25 czerwca 2015

Instrumentum laboris – postępowcy kontratakują

Sprzeciw wobec ideologii gender, a równocześnie uproszczenie procedury stwierdzania nieważności małżeństwa, zachęta do „wzrastania w wierze” innej niż katolicka oraz „zaakceptowanie wrażliwości” homoseksualnej. To wszystko zawiera wstępny dokument przedsynodalny opublikowany we wtorek w Watykanie. Sprawa najpewniej rozbije się o retoryczne niuanse. To przecież ostatnio stały wariant gry.


Zwolennicy zmian w nauczaniu Kościoła nie dają za wygraną. Po odrzuceniu przez ojców synodalnych w październiku 2014 r. akapitów o „uznaniu wkładu homoseksualistów we wspólnotę kościelną” oraz nawoływań do zmiany praktyki duszpasterskiej w kwestii nierozerwalności małżeństwa, nadal chcą rozmontowywać Chrystusowe nauczanie. Kilka dni temu poznaliśmy dokument roboczy (Instrumentum laboris), przedstawiony jako „podpowiedź” dla biskupów, nad czym będą pracować podczas drugiej sesji synodu – w październiku tego roku.

Wesprzyj nas już teraz!

Warto przypomnieć, że dokument powstał w kilka tygodni po ukrywanych przed dziennikarzami spotkaniach głównych architektów zmiany „podejścia pastoralnego” do rozwodników i homoseksualistów – chodzi oczywiście o prominentnych hierarchów niemieckich i włoskich.

Odważnie przeciw gender i seksualizacji

Co znajduje się w dokumencie? Podkreśla on między innymi sprzeciw wobec wszelkich tendencji zmierzających do zacierania różnicy płci – Kościół więc potwierdza oczywiste fakty, które coraz intensywniej kwestionują promujący ideologię gender kontestatorzy praw natury. W przedsynodalnym dokumencie przypomniano też kwestię „nienaruszalności i świętości” ludzkiego życia w kontekście szalejącej plagi aborcji – upomniano również lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, że nie powinni brać udziału w tych zbrodniczych procederach.

Rzadko w ostatnich latach zdarzały się w dokumentach Kościoła wezwania do katolickich rodziców, by czuwali nad programami szkolnymi swych dzieci, a do tego literalnie nawołuje się w „Instrumentum laboris”. To śmiałe wezwanie do konfrontacji ze światem zewnętrznym, którego dawno tak wprost w Watykanie nie artykułowano! Biskupi mają bowiem rozmawiać na synodzie o narzucanych przez świat wzorcach sprzecznych z chrześcijańską wizją rodziny, zwłaszcza w dziedzinie seksualności. Ojcowie synodalni będą najpewniej chcieli poinstruować rodziców, by ci zachęcali swe dzieci do sprzeciwu sumienia w kwestiach niemoralnej edukacji seksualnej. To ważne wydarzenie z punktu widzenia etapu rewolucji w którym dziś się znajdujemy – walka o duszę młodych ludzi rozgrywa się przecież właśnie na tej płaszczyźnie.

Kazuistyka duszpasterska – smutna spuścizna po SVII

Trudno jednak z optymizmem patrzeć na pozostałe punkty omawianego dokumentu. Wydaje się, że zastosowana już wielokrotnie w ostatnim półwieczu metoda tworzenia kościelnych dokumentów po raz kolejny znajduje swoje przykre zastosowanie. Okrągłe słowa o eleganckim brzmieniu mogą być bowiem furtką dla zmian w „praktyce pastoralnej” poszczególnych, co bardziej postępowych krajowych episkopatów. I tak w dokumencie poświęconym rodzinie czytamy o potrzebie „docenienia roli kobiet w Kościele, w procesach decyzyjnych i udziale w zarządzie niektórych instytucji”. Ciężko odgadnąć, co konkretnie ma to oznaczać, ale jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego kwestia ta podjęta zostaje w kontekście rozmów o rodzinie.

Podobnie jest w kwestiach określanych po ubiegłorocznej dyskusji biskupów mianem „najbardziej kontrowersyjnych”. Czytamy bowiem o potrzebie „odważnych wyborów duszpasterskich” w stosunku do rozbitych rodzin, które ukażą im „nieskończone miłosierdzie Boże”, jednocześnie „doceniając i wspierając” tych, którzy po rozpadzie małżeństwa pozostają wierni swemu małżonkowi. Co to może znaczyć? Cóż, arcybiskup Gądecki może zasadnie uznać, iż „odważne” może być częstsze nawoływanie rozwodników do nawrócenia się. Kardynał Marks może już jednak stwierdzić, że ową „odwagą” jest nieuleganie „presji konserwatystów” i – bagatela – dwutysiącletniej tradycji… wynikającej z nauczania Chrystusa. Biskupi przewodzący Kościołowi w Niemczech nie poczuwają się wszak do bycia „filią Rzymu”.

W kwestii małżeństwa i jego „niezmiennej nierozerwalnośći”, jak piszą twórcy dokumentu, trudno nie dostrzec pewnej schizofrenii. Z jednej bowiem strony podkreśla się wartość małżeństwa, z drugiej zaś oczekuje się ułatwienia stwierdzenia jego nieważności – między innymi poprzez zniesienie dwuinstancyjności procesu. Władze kościelne mają więc zarówno namawiać do wytrwałości w małżeństwie jak i nie utrudniać coraz powszechniejszego procesu nazywanego potocznie przyznawaniem „kościelnych rozwodów”.

Komunia nie dla rozwodników, chyba że…

„Instrumentum laboris” wskazuje również na „konieczność szczególnej refleksji nad formami wykluczenia osób rozwiedzionych, które żyją w ponownych związkach, praktykowanymi w kontekście liturgiczno-duszpasterskim, wychowawczym i charytatywnym”. „Chodzi o to, by pozostający w takiej sytuacji wierni nie czuli się wykluczeni z Kościoła” – precyzują biskupi przygotowujący obrady synodu. Tutaj także rozbieżność interpretacji może być ogromna. Kardynał Wilfrid Napier z RPA może słusznie zinterpretować passus jako konieczność wyjścia z Ewangelią do zatwardziałych grzeszników i ponownego (nigdy wszak nieustającego) zaproszenia ich do udziału we Mszy Świętej, ale kardynał Walter Kasper uzna zapewne, że „niewykluczanie z Kościoła w kontekście liturgiczno-duszpasterskim” to po prostu zaakceptowanie grzechu z całym dobrodziejstwem inwentarza. O co zresztą od lat postuluje. Tym bardziej, że w dalszej części watykańskiego dokumentu czytamy, iż ich duszpasterstwo musi być poprzedzone „odpowiednim rozeznaniem” sytuacji, powinno ono się dokonywać w tempie wyznaczanym przez „dojrzewanie sumienia”.

Biskupi odpowiedzialni za dokument przedsynodalny podpowiadają jednak, iż dopuszczenie rozwodnika do Komunii Świętej może nastąpić jedynie na drodze pokuty, pod kierunkiem biskupa, po zweryfikowaniu możliwości stwierdzenia nieważności małżeństwa i pod warunkiem życia we wstrzemięźliwości seksualnej. Efekt prac nad ostatecznym brzmieniem tego punktu może zdecydować o ostatecznym znaczeniu synodu dla nierozerwalności małżeństwa. Z całą pewnością w jego aktualny kształt uderzą niemieccy biskupi – chyba, że znajdą inną, kazuistyczną ścieżkę do potwierdzenia promowanej przez siebie „praktyki duszpasterskiej”.

Zaakceptować wrażliwych homoseksualistów i nie nawracać małżonków

Biskupi pracujący nad organizacją tegorocznej sesji synodu, to dokładnie ci sami hierarchowie których papież powołał do administrowania poprzednią sesją – kardynał Peter Erdo z Węgier i włoski arcybiskup Brunona Forte. Ten ostatni, metropolita Chieti-Vasto, osobiście wprowadził  do ubiegłorocznego dokumentu zapisy o potrzebie dowartościowania homoseksualistów. Nic więc dziwnego, że i w tegorocznym dokumencie czytamy o konieczności „uszanowania w swej godności i zaakceptowania z wrażliwością i delikatnością w Kościele i w społeczeństwie” osób homoseksualnych. Dokument wyraża też „życzenie wypracowania oferty duszpasterskiej skierowanej do osób homoseksualnych”. Niczym innym jak homoseksualną dywersją można wytłumaczyć fakt uporczywie podejmowanych prób nakłaniania biskupów , by poruszali kwestię homoseksualizmu, kiedy gromadzą się w Watykanie, aby mówić o problemach rodziny. A już niejasny passus mówiący o „zaakceptowaniu” grzesznych postaw, woła o pomstę do nieba. To kolejny punkt, który z pewnością stanie się kością niezgody w październiku.

Czytając „Instrumentum laboris” można dojść do przerażającego wniosku – są biskupi, którzy chcą, by Kościół odszedł od swej podstawowej misji – ewangelizacji wszystkich ludzi na całym świecie. Dokument proponuje bowiem wypracowanie „kodeksu dobrego postępowania” w przypadku małżeństw mieszanych tak, by małżonkowie „nie stanowili dla siebie nawzajem przeszkody we wzrastaniu w wierze”. A więc mąż katolik powinien „nie stanowić przeszkody” dla żony żydówki i jej wyznania, a żona katoliczka nie powinna próbować nawracać męża-protestanta…

To znak czasów, za który przyjdzie nam wszystkim kiedyś zapłacić. Szczególnie słono zaś zapłacić mogą ludzie powołani do tego, by paść owce Pana, a usiłujący zwieść je obecnie w zupełnie innym kierunku, niż chciał tego Chrystus.



Krystian Kratiuk



Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie