DZIŚ JEST:   03   SIERPNIA   2020 r.

Św. Lidii z Tiatyry
Św. Nikodema
 
 
 
 

Gwiezdne Wojny po ciemnej stronie Mocy

Gwiezdne Wojny po ciemnej stronie Mocy
Plakat filmu
#FILM    #GWIEZDNE WOJNY    #JEDI    #FEMINIZM    #KINO    #PREMIERA    #SAGA

Można się zżymać, że tandeta, że popkultura, ale Gwiezdne Wojny to wielka mitologia naszych czasów. Heroiczna praca nad samym sobą, wielka walka dobra ze złem, która już od pół wieku przemawia do miliardów ludzi. Ale – choć lada dzień ukaże się kolejny film w tej serii, ten opis Gwiezdnych Wojen odchodzi do czasu przeszłego…

 

Próżno oczywiście szukać w Gwiezdnych Wojnach tej głębi myśli, jaką cechują się filmy z gatunku fantastyki naukowej. Wprost przeciwnie: u zarania Gwiezdnych Wojen jej twórcy, George’owi Lucasowi chodziło raczej o stworzenie – świadomie, z premedytacją – naiwnej bajeczki. Jego inspiracją były arcy-tandetne, amerykańskie seriale jak Flash Gordon (1936) które pamiętał z telewizji swojego dzieciństwa – seriale zupełnie niepretensjonalne, stawiające na czystą rozrywkę i spektakl.

 

Bajeczka… czy wielka baśń?

Przed premierą, mało kto wierzył w sukces. Jednak, gdy Gwiezdne Wojny (później z podtytułem Nowa nadzieja) ukazały się w kinach w 1977 r., zrobiły niebywałą furorę. Dlaczego? Owszem, wady w sferze dialogów i aktorstwa, film nadrabiał niezwykłymi, przełomowymi wprost efektami specjalnymi. Niewątpliwie, audiowizualna jakość tego spektaklu nie miała wówczas równych sobie. Niewątpliwie, wartkie tempo filmu było wręcz wzorcowe dla filmów akcji. Jednak to wszystko dałoby zaledwie udany, dochodowy film – a tu było coś więcej. Nie bajeczka, ale baśń. Legenda. Mit. A właśnie: monomit.

 

Jedną z kluczowych inspiracji Lucasa była bowiem książka Bohater o tysiącu twarzy, praca Josepha Campbella, amerykańskiego badacza baśni. Campbell prezentował fundamentalną strukturę fabularną baśni, powtarzającą się w praktycznie każdej kulturze świata. Ta struktura, zwana monomitem lub wyprawą bohatera, określa szereg etapów przez które przechodzi bohater od wyjścia z domu, poprzez próby, symboliczną śmierć i odrodzenie, po powrót ze zdobyczą, oraz archetypów postaci jakie po drodze napotka. Nic dziwnego, że jest ona tak uniwersalna: można w niej bowiem rozpoznać ni mniej, ni więcej, jak wzorzec obrzędu przejścia, w którym dorastający chłopiec przebywa próby, aby stać się częścią wspólnoty mężczyzn-wojowników.

 

Monomit, jako struktura którą „czujemy” niemal podskórnie, pojawia się wszędzie, w mniej lub bardziej kompletnej formie. Jednak Gwiezdne Wojny były wyjątkowe. Lucas zastosował strukturę monomitu świadomie i podręcznikowo, tak iż każde wydarzenie, każda postać nawiązywała do archetypów. Naiwna bajka stała się ponadczasową baśnią. Po drugie zaś, gdy sukces pierwszego filmu umożliwił nakręcenie kolejnych dwóch, Lucas rozszerzył monomityczną strukturę do rozmiarów całej trylogii. Czy Imperium kontratakuje (1980), czy Powrót Jedi (1983), każdy film nadaje się do oglądania osobno, a jednak sprawiają wrażenie organicznego przedłużenia Nowej nadziei.

 

Ale Gwiezdne Wojny były ponadczasowe nie tylko ze względu na strukturę. Ponadczasowe były również ich konserwatywne, chrześcijańskie wartości.

 

Konserwatywne wartości liberała

Tu czytelnik może się zdumieć. Jak to: konserwatywne? Jak to: chrześcijańskie? Rebelianci walczący przeciw monarchii o demokrację? A Moc? Ta pseudobuddyjska idea bezosobowej, wszechogarniającej siły, która łączy wszystko we wszechświecie? Toż to czysty new age!

 

A jednak. W sercu Gwiezdnych Wojen była rodzina i chrześcijańska miłość. Oto młody sierota Luke Skywalker, stając do walki przeciwko Imperium, odkrywa, iż prawym ramieniem złego Imperatora jest jego własny ojciec. Początkowo przekonany, że musi go zabić, aby obalić Imperium, odkrywa inną drogę. Pokazuje swemu ojcu, że nie jest dla niego za późno, aby odkupić swe winy miłością, gdyż ta „zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8). Miast zabić ojca, poddaje mu się. Ten zaś, nareszcie podejmuje walkę na jaką mężczyźnie i ojcu przystało – poświęca własne życie, aby uratować syna i obalić Imperatora.

 

Lucas, owszem, nie krył się nigdy ze swoimi liberalnymi sympatiami politycznymi. Cóż jednak z tego, gdy bardziej niż jego świadome idee, przez dzieło przebija się to, co Lucas zabrał z rodzinnego domu: sympatia dla konserwatywnej, patriarchalnej rodziny. A czy złe Imperium jest potępieniem monarchii? Jest ono raczej uzurpacją idei, gdzie samozwańczy Imperator jest raczej dyktatorem niż monarchą – a tymczasem, prawdziwą księżniczkę znajdujemy po dobrej stronie.

 

Co zaś z tym całym buddyzmem? W tym kontekście, fascynująca jest druga trylogia Gwiezdnych Wojen, która rozpoczęła się Mrocznym widmem (1999), a zakończyła Zemstą Sithów (2005). Nie będziemy tu komentować jakościowego upadku tych filmów, którym daleko było do pierwowzoru. Ważna jest fabuła. Ta druga trylogia cofała się w czasie, aby ukazać wzlot i upadek na stronę zła Anakina Skywalkera – ojca Luke’a. Widzimy, jak ten dołącza do zakonu rycerzy Jedi, czymś w rodzaju buddyjskiego klasztoru Szaolin. Jak u buddystów, tu również klasztor jest podporą świeckiej władzy. Jak u buddystów, Jedi praktykują celibat – ale nie jest to nasz katolicki celibat, dobrowolna ofiara składana dla większego dobra, lecz tchórzliwe wyrzeczenie się światowych przywiązań z obawy, iż przywiązania wiodą do zła: do ciemnej strony Mocy.

 

Taka jest ta „dobra strona” w drugiej trylogii. Mało inspirująca. Jednak w tym właśnie rzecz: w tej części sagi, widzimy upadek zakonu Jedi, upadek spowodowany ich zaślepieniem, absurdalnością wyrzeczenia uczuć i przywiązań jako potencjalnego zła. Zakon Jedi staje się potępieniem buddyzmu. Choć Lucas świadomie inspirował się buddyzmem, ostatecznie zwyciężyło podświadome przywiązanie do chrześcijańskiego świata, w którym dorastał. Gdy oglądamy cały cykl w kolejności chronologii wydarzeń, odkrywamy, iż odpowiedzią na buddyjskie wady Jedi jest chrześcijańskie przebaczenie i miłość.

 

W tym miejscu warto zauważyć jeszcze jeden szczegół. Otóż, Gwiezdne Wojny zawsze były tworzone pod maksymalnie szeroką publiczność – dorośli, tak, ale nawet dzieci. Tu nie było krwi i przekleństw. Tu nie było nagości i seksu, a młody Anakin, związawszy się potajemnie z kobietą, nie czyni z niej kochankę, lecz żonę.

 

Disneyowskie ukąszenie współczesnością

Od 1977 r., Gwiezdne Wojny rozrosły się na wszelkie możliwe media. Radio, książki, seriale telewizyjne, gry komputerowe i planszowe – powstały ich setki, a uniwersum rozrosło się daleko poza rodzinę Skywalkerów. Jednak w 2012 r. Lucas przeszedł na emeryturę, sprzedał firmę Lucasfilm i prawa do swej twórczości Disneyowi. Ale ongiś rodzinny i konserwatywny Disney zmienił się w ostatnich latach niemal tak, jak owa Galaktyczna Republika, która przeistoczyła się w złe Imperium.

 

Disney natychmiast przystąpił do roboty. Znowu seriale, książki, gry – ale najważniejsze były oczywiście filmy. Rozpoczęto produkcję nie tylko nowej trylogii „głównych” filmów mającej zakończyć sagę Skywalkerów – ale też uboczne filmy prezentujące inne postacie i wydarzenia. Postanowiono przy tym skorzystać z okazji, aby „odświeżyć” Gwiezdne Wojny dla nowego pokolenia – wszak, ci którzy Gwiezdne Wojny widzieli w kinach w 1977 r. jako nastolatkowie, drugą trylogię oglądało już z nastoletnimi dziećmi, a trzecią z wnukami, którzy dorastają w zupełnie innym już świecie.

 

Nowa trylogia, Przebudzenie Mocy (2015), Ostatni Jedi (2017), i nadchodzący na dniach Skywalker: odrodzenie pod wieloma względami naśladują pierwotną trylogię. Oto młody bohater zostaje wyrwany z przyziemnego życia do walki z odradzającym się Imperium, które już lada moment dzięki potężnej nowej broni przełamie opór Republiki. Ale tym razem w miejscu Luke’a znalazła się kobieta. I to jaka! W całej krasie objawiły się feministyczne obsesje współczesnego świata – wszak, z ramienia Disneya Lucasfilmowi teraz szefuje feministka, Kathleen Kennedy.

 

Kobieta bohaterką? Cóż w tym złego? Zupełnie nic, gdyby nie tępa ideologiczna fiksacja stojąca za tym wyborem. Nasza bohaterka Rey z założenia ma być wzorcem osobowym, idolką, dla młodych dziewczyn. Zamiast jednak pokazywać stopniowego wzrostu postaci „od zera do bohatera” według klasycznego schematu trudnego przejścia od chłopca do wojownika, Rey jest od razu silna, zaradna i samodzielna. Luke musiał z wysiłkiem uczyć się nowych zdolności, zaś ona od razu pokonuje wyszkolonego żołnierza w walce wręcz. Pierwszy raz w życiu widzi statek kosmiczny, a już umie latać, a nawet go naprawić. Chwyciwszy miecz świetlny do ręki, pokonuje w pojedynku wyszkolonego i potężnego w Mocy przeciwnika.

 

Rey nie jest wyjątkiem, ale regułą. Kobiety w nowych Gwiezdnych Wojnach są sprytne, zaradne, silne i niezależne. To one ratują sytuację – zwykle po tym jak namieszali mężczyźni. Ilekroć zaś mężczyzna sprzeciwia się planom płci pięknej, niezależnie jak absurdalne te by się wydawały, okazuje się, że taki bezczelny pokaz machismo kończy się katastrofą, którą musi naprawić… no właśnie. Mężczyzna ma słuchać, bo jest głupi, nadpobudliwy i niestały. To z resztą jest coraz powszechniejsze we współczesnym Hollywoodzie.

 

Feminizm idzie w parze z obsesjami na punkcie „różnorodności”. Nietrudno dostrzec, że po stronie zła stoją głównie biali (zwykle mężczyźni, rzecz jasna). Dobro zaś, to różnorodność etniczna, rozszerzanie przesadnie rozbuchanej głównej obsady o kolejne role, byle zmieścić więcej kolorów skóry. Nie obyło się też bez innych komentarzy politycznych, ostrych ataków na bogatych, którzy w Ostatnim Jedi zostali pokazani jako próżne darmozjady, a do tego ludzie bez skrupułów. Z kolei poboczny film, Łotr 1 (2016), tworzy paralele pomiędzy działaniami złego Imperium z amerykańskimi działaniami na Bliskim Wschodzie, a dobrych Rebeliantów – z islamskimi terrorystami. Gdzie dawniej panowała prostolinijność, coraz bardziej zamazywana jest niegdyś wyraźna granica między dobrem a złem.

 

Działania Disneya spotkały się ostrą, narastającą reakcją wielbicieli serii. Dla wielu, nowe produkcje stanowią bolesny cios w dzieciństwo – zatrucie tego co było ponadczasowe, współczesnymi obsesjami polityczno-kulturowej lewicy. Ostatni Jedi wywołał wprost wybuch furii, który w połączeniu ze słabym wynikiem pobocznego filmu Solo (2018) – po raz pierwszy w historii tej serii nie było kasowego sukcesu – wywołał niepokój u Disneya. Nie ma sensu powtarzać plotek, ale niewątpliwie są pewne znaki, iż szefowie Disneya pokazali Kathleen Kennedy żółtą kartkę, obawiając się, iż ta może zniweczyć niezmiernie kosztowną inwestycję. Czy jednak to wpłynęło jakoś na produkcję dziewiątej części sagi, która właśnie wchodzi do kin? Pogłoski z pokazów dla próbnych widowni są dosyć mieszane.

 

Cóż – z pewnością, jak zwykle, Gwiezdne Wojny będą wielkim audiowizualnym spektaklem. Ale do tamtej baśni – czasem prostackiej, czasem głupawej, czasem olśniewającej, innym razem kiepskiej, ale szlachetnej i ponadczasowej – nie ma już powrotu.

 

Jakub Majewski


DATA: 2019-12-14 06:10
AUTOR: JAKUB MAJEWSKI
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
32
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Brawo Panie Jakubie. Naprawdę świetny opis, z którym zgadzam się całkowicie. Zwłaszcza w przypadku kobiet. To już norma, że w filmach mężczyźni są pokazani jako durnie, nieudacznicy, nie potrafiący wykonać samodzielnie żadnej pracy. Wszystko muszą za nich naprawiać kobiety. Oczywiście zawsze i pod każdym względem są doskonale, zadbane, lepsze i w ogóle perfekcyjne. A może taka zagadka dla czytelników-ile razy w każdym filmie kobiety obrażają mężczyzn? Proszę policzyć, choć to trudne. Bo ja już dawno nie widziałem filmu, gdzie kobiety nie wyzywałyby jakiegoś faceta od kretynów, głupków, durniów, itp itd. Jeszcze raz-świetna recenzja.
6 miesięcy temu / Damian
 
Trzeba się także zgodzić tutaj z autorem że Gwiezdne wojny to baśń. Myślę że w początkach było to traktowane jako fantastyka właśnie bo to były początki tego gatunku w filmie. Każdy kolejny film tylko rozbudowuje wątki i to uniwersum ale jednocześnie wchodzi w jakąś niszę gatunku. Jest tu wszystko co charakterystyczne dla fantastyki:klonowanie, obce cywilizacje itp. ale wszystko także z dużą dozą naiwności co sprawia że całość coraz bardziej staje się bajką niż fantastyka.
7 miesięcy temu / ww
 
No cóż wydaje się że wielość różnych nacji, gatunków, planet można przypisać do wszystkich więc w jakimś stopniu też do chrześcijan. Chociaż nie doszukiwalbym się zbyt wiele odniesień. Chrześcijanie musieliby być przedstawieni jako najbardziej zniewoleni i przesladowani chyba, więc z natury rzeczy prym w popkulturze wiodą inni moim zdaniem. To uniwersalna walka dobra ze złem którą w różnym czasie można przyrownac dosłownie do wszystkiego. Ja to kupuję że dobro jest właśnie tak spychane do zera niemalże.
7 miesięcy temu / ww
 
"Jak u buddystów, Jedi praktykują celibat ? ale nie jest to nasz katolicki celibat, dobrowolna ofiara składana dla większego dobra, lecz tchórzliwe wyrzeczenie się światowych przywiązań z obawy, iż przywiązania wiodą do zła: do ciemnej strony Mocy." Dziękuję za to zdanie, dawno się ta nie uśmiałam.
7 miesięcy temu / Kayla
 
Coś umarło. Coś niewinnego. Dla mnie w scenie gdzie całują się dwie aktorki. Jak określił to reżyser - był to ukłon w stronę LGBTQ. Zniszczyć historię kończąc sagę można tylko raz. Szkoda
7 miesięcy temu / Dla mojego poko
 
Co więcej upadek Anakina zaczął się od tego, że... lekceważył kodeks Jedi. Myślał, że wie lepiej, że przecież ten celibat to bzdura, że przecież miłość do kobiety nigdy do niczego złego nie może doprowadzić... a tymczasem stała się narzędziem sprowadzenia go w mrok. Gdyby Anakin przestrzegał kodeksu, gdyby wreszcie na samym końcu nie zradziłby Zakonu... to plan Sidiousa by nie wypalił. Sithowie zostaliby pokonani, ale właśnie przez zdradę i nieposłuszeństwo, przez przedkładanie własnego interesu nad dobro ogółu powstało ostatecznie wielkie Imperium Sithów. Zakon był w kryzysie, bez wątpienia jednak to Sithowie się zakulisowo do tego przyczynili... a i tak to właśnie Zakon Jedi niemal ich powstrzymał.
7 miesięcy temu / Lyokoheros
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.