DZIŚ JEST:   23   WRZEŚNIA   2019 r.

Św. Ojca Pio z Pietrelciny
Św. Tekli, męczennicy
 
 
 
 

JOWy źródłem Brexitu

JOWy źródłem Brexitu
FOT.Credit Image: © Joel Goodman/London News Pictures via ZUMA Wire/FORUM

Podczas telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta Rzeczypospolitej, która miała miejsce przed wyborami w 2015 roku, Janusz Korwin-Mikke udowadniał na brytyjskim przykładzie, że system jednomandatowych okręgów wyborczych nie oddaje w pełni preferencji wyborczych społeczeństwa. Dziś widzimy jednak, że niedoszacowanie eurosceptyków i ich nieproporcjonalna obecność w Izbie Gmin wcale nie zaszkodziła sprawie. Idea została realizowana, tyle, że przez inną formację.

 

7 maja 2015 roku, a więc na 3 dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich w Polsce, posłów do swojego parlamentu wybierali Brytyjczycy. W Zjednoczonym Królestwie obowiązuje ordynacja bezpośrednia, a więc poddani Elżbiety wybierają konkretnego człowieka, a nie listę partyjną. Kandydat jaki w danym okręgu zbierze największą liczbę głosów zostaje deputowanym.

 

System jest bardzo prosty, chociaż może sprawiać wrażenie niesprawiedliwego. Oto blisko 4 miliony głosów oddanych na Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, z której wywodzi się m.in. Nigel Farage, zaowocowało… jednym mandatem dla UKIP. Trzy mandaty w Izbie Gmin zgarnęła z kolei Socjaldemokratyczna Partia Pracy, którą poparło mniej niż 100 tysięcy uprawnionych do głosowania.

 

System JOW na brytyjskim przykładzie wygląda więc absurdalnie. Jest tak jednak tylko wtedy, gdy myślimy o składzie osobowym parlamentu, o interesie konkretnej formacji politycznej, o jej sile i ilości deputowanych, a nie o realizowaniu celów, jakie przyobiecali swoim wyborcom, o przyszłości państwa. UKIP zwyciężył bowiem w zaledwie jednym okręgu, dlatego blisko 4 miliony głosów oddanych na formację nie zaowocowało realną reprezentacją w Izbie Gmin. To jednak tylko partyjna logika.

 

Zwycięska w Wielkiej Brytanii Partia Konserwatywna zgarnęła 11,3 milion głosów. Ich główny rywal – Partia Pracy – 9,3 miliona. I chociaż eurosceptycy z UKIP mają zaledwie jednego deputowanego, to ich partię poparły prawie 4 miliony Brytyjczyków. Ta liczba jest czymś znaczącym w wyspiarskim systemie wyborczym. Owe 4 miliony bez reprezentacji są gorącym oddechem na plecach konserwatystów, bądź co bądź w większości pro-unijnych.

 

David Cameron nie rozpisał referendum w sprawie opuszczenia przez Zjednoczone Królestwo Unii Europejskiej dlatego, że jest eurosceptykiem. Nie zrobił też tego z nudów, czy fanaberii. Była to chłodna kalkulacja polityczna. Owe 4 miliony mogły i mogą wszak głosować na jego formację. Wystarczyło przekonać ich, że wbrew pozorom i narracji UKIP Partia Konserwatywna również zainteresowana jest niepodległością państwa, dba o jego interes i nie jest bezrefleksyjnie pro-unijna. No i – w przeciwieństwie do UKIP – ma możliwość realnego kreowania polityki brytyjskiej.

 

Gdyby na Wyspach obowiązywał system proporcjonalny, to koledzy Nigela Farage’a zajęli by – proporcjonalnie do uzyskanego wyniku – około 12 proc. miejsc w Izbie Gmin. I koniec. Wyborcy UKIP nie mogliby niczego żądać od konserwatystów, wszak mieliby własną reprezentację. Tymczasem, gdy pozostali bez przedstawicieli, w naturalny sposób swoje naciski skierowali na deputowanych Partii Konserwatywnej.

 

To im – bezpośrednio, bo taką mają wyspiarze ordynację – wyborcy UKIP szeptali do ucha: „jesteśmy tu, są nas miliony. Nie zapominajcie o nas”. A w ramach jednego okręgu: „Są nas tysiące. Tym razem wygrałeś z laburzystą kilkudziesięcioma, może setkami głosów, ale kiedyś wyborcy mogą się od Ciebie odwrócić i do Izby Gmin wejdzie socjalista. Zrób coś dla nas, a zyskasz naszą wdzięczność. Nie głosowaliśmy na Farage’a z miłości. Interesuje nas tylko jeden z jego postulatów. Zrealizuj go, reszta nas nie obchodzi”.

 

Taki mechanizm zadziałał, gdy Cameron podejmował decyzję o referendum. Nie inaczej było w trakcie kampanii przez referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej przez Zjednoczone Królestwo. Miliony wyborców UKIP, na których poparcie chrapkę ma Partia Konserwatywna, zadziałała jak płachta na byka. Dziesiątki polityków formacji nie mogło jednoznacznie odpowiedzieć się za partyjną linią anty-brexitową, gdyż obawiało się własnej przyszłości. Rządzący konserwatyści nie stanęli jasno po stronie Unii Europejskiej i z 12,6 proc. dla UKIP w roku 2015 zrobiło się blisko 52 proc. przeciwników UE. Oczywiście liczba eurosceptyków nie wzrosła w tak dynamicznym tempie. Większość z nich była ukryta w ramach elektoratu Partii Konserwatywnej, ale naciski niereprezentowanej w Izbie Gmin Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa przeważyły szalę na korzyść przeciwników obecności w Unii Europejskiej.

 

A jakiego systemu wyborczego chcemy w Polsce? Czy zabezpieczającego interesy partyjne i idealnie oddającego aktualne preferencje partyjne, czy nie do końca reprezentatywnego, ale stawiającego na sprawę zamiast na szyld? W zeszłym roku Nigel Farage był największym przegranym wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Z kolei jego uśmiech po ogłoszeniu wyników referendum w sprawie Brexitu przekonuje, że być może warto dać JOW-om szansę.

 


Michał Wałach




   


DATA: 2016-07-14 20:07
AUTOR: MICHAŁ WAŁACH
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

JOW-y oznaczają rzeczywistą demokrację. W JOW-ie wyborcy są zwierzchnikiem posła, on ich musi słuchać bo inaczej wylatuje ze stanowiska, zatem w ogóle z polityki. Brytyjczycy są przyzwyczajeni do tego że politycy im służą a nie panują nad nimi tak jak mafiokraci z Brukseli panują nad ludami w UE. To dlatego większość Brytyjczyków głosowała za Brexitem. To jak dany wyborca głosował w wyborach do parlamentu jest odrębną sprawą. W tym referendum ludzie nie opowiadali się nie za tą czy inną partią tylko za demokracją lub za pozostawieniem zwierzchnictwa niewybieralnych mafiokratów z Brukseli nad Wielką Brytanią.
ponad 3 lata temu / Bacz
 
@re Mam na myśli połowę głosujących. Co to apoteozy JOW nie wypowiem się, bo jej nie uprawiam. W Izbie Gmin odsetek nowych posłów nie jest bynajmniej mniejszy niż w Sejmie, a odsetek kobiet (wbrew propagandzie, że z natury ?dyskryminuje kobiety?) jest tam nawet wyższy (ja w ogóle akurat takiego podejścia nie rozumiem, co to za różnica, czy to kobieta, mężczyzna, owca czy kura ? wybrali, to wybrali). Dziwię się jednak takiemu podejściu, że jeśli dwie partie dominują, to jest jakieś ?zabetonowanie?, bo te partie w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy Australii, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, są zdecydowanie bardziej zróżnicowane wewnętrznie niż nasze. Zdecydowanie. To nie są takie same partie, jak nasze, tylko nazwę noszą podobną.
ponad 3 lata temu / Lojza
 
@Lojza Za to w Sejmie mamy dwie zupełnie nowe partie i także masę nowych posłów. Takie ma znaczenie (nie Senat, bo nie o jego znaczeniu dyskutujemy, ale o ordynacji), że przy JOW-ach proporcje w Sejmie wyglądałyby podobnie jak w Senacie - ok. dziewiędziesięciu kilku procent. Takie to byłoby "przewietrzenie sceny", że zostałaby zabetonowana jeszcze bardziej. Śmieszna jest ta apoteoza JOW-ów jako cudownego eliksiru na wszystkie bolączki. Wystarczy wprowadzić, a wszytko potoczy się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. W skrócie wyborcy są dobrzy tylko system w jakiś magiczny sposób korumpuje ich wybory. Tak jakby ludzie nagle mieliby znaleźć się w innych środowisku informacyjnym, zacząć poświęcać więcej czasu i uwagi na śledzenie wiadomości i wyciąganie wniosków, nie będą mieli pamięci złotej rybki, będzie im zależało bardziej na sprawach publicznych itd., a tu leży sedno sprawy. Co do "połowy Polaków", to nie zauważa ona wyborów w ogóle.
ponad 3 lata temu / re
 
@re A jakie znaczenie ma Senat w naszym ustroju? Drugo- lub trzeciorzędne. Gdyby go wybierać pośrednio, połowa Polaków nawet by tego nie zauważyła... Zresztą nawet w tym Senacie jest 31 osób zupełnie nowych, które parlament widziały dotąd co najwyżej w telewizji lub na wycieczce.
ponad 3 lata temu / Lojza
 
@Karolina W obecnym Senacie na 100 senatorów wybieranych w JOW-ach 95 jest z dwóch największych partii (PiS 61, PO 34, PSL 1, a niezrzeszeni 4). Tak w rzeczywistości wygląda to "przewietrzenie sceny".
ponad 3 lata temu / re
 
Pozwolę sobie dołączyć do dyskusji własną obserwację, żartobliwie: gdy spotyka się 10-ciu otępiałych złotopolską publicystyką polityczną "prawicowych" wyznawców partyjnych, aby wybrać spośród siebie lidera ich 10-osobowego kółka partyjnych czcicieli, jaką ordynacją dokonują wyboru? Otóż głosują na jednego kandydata, a wybierają tego, kto otrzymał najwięcej głosów. Czyli używają ordynacji większościowej z jednomandatowym 10-osobowym "okręgiem wyborczym". Jednakże ci sami medialnie ogłupieni i zaślepieni fanatycy partyjni utrzymują krzykliwie, że w wyborach do polskiego parlamentu należy utrzymać obecną SOCJALISTYCZNĄ metodę proporcjonalną, w której przyznawanie mandatów nie odbywa się na drodze zwykłej matematycznej większości, lecz obliczeń wg D\'Hondta - niepotrzebnie skomplikowanego sprytnego ustalania proporcji pomiędzy wszystkimi głosami. Otrzymane wyniki zwykle faworyzują polityków o niższym poparciu, którzy nie zostaliby wybrani metodą zwykłej większości.
ponad 3 lata temu / Murem
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.