DZIŚ JEST:   24   LUTY   2019 r.

VII Niedziela zwykła
Św. Etelberta, króla
 
 
 
 

Chleba i ... kina!

Chleba i ... kina!
Źródło: miramax.com

Jakże często słyszymy głosy oburzenia na krzewiącą się w mediach i filmach przemoc... Padają gromy na pokazywanie scen walki; pogardliwie odnosi się do tzw. filmów „akcji” o jakichś samotnych, bohaterach, szlachetnych bojownikach prawdy, dozgonnie wiernych zasadom. Przemoc i kropka. Przeciwstawia się temu konwencje romansowe i melodramaty, a nawet o zgrozo erotykę, jako coś miękkiego, bez przemocy i już przez to dopuszczalnego. Taki „soft”, nawet wyuzdany, może służyć za terapię, pod warunkiem, że jest wypłukany z przemocy. Tymczasem przemoc, nie zawsze jest tą przemocą. Generalnie, nic to pięknego. Esteci mają rację. Ale czy można poprzestać na ich werdykcie? Czy zamykają temat?

 

Bohaterski bohater

Zresztą, walka czasem bywa piękna, a na pewno bywa pięknie pokazana na ekranie; wyestetyzowana go granic (jak np. u chińskiego reżysera Zhang Yimou„Hero” z 2002 r.). Jednak trudno już o efektowność gdy zabijani są słabsi, gdy krzywdzi się dzieci, bo tracą rodziców, gdy pojawia się okrucieństwo i sadyzm, etc. Przemoc niesprawiedliwa, niesłuszna, krzywdząca niewinnych, popełniana w imię złej woli, złego gniewu czy zemsty, domaga się właściwej oceny i naświetlenia. Wymaga odpowiedniego kontekstu, pokazania jej tak, jak na to zasługuje. Uczciwość żąda, aby ją nazwać złem, aby plugawość wybrzmiała jak nieprawość i nie miała przypiętej nutki, czy aureolii dobra, bo wówczas zło staje się dobrem. A dobro - złem.

 

Tak więc, pokazywane na ekranie zło domaga się takiej melodii i aury, które przynależą złu; wartościowania zgodnego z pułapem jaki dany czyn - bezczynność, słowo - milczenie, czy też intencja, zajmują w hierarchii wartości. Prawidłowa ocena musi wybrzmieć, gdyż w przeciwnym razie autor, scenarzysta i reżyser stają się współautorami zła. Także wtedy, gdy nic nie mówią, gdy zostawiają to zło bez komentarza. Samo tylko kreowanie czy odtwarzanie jakiegoś zła, faktycznego czy fikcyjnego bez wyraźnego celu, który byłby szczytny czy chociażby jakoś pożyteczny, jest po prostu reklamą zła, poszerzaniem jego wpływu;  jest współuczestniczeniem w nim.

 

„Summa” gwałtu

Myślę tu o różnych filmach, nieraz najbardziej kasowych i wziętych, obecnej i wcześniejszych dekad. Problem nie omija też innych gałęzi kultury i pop kultury, jak muzyka, plastyka czy teatr. Chciałbym jednak skupić się na kinie, które zrodziło na początku lat 90. „talent” w osobie Quentina Tarantino. Napisałem - w cudzysłowie, lecz nie można kwestionować wybitnych zdolności tego reżysera na polu techniki i estetyki filmowej. Nie da się nie docenić aluzyjności tych jego filmów i prób podsumowania powojennej kinematografii; roszczeń do stworzenia swoistej „summy” ogarniającej ludzką mądrość filmową. W każdym razie – „summy” filmowej sensacji.  

 

Jak Quentin Tarantino dokonuje tego skaningu - przeglądu wcześniejszych dokonań ekranowych? Czy jego wizja, to dobra i miarodajna synteza? Jednymi z najczęstszych, są w jego filmach odniesienia do dzieł włoskiego reżysera - twórcy m.in. tzw. „spaghetti westernów” (kręconych w Europie i w USA od lat 60. po lata 70.) – Sergio Leone. Tarantino dostrzega w filmach włoskiego giganta, realizm mający źródło zapewne we włoskim neorealizmie i spowinowacony z nim sceptycyzm, obcy amerykańskim westernom pełnym oczywistych moralnych przesłań. U Sergio Leone nie ma bezpośrednich przesłań, a jest jakaś powściągliwość w etycznych sądach. Możnaby rzec - nie ma tu naiwności amerykańskiego kina tamtego czasu; za to - szczególny realizm i głębia. Sceny niezwykle liryczne i wzniosłe przeplatają akty o dużej dawce przemocy, co jest pochodną właśnie realizmu. To zapewnia głębię i równocześnie orli lot ponad szczytami. Nie ma fałszu; mydlenia i lukrowania sztucznością.

 

Jakie życie, taka śmierć

Jednakże, odnoszę wrażenie, iż Quentin Tarantino nie tak zinterpretował dorobek Sergio Leone. On zobaczył głównie - poza wspaniałą wizją artystyczną, mistrzostwem realizacyjnym, drobiazgowością i genialną symbiozą obrazu i muzyki (bo wiele z tego umiejętnie przejął) - przede wszystkim przemoc. Nie, ukazywaną jako naturalna pochodna realizmu i skutek wierności prawdzie o świecie - ale uważam - jako przemoc dla przemocy. U Tarantino mamy bowiem wręcz kult przemocy. Nie jest ona logiczną składową obrazu i podejmowanych tematów, nieuniknioną w uczciwej wizji całości, ale czymś nieraz nieuzasadnionym i niezdrowo ekscytującym. Nie widać bardzo często u Tarantino sensu i celu tej ekspozycji brutalności. Nie służy niczemu, a funkcjonuje jakby dla niej samej. U Sergio Leone, chociaż nie ma moralizatorstwa, to ukazywaniu zła jak i dobra towarzyszy powaga; autentyczna świadomość ich wagi. One, dobro i zło - wartości – mają swoją ważkość i ważność. Honor, godność, swoista wierność zasadom i pewien romantyczny idealizm, nie są tak obecne u Tarantino, a nawet całkiem znikają zastąpione np. samą tylko motywacją zemsty, albo czymś jeszcze niższym. Dobro i zło tracą swoją masywność i zostają do gruntu strywializowane. Mamy tu przeogromną i szokującą banalizację spraw najważniejszych, żeby nie powiedzieć – ostatecznych. Śmierć u Leone, jest bez upiększeń, ale u Tarantino zostaje ona ściągnięta do czynności fizjologicznej jak jedzenie czy wydalanie.

 

Główni bohaterowie Tarantino, z filmów jak: „Pulp Fiction” (1994 r.) czy „Kill Bill” (2003 r.) to płatni zabójcy, zawodowi mordercy, którzy nie zastanawiają się nad winą, czy niewinnością swoich ofiar. Widz przez większość filmu śledzi ich „przygody”, bardziej lub mniej zbrodnicze działania i siłą rzeczy identyfikuje się z nimi, bo nie ma tu innych, lepszych postaci; nie ma dobrych. Są tylko cwani źli oraz mniej cwani – frajerzy; ci „na poziomie” – elita - albo motłoch. Ewentualnie, pojawia się ktoś „neutralny”, ale i on nie opowiada się czytelnie po stronie dobra. Nie ma przesłań moralnych, ani zgoła takich motywacji. Żadnych takich rozróżnień, kwalifikowania postępków. Raczej zło mieni się dobrem, a jakieś możliwe, potencjalne dobro – złem, tj. tylko słabością, frajerstwem; w całkowicie „nietzscheańskim” kluczu. Problemem nie jest tu ukazywanie wysokiej dawki przemocy. Chodzi o obecne na ekranie jej wartościowanie („przewartościowanie wszystkich wartości” – F. Nietzsche); o kontekst i relatywizowanie tej przemocy. Zło jest zmiksowane z dobrem w całkowicie nierealny, niemożliwy i szalony sposób. Tak, tu nie ma realizmu Sergia Leone, tu jest choroba i szaleństwo. Zło nie zostaje ukarane należycie, pozostaje często górą, tak, że nie przeżyjemy „katharsis”, ani satysfakcji z tryumfu dobra. Za to tępy czarnokomediowy rechot.

 

Igrzyska. Opium dla mas

Nie, nie jest problemem sama przemoc, ale manipulacja rzeczywistością, której dokonuje reżyser. Pokazuje on bowiem zło w taki sposób, który je „promuje”. Jest menadżerem od marketingu tego, co chore i upadłe, przy pomocy olśniewającej strony wizualnej i muzycznej; bodźców, które głęboko zapadają zwłaszcza w jaźń młodych. Rzesze młodych oklaskiwały to kino i masy dzisiejszych (bezkrytycznych) krytyków z festiwalowych jury. Oliver Stone za film „Urodzeni Mordercy” (wyjściowy scenariusz: Quentin Tarantino) otrzymał Nagrodę Specjalną Jury na Festiwalu MFF w Wenecji. Poza tym nominacje do Złotego Lwa i do Złotego Globu. Quentin Tarantino za scenariusz „Pulp Fiction” dostał Oscara, Złoty Glob; w Cannes Złotą Palmę za najlepszy film i Cezara za najlepszy film zagraniczny. Wystarczy tyle.

 

W rozmowie z młodym, umiarkowanym jeszcze miłośnikiem tych filmów, usłyszałem, że to bez znaczenia – ten cały wydźwięk (o którym piszę) bo to tylko film, fikcja, etc. Fikcja, tak owacyjnie brana, że bez mała ubóstwiona, zaczyna jednak  pretendować nawet do religii; bywa substytutem religii, zwłaszcza dla niewierzących; w społeczeństwach programowo dechrystianizowanych. W Sowietach poezja, malarstwo, film służyły „inżynierii dusz”, „ nowego człowieka”. Podobnie w hitleryzmie. A artyści (dopóki nie podpadli władzy) byli hołubieni. Kultura, sztuka i właśnie popkultura są wszechwładne i niezastąpione w ideowej kuźni (kaźni?) ludu.

 

Od początku lat 90 mieliśmy wysyp takich filmów, tak analogicznie jak u Tarantino, lekkomyślnie traktujących sprawy największej wagi, trywializujących dobro, zło, życie i śmierć. Wspomniany film „Urodzeni mordercy” („Natural Born Killers”) z 1994 r., w reżyserii Olivera Stone, robi z pary kochanków – seryjnych zabójców – gwiazdy mediów, których „przygody” śledzą miliony. Ktoś powie, że to metafora, czy hiperbola naszych realiów, taka forma ich krytyki. Kto ma jednak głowę na swoim miejscu, postawi znak równości pomiędzy patologią ekranowej fikcji a tym, co realnie powodują twórcy tego filmu.

 

Patologia ekranowa staje się bowiem rzeczywistością; zostaje urzeczywistniona w milionach pełnych sal kinowych w których ludzie (głównie młodzi) kibicują parze zwyrodnialców. Oliver Stone zwykle nie robi takich filmów, ale tu, po przeróbkach użył scenariusza właśnie Quentina Tarantino. Film ten bardzo przypomina inne filmy Tarantino, jak chociażby „Django” („Django Unchained”) western z końcówki 2012 roku. Dwaj główni bohaterowie przypuszczalnie mają uchodzić tu za lepszych od innych, lecz nie są w niczym lepsi od tych których zabijają, pomijając, iż są sprytniejsi lub bardziej zdyscyplinowani i zdeterminowani. To jednak nie znaczy, że mają rację.

 

 W tym nurcie odnajduje się też m.in. „Mechanik” („The Mechanic”) z 2011 roku z Jasonem Stathamem, w reżyserii mniej znanego Simona Westa. Znów bohaterami, z którymi automatycznie utożsamia sie widz, są tutaj zawodowi mordercy. Statham gra starszego, profesjonalistę i wciąga do „branży” dużo młodszego (Bena Fostera) którego ojca wcześniej sam zabił. Patologia.

 

Nie chcę już wymieniać więcej przykładów. Dla mnie podobna działalność reżyserów, scenarzystów, producentów i aktorów jest niesłychanie destrukcyjna. Tacy ludzie mogliby wnosić niezwykle wiele dobra w życie ludzi. Sprzeniewierzają się jednak sobie samym i robią symetrycznie dużo zła. A skala tego zła jest dziś globalna.

 

Jarosław Kleban


DATA: 2019-01-21 07:37
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
10
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

...nie mogę, przestanę Was czytać. Tego nawet nie da się komentować...
29 dni temu / raf
 
Szanowny Panie, a ostatnio w realu nie w kinie "szlachetny" i "dobry" (jak nam przedstawiają) milicjant (przepraszam policjant, ale ja się nigdy nie przedstawię) wjeżdża w przystanek autobusowy mając ponad 2 promile we krwi, jest na służbie, tj. w godzinach pracy za którą płacą polscy podatnicy, zabija ludzi i ... dostaje zawiasy! O czym Pan pisze? Wolę iść do kina i oglądać fikcyjne spadające głowy u Tarantino niż oglądać Polskich milicjantów w akcji. Tych zresztą widziałem wielokrotne w różnych miejscach, w Nowej Hucie, w Gdańsku w 70 (jako dziecko i nigdy im nie zapomnę)i 81 roku. Zostawmy kino w spokoju, w końcu na szczęście nie jest obowiązkowe. Przyjrzyjmy się jakie scenariusze pisze życie, w kraju w którym prokurator, sędzia, milicja i bandyci są bezkarnymi przestępcami a afera goni aferę, premier jest wizjonerm oderwanym od realu, a prezydent popiera wszystkie za wyjątkiem Polskich interesów. Nad tym trzeba się skupić to jest real, fikcję i plastykę kina zostawmy w spokoju.
1 miesiąc temu / Kpt. Żbik
 
O ludzie, haha, nie wierzę w to, co przeczytałem.
1 miesiąc temu / Katolik
 
Największe szkody powodują seriale z tzw. codziennego życia gdzie pod pozorem opisywania ludzkich spraw utrwala się wzorce agresywnych zachowań w rodzinie , sposoby konfliktowania wszystkich ze wszystkimi , stawiania na swoim bo mi się należy. Ta niemiecka propaganda jest niewyobrażalnie skuteczna. W końcu Niemcy są awangardą antykultury i jej kolebką, a niestety Polacy ulegając iluzji wolnych mediów ulegają całkowicie wpływowi niemieckiej propagandy. Bez echa przechodzi fakt , że 80%-90% mediów jest w rękach niemieckich. Agresja wlewa się do głów przez ekrany a do ekranów z mediów, a do mediów ze sztabów zarządzania, a do sztabów zarządzania z centrów i departamentów polityki strategicznej. Strategia niemiecka dla Polski jest oczywista czyli likwidacja. Poważniej i systematyczniej trzeba zająć się kulturą masową zwłaszcza telewizją , kłopot w tym że ludzie są uzależnieni i pragną takiego przewodnika. Ktoś im wreszcie ?dobrze? mówi co robić i jak postępować.
1 miesiąc temu / toro
 
@klik: W Leonie pokazana była przemiana serca zawodowego zabójcy za sprawą dziecka, zakończona poświęceniem życia. Złym był skorumpowany glina-narkoman (Gary Oldman).
1 miesiąc temu / bvr
 
za najbardziej szkodliwe uważam te filmy w których widz lubi tego złego ,np Leon zawodowiec - zawodowy morderca
1 miesiąc temu / klik
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.