowych pieśni przywoływała Dzień Sądu, kiedy to obojętni na wezwanie Pana otrzymają stosowną zapłatę:

 

Gdy Bóg ukaże nam na niebie

Swe ręce, bok i nogi obie

Skrwawione, nawet i osobie

Dobro czyniącej, pewność siebie

Na nic się nie zda w onej dobie

I lęk nią wielki zakolebie.

 

A przecież pieśń zapowiedziawszy wielką trwogę, zaraz potem zapewnia o Bożej Miłości:

 

Kto za nas był ukrzyżowany,

Nie umiłował nas fałszywie,

Ale jak druh wypróbowany

Dla naszej sprawy miłościwie

Krzyż na ramionach swych zelżywie

Dźwigał, miłością kierowany:

Baranek cichy, zatroskany,

Zniósł wszystko słodko i cierpliwie,

Aż trzema gwoźdźmi przekowany

Na świętym Krzyżu zwisł straszliwie. [tłum. JK]

 

Zdumienie

Kilkanaście lat temu, podczas jubileuszowej konferencji roku 2000, opowiedział to wszystko badaczom różnych specjalności pewien znany, sędziwy polski historyk. Jego słowa niektórych zgorszyły. No bo jak to? Krucjaty miałyby być dziełem dojrzałości chrześcijaństwa? Skutkiem propagowania Pokoju Bożego? Owocem odpowiedzialności za Kościół? Nie zaś zbrodniczej chęci rabunku i gwałtów na Obcym?

A jednak.

 

 

Jacek Kowalski

 

 

Tekst pochodzi z z 63. numeru magazynu „Polonia Christiana”.

Aby go zamówić należy kliknąć TUTAJ.

big_663.jpg (300×379)

 

 


DATA: 2020-09-08 08:03
AUTOR: JACEK KOWALSKI
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
16
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Nic nie zrozumiałem
1 miesiąc temu / Rok
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.