DZIŚ JEST:   24   WRZEŚNIA   2020 r.

Św. Gerarda, męczennika
Bł. Hermana Kaleki
 
 
 
 

Gubiąc Inkę

Gubiąc Inkę

„Dlaczego mam mówić, że zachwyca, jeżeli nie zachwyca”, że zacznę wypowiedzią Gałkiewicza, jednego z bohaterów gombrowiczowskiej „Ferdydurke”. Stawianie pomników to wielka rzecz, ale tylko wtedy, gdy na piedestałach nie stoją fałszywe autorytety. Wcale nie mniej szkody wyrządza nadmierny kult skądinąd pozytywnej postaci czy wydarzenia. Destrukcją kulturową jest również sytuacja, w której prawdziwych bohaterów okadzają fałszywi ministranci i koniunkturalne „przechrzty”. Współcześnie mamy na kliknięcie „myszką” aż nadmiar dowodów na każdą z tych ewentualności. No bo mamy np. Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy; no bo np. gdzieś właśnie powołano komitet budowy siedemset któregoś tam pomnika św. Jana Pawła II; no bo… Żołnierze Wyklęci stali się towarem, na którym lansują się ludzie światopoglądowo bardzo odlegli od tego, w co wierzyli choćby Pilecki czy Siedzikówna.

 

Rok temu wyraziłem swój negatywny stosunek do projektu muzycznego pod nazwą „Panny Wyklęte”. Oj, dostało mi się od wielu znajomych. Tamten projekt zmutował się w kolejne „Panny” i krąży po kraju, a ja obserwując to i słuchając kolejnych utworów, tylko się utwierdzam w tamtej swej ocenie. Odwiedzam co jakiś czas „Pana Tadeusza” (to taka księgarnia w Tarnowie) i widzę na półkach coraz więcej książek dotyczących żołnierzy podziemia niepodległościowego w Polsce po II wojnie światowej. Nazwisk większości nowych autorów nie znam, ale, jako że temat jest mi bliski, to woluminy przeglądam. Wydawać by się mogło, że ta rosnąca ilość jest dowodem na prawdziwe otwarcie się na tematykę przez dziesięciolecia zakazaną. Ale nie jest tak optymistycznie. Książki te bowiem są w większości nijakie – powielają tematy, motywy i „w kółko” opisują najpopularniejsze postaci. I co gorsza autorzy robią to w stylu dalekim od dobrej literatury.

 

Danusię Siedzikównę odkryłem, jeżeli można tak powiedzieć, dokładnie 15 lat temu. Wówczas mój Teatr Nie Teraz stworzył dedykowany tej postaci spektakl pt. „Na etapie”, który swą premierę miał w Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej. Odtąd Danusia jest mi jakoś bliska i odwołujemy się do niej też w „Wyklętych”, naszym spektaklu sprzed trzech lat, opowiadającym o tych, co żyli „prawem wilczym”. Więc kiedy to tylko było możliwe, sięgnąłem po wydaną w tym roku książkę Luizy Łuniewskiej „Szukając Inki. Życie i śmierć Danki Siedzikówny”. Przyznam się, że miałem problem już na wstępie. Najpierw ta „Danka” w podtytule... A  zaraz potem grafika na okładce, która nie tyle nie zachęca, co wręcz odrzuca. Dawno nie widziałem takiego stężenia złego smaku i kiczu rodem wprost z półświatka książek sensacyjnych lub romansowych. A przecież to książka o kimś, kto, niczym „diament odnaleziony w popiele”, stał się tak potrzebnym nam wzorcem osobowym! Pomyślałem jednak: może to tylko głupia okładka… i zabrałem się za lekturę.

 

Pierwsze zdziwienie. Zamiast o polskiej i katolickiej formacji bohaterki książki, czytelnik dowiaduje się o białoruskiej tożsamości rodzinnych stron Danusi. Mamy wiec m.in. sekwencję o patronie szkoły podstawowej w Narewce, Aleksandrze Wołkowyckim, który chciał być nauczycielem i został nim, i to od razu jako kierownik szkoły, a stało się to, gdy te ziemie w 1939 r. dostały się pod okupację sowiecką. Autorka opowiada o tym, jako o zdarzeniu zupełnie obiektywnym, a przecież przywołuje postać stuprocentowego komunisty i najprawdopodobniej również konfidenta gestapo. Bez żadnego komentarza podaje nam też informację o „ludności entuzjastycznie witającej żołnierzy sowieckich oraz tychże ściskających uradowane dzieci”. Dopełnia tego przywołana wypowiedź filmowca, Tamary Sołniewicz, patronki gimnazjum w Narewce, która o relacjach polsko-białoruskich miała mówić, że w tej kwestii „rachunki krzywd są wzajemne”. Co by to miało znaczyć, pani Łuniewska nie wyjaśnia.

 

Zdziwienie drugie. Mamy opowieść o eksterminacji społeczności żydowskiej w Białostockiem z dość paskudną sugestią udziały w tym Polaków. Paskudną, bo jak inaczej odebrać takie zdanie: „W Narewce do dziś szepcą, kto się na tej żydowskiej krzywdzie najbardziej wzbogacił”. I jeszcze dodana „łapiąca za serce” konkluzja o zarastającym chwastami kirkucie, który porządkują teraz przyjeżdżający w wakacje uczniowie z Izraela (sic!).

 

Nim skończyłem lekturę, to zdziwiłem się po raz trzeci. Autorka pisząc o walce podziemia niepodległościowego z komunistycznym okupantem unika wartościowania. Albo inaczej – obie strony konfliktu traktuje w zasadzie podobnie, a nawet tę sowiecką jakby lepiej. O ile w stosunku do formacji „Żołnierzy Wyklętych” niejednokrotnie w książce pojawi się określenie – „bandyci”, to ich przeciwnik tak pejoratywnym słowem nigdy nie jest nazwany. Nie ma „okupantów”, nie ma „zdrajców”. Mamy „wojsko”, mamy „siły bezpieczeństwa”, mamy KBW. Chyba jedynym negatywnym słowem w ustach pani Łuniewskiej jest „ubek”, a pojawia się dopiero przy opisach przesłuchań. Aż się prosi o odrobinę bardziej emocjonalny przymiotnikowy komentarz, tym bardziej, że w innych miejscach autorka takowych zabiegów stylistycznych używa.

 

A gdzie Danusia Siedzikówna? Dobre pytanie. Na przykład na 78 stronie odnajdujemy ją w przedstawionym (zareklamowanym?) przez Luizę Łuniewską blogu niejakiego Tomasza Sulimy, radnego miasta Bielsk Podlaski. Czemu pani Luiza pisze o tym blogu, który jest dedykowany „niewinnym ofiarom” Żołnierzy Wyklętych? Inka ma tam osobny wpis, w którym jest przedstawiona jako złodziejka wódki z białoruskiego wesela. Na stronie 160 pojawia się natomiast w obszernym cytacie z peerelowskiej książeczki z serii „Tygrys”: „(…) Twarz Inki wykrzywiła się w sadystycznym uśmiechu, w ręku błysnęła czarna, oksydowana stal rewolweru. Padły strzały – jeden, drugi, trzeci…” Żeby nie było żadnych wątpliwości autorka „dozbraja” ten cytat w kompletną informację bibliograficzną.

 

Oczywiście, że wybieram celowo takie właśnie „kawałki”, ale to dlatego, że doprawdy nie mogę pojąć, w jakim celu te właśnie informacje mamy poznać, gdy innych jest „jak na lekarstwo”. W tej sytuacji tytuł „Szukając Inki” jest paradoksalnie adekwatny do tego, co znajduje się na kartach omawianej książki.

 

Gdzieś, w połowie swego popkulturowego dzieła autorka rozpoczyna kolejny rozdział od zdania: „Zgubiłam moją bohaterkę”. To prawda. Myślę nawet, że pani Luiza Łuniewska nigdy Danusi nie znalazła. Była tu, była tam. Rozmawiała z wieloma ludźmi, reprodukuje wiele pięknych starych zdjęć, ale jej książka nie jest historią tej dziewczyny, która zginęła za Polskę, zamordowana przez komunistów nim ukończyła 18 lat. Tak jak nic wspólnego z Danusią nie może mieć kielecki Zespół Szkół im. Danuty Siedzikównej „Inki”, który w październiku wziął udział w akcji „Polacy witają uchodźców”.

 

Prawdziwa Danusia istnieje i to jak najbardziej. Ma swoją, jak najbardziej polską biografię i jak najbardziej polskie motywacje do podejmowanych w jej kilkunastoletnim życiu decyzji. Ma prawdziwą mamę, którą zabili Niemcy i prawdziwego tatę, którego zesłali na Sybir Sowieci. Ma wspaniałego dowódcę, który tak jak i ona miał być ostatecznie unicestwiony na jakiejś „Łączce” i ma w sobie to coś, co zobaczyć można na obrazach Grottgera albo na fotografiach tych dziewczyn, które w letnich sukienkach szły do Powstania. I nie ma tego w książce, którą przeczytałem.

 

 

Tomasz A. Żak

 

 

Luiza Łuniewska, Szukając Inki. Życie i śmierć Danki Siedzikówny, Warszawa 2015.Wydawca: The Facto.




DATA: 2016-01-11 16:34
AUTOR: TOMASZ A. ŻAK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Tylko prawda leży tam gdzie leżała skrzętnie omijana lub naginana zarówno przez PRL jak i neofickich,chcących zaistnieć lub zagłuszyć przeszłość,tfuuurcvuf.Zgadzam się całkowicie z wytłuszczonym wstępem.Gdzie nie spojrzysz,oczy oprzesz jedna litania:Łupaszka,Inka,Pilecki,Inka, Łupasz,pomyłuj Boh.Nic tak nie szkodzi jak za dużo Zuviela.Odpłynęli w niebyt bohaterowie dzieciństwa przez 5 lat okupacji niepewni powrotu po wyjściu z domu,walczący z Niemcami,ich osadnikami"czarnymi",Wojda,Zaboreczne,Lasy Janowskie,Puszcza Solska,Sturmwind I i II.wujowie,kuzynki w wieku Inki zaginione w akcjach lub podobnie potraktowane przez UB tuż po wojnie.I tak zostanie. A wykładnią szlachetności owych historyków spośród ekonomistów czy prezydentów fundacji od demolki cmentarzy niech będzie stan wnętrza panteonu na Łączce po 01.11.br.
ponad 4 lata temu / Karolina
 
Niestety najpierw Powstanie Warszawskie a potem Wyklęci stali się towarem, na którym można zarobić, wypromować się, zaistnieć. Gwiazdki, które "nigdy nie lubiły historii", "o wszystkim dowiedziały się podczas realizacji projektu", ale mimo to "postanowiły napisać swoje teksty" to jakiś dramat. Toną w tym dzieła naprawdę ważne, niestety nie widzę poza wzmożoną samokontrolą żadnego antidotum.
ponad 4 lata temu / Darek
 
Bardzo , bardzo potrzebny artykuł.
ponad 4 lata temu / Leo
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.