DZIŚ JEST:   18   SIERPNIA   2018 r.

Św. Heleny, cesarzowej
Bł. Sancji Janiny Szymkowiak
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 41  >   TEMAT NUMERU: DIABEŁ Z GITARĄ

Diabeł z gitarą

Diabeł z gitarą
Źródło: pixabay.com

Satanizm coraz powszechniej dziś uobecniający się w popkulturze Zachodu nie wziął się znikąd, nie spadł na świat niczym grom z jasnego nieba, na zasadzie deus ex machina. Przeciwnie – obserwowana od kilku lat wzmożona erupcja treści satanistycznych to owoc długiego procesu swoistej diabelskiej inkulturacji, czyli stopniowego a konsekwentnego nasączania zachodniej kultury piekielną doktryną, praktyką i liturgią. Jeżeli obecnie szokują nas artyści, którzy ucharakteryzowani na rozkładające się zwłoki piją na scenie krew, to nie zapominajmy, że przez pół wieku pieczołowicie drogę im przygotowywał i ścieżki niestrudzenie prostował Legion poprzedników, których piosenki nucimy dziś do snu dzieciom.

 

 

Rock dziełem szatana? Teza to nienowa i mocno już obśmiana przez „racjonalistów” niewierzących w istnienie złego ducha (a w tym gronie liczną rzeszę agentów Lucyfera zainteresowanego powszechnym przekonaniem o jego nieistnieniu, dopóki sam nie uzna za stosowne się objawić), niemniej jednak całkowicie uprawniona. Każdy bowiem, kto choćby powierzchownie „liznął” temat tak zwanej muzyki rozrywkowej, dostrzeże w całej historii tej dziedziny sztuki rozliczne akcenty piekielne, nawiązania do mrocznych kultów i pogańskich rytuałów, predylekcję do okultystycznych symboli czy ezoterycznej „wiedzy”, słowem: diabeł i ciemne sprawki jego do wyboru, do koloru (choć kolory w zasadzie dominują dwa: czerń i czerwień).

 

Już zresztą samo określenie „muzyka rozrywkowa” na kilometr trąci manipulacją. Czy ktoś nas tu aby nie robi w balona? Czyżby muzyka zrodzona przed pierwszą połową XX stulecia i w innych kręgach kulturowych niż pogranicze murzyńskiego folkloru z tradycją artystyczną Zachodu, do tego wykraczająca znacznie poza prymitywne ostinato czterech prostych akordów, nie była tworzona ku rozrywce słuchaczy? Czyżby cała europejska historia organizowania dźwięków w rozbudowane formy miała na celu ich dręczenie?

 

Ale zostawmy stylistyczne technikalia, bo sfera estetyki, aczkolwiek niezwykle ważna, nieodmiennie pozostaje wtórna wobec założeń filozoficznych. Te zaś wyraźnie cuchną siarką…

Na kiedy datuje się początek diabelskiej infiltracji muzyki zwanej rozrywkową? W poszukiwaniu odpowiedzi można by podążyć tropem częstego we współczesnych horrorach motywu pierwotnego zła przywleczonego gdzieś z głuchej dziczy do cywilizowanego świata, ale ta droga trąci nieco tandetą. Choć, z drugiej strony, nosi silne znamiona prawdopodobieństwa: współczesna muzyka rozrywkowa wyrasta wszak z ludowej twórczości czarnych niewolników – w pierwszym pokoleniu niejednokrotnie animistów czczących okrutne mzimu z najgłębszych czeluści piekła – ewangelizowanych niedbale, a na dodatek po heretycku, wskutek czego dawne zabobony nie pierzchły pod naporem sakramentów, lecz utaiły się, by w sprzyjających warunkach wychynąć na światło dzienne w formie atrakcyjnej propozycji artystycznej dla znudzonego własną kulturą zachodniego dekadenta.

 

Nie dajmy się jednak zwariować – powyższe uwagi nie znaczą, że wszyscy pomarszczeni Afroamerykanie zawodzący bluesy przy wtórze odrapanej gitary byli opętanymi sługami demona. Ich pobratymcy jednak na szeroką skalę wprowadzili do europejskiej muzyki instrument od zarania dziejów jak najskuteczniej wykorzystywany przez wszelkie mroczne liturgie, mianowicie: bęben. Muzyka europejska okiełznała bęben wiele stuleci temu, przeznaczając mu rolę marginalną, służebną wobec orkiestry – na dłużej ostał się jedynie na placu boju jako narzędzie podgrzewania bitewnego zapału. Bo podstawowym zadaniem bębna jest nic innego, jak wprowadzanie w trans. A trans to jeden z odmiennych stanów świadomości. A to już domena demona.

 

We współczesnej muzyce rozrywkowej bęben odgrywa rolę wiodącą. Dosłownie – zestaw perkusyjny i bas dostarczają każdej kompozycji z tej sfery kręgosłupa, na którym dopiero osnuwa się resztę aranżacji. W zasadzie do powstania dynamicznej piosenki rockowej wystarczy sekcja rytmiczna i głos – inne instrumenty ubogacają muzyczną fakturę, ale nie są niezbędne…

 

No dobrze – zniecierpliwi się ktoś – ale miało być o piekielnych inspiracjach rocka, a nie o budowie jego utworów. Słusznie, ale te dwie sfery ściśle się łączą. A wzbudzony rytmicznym łoskotem trans ułatwia transfer wszelkich treści do odrętwiałego serca, ogłupionego mózgu i uśpionej świadomości.

Aby jednak powrócić do głównego wątku, czyli poszukiwania daty diabelskiego przewrotu w muzyce, należy mocno podkreślić, że prawdziwa szatańska rewolucja i spisek mający na celu przejęcie władzy nad światem i całą ludzkością rozpoczęły się u samego zarania rodzaju ludzkiego, w ogrodzie Eden. Nie ma w tym żadnej taniej sensacji, tylko teologicznie potwierdzona prawda. Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan zwodzący całą zamieszkałą ziemię (Ap 12, 9) zwiódł pierwszych rodziców, doprowadzając ich do upadku, którego skutki odczuwamy do dziś w postaci podatności na diabelskie łechtanie naszych słabych stron.

 

Dlatego nie potrzeba do tego żadnego ziemskiego spisku żadnych iluminatów czy innych tajnych stowarzyszeń kontrolujących świat współczesnej popkultury – wedle sugestywnych zapewnień nieprzeliczonej ilości niestrudzonych demaskatorów publikujących swe odkrycia w sieci. Książę Ciemności ma bezpośredni dostęp do duszy każdego człowieka i od nas samych wyłącznie zależy, czy pozwolimy, by Master of Puppets uczynił z nas swoje marionetki.

 

Choć, z drugiej strony, wspomniane powyżej gremia bezsprzecznie istnieją – diabeł bowiem jako wytrawny totalitarysta nie może się przecież oprzeć żądzy szeregowania swoich wyznawców, karcerowania swych ofiar.

 

Niewinne złego początki

Kiedy zatem rozpoczął się szatański marsz przez muzykę? W połowie XX stulecia, gdy Lucyfer wyczerpał możliwości trzech swych najwierniejszych żołnierzy: Włodzimierza Iljicza, Adolfa i Józefa Wissarionowicza, a Zachód wciąż trzymał się chrześcijańskiego dziedzictwa przodków. Wtedy sięgnął po „piątą kolumnę”…

 

Wielu odruchowo wręcz oponuje, słysząc, iż za zokultyzowanie muzyki młodzieżowej odpowiadają Beatlesi albo Elvis Presley. I nie tylko oni, ale z czasem coraz liczniejszy Legion artystów lat siedemdziesiątych. Jak to? – oburzają się. – A cóż złego jest w tak miłej pioseneczce jak Lucy in the Sky with Diamonds? Nic, z wyjątkiem tego, że akronim utworzony ze słów refrenu brzmi LSD, a poszczególne zwrotki opisują przyjemne stany, które możemy sobie wyobrazić. Wniosek: z LSD wszystko wyobrazisz sobie nieporównanie łatwiej i świat stanie się piękniejszy.

 

A jakież to złe treści może zawierać San Francisco Scotta McKenziego? Nawoływanie, by nosić kwiaty we włosach? Nie, wezwanie do epicentrum hippisowskiej zawieruchy, gdzie gromadzi się generacja mająca na wszystko nowe wyjaśnienie. Lud się poruszył, a cały kraj przenika dziwna wibracja – czy nie wygląda to na manifest? Jest rok 1967 – za kilka miesięcy zacznie się rewolucja…

 

A taki, na przykład, Hotel California „The Eagles”? Tu, co prawda, niepokojąco brzmią passusy o dźganiu bestii nożami czy konstatacja, iż jesteśmy tu więźniami pozostawionymi samym sobie i choćbyśmy się nie wiadomo ile razy wymeldowywali, i tak nie opuścimy tego miejsca, ale ogłupiony współczesnością słuchacz natychmiast uzna je za szczególną konwencję i nie będzie wnikał, że hotel o tytułowej nazwie został zakupiony w roku 1969 (data pada w tekście piosenki) przez Antona La Veya z przeznaczeniem na szatańską świątynię.

 

To tylko garstka przykładów, które można by mnożyć jeszcze długo, dodając również niewytłumaczalną inaczej słabość artystów rockowych do diabelskiej ikonografii, którą zdobili okładki swych płyt, czy deklaracje sympatii dla diabła, bądź to otwarte („Rolling Stones”), bądź zakamuflowane („King Crimson” – karmazynowy król – jedno z określeń Belzebuba), albo odniesienia do tradycji okultystycznej (Panie Crowley – śpiewał Ozzy Osbourne z „Black Sabbath” – co też działo się w pańskiej głowie?).

 

Nie warto jednak wchodzić w jawne wyrazy szatańskiego zauroczenia muzyków – lepiej poszukać tajnych współpracowników Imperium Zła. Tych, którzy najbardziej namącili w głowach młodzieży – właśnie poprzez działanie powolne, stopniowe, oswajające. Gdyby bowiem na początku lat sześćdziesiątych na Zachodzie pojawił się zespół pokroju dzisiejszego „Behemotha”, zostałby natychmiast powszechnie odrzucony przez młodą publiczność (nie wspominając nawet, że jego członkowie natychmiast znaleźliby się w więzieniu). Dlatego pojawili się „The Beatles” – grzeczni chłopcy w ładnych garniturkach, którzy jednakowoż jako pierwsi wypuścili balon próbny.

W marcu 1966 roku John Lennon ogłosił, iż chrześcijaństwo odejdzie, skurczy się i zniknie. To rzecz bezsporna. Dziś jesteśmy bardziej popularni od Jezusa. I natychmiast nastąpiło załamanie rozkręcającej się w najlepsze beatlemanii. Młodzież zaczęła wyrzucać ich płyty do śmietnika. Sytuację uratowało dopiero pokorne pokajanie się winowajcy…

 

O wielu ówczesnych muzykach rockowych mówi się, że zawarli osobisty pakt z diabłem. Trudno to zweryfikować, bo nikt takiego kontraktu nie widział (aczkolwiek Bob Dylan już po latach wyjąkał w jednym z wywiadów, że zawarł układ z – jak to ujął – szefem wszystkich szefów, aby mógł zostać tym, kim został), jednak poznacie ich po ich owocach (Mt 7, 20).

 

Plan Belzebuba jest prosty (i zawczasu zdemaskowany przez Pana Jezusa): dzieci powstaną przeciw rodzicom (Mk 13, 12). Muzyka młodzieżowa od samego swego zarania stanowi wyraz buntu nowego przeciw tradycyjnemu, młodych przeciw starszym. Więcej, jest tego buntu zarzewiem, narzędziem i owocem. A gdzie bunt choćby najsłabiej się tli, tam się demona spodziewajcie – Prometeusza odwiecznego. Jemu bowiem zawsze chodzi o rozbicie jedności, zwłaszcza jedności uświęconej przez Stwórcę – jedności rodziny.

 

Dlatego zaczął od ukradzenia rodzicom ich dzieci. Chodźcie matki i ojcowie całej ziemi – wołał Bob Dylan w songu The Times, They Are A‑Changin’i nie krytykujcie tego, czego nie umiecie zrozumieć. Wasi synowie i wasze córki są już poza zasięgiem waszej władzy. Wasz czas gwałtownie się kończy, więc zejdźcie z drogi, jeśli nie możecie pomóc – bo czasy się zmieniają. A nieporównanie mroczniejszy od niego Jim Morrison woła wprost: Father! Yes, son? I want to kill you. Mother! I want to fff… Dopiero później przyjdzie czas na Lennonowskie wyobrażanie sobie, że nie ma nieba (and no religion, too).

 

Książę Ciemności odpowiada za stworzenie nowej kategorii socjologicznej – młodzieży, rozumianej jako grupa całkowicie odrębna od pokolenia rodziców, oddzielona odeń barierą kulturową, nieczerpiąca z jego doświadczenia, a wręcz przeciwnie – przekonana o własnej wyższości nad „wapniakami”, pełna pretensji i roszczeń. Gwałtownie domagająca się wyzwolenia z „ucisku” rodziny, Kościoła, cywilizacji. Odpowiednio przygotowana do zbliżenia z Kozłem.

 

Jerzy Wolak

 

 

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
11
 
 
 

Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

@Jung ja bym się odniósł tak, że bym Cię zaprosił na modlitwy egzorcyzmu i byś sobie popatrzył co ta "druga strona osobowości" wyczynia. Bieliznę byś pewnie miał do zmiany, a potem długo spał przy zapalonej lampce. Z reguły im większego gieroja człowiek zgrywa, im bardziej próbuje być "mroczny", tym silniejsza jest opisana przeze mnie reakcja. Zresztą, powoływać się na Junga? W tych pracach jest tyle gdybań lub też jawnych sprzeczności. @merzbow Otóż wiemy o czym mówimy, o metalu pewnie wiem troszeczkę więcej od Ciebie. Z tezami artykułu nie do końca się zgadzam, ale daruj sobie to twierdzenie o religijności Black Sabbath, bo z początku były i może dość niewielkie przesłanki ku temu by twierdzić, że są religijni, ale potem to już okultyzm na całego. To jak z Arayą, on też uważa się za wierzącego, a rzuca bluźnierstwami na lewo i prawo. Tego się pogodzić nie da, to jest kłamstwo. Ma to taki sens jak ja jako baletmistrz. Zadaj sobie najpierw pytanie komu wierzysz.
7 miesięcy temu / incuss
 
A co z potraktowaniem Szatana nie jako bytu osobowego a ideę? Jako Cień, nasza druga strona osobowości, wypierana i spychana w nieświadomość, która nadal istnieje i nie da się jej zdusić? Jak się do tego odnosicie?
7 miesięcy temu / Jung
 
Pewnie nie wiecie, ale co tam... Prowadzeniem takiej narracji osiągacie skutek odwrotny do zamierzonego. Co bardziej myślący ludzie tym bardziej sięgną po muzykę rockową. Jako wykształciuch widzę tu sporo błędów we wnioskowaniu (jak choćby z muzyką rozrywkową, ale to pewnie sprawna, choć nie wiem, czy świadoma, erystyka) oraz błędów merytorycznych - do Crowleya śpiewał Ozzy Osbourne solowo, nie - jak sugeruje autor - jako Ozzy z Black Sabbath, niemniej jednak cały zespół jest bardzo wierzący i bynajmniej nie czcił nigdy Szatana, co do czego zgodni są wszyscy biografowie.
7 miesięcy temu / merzbow
 
@bk no ja mógłbym podać listę na kilkanaście komentarzy, ale i tak wszystkie odnosiłyby się do metalu. Raczej bez sensu. Zasadniczo sprawa jednak jest prosta, mianowicie muzyka jest sprawą transcendentną, a więc nie łudźmy się, że jakikolwiek zespół używający symboliki satanistycznej, okultystycznej, promujący ezoteryzm czy obce duchowości jest tutaj dla nas obojętny. Podobnie z wrogami wiary katolickiej i promotorami ideologii. Głupotą byłoby gdyby katolik nucił sobie "i'm on a highway to hell", nawet jeśli jak na gitarowe granie jest to kawałek dość lajtowy, no po prostu to się nie godzi i stanowi sprzeczność. I nie łudzić się, że ja sobie rozgraniczę przekaz taki, a przekaz inny, bo przekaz jest transcendentny, nie da się. lucyfer nie bez powodu przedstawiany jest z instrumentami muzycznymi. Po wtóre, przekaz ten nie musi być nawet uświadomiony przez wykonawcę. Sam zdaję sobie sprawę z tego, że sam grałem z asystą o którą nie prosiłem i muszę z tym żyć.
8 miesięcy temu / incuss
 
@ Aguirre pozdrawiam również. Ja miałem do rapowe oraz jazzowe zacięcie (chociaż nie łączyłem nigdy z metalem, właśnie ceniłem zawsze jazz za całkowitą niemetalowość ;), słuchałem chyba więcej niż metalu. Obecnie od prawie 2 lat jestem na muzycznej emeryturze ze względów obiektywnych, gdzieś tam pewnie bym grał te style, ale w sumie już od dawna nie słucham żadnej muzyki (jedynie wykłady, konferencje, audiobooki itd). @bvr co do "najbardziej satanistycznej muzyki", to mam tu na myśli pewnie bardzo niszowe podgatunki black metalu, przede wszystkim atmospheric black metal. Tam są głównie orkiestrale, bywa naprawdę pięknie pod względem muzycznym. Są też pewne podgatunki muzyki elektronicznej, przede wszystkim z motywami wojny nuklearnej, to taki wręcz elektroniczny black. Do tego różnego rodzaju ambienty. A co do tego najgorszego syfu, to mam na myśli depressive suicidal black metal, to jest najgorsza szkarada, byleby tylko nikogo nie kusiło sprawdzać.
8 miesięcy temu / incuss
 
A może byście wymienili kilka zespołów, żeby ostrzec ludzi, no chyba Was nie pozwą za komentarz na PCh...
8 miesięcy temu / bk
 
 

Sąd Rejonowy Lublin-Zachód ukarał naganą Sylwestra S. – organizatora kwietniowej pikiety antyaborcyjnej. W ocenie wymiaru sprawiedliwości mężczyzna dopuścił się wywołania publicznego zgorszenia, ponieważ miał ze sobą plakat z finalnym efektem aborcji, czyli rozszarpanym na kawałeczki dzieckiem. Wyrok ma charakter nakazowy.

 
 

Źródła historyczne dowodzą, że naród irlandzki odegrał szczególną rolę w obronie dorobku cywilizacji antycznej, a także zachodniego chrześcijaństwa po upadku cesarstwa rzymskiego oraz w okresie dominacji plemion barbarzyńskich.

 

Zakaz handlu w niedzielę nie doprowadził do zapowiadanej przez opozycję i wielu tzw. ekspertów apokalipsy handlowej, a obroty sieci handlowych nie zmniejszyły się. Szczegółową analizę w tej sprawie zaprezentowała Polska Izba Handlowa.

 

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo ogłosił w czwartek powołanie nowego zespołu  wysokiego szczebla – Iran Action Group, który skupi wysiłki amerykańskie i międzynarodowe na zwiększeniu presji dyplomatycznej i ekonomicznej na Iran.

 

Czy można się dziwić, że świat nie zna polskiej kultury, skoro Polacy nie tylko nie zadają sobie trudu, aby jej owoce światu zaprezentować, ale wręcz sami znają je nader wyrywkowo.

 


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.