DZIŚ JEST:   04   GRUDNIA   2020 r.

Pierwszy Piątek
Św. Barbary, męczennicy
Św. Jana Damasceńskiego, Doktora Kościoła
 
 
 
 

Kartki w polskim kalendarzu

Kartki w polskim kalendarzu
źródło: pixabay.com
#TEATR    #SZTUKA    #KULTURA    #PANDEMIA    #WYCHOWANIE    #SZKOŁA    #ŚWIĘCI

Wokoło coraz mniej ludzi, którymi nie zawładnęła gorycz, zgorzknienie albo nawet i nienawiść. Coraz więcej tych, dla których najważniejszymi stały się sprawy przyziemne (proszę zwrócić uwagę na to określenie  - „przyziemne”). Coraz trudniej rozmawiać o kolorach, o dźwiękach, o rymach - po prostu o tym, co jest duchowe. I mówią nasi znajomi: „człowieku, daj spokój teraz z tym teatrem; o kulturze pogadamy potem”.

 

A co dla nich znaczy to „potem”? Czy chodzi o to, że po tej tzw. pandemii? Że porozmawiamy wtedy, kiedy będzie jak przedtem? Niezmiennie mnie dziwi nasze pocieszanie się, że „przecież mogłoby być gorzej” i jednoczesne usprawiedliwianie zgody na odbieraną nam wolność. I – żeby było od razu jasne – nie chodzi mi tutaj o wolność podróżowania czy kupowania. Sprawy przyziemne, a do takich te wymienione należą, to tylko dodatek do tego, co człowieka konstytuuje, czyli do duchowości.

 

Kiedyś, czyli zawsze

W swoich „Wspomnieniach wojennych” Karolina Lanckorońska (przed wojną profesor historii sztuki na Uniwersytecie Lwowskim) prowadzi nas aż do niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück, gdzie trafiła aresztowana przez gestapo w styczniu 1943 roku. Słusznie kojarzymy lagry z piekłem na ziemi, a w przypadku tego obozu, z piekłem – rzec by można – podwójnym. To tam niemieccy lekarze prowadzili na uwięzionych kobietach (głównie Polkach) przerażające doświadczenia medyczne. Były cztery rodzaje operacji: operacje kostne aseptyczne i septyczne (poprzez zakażenia) oraz podobne operacje muskułów. Wykonywane były również operacje wyjęcia kości potrzebnych dla niemieckich żołnierzy, a ponadto robiono zastrzyki zarażając gronkowcem albo tężcem. Operowane kobiety najczęściej umierały w mękach, bez wody i środków znieczulających. Ofiary tych eksperymentów zwano w obozie potocznie „królikami”. Autorka wspomnień, niezwykle oddana pomocy innym uwięzionym, jednocześnie niemal od początku prowadziła na terenie obozu tajne wykłady z historii starożytnej i historii sztuki (szczególnie z historii sztuki starożytnej Grecji). Uczyła też indywidualnie, m.in. języków obcych, a chętnych nigdy nie brakowało. Nie była tam jedynym nauczycielem, a jak wspomina, najpopularniejszymi były lekcje astronomii u pani Peretiatkowicz.

 

Błogosławiony ksiądz Władysław Bukowiński, do 1940 roku proboszcz katedry w Łucku na Wołyniu, w sowieckich obozach koncentracyjnych był wieziony przez ponad 13 lat, głównie w Kazachstanie i Karagandzie. Wielokroć zagrożony śmiercią, nigdy nie zaprzestał pracy duszpasterskiej wśród współwięźniów (udzielał sakramentów, a przede wszystkim odprawiał ofiarę Mszy świętej). W łagrach był również nauczycielem – wykładał historię Polski. Od 1954 r. był formalnie wolny, choć w Związku Sowieckim była to „wolność na smyczy”. Mimo zakazu prowadzenia działalności duszpasterskiej robił to nadal, za co był prześladowany, a w roku 1958 znów trafił do obozu. W swoich „Wspomnieniach z Kazachstanu” tak opisywał ów czas „nielegalnego” apostolatu: (...) Najlepiej nadaje się domek jednorodzinny, położony na uboczu. W takim domu można spokojnie się modlić, a nawet głośno śpiewać, byleby tylko były pozamykane drzwi i okna. Mszę św. można w naszych warunkach odprawiać raniutko lub wieczorem. W dzień odprawiam tylko Mszę pogrzebową przy zwłokach. Zazwyczaj odbywa się to tak: przychodzę po południu lub przed wieczorem. Przede wszystkim urządzam ołtarz. Jest nim zwyczajny stół, byleby tylko mocno stał i nie chwiał się. Stół przykrywa się białym obrusem. Na stół kładzie się duże pudełko lub dwie grube książki, przykrywa się białą chustką i stawia krucyfiks. Świece stawia się w lichtarzach, lub jak ich nie ma w szklance z solą. Powyżej zawiesza się jeden lub dwa obrazy i ołtarz gotów. Następnie spowiadam. Mszę odprawiam o godzinie 9 wieczorem. Po Mszy św. zwykle jeszcze spowiedź. Wreszcie krótki spoczynek nocny. Krótki, bo kładę się zwykle po północy, a już o 5 lub 6 rano jest poranna Msza św., a potem dalej spowiedź, czasami chrzty i namaszczenia olejami świętymi, czasami śluby. Ponieważ to powtarza się wciąż na nowo w różnych domach i rodzinach, więc sypiam częściej w cudzych łóżkach niż w swoim własnym. (...) W niedzielę przychodzi na Mszę św. nie mniej niż sto osób (…).

 

Dlaczego odwołałem się do wspomnień dotyczących – jak wielu by powiedziało – zamierzchłych czasów? W ten sposób odnoszę się do owego stwierdzenia, że na kulturę, a tym samym na duchowość „będzie czas potem”. Jeszcze niedawno zżymałem się nad głupotę decydentów, którzy przedkładali budowę przedszkola czy remont drogi nad inwestowanie w kulturę. Jeszcze niedawno oburzano się na infekowanie polskiej kultury miazmatami marksizmu i roniono łzy nad instytucjami, które przestały służyć Polsce, choć są przez nią wciąż utrzymywane. Dzisiaj nikt już nic nie roni i się nie oburza. Kultura umarła – niech żyje wirus! Tymczasem faktem bezspornym jest to, że polskość jest funkcją wielowiekowej kultury narodowej wpisanej w jednoznaczne punkty odniesienia, wśród których najważniejszym jest chrześcijaństwo. Zaniedbywanie tego na rzecz doraźnych strachów czy  przyjemności, czy to fizycznych czy materialnych, jest równoznaczne z likwidacją polskości.

 

Juto, czyli wczoraj

Wyjątkowej klasy analityk współczesnego życia społecznego, Krzysztof Karoń, powiedział ostatnio, że „jedziemy na oparach kultury”. Celniej nie można było tego sformułować. A jeżeli tak, to za kolejnym zakrętem czeka nas świat rodem z filmu „Mad Max”, czego zresztą doświadczamy po trochu już teraz na naszych ulicach. A jeżeli tak, to może zanim paliwo się skończy, wypadałoby „dojechać” do miejsca, gdzie będzie można „zatankować” na kolejne lata i pokolenia. I miejmy świadomość tego, że na pewno nie załatwi tego „wyborcza kiełbasa” czy respirator w każdym domu, bo tzw. „bezpieczeństwo przede wszystkim” jest drogą donikąd. A tłumacząc to „na nasze” – to droga urawniłowki, do utraty tożsamości, a więc piekła nieistnienia.

 

Po to, aby kiedyś był czas „po wojnie”, wojnę trzeba nie tylko przeżyć, ale zrobić to na tyle świadomie, aby można było zauważyć owo „po”. A nade wszystko owo „po” móc ubrać w konkretne kształty. Polskie Państwo Podziemne lat 1940 – 1945 nie tylko walczyło zbrojnie z Niemcami, nie tylko starało się nie dać fizycznie unicestwić Rzeczypospolitej, ale bardzo konkretnie planowało czas po wojnie. Aby to było możliwe, niemal od pierwszych miesięcy okupacyjnych, ruszyło tajne nauczanie – od poziomu podstawowego po uniwersytecki. Polska podziemna działała też w sferze symbolu i znaków nieodzownych każdej kulturowej zbiorowości. Działały domowe sceny teatralne, odbywały się koncerty i wernisaże, wydawano książki, śpiewano piosenki. To wszystko było potrzebne i polskie, bo tylko takie dawało szansę na tożsamościowy ciąg dalszy, na to, że w ogóle będzie jakieś „po wojnie”. III Rzesza miała bowiem swoją alternatywną do naszej wizję przyszłości, a w niej priorytetem było wynarodowienie Polaków, co należy rozumieć jako odebranie im kultury, ich tożsamości, począwszy od języka, a skończywszy na Kościele. Mieliśmy stać się podludźmi, nie tylko formalnie, co Niemcy robili programowo, ale wewnętrznie, psychicznie. Nas w nas miało nie być. Ale – odwołując się nieco żartobliwie do „klasyki” – nie z Polakami takie numery. 

 

Już śmierci się nie boję (…)

Lecz przedtem, zanim serce

przywalą kamieniem (…)

niech się wargi nasycą,

serce się napoi

i usta niech zapłoną w pieśni

jak pochodnia

 

Autorem tych słów jest Tadeusz Gajcy, słusznie, obok Krzysztofa Kamila Baczyńskiego uznawany za najwybitniejszego poetę Polski Walczącej. Gajcy był jednym z czterech redaktorów legendarnego, wydawanego od 1942 do 1944 r. w podziemiu miesięcznika „Sztuka i Naród”. Wszyscy redaktorzy byli „gwiaździstymi dyjamentami w popiele” i wszyscy, jeden po drugim, zginęli: Bronisław Onufry Kopczyński, kompozytor i publicysta - w obozie koncentracyjnym w Majdanku; Wacław Bojarski, publicysta, pisarz, autor piosenek – postrzelony przez Niemców podczas składania wieńca pod pomnikiem Kopernika w Warszawie, zmarł po kilkunastu dniach; Andrzej Trzebiński, poeta, prozaik i dramaturg, zabity w zbiorowej egzekucji na Nowym Świecie w Warszawie; no i Gajcy, który poległ jako żołnierz Armii Krajowej szesnastego dnia Powstania, również w Warszawie. A ja przywołuję tych ludzi i to, co stworzyli, bo ich śmierć to nic innego, jak – mówiąc językiem niekoniecznie lirycznym – inwestycja w nas, którzy po nich przyszliśmy. Oni nie byli katastrofistami i nie rzucali się w otchłań niebytu. Wierzyli w Boga i w Polskę oraz wiedzieli, że mają polskie obowiązki wynikające z danych im przez Opatrzność talentów. Na tytułowej stronie pierwszego numeru „Sztuki i Narodu” widniało hasło: Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej. Podobne wnioski i refleksje dałaby nam epoka Żołnierzy Wyklętych, a więc czas polskiej insurekcji antykomunistycznej, a i potem ta konsekwentnie wyrażana przez Polaków niezgoda na zniewolenie sowieckie, miała swą symboliczną poetycką puentę u Zbigniewa Herberta, w metaforze odwołującej się do „kwestii smaku”…

 

Dzisiaj, czyli teraz

Niedawno w stolicy naszego kraju  miała miejsce konferencja „Zderzenie kulturowe w UE. Czy Polska ma szansę?” Zostawmy na boku ewentualne uszczypliwości dotyczące kolejnego kanapowego „konwentyklu gadających głów” czy nawet zarzuty, iż proponowane hasło wywoławcze tego spotkania już na wejściu ustawiało rozmówców w pozycji defensywnej. Pośród wielu słów, które tam wypowiedziano, chciałbym zwrócić jednak uwagę na te, które wyartykułował publicysta Robert Tekieli: Wszystkie rewolucje, od Lutra przez francuską po bolszewicką, nazistowską i kulturową, to są rewolucje, które mają instytucjonalizować grzech. Rewolucja tęczowo-zielona, różowa, walczy z trzema miłościami: z miłością kobiety do mężczyzny, miłością do ojczyzny, miłością do Chrystusa. Jeśli my pielęgnujemy każdą z tych miłości to my tego nie przegramy. (…) Pierwszym szańcem jest walka o dzieci, drugim - walka o artystów i kulturę.

 

Powtórzę za Tekielim: „Pierwszym szańcem jest walka o dzieci, a drugim o artystów i kulturę”. Dokładnie tak i w zasadzie nie inaczej. Mogę tylko dodać – i to jako nauczyciel – że walka o dzieci w ramach obecnego systemu oświaty (z jego obecną kadrą) jest skazana na porażkę, jak walka o dobry polski przekaz artystyczny w instytucjach zarządzanych przez marksistów. Dla porządku dodajmy, że wyjątki tylko potwierdzają regułę. Pozostaje więc sztuka i konsekwentne poprzez nią budowanie i odbudowywanie wyobraźni narodowej, a więc to, co robili ci przed nami i to w czasach dużo bardziej apokaliptycznych niż nasze zarazy powszednie.

 

Ale i my mamy swoje „Himalaje”, niemożliwe do wyobrażenia sobie przez przodków i antenatów – to zdrada hierarchii kościelnej, czyli utrata najważniejszego sojusznika w formowaniu duchowości. Tym razem nie chodzi o czasami niezrozumiałą dla społeczeństwa doraźną taktykę dogadywania się Kościoła z taką czy inną władzą (to robił również Prymas Tysiąclecia. A swoją drogą, co z jego beatyfikacją?!) To najpierw i przede wszystkim posoborowa (II SW) rezygnacja z paradygmatów tradycji katolickiej, które Bożego ducha umacniały w wiernych i ugruntowywały w klerze, a tym samym dawały również mocne podstawy patriotyzmowi. W konsekwencji mamy abdykację niemal całego episkopatu z bycia po stronie ludzi i to w sytuacjach tak oczywistych, jak choćby tegoroczne „odwołanie” przez władzę cywilną Wielkiejnocy czy dnia Wszystkich Świętych. Innymi słowy – przysłowiowa kruchta kościelna nie jest już dzisiaj miejscem, które chce sprzyjać narodowej narracji i polskim artystom, jak to się działo choćby w czas stanu wojennego od grudnia 1981 r. I znowu, dla porządku dodajmy, że istniejące jak najbardziej wyjątki tylko potwierdzają tę smutną regułę.

 

I tutaj, żeby zrozumieć do końca w czym rzecz, trzeba znów zacytować zastraszonych, którzy raniące nas opresje z jednej strony zwą terrorem, ale z drugiej oburzają się na kontrujące ten stan rzeczy próby działań pozytywistycznych lub tożsamościowych. I krzyczą wtedy, że to „szaleństwo w tym czasie”, bo najpierw „trzeba przeżyć”. Chciałoby się rzec: powiedzcie to wyżej wymienionym albo na przykład takim literackim bohaterom i wzorcom polskości jak Wołodyjowski czy Ordon…  Spróbujcie przekonać do takiej postawy rtm. Pileckiego czy ks. Popiełuszkę… A może wasze zdanie podzieliłaby Danusia Siedzikówna?

 

Tomasz A. Żak

 


DATA: 2020-11-12 07:27
AUTOR: TOMASZ A. ŻAK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
12
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Dobry tekst i w sedno. Z edukacją jest problem bardziej złożony. Zsumowanie tego w 2 zdaniach wg mnie nie do końca oddaje problem. Myślę, że jest to do poprawy, ale...
21 dni temu / mc2
 
@wrotka Bardzo trafna uwaga i ja był doprecyzował, mianowicie Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie!! Dzisiaj jest to Uniwersytet Lwowski imienia Iwana Franki, postaci o tendencjach socjalistycznych, postępowych, a tym samym niezbyt przyjaznego wobec Świętego Rzymskiego Kościoła Katolickiego! Sam uniwersytet obecnie nie ma już nic wspólnego z Uniwersytetem Jana Kazimierza. Nosi bowiem nazwę Narodowy a więc ukraiński Uniwersytet imienia Iwana Franki.
21 dni temu / Student
 
Uniwersytecie Lwowskim - nie, na Uniwersytecie Jana Kazimierza
22 dni temu / wrotka
 
Piękny tekst,w środek problemu.
22 dni temu / Koda
 
Coraz mniej tych którymi nie zawladnela gorycz, nienawiść. Apropo teatru czy to nie zmierza do przejęcia tych ludzi przez takich co preferują orwellowskie seanse nienawiści lub tworzą grunt podatny na takie rzeczy. Ale dążą do przejęcia nie oznacza że już przejęli.
23 dni temu / pl
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.