DZIŚ JEST:   06   KWIETNIA   2020 r.

Św. Piotra z Werony
Św. Wilhelma z Eskill
 
 
 
 

II Rzeczpospolita kontra III RP. Pogrom

II Rzeczpospolita kontra III RP. Pogrom

Druga Rzeczpospolita już po kilku latach istnienia na mapie Europy wyprzedziłaby w rywalizacji na nowoczesne państwo obecną Polskę o kilka długości. Trzecia Rzeczpospolita w porównaniu z Drugą pozbawiona jest atutów, źle rządzona, nieinnowacyjna i odarta z  szacunku dla samej siebie. A wszystko to pomimo wielu dekad różnicy między początkami obydwu tych państwowości.


Główny powód, dla którego III RP jest tak słaba, to okoliczności jej narodzin. O ile bowiem II Rzeczpospolita była efektem ciężkiej pracy i wielkich poświęceń minionych pokoleń, skutkiem gorących patriotycznych uczuć oraz szczerym pragnieniem Polaków, o tyle z państwem powstałym na gruzach sowieckiego imperium było już zgoła inaczej. Narodziło się ono w głowach przerażonych słabością Moskwy i zapaścią gospodarczą komunistów oraz wąskiej grupy flirtujących niegdyś z marksizmem samozwańczych przedstawicieli pogruchotanego stanem wojennym ruchu społecznego „Solidarności”. Pewnie dlatego 11 listopada budzi wśród wielu Polaków gorące uczucia, a z kolei wspomnienie 4 czerwca 1989 roku jest jedynie okazją do corocznych spędów dla przyjaciół z Magdalenki i ich admiratorów, którzy z różnych powodów nie zdołali załapać się na wódkę z Kiszczakiem.

 

Warto przypomnieć – bo przecież wielu tę różnicę doskonale widzi – jak wygląda protokół rozbieżności między II a III Rzeczpospolitą. W czym więc Polska powołana do życia po 123 latach niewoli przeważa nad państwem powstałym w wyniku dziwnych paktów i wyjątkowo trwałej fraternizacji między – przynajmniej pozornymi – przeciwnikami politycznymi?

 

Elity polityczne – trudno porównywać rządzących II RP do tych, którzy sprawują władzę w III RP, bez względu na to, czy chodzi o Platformę Obywatelską, PiS, czy – o zgrozo! – postkomunistyczne SLD. Nie ma takiej metafory, która oddałaby przepaść dzielącą obie elity. Różnica klas, inne poczucie odpowiedzialności – pisząc bardziej ogólnie: po prostu inny wymiar. I nie trzeba wcale porównywać Mazowieckich, Millerów, Pawlaków, Kaczyńskich czy Tusków z Piłsudskim, Dmowskim, Paderewskim bądź Witosem. Nawet bowiem odniesienie współczesnych nam postaci do wyjątkowo żenującego okresu politycznego II RP, jakim były rządy piłsudczyków po śmierci ich przywódcy, byłoby dla obecnych polityków kompromitujące. Gdyby nieco idealistyczny Beck usłyszał lizusowskie wobec Berlina deklaracje Radosława Sikorskiego, najpewniej jąłby rozważać, czy nie podzielić losu Walerego Sławka i nie sięgnąć do szuflady biurka po rewolwer. Z kolei skądinąd mało rozgarnięty i kochający blichtr Śmigły-Rydz umarłby ze śmiechu, a następnie zapewne gorzko zapłakał, by w końcu postradać zmysły, gdyby przyszło mu poznać poziom intelektualny niedawnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, przejawiający się chociażby w kreatywnych popisach gramatycznych.

 

Suwerenność przede wszystkim – słowa „wolność” i „suwerenność” w II RP nie były jedynie propagandowymi hasłami, używanymi – jak obecnie – w celu uwiarygodnienia mitu założycielskiego, jakim był okrągłostołowy pakt. Ileż razy w ostatnich miesiącach słyszeliśmy o „25 latach wolności”, o tym, że „powinniśmy szanować naszą wolność” lub, że „młode pokolenie nie docenia zdobyczy wolności”. Cóż, z pewnością obecna Polska różni się zasadniczo od tej PRL-owskiej, ale wmawianie nam, że „wolność”, którą grupka samozwańczych elit opozycyjnych „wywalczyła” podczas suto zakrapianych imprez w, należącej do komunistycznych służb specjalnych, willi w Magdalence to propagandowy majstersztyk. Trudno się dziwić, że tak osiągnięta „wolność” jest dla obecnych elit jedynie sloganem-wydmuszką. To dlatego największe media piały z zachwytu, gdy Donald Tusk rezygnował z funkcji premiera kraju, by objąć w Brukseli stanowisko sekretarki Merkel, Hollande’a czy Camerona.

 

Powiedzmy sobie wyraźnie: taka postawa w II RP byłaby uznana za zdradę. Podobnie jak osławione pierwsze reformy Balcerowicza, za których sprawą nie tylko zgodziliśmy się na podległość wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego i tzw. Klubu Paryskiego, ale – dzięki uruchomionej wówczas propagandzie przedstawiającej zagraniczny kapitał jako wybawienie dla Polski – wielu naszych rodaków ma obecnie niemal bałwochwalczy stosunek do zagranicznych inwestorów, za nic mając stan rodzimych przedsiębiorców czy przemysłu. Stąd media ochoczo sięgają po nierzadko skuteczny straszak w rodzaju: „zagraniczny kapitał źle reaguje na perspektywę objęcia władzy przez tego lub tamtego polityka”. Dla kontrastu wystarczy przypomnieć postawę premiera II RP Władysława Grabskiego, który z impetem reformując ówczesną gospodarkę nie godził się na wzięcie kredytów mogących poważnie uzależnić Polskę od stolic innych państw. Dlatego odprawił z kwitkiem – co zapewne dziś wywołałoby serię zawałów w redakcjach przy Czerskiej i Wiertniczej – Brytyjczyków, których propozycję kredytową uznał za zagrażającą suwerenności Polski. Można tylko przypuszczać, w jaki sposób Grabski zareagowałby, gdyby jakiś wymuskany dżentelmen, fascynujący się za młodu komunistycznymi demiurgami, czyszcząc paznokcie przy wielkim, drewnianym biurku w Brukseli, zdecydowałby o nałożeniu na Polskę „procedury nadmiernego deficytu”. Zapewne wybałuszyłby oczy ze zdziwienia, a pojąwszy, iż ma do czynienia z kompletnie absurdalną sytuacją, trzasnąłby drzwiami i kichał na wszelkie skutki takich „procedur”.

 

Bezcenna waluta – jeśli już mowa o Grabskim, to warto nawiązać do najbardziej znanego bodaj osiągnięcia jego rządów, czyli wprowadzenia złotego jako nowej, polskiej waluty. Co ciekawe, wcale nie istniał żaden obiektywny imperatyw, za sprawą którego taka operacja byłaby konieczna. Polska miała bowiem już wówczas jedną walutę – markę. Za sprawą reform Grabskiego została ona ustabilizowana i właściwie mogła swobodnie obowiązywać nadal jako środek płatniczy. Jednak w II RP symbole oraz ich wymiar polityczny miały niebagatelne znaczenie. Marka polska kojarzyła się już wówczas ze słabością świeżej państwowości i chwiejnością ekonomiczną – słowem: z najgorszymi skutkami okresu zaborczego. Stąd decyzja o wprowadzeniu złotówki. Warto o tym przypomnieć, szczególnie dzisiaj, gdy tak silny jest nurt społeczno-polityczny domagający się rezygnacji ze złotego i zastąpienia go euro. Powód takiego posunięcia jest absurdalny – chodzi bowiem o to, by dołączyć do „elity państw Unii Europejskiej”.

 

Rozkwit polskiej nauki – w dwudziestoleciu międzywojennym polska nauka przeżywała autentyczny rozkwit. Wielką renomą cieszyły się uniwersytety Jagielloński i Lwowski. Nie była to jedynie renoma krajowa, lecz światowa. Krakowska i lwowska uczelnia zasilały swoimi absolwentami i pracownikami naukowymi inne, świetnie rozwijające się szkoły wyższe, które reaktywowano po odzyskaniu niepodległości, jak Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie oraz nowoutworzone: Uniwersytet Poznański i Katolicki Uniwersytet Lubelski. UJ słynął z matematyków (np. Tadeusz Banachiewicz), historyków (Władysław Konopczyński) czy ekonomistów, i tutaj nie sposób nie wymienić jednego z polskich prekursorów libertarianizmu, Adama Krzyżanowskiego.

 

Okres II RP to światowej sławy szkoły matematyczne w Krakowie, Lwowie i Warszawie. Wówczas także nastał czas rozkwitu lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej, z takimi znakomitościami jak Kazimierz Ajdukiewicz, Tadeusz Kotarbiński, Stanisław Ossowski bądź Władysław Tatarkiewicz.

 

O polskiej nauce w okresie dwudziestolecia międzywojennego można napisać wiele. Uniwersytecki świat lat 20. i 30. to krąg autentycznych polskich elit, osiągających wybitne wyniki mimo niezwykle trudnych warunków związanych z ubóstwem powstającej Rzeczpospolitej. Trudno w jakikolwiek sposób porównywać klasę i dokonania tamtych ludzi z dzisiejszym światkiem naukowym, skażonym permisywizmem i relatywizującym tak zbrodnicze ideologie jak komunizm. Wystarczy przypomnieć niedawne wizyty byłego majora KBW, prof. Zygmunta Baumana na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim czy Uniwersytecie Wrocławskim lub pomysł przyznania – nie wiedzieć czemu i za co? – doktoratu honoris causa José Manuelowi Barroso, byłemu szefowi Komisji Europejskiej oraz sympatykowi maozimu.


Na marginesie, choć nie jest to wcale rzecz nieistotna, warto nadmienić, że władze II RP bardzo dbały o rozwój polskiej nauki. Rozkwitowi uniwersytetów sprzyjało nie tylko odpowiednie ustawodawstwo, ale też troska, by wykształcenie wyższe zachowywało renomę, nie zaś – jak dzisiaj – stanowiło obowiązkowy punkt w CV niemal każdego młodego człowieka.

 

Niesamowici wynalazcy – II RP to także wynalazki, sprzyjające innowacji. Polacy byli twórcami wycieraczek czy resorów samochodowych, Kazimierz Prószyński skonstruował pierwszą na świecie kamerę filmową, Stefan Pieńkowski wynalazł lampę fluoroscencyjną. Polscy geniusze mieli swój udział w rozwoju przemysłu zbrojeniowego (czołgowy peryskop odwracalny), telewizji, chemii (nie kto inny, jak Ignacy Mościcki to wynalazca metody umożliwiającej produkcję kwasu azotowego z powietrza), budownictwa...

 

Okres III Rzeczpospolitej raczej nie jest – przynajmniej na razie – czasem wielkich wynalazców. Zanotowaliśmy, owszem, osiągnięcia w astronautyce, fizyce, elektronice (wynalezienie słynnego grafenu), ale – jak na państwo rzekomo bogate i najlepsze, jakie mamy w historii – III RP nie wydała tak sporego grona kreatywnych i wykształconych ludzi jak II RP.

 

Świetna kolej bez pendolino – o dziwo, w II RP bez pendolino kolej radziła sobie doskonale, a nawet znacznie lepiej niż ta obecna. Napisano o tym sporo przy okazji krytyki kompletnie nietrafionego zakupu supernowoczesnych pociągów. Te sprzed blisko stu lat nie tylko pokonywały trasę znacznie szybciej niż obecnie, lecz również były niezwykle punktualne. Taka renoma to sukces o tyle wielki, że ówczesną infrastrukturę kolejową nierzadko odbudowywano z gruzów. W wyniku działań wojennych zniszczeniu uległo bowiem ok. 60 procent dworców na terenie Polski, 40 procent mostów i prawie połowę parowozów. Ówczesna kolej osiągnęła swoją osławioną świetność już w połowie lat 20., czyli w siedem lat po odzyskaniu niepodległości. III RP cieszy się i raduje niepodległością od grubo ponad dwóch dekad, czyżby z koleją coś poszło nie tak? Hmm…

 

Dwory w II Rzeczpospolitej – kultura dworska była jednym z szalenie istotnych elementów kulturowych Polski dwudziestolecia międzywojennego. Dwory nie tylko stanowiły centrum zarządzania majątkami ziemskimi, ale również były ostoją polskości. Choć ówcześni ziemianie stanowili raczej niewielki procent obywateli II RP, ich wpływ na kulturę tamtej Polski był niezmierny. Dwór to wartości patriotyczne, etos pracy, działalność społeczna i wsparcie potrzebujących. Oczywiście, ziemianie stali się głównym celem sowieckiej swołoczy w 1939 roku i później. W III RP zastąpili ich dorobkiewicze, pospolite chamy, których głównym osiągnięciem jest odpowiednie wpasowanie się w system III RP i kręcenie mniejszych – bo milionowych – interesików, na które zyskali placet od grubych ryb biznesu III RP, takich jak Kulczyk czy Krauze. „Ziemianinem” III RP był chociażby osławiony Ryszard Sobiesiak, ubijający deale na cmentarzach i stacjach benzynowych z reprezentantami „elit” pokroju „Grzecha” czy „Zbycha”. No cóż, taką kulturę elit daruje nam nasza III RP – „największe osiągnięcie Polaków od czasów jagiellońskich”.

 

 

Krzysztof Gędłek

 



 


DATA: 2015-11-13 07:45
AUTOR: KRZYSZTOF GĘDŁEK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
1
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Główny powód, dla którego III RP jest tak słaba, to okoliczności jej narodzin. O ile bowiem II Rzeczpospolita była efektem ciężkiej pracy i wielkich poświęceń minionych pokoleń, skutkiem gorących patriotycznych uczuć oraz szczerym pragnieniem Polaków, o tyle z państwem powstałym na gruzach sowieckiego imperium było już zgoła inaczej. Narodziło się ono w głowach przerażonych słabością Moskwy i zapaścią gospodarczą komunistów oraz wąskiej grupy flirtujących niegdyś z marksizmem samozwańczych przedstawicieli pogruchotanego stanem wojennym ruchu społecznego ?Solidarności?. Pewnie dlatego 11 listopada budzi wśród wielu Polaków gorące uczucia, a z kolei wspomnienie 4 czerwca 1989 roku jest jedynie okazją do corocznych spędów dla przyjaciół z Magdalenki i ich admiratorów, którzy z różnych powodów nie zdołali załapać się na wódkę z Kiszczakiem.
ponad 1 rok temu / jendrek
 
II rzeczpospolita to była bieda, zacofanie, głód i analfabetyzm.
ponad 3 lata temu / zet
 
Ktoś w końcu napisał banalną prawdę o naszych czasach, jak nie liżesz to nie jedziesz.................na szczęście powoli sytuacja się zmienia i spora liczba Polaków to widzi, pozdrawiam
ponad 4 lata temu / hiena24
 
II RP była gorszym państwem niż III RP. W 1939 roku produkcja przemysłowa była równa tej z 1913 roku. Całe dwudziestolecie zmarnowano. W III RP produkcja przemysłowa wzrosła ponaddwukrotnie, a ostatnio zbudowano dwa tysiące km szybkich dróg, wcześniej tysiące oczyszczalni ścieków. Kilka zakładów w COP-ie i Gdynii się do tego nie umywa.
ponad 4 lata temu / tomasz
 
@Skanderbeg - ale przecież nikt nie mówi że II RP to raj na Ziemii, gdzie wszystko było idealne. Chodzi o porównanie. W 1926 Polska miała więcej samolotów niż w 1939? Możliwe, nie pamiętam dokładnych liczb - ale w 1926, nasze lotnictwo składało się ze słabych samolotów "opchniętych" nam przez Francję, oraz jeszcze z resztek wyeksploatowanych samolotów z doby wojny. W 1939 roku, wszystkie nasze samoloty bojowe były polskiej produkcji, które również eksportowaliśmy do Grecji, Turcji, Rumunii, i Bułgarii. Tak, wiem, ten wysiłek okazał się i tak niewystarczający. Ale jak to w ogóle można porównywać z III RP, gdzie mamy dziś łącznie 80 myśliwców, bez absolutnie jakichkolwiek rezerw? W 1939 roku było słabo, ale plan zbrojeniowy przewidywał ogromny skok jakościowy i ilościowy do 1942 roku. Jaki mamy w tej chwili plan zbrojeniowy? Jakie mamy możliwości, 25 lat po niepodległości?
ponad 4 lata temu / Jakub Majewski
 
Komentarze mędrków bredzących o słobosci II RP,bo tak szybko (miesiąc) pokonało nas dwóch najeżdzców pachną POsowieckim naukowym marksizmem- dzisiaj Białoruś pokonałaby nas w tydzień i to bez trudu bo jedyne jednostki siedzą na linii Odry. Podobnie tekst o lepszej sytuacji po 123 latach i 3 zaborach niż po komunie to odlot na miarę zielonej wyspy z bilionem długu. Odbudowano 340 mostów a dzisaij w srodku stolicy mosty się palą ,autostrady buduje się za kasę unii -w 39 wywieziono z Polski pociąg ze złotem ....a nie długami.Port w Gdyni wybudowano na plaży a dzisiaj zlikwidowano cały przemysł morski. Po 2 latach od rozpoczęcia budowy COPu ,pierwsza surówka płynęła z pieca hutniczego-dzisiaj radocha z zagranicznych montowni i supermarketów. Karabiny Mauser,Fiaty,działka Boforsa,-kupione licencje po 2-3 latach unowocześnione i lepsze niż oryginał!!
ponad 4 lata temu / Lakszli44
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIA KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
M. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.