DZIŚ JEST:   18   CZERWCA   2019 r.

Św. Elżbieta z Schönau
Św. Amand, biskup Bordeaux
 
 
 
 

Inna Ameryka

Inna Ameryka

Na kartach książki zatytułowanej John Wayne’s America Gary Wills stwierdza, iż John Wayne ucieleśnia amerykański mit. Archetyp Amerykanina – pisze – to przesiedleniec uciekający od odrzuconej przeszłości, by wedrzeć się we wspaniałą przyszłość (…) wykorzeniony, lecz niosący w sobie Jądro, to żyroskop wyznaczający kierunek, to wędrowna norma.

 

Ów ludzki typ nie poddaje się regułom ani autorytetom, lecz sam dla siebie stanowi prawo. Jest koczownikiem, nie tylko odrzucającym przeszłość, lecz również walczącym o nowy świat, w którym elegancja i ceremoniał Starego Świata oddają pole nieskrępowanej prostocie demokratycznych manier. W Ameryce istnieje jednakowoż – nieustannie a konsekwentnie ignorowana – zupełnie odmienna rzeczywistość. Innymi słowy, co innego głosimy, za czym innym tęsknimy. Hałaśliwie deklarujemy, iż wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi, a podziwiamy nierówność uosabianą przez królową Elżbietę II – ochoczo zwracamy się do niej per „Wasza Królewska Mość” i z zapałem całujemy jej obleczoną w białą rękawiczkę dłoń. Proklamujemy zerwanie z przeszłością, a jednak kurczowo, z dziecięcym zapałem, czepiamy się reliktów minionej epoki.

 

Amerykański paradoks

Powyższa niekonsekwencja ukazuje ciekawy paradoks Ameryki. Od lat pisuję na jego temat, wskutek czego miałem okazję spotkać Amerykanów wyjątkowego typu, którego nikt nie spodziewa się znaleźć w Stanach Zjednoczonych.

Typ ten, ceniąc sobie nowoczesne udogodnienia życia, ubolewa nad trendami kulturowymi nowoczesności, wiodącymi ludzkość ku barbarzyństwu. Źle się czuje w teraźniejszości, przyszłości się obawia, pociechę znajdując w zachwycie nad wyszydzaną przez innych przeszłością i w jej naśladowaniu. Tradycja to dlań bynajmniej nie pokrywający się coraz grubszą warstwą kurzu muzealny eksponat pozostający bez jakiegokolwiek związku z codziennym życiem, lecz żywa, harmonijna kontynuacja tego, co minione, nadająca teraźniejszej chwili znaczenie, przyszłość zaś obdarzająca nadzieją.

 

Spoglądając wstecz na liczne przykłady tego amerykańskiego paradoksu, wyraźnie dostrzegam ich wspólny mianownik. Opisany powyżej typ Amerykanina tęskni za cywilizacją europejską – chrześcijańską od iglic kościelnych wież aż po szczeliny w ulicznym bruku.

 

Rekonstrukcja przeszłości

Mówi się, że cywilizacja ta umarła, a ożywienie jej trupa jest po prostu niemożliwe. W oczach szanujących tradycję Amerykanów podzwonne dla niej wybiła zapewne publikacja słynnej powieści Margaret Mitchell zatytułowanej Przeminęło z wiatrem w roku 1936, na podstawie której nakręcono trzy lata później uhonorowany Oskarami film. Publiczność na całym świecie olśniło ukazane w nim życie przed amerykańską wojną domową, tak bardzo przypominające europejską belle epoque.

 

Dla niektórych przedstawione na ekranie życie arystokracji – pełne rytuałów, uroku i galanterii – istotnie „przeminęło z wiatrem”, z pewnością jednak nie dla członków grup rekonstrukcji historycznej zajmujących się odtwarzaniem realiów okresu wojny secesyjnej. Gromadząc się na spotkaniach organizowanych w całym kraju nie próbują oni sztucznie ożywiać przeszłości – po prostu nią żyją.

 

Ponad sto tysięcy Amerykanów podzielających tę samą pasję, uczyniło odgrywanie scen z przeszłości swoim hobby. Jest to jednak coś więcej niż zwykłe zajęcia w czasie wolnym; poświęcają oni niekończące się godziny na skrupulatne odmalowanie postaci z ubiegłego stulecia. Liczy się każdy szczegół, nawet kolor nici i guziki u munduru czy przy pięknej sukni. Kieruje nimi wielkie umiłowanie społecznego ceremoniału dawnej epoki. – Odtwarzanie scen z przeszłości to nie tylko hobby – to styl życia. Daje mi szansę ucieczki od dzisiejszych czasów – twierdzi jeden z członków grupy rekonstrukcyjnej z Gettysburga.


Średniowiecze

Pragnienie ucieczki od współczesnego świata podzielają członkowie Stowarzyszenia Twórczego Anachronizmu (Society for Creative Anachronism), którego działalność skupia się na odtwarzaniu życia w średniowieczu. ­Stowarzyszenie podzieliło kraj na dziewiętnaście okręgów administracyjnych, zwanych królestwami, na czele których stoją królowie i królowe. Zauroczenie Amerykanów średniowieczem tłumaczy także niezwykłą popularność ośmiu restauracji „Czasy Średniowiecza”, istniejących w różnych miejscach kraju. Dostarczają one nieporównanych doświadczeń kulinarnych inspirowanych autentyczną średniowieczną tradycją nakazującą rodzinie królewskiej zapraszać gości na turniej i ucztę, by wspólnie przyglądać się konnym potyczkom rycerskim. Od czasu otwarcia pierwszej restauracji-zamku w roku 1983 „Czasy Średniowiecza” gościły ponad dwadzieścia pięć milionów osób.

Najważniejszym wydarzeniem wieczoru jest średniowieczny turniej rycerski. – W dzieciństwie każdy z nas chciał zostać rycerzem w lśniącej zbroi, który walczyłby ze smokami i uwalniał z opresji piękne damy. Mieliśmy dużo szczęścia, że nam się to udało. Osobiście uważam, że urodziłem się o wiele za późno; powinienem był się urodzić kilkaset lat wcześniej – mówi Randy Bernhardt, jeden z rycerzy, a zarazem dyrektor artystyczny zamku Baltimore w stanie Maryland.

 

Roy i Kate Cox są właścicielami Freelancers – zespołu zawodowo zajmującego się organizowaniem rycerskich turniejów, który dostarcza rozrywki odwiedzającym Jarmark Renesansowy w pobliżu Baltimore. Roy Cox prowadzi tę działalność od lat i jest bardzo wymagający wobec członków swojego zespołu, którzy muszą przyswoić obszerny podręcznik dla rycerzy i giermków zawierający reguły zachowania, a nawet ubierania się.

Terry Whittaker z Sarasoty w stanie Floryda pracował z Freelancers przez krótki czas, ale średniowieczem zajmuje się przez całe życie.

Ten okres zawsze mnie interesował, ponieważ kierowano się wówczas Honorem. Królowie nie dowodzili swoimi ludźmi bezpiecznie zamknięci w zamkowych murach, lecz stawali z nimi ramię w ramię na polu bitwy – wyznaje.

Zupełnie tak samo, jak rycerz zdobiący Pieczęć Stanu Maryland, gdzie od roku 1962 rycerskie turnieje uznaje się za oficjalny sport. Dla mieszkańców stanu to sprawa wręcz rodzinna, jako że umiejętności potrzebne do toczenia podobnych zapasów nierzadko przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Turnieje odbywają się tutaj jeszcze od czasów wczesnej kolonizacji, ale ich popularność zaczęła wzrastać po wojnie secesyjnej. Podczas turniejów zachowywana jest pełna gala: kultywuje się obyczaje rycerskie, a współczesnych zawodników wciąż określa się mianem rycerzy.

 

Polowanie na lisa

O ile odtwarzaniu rozmaitych okresów historycznych bez wątpienia towarzyszy pewna doza teatralnej sztuczności, o tyle w amerykańskim polowaniu na lisa nie ma jej wcale. W Stanach Zjednoczonych pościg za lisem skrupulatnie wzoruje się na swym brytyjskim odpowiedniku, tyle że ostatecznie lisa się tu nie zabija. Cała reszta – od hierarchii polowania aż po szczegóły stroju – jest autentyczna. Założony w roku 1859 Rose Tree Fox Hunting Club jest najstarszym tego typu klubem w Stanach Zjednoczonych. Jak w większości amerykańskich klubów, także i tutaj naśladownictwo oryginału osiąga wysoki poziom: odprawia się nawet Mszę św. w Dzień Świętego Huberta, z błogosławieństwem psów gończych, oficjalnie rozpoczynającą nowy sezon myśliwski. Obecnie w całych Stanach Zjednoczonych organizuje się sto siedemdziesiąt siedem autoryzowanych polowań, w których udział bierze około dwudziestu tysięcy jeźdźców, skupionych głównie w Masters of Foxhounds Association of North America w Leesburgu, w stanie Wirginia.

Arystokratyczna tradycja W pogoni za lisem potrzeba wielkiej rączości i skoczności, dlatego używa się do niej koni rasowych. Nigdzie zaś nie znajdziemy większego dla nich upodobania niż w stanie Kentucky, uznawanym za światową stolicę rasowego koniarstwa. Poza granicami Stanów Zjednoczonych Kentucky najpowszechniej kojarzy się z siecią popularnych restauracji „Kentucky Fried Chicken”, tymczasem jego mieszkańcy najbardziej szczycą się arystokratyczną tradycją hodowli koni rasowych.

 

Podstawową przyczynę tutejszych sukcesów na tym polu stanowi przekonanie, iż konie nie zostały stworzone równymi. Rodowód każdego amerykańskiego konia rasowego sięga z górą trzystu lat wstecz – do merry olde England króla Karola II. Żeniąc się z portugalską księżniczką, Katarzyną de Braganza, otrzymał on, jako część jej wiana, klacze z Tangieru, nazwane później wraz ze swym potomstwem – klaczami królewskimi. Za panowania królowej Anny Stuart przybyły do Anglii trzy rozpłodowe ogiery: dwa czystej krwi araby i jeden turek, które pokryły królewskie klacze, dając początek nowej rasowej linii. Jedynie bezpośredni potomkowie wspomnianych trzech ogierów przyczyniają się do wielkości owego rodu. Rodowody ich drobiazgowo spisał w roku 1791 James Weatherby na kartach Wielkiej księgi rozpłodu koni w Anglii (The General Stud Book of England), która stała się wzorem dla pułkownika Sandersa Bruce’a.

Urodzony i stale mieszkający w Kentucky pułkownik Bruce spędził życie na badaniu końskich rodowodów, których rejestr wydany w roku 1873 pod tytułem Amerykańska księga rozpłodu koni (The American Stud Book) wkrótce osiągnął status ostatecznej wyroczni w kwestii koni rasowych w Ameryce Północnej.

 

Wiktoriańskie herbaciarnie

Upodobanie dla rasowych koni i polowań na lisa nie dziwi w kontekście sympatii, jaką wielu Amerykanów żywi do wszystkiego, co brytyjskie. Marzymy o krytych strzechą wiejskich domach, o angielskich ogrodach i malowniczych osadach spopularyzowanych przez amerykańskiego malarza, Thomasa Kinkaida. Identyczną tematykę porusza miesięcznik „Victoria”, zachęcający swych 335 tysięcy czytelników do celebrowania wdzięku i elegancji dobrze przeżywanego życia. Umiłowanie angielskiej tradycji najpełniej uwidocznia się w rozkosznych amerykańskich herbaciarniach, niemal tak samo powszechnych w Stanach Zjednoczonych, jak w Wielkiej Brytanii. Wedle katalogu Great Tea Rooms, jest ich tam ponad dwa tysiące i lista ta wciąż rośnie.

 

„Brigham House Bed and Breakfast” w Holmes w stanie Ohio, na przykład, zaprasza do autentycznej angielskiej herbaciarni we wspaniałym stylu wiktoriańskim, która przenosi w czasie do minionej epoki wdzięku i elegancji.

Inny tego typu przykład stanowi herbaciarnia „Magnolia and Ivy” w Plains w stanie Georgia należąca do Terri Eager, która oprócz prowadzenia lokalu organizuje seminaria dla przyjeżdżających ze wszystkich zakątków kraju ludzi pragnących otwierać własne herbaciarnie. Ponadto, wszystkim zainteresowanym podszlifowaniem własnych manier pani Eager oferuje szeroki wachlarz zajęć z etykiety, na przykład: Etykieta picia herbaty, Zachowanie dzieci przy obiedzie czy ostatnio Etykieta stosunków w firmie. Nierzadkimi gośćmi jej trzech herbaciarni są nastolatkowie, którzy nie czują się dobrze w cyberświecie.

 

Ślub czystości

Najbardziej nieoczekiwaną w Ameryce rzeczą jest abstynencja seksualna nastolatków. Uosabia ona godny podziwu opór wobec rozwiązłego stylu życia promowanego przez hollywoodzki motłoch. Wielu amerykańskich nastolatków wybiera życie w czystości pośród przesiąkniętej seksem kultury, co więcej – ślubuje zachowanie czystości aż do chwili zawarcia związku małżeńskiego. Złożywszy ślub czystości, zakładają oni na palec obrączkę symbolizującą podjęte zobowiązanie.

 

Kiedyś, pewna dziewczyna, która niedawno złożyła taki ślub, wstała i na forum całej klasy odważnie obwieściła, że jest jedyną dziewicą w szkole. Miło się zdziwiła, gdy kilka koleżanek natychmiast ją poprawiło słowami: Wcale nie jesteś jedyna, ja też jestem. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ponad dwa miliony młodych Amerykanów złożyło podobne śluby.

Organizacje promujące to chwalebne przesłanie otrzymały od rządu federalnego na przestrzeni ostatniej dekady wsparcie finansowe w wysokości miliarda dolarów. Wiele milionów przeznaczono na dotarcie tych treści do amerykańskich klas szkolnych.

 

Jedną z licznych w całych Stanach Zjednoczonych grup głoszących owo niezwykłe orędzie jest Anscombe Society na uniwersytecie w Princeton. Jego założycielka, pochodząca ze Stow w stanie Massachusetts, Cassandra Debenedetto, opowiada, iż przykład studentów jednego z najszacowniejszych uniwersytetów w kraju porwał jej młodszych braci. – Dwaj planują założenie grupy wstrzemięźliwości w swoim liceum – wylicza – trzeci natomiast zamierza zrobić to samo na swojej uczelni. Cassandra ma ponadto własny blog zatytułowany Modestly yours (Wyrazy skromności), za pomocą którego krzewi dziś niemal zapomnianą cnotę.

Jednym z założycieli stowarzyszenia był również dziewiętnastoletni student filozofii, Sherif Girgis. – Dla mnie osobiście zachowanie czystości było ciężką próbą, jednak pokonawszy samego siebie, odnalazłem spokój i poczucie prawdziwej męskości – wyznaje. Inny dziewiętnastolatek, Jonathan Butler, wraz z trzema kolegami założył na uniwersytecie w Boulder w stanie Kolorado podobną grupę, którą nazwał College Coalition for Relationship Education. – Chciałbym, aby członkowie naszej grupy mogli odwiedzać szkoły podstawowe, by tam głosić przesłanie czystości – mówi.

 

Cały świat patrzy na Amerykę

Potrzebę szerokiej prezentacji „innej Ameryki” uświadomiła mi w pełni niedawna rozmowa z zaprzyjaźnioną członkinią ruchu pro-life z Australii. Zadowolona z zamknięcia ostatniego „młyna” aborcyjnego w Południowej Dakocie ubolewała ona jednakowoż nad narastaniem innych negatywnych zjawisk kulturowych, jak na przykład „małżeństwa” homoseksualne. Uważnie śledzi ona bowiem amerykańskie wydarzenia w pełni świadoma ich wagi. – Cokolwiek wydarzy się w Ameryce, w końcu dotrze i do Australii – powiedziała mi w rozmowie.

 

To prawda, Stany Zjednoczone wywierają niezaprzeczalny wpływ na cały świat. Jakże więc pozytywnie oddziaływać będzie ukazywanie zupełnie nieznanej ich strony – owej „innej Ameryki”. Dlatego właśnie świat powinien wiedzieć, iż mieszkańcy tej „innej Ameryki” trzymają się godnie jak goniący lisa jeźdźcy we wspaniałych czerwonych frakach, a subtelnością manier nie ustępują damom celebrującym w dawnych salonach picie herbaty. Nie przyjmują też do wiadomości zgonu czarującej społeczności amerykańskiego Południa, które – zdaniem Hollywood – „przeminęło z wiatrem”. Zanurzają się w dawne czasy najczęściej jak mogą, po czym z żalem powracają do… realnego świata. Mogli kiedyś pasjami oglądać filmy z Johnem Wayne’em, jednak przedmiotem najszczerszego ich podziwu pozostaje inny człowiek w siodle – średniowieczny rycerz w lśniącej zbroi – strażnik Honoru. Większość z nich entuzjastycznie przyjmuje odważne postawy, jak owi pragnący zachować czystość studenci i studentki, którzy wcale nie wstydzą się swego wyboru.

 

Choć więc orędownicy rewolucji kulturalnej nie ustają w rozprzestrzenianiu niepełnego wizerunku Stanów Zjednoczonych, miłośnicy tradycji na całym świecie mogą się pocieszyć, iż nie są sami. Jest jeszcze „inna Ameryka”.

 

Norman Fulkerson


Tekst ukazał się w nr. 4 dwumiesięcznika "Polonia Christiana"


DATA: 2012-11-15 01:15
AUTOR: NORMAN FULKERSON
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 
string(3) "435"

Copyright 2019 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.