REKLAMA
DZIŚ JEST:   15   GRUDNIA   2017 r.

Św. Maryna
Św. Marii od Krzyża di Rosa
 
 
 
 

„Dwie korony”. Zachwyt i żal

„Dwie korony”. Zachwyt i żal
Źródło: dwie-korony.com

Ten film koniecznie trzeba zobaczyć. Z dwóch powodów: po pierwsze, żeby stanąć twarzą w twarz z tytanem ducha (a to się wszak często nie zdarza), po drugie zaś, aby się naocznie przekonać, iż polska kinematografia wcale nie musi być taką nędzą artystyczną, jak to nachalnie usiłują udowodnić rodzimej produkcji wyroby filmopodobne, brudną rzeką przelewające się przez kina w naszym kraju ku obrazie publicznej moralności i dobrego smaku.

 

„Dwie korony” Michała Kondrata to obraz dokumentalny relacjonujący dzieje życia Rajmunda Marii Kolbego, syna Juliusza i Marianny, który wstąpiwszy pod imieniem Maksymiliana w szeregi franciszkańskiej wspólnoty, wniósł do niej gigantyczny ładunek ducha. Ładunek stricte wybuchowy, który wkrótce eksploduje gejzerami inicjatyw. Śledzimy więc koleje losu człowieka, który swoim życiem ponad wszelką wątpliwość udowodnił, że wiara potrafi góry przenosić. Czyż wszak sam Mistrz nie powiedział: „Jeśli będziecie mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd, tam, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was” (Mt 17, 20)? A Maksymilian miał wiarę jak Mount Everest.

 

Wskutek tego właśnie wszystko, czego tylko się tknął, wydawało „plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny” (Mk 4, 8). Nie jego mocą, lecz mocą „Tego, który go umacniał” (Flp 4, 13). Bo fundamentem wszystkich swych zamysłów i przedsięwzięć uczynił postanowienie, aby małe „w” naszej ludzkiej woli – jak obrazowo wyjaśniał alumnom podczas wykładów – podporządkować i zintegrować z wielkim „W” woli Bożej. Oto gotowa recepta na sukces.

 

Święty Maksymilian Maria Kolbe był człowiekiem sukcesu par excellence – i to w najszerzej pojętym znaczeniu ziemskim. Który z jego doczesnych projektów się nie udał? Który przyniósł stratę? Żaden! Wszystkie zakończyły się pełnym powodzeniem. A przecież zawsze zaczynał od zera. Bez dyplomatycznego doświadczenia, armii czy politycznego zaplecza rzucił wyzwanie wszechświatowej masonerii; bez żadnej wiedzy na temat edytorstwa rozpoczął działalność wydawniczą, by wkrótce zacząć osiągać milionowe nakłady; bez ziemi i pieniędzy stworzył największy klasztor katolicki w Europie; bez najmniejszej znajomości Dalekiego Wschodu zasiał w Kraju Kwitnącej Wiśni kwitnącą misję.

 

A wszystko dla Niepokalanej, którą obrał za przewodniczkę i opiekunkę każdego z podejmowanych dzieł. „Naszym jedynym bodźcem jest miłość bez granic ku Sercu Przenajświętszemu Pana Jezusa, aby jak najwięcej dusz jak najściślej z Nim przez Niepokalaną połączyć” – wyjaśniał motywy swej niezmordowanej aktywności.

 

Był przy tym wizjonerem. Jakże bowiem inaczej nazwać człowieka, który kilkanaście lat po pierwszym udanym wzlocie maszyny cięższej od powietrza zaprojektował całkiem sensowny pojazd międzyplanetarny, a w roku 1931 odrzucił świetne miejsce na klasztor w chrześcijańskiej dzielnicy, tuż pod bokiem największej we wschodniej Azji katolickiej katedry, na rzecz zarośniętego chaszczami stoku góry na zapyziałych peryferiach, gdzie diabeł mówił: Oyasumi nasai, z powodu przekonania, że „wkrótce spadnie tu ognista kula i wszystko zniszczy”?

 

Umarł podobnie jak żył – w sukces przekuwając koszmar śmierci głodowej. Ostatnie dni Maksymiliana – od apelu, podczas którego więzień samowolnie wystąpił z szeregu, by złożyć Schutzhaftlagerführerowi propozycję nie do odrzucenia, aż po zastrzyk z fenolu – to czas triumfu światła w jądrze ciemności, zwycięstwa wiary, nadziei i miłości w otchłani zwątpienia, rozpaczy i nienawiści.

 

Dość słów – niech przemówi obraz. A przemówi do każdego – nawet do niewierzącego. Bo jest to po prostu sprawnie i z zacięciem wykonany kawał rzetelnej dokumentalistyki. Reżyser prowadzi nas śladem bohatera z ziemi włoskiej do japońskiej i z Niepokalanowa do Auschwitz, co chwila oddając głos najlepszym znawcom tematu, których słowa ilustrują liczne, niekiedy zupełnie nieznane zdjęcia z epoki. Opowieść toczy się wartko ani na moment nie tracąc tempa, w czym last but not least niemała (w istocie największa) zasługa wstawek fabularnych – dzieło Michała Kondrata godnie bowiem reprezentuje coraz modniejszy ostatnio gatunek dokumentu fabularyzowanego.

 

I tu właśnie dotykamy sedna problemu. W ogólnej recepcji „Dwóch koron” ze szczerym zaciekawieniem, miejscami wręcz zachwytem idzie o lepsze żal, by nie rzec wręcz: rozczarowanie.

 

Dlaczego to nie jest film fabularny?!

 

Dlaczego tak fascynującej biografii nie zrelacjonowano w pełnometrażowym obrazie aktorskim? Wyszedłby znakomicie – przekonuje o tym dowodnie kilkanaście wplecionych zręcznie w tok narracji scen fabularnych. W sumie jakieś dziesięć minut, czy odrobinę więcej, ale to właśnie one decydują o odbiorze całości. Ładnie to zagrane – przekonująco i nerwem: Woronowicz emanujący wewnętrzną siłą niejednemu zapadnie w pamięć jako „święty obrazek” Maksymiliana, Barciś niczym ikona kurialnych sekretarzy, Orzechowski – kwintesencja gwardianów przerażonych wszelkimi pomysłami mogącymi naruszyć ekwilibrium klasztornego budżetu, Pazura niezawodny w dostarczaniu stosownej dawki wesołości. Dlaczego to wszystko zamknęło się wyłącznie w sferze ozdobników zamiast stanowić pełnię treści?

 

Tłumaczenie, że na więcej zabrakło odpowiednich środków finansowych niespecjalnie do mnie trafia, zwłaszcza w kontekście opowieści o świętym Maksymilianie Kolbe. Nie szukajmy daleko – wystarczy cytat z „Dwóch koron”.

 

– Moim celem jest założenie placówki misyjnej w Japonii, potem w Chinach i w Indiach.

– Czy mówi ojciec po japońsku?

– Nie.

– A pieniądze jakieś ojciec ma?

– Nie mam.

 

A po kilku miesiącach ukazał się pierwszy numer „Seibo no Kishi” – japońskiego „Rycerza Niepokalanej” – w nakładzie osiemnastu tysięcy egzemplarzy, drugi w nakładzie dwudziestotysięcznym, trzeci w dwudziestopięciotysięcznym, i tak dalej…

 

U samych początków kina dwóch ludzi najpełniej pojęło jego potencjał – byli to Włodzimierz Iljicz Lenin i Maksymilian Maria Kolbe. Zdanie tego pierwszego wszyscy znamy: dla światowej Rewolucji kino jest najważniejszą ze sztuk; tymczasem mało kto wie, że mniej więcej w tym samym czasie młody polski franciszkanin wyraził podobny postulat – tyle że à rebours: kino trzeba nawrócić! Nawrócone stanie się kluczowym instrumentem Kontrrewolucji – potężnym narzędziem ewangelizacji.

 

Dodajmy: ewangelizacji masowej – święty Maksymilian jak mało kto potrafił odczytywać znaki czasu. I dlatego tworzyć należy nie tyle katolickie dokumenty, co katolickie produkcje (a jeszcze lepiej superprodukcje) fabularne. Dokumenty produkuje się dla koneserów albo dla przekonanych, filmy fabularne zaś dla mas, wśród których znajdą się i niewierzący. Tacy po katolicki dokument nie sięgną, po ciekawą fabułę zaś – zdecydowanie chętniej. Pamiętajmy, że sam Pan Jezus posługiwał się wyłącznie takim środkiem: „wszystko mówił tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił” (Mt 13, 34). Żaden dokument, nawet najciekawszy nie przemówi tak mocno, nie zapadnie w duszę tak głęboko, nie wywoła tylu emocji, co obraz fabularny, nawet obiektywnie niższych lotów.

 

Nie może być inaczej, gdyż działa tu siła Sztuki, której film nolens volens stał się częścią. Sztuka zaś leży w domenie Piękna, które z kolei – jak uczy poeta – „na to jest, by zachwycało do pracy; praca, by się zmartwychwstało”.  Czego wszyscy powinniśmy sobie życzyć.

 

Wypada więc mieć nadzieję, że następny film Michała Kondrata – o świętej Faustynie – będzie obrazem w pełni fabularnym. W jakiejś mierze pomaga w tym zaangażowanie w projekt hollywoodzkiego współproducenta – gdzież wszak lepiej niż Fabryce Snów wiedzą, jak zdobyć zainteresowanie milionowych rzesz? Czas więc nawrócić Hollywood.

 

Jerzy Wolak

 

„Dwie korony”; scenariusz: Joanna Ficińska; reżyseria: Michał Kondrat; dokument fabularyzowany; Polska 2017; 92 minuty.

 

 

 


DATA: 2017-10-17 09:37
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
5
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Warto film obejrzeć? Są sceny o misji nawracania masonerii i żydów czy nie?
2 miesiące temu / takie mam pytanie
 
(Ojciec Kolbe był oczywiście w niemieckim obozie zagłady Auschwitz.)
2 miesiące temu / mm
 
Najbardziej jednak nietaktowne (delikatnie ujmując) było zamieszczenie tuż przed rozpoczęciem filmu "Dwie korony", reklamy innego filmu, dystrybuowanego przez Kondrata, zawierającego sceny pornograficzne. Wielki zgrzyt, tym bardziej w zderzeniu z białą koroną Św. Maksymiliana - wielka szkoda! W filmie o Św. Maksymilianie trochę lansuje się sam reżyser, ale taki widocznie ma styl. Jednak poza tą reklamą pornografii, i przymykając oko na liczne niedociągnięcia , film "Dwie korony" warto obejrzeć.
2 miesiące temu / mm c.d.
 
Film jest wart obejrzenia, ale niestety nie jest bez licznych mankamentów. Na przykład: wątek masonerii został wspomniany bardzo zdawkowo. Istnieją choćby fotografie marszu masonerii, który widział Św.Maksymilian w Rzymie, a nie zostały w filmie zamieszczone; brat z Rzymu wypowiadający się na ten temat nawet się przejęzyczył bo powiedział, że Św. Maksymilian był "uczestnikiem" marszu. Oficera niemieckiego, który uderzył Maksymiliana można było odebrać jako Polaka w niemieckim mundurze; w mej opinii powinien w tej scenie być użyty język niemiecki, tym bardziej, że film pokazywany był za granicą (w Stanach, we Francji), a więc nie był to film przeznaczony tylko dla widowni polskojęzycznej. Sceny z obozu koncentracyjnego przypominały wystrojem raczej dość dobry szpital - białe prześcieradła, poduszki i kołdry; tymczasem wiemy, że w Dachau ludzie żywcem byli jedzeni przez szczury, panował głód i tyfus. Ojciec Maksymilian nie wyglądał też na wychudzonego, ani umęczonego
2 miesiące temu / mm
 
Tylko żeby zrobić porządny film fabularny to trzeba mieć po pierwsze pieniądze, a po drugie trzeba genialnego reżysera, który by to nakręcił. To nie może być kolejny szajs, bo efekt ewangelizacyjny może przynieść odwrotny skutek. Dobra to przejdźmy do konkretów, jeżeli jest ktoś, kto zna angielski i jest w stanie napisać do Clina Eastwooda, przedstawiając mu osobę Maria Kolbego, bo wydaje mi si, że po pierwsze w stanach znalazły by się na to pieniądze, po drugie ten reżyser lubi kręcić filmy o takich wyraźnych postaciach, a po trzecie on jest genialnym reżyserem.
2 miesiące temu / bjs
 
A ja zawsze mówię, że katolicy to ciamajdy. Wszystkie najnowsze wynalazki i technologie są natychmiast przechwytywane przez ludzi oddanych diabłu i rezultaty widzimy codziennie. A katolicy tylko narzekają jakie to złe, ta technika zła i wszystko złe. A to są narzędzia i złe lub dobre stają się w rękach złych lub dobrych ludzi. Oj, przydałby się dziś taki Maksymilian a nawet cała drużyna Maksymilianów!
2 miesiące temu / Tomcio
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
REKLAMA
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.