DZIŚ JEST:   28   LISTOPADA   2020 r.

Św. Jakuba z Marchii
Bł. Marii Heleny Stollenwerk
 
 
 
 

Andrzej Pilipiuk: Utracony monopol na piękno


Strona główna   >   PCH

Andrzej Pilipiuk: Utracony monopol na piękno
Źródło: Wikimedia Commons/Horace Vernet / Public domain
#KOŚCIÓŁ    #PIĘKNO    #BUDOWLA    #EUROPA    #KUNSZT

Przez jakieś półtora tysiąca lat Kościół w Europie dzierżył swoisty monopol na piękno. W miastach katedry i bazyliki oszałamiały wielkością, nadludzkimi proporcjami naw, barwami obrazów i witraży. Na prowincji drewniane świątynie stanowiły szczytowe osiągnięcie kunsztu lokalnych cieśli, snycerzy i stolarzy.

 

Idąc do kościoła, zakładano najlepsze – „niedzielne” – ubranie. Biedniejsi, by zaoszczędzić obuwie, szli boso, ale przed kościołem wzuwali buty. Przed wyjściem do kościoła wypadało się umyć, wyczesać włosy z nadmiaru „zwierzyny”, wyszorować zęby i pazury. W kościele było z reguły jasno (tam nie oszczędzano świec); zimą zaś było ciepło – wprawdzie o ogrzewaniu nikt jeszcze nie myślał, ale obecność tłumu ludzi nagrzewała wnętrze. Latem, dla odmiany, w nawie panował miły chłód. W ponurym świecie pełnym codziennego znoju świątynia stanowiła inną, lepszą rzeczywistość. Owszem: władcy i lokalni feudałowie przystrajali swoje siedziby, ale zgormadzone skarby sztuki cieszyły wyłącznie oczy ich i nielicznej służby. Kościół był bardziej demokratyczny. Na niedzielną Mszę mógł przyjść każdy.

 

Czasem dało się coś z tego piękna zabrać ze sobą do domu. Przy ważniejszych sanktuariach pojawiły się kramiki, w których można było kupić obrazy mniejsze i większe, malowane na deskach lub po prostu barwione odbitki drzeworytu. W chłopskim domu święty obraz czy ikona były często najbardziej kolorową rzeczą – swoistym przedłużeniem barwnej i estetycznej rzeczywistości kościoła, czasem cenną pamiątką z dalekiej pielgrzymki… Człowiek unosił wzrok i widział na ścianie kolorowy kawałek innej rzeczywistości, jak zapowiedź przyszłego Nieba.

 

Potem wszystko się rozmyło. Zaczęto budować gmachy publiczne, które kubaturą, a czasem i wysokością zdominowały obiekty sakralne. Zmieniały się techniki budowlane – kościoły przestały być jedynymi murowanymi obiektami w okolicy. Nastąpiła wielka demokratyzacja i – co tu dużo mówić – inflacja piękna. Wraz z rozwojem rzemiosła i technik poligraficznych rzeczy ładne tłumnie zawędrowały pod strzechy. Chromolitografia, potem kolorowy druk pozwoliły masowo wytwarzać reprodukcje. Książka z barwnymi ilustracjami przestała być czymś niecodziennym. Rewolucja w dziedzinie chemii przyniosła także farby o mocniejszych i trwalszych barwach.

 

Kościół w odwrocie

Kościół zaczął się cofać, wreszcie sromotnie przegrał wyścig. W miastach już tylko szczyty dachów i dzwonnice wystawały ponad otaczającą świątynie zabudowę. Co gorsza, równolegle z eksplozją sztuki świeckiej zaczął się regres  sztuki sakralnej. Kościół przestał inwestować w wizualną oprawę świątyń, przestał zatrudniać wybitnych artystów – po prawdzie było z tym coraz trudniej. Malarze skupili się na innej tematyce.

 

W Polsce doby rozbiorowej Kościół utracił znaczną część majątków, a jednocześnie rosły oczekiwania społeczne – do rozwijających się szybko miast napływały rzesze ludzi. Trzeba było otoczyć ich opieką duszpasterską, ale też wraz z pojawieniem się chorób cywilizacyjnych i patologii społecznych organizować szpitale, przytułki dla inwalidów, ochronki dla dzieci…

 

Sakiewki proboszczów, a nawet biskupów, coraz częściej pokazywały dno. Kościół przestawał być mecenasem sztuki. Szybko też okazało się, że wraz z zaistnieniem nowych prądów w malarstwie nie bardzo już było kogo zatrudniać. Nawet dziś ciężko u nas o ludzi, którzy umieją malować „po staremu” – to jest realistycznie, z wyobraźnią i z dbałością o detale. „Stare” z „nowym” jako ostatni na poważnie próbował połączyć Wyspiański, ale i jemu się to już nie udawało. Dziś w sztukach plastycznych wygrywają bylejakość i nieudolność – napuszone, bezczelne, udające „nowoczesność”. W efekcie dawne zabytki sztuki sakralnej budzą zachwyt, gdy współczesne „produkty” wywołują często uczucie zażenowania.

 

Także na polu muzyki Kościół wycofał się na całej linii. Komponowano i nadal komponuje się piosenki i pieśni religijne – ale w porównaniu z poprzednimi epokami jesteśmy karłami na barkach gigantów…

 

Ostatni wielki

Ostatnim zbudowanym na naszych ziemiach arcydziełem sztuki religijnej był – wstyd przyznać – postawiony przez zaborców sobór Aleksandra Newskiego w Warszawie. Car nie szczędził grosiwa, świątynia miała zdominować krajobraz „carskiej” Warszawy, stanowić wizytówkę imperium rosyjskiego i symbol jego władania na podbitym terenie. Ludek warszawski złośliwie nazwał jej osiemdziesięciometrową dzwonnicę wieżą ciśnień prawosławia, ale patrząc obiektywnie, dokonano dzieła wielkiego. Wnętrze zdobiły mozaiki i freski najwybitniejszych rosyjskich artystów tamtej epoki. Gotowy obiekt zaliczono do najpiękniejszych świątyń chrześcijańskich świata.

 

Świątynia przetrwała tylko dwadzieścia lat. Została ograbiona przez Prusaków w czasie pierwszej wojny światowej. Okupanci zerwali całą blachę z kopuł (miedź była potrzebna na zapalniki), więc wody opadowe zalały wnętrze. Ostatecznie ruina została w latach dwudziestych zburzona. Z jednej strony trudno się dziwić naszym przodkom: niszczyli symbole zaborcy, z drugiej jednak – żal niezrównanych dzieł sztuki, które bezpowrotnie przepadły… Nieliczne zachowane w polskich cerkwiach i muzeach elementy wystroju budzą dziś zachwyt ekspertów i historyków  sztuki.

 

Budujemy – odpukać – sporo nowych kościołów. Po okresie fascynacji modnymi trendami architektonicznymi, jeśli chodzi o bryłę budynków, następuje stopniowy powrót do bardziej tradycyjnych form. Nadal jednak powstają koszmarki architektoniczne, a jak kraj długi i szeroki straszą budowle postawione w PRL-u – kojarzące się ze wszystkim, tylko nie z architekturą sakralną…

 

Należałoby, po pierwsze, postawić twarde wymagania co do formy nowo powstających obiektów. Po drugie, poważnie rozważyć wyburzenie lub gruntowną przebudowę tych najbardziej szpecących krajobraz. Po trzecie, może warto komisyjnie ocenić walory wystroju i przygotować zalecenia naprawcze – także jeśli chodzi o kolorystykę.

 

Nijakość współczesności

Brakuje obecnie wielkich projektów, które pozwoliłyby ponownie rozwinąć skrzydła architekturze i sztuce sakralnej. Z ostatnich dekad mamy dwie „duże” świątynie. Pierwszą jest bazylika w Licheniu – budowla monumentalna, która ładnie nawiązuje do klasycznej architektury sakralnej, ale wielu pątników opuszcza ją z poczuciem, że program estetyczny wystroju wnętrz należałoby bardziej przemyśleć. Druga to Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie. Ta, niestety, powiela, a wręcz kumuluje błędy minionych dekad. Można było powrócić do pierwotnego, osiemnastowiecznego projektu autorstwa Jakuba Kubickiego, zamiast tego jednak postawiono na „nowoczesność”. Powstał budynek ciężki, odpychający w formie i paskudny kolorystycznie. Bursztynowy Ołtarz Ojczyzny w gdańskim kościele Świętej Brygidy to już znacznie zgrabniejsze połączenie tradycyjnego rzemiosła, sztuki i nowoczesności formy…

 

Końca regresu nie widać. W tej sytuacji Kościół przede wszystkim powinien zainwestować w kadry. Zacząć od podstaw – od prowadzonych w seminariach wykładów z historii sztuki, archeologii i fundamentów estetyki. Od wychowania nowego pokolenia księży i zakonników (także misjonarzy) o większej wrażliwości na piękno. Aby proboszcz planujący przebudowę lub remont kościoła wiedział, co z dawnego wystroju należy chronić, jak umiejętnie wpleść nowe elementy, co robić, by nie zaburzyć harmonii powierzonej mu świątyni.

 

Aby proboszcz-inwestor wznoszący nowy kościół stworzył przestrzeń oddziałującą na wiernych także estetycznie i sprzyjającą kontemplacji, a nie „stodołę, w której można się pomodlić”. Co więcej, może należy rozważyć utworzenie chociaż kilku katolickich liceów plastycznych i może choć jednej wyższej uczelni artystycznej? Oczywiście, w kościele można powiesić repliki arcydzieł religijnych – wydruki na płótnie są obecnie tanie, a jakość bardzo dobra, ale czy nie warto zainwestować w ludzi, którzy stworzą nowe arcydzieła? Bo inaczej – co zostawimy przyszłym pokoleniom?

 

Andrzej Pilipiuk

 


DATA: 2020-09-29 08:20
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
8
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

A może jeśli projekt lub projekty nowych kościołów są bylejakie odkupić burzone we Francji kościoły i przenieść je do nas ?
2 miesiące temu / Hektolitr Decyb
 
na załączonym obrazie przedstawiona jest tragiczna chwila kiedy decydowano o wyburzeniu 1200letniej Bazyliki Świętego Piotra, jak mówi włoski profesor na początku filmu "Luter i rewolucja protestancka" : wtedy nastąpiła zmiana mentalna. I taka sama rewolucyjna zmiana mentalna zaszła po 1962 roku; wszystko można zniszczyć żeby ludzie się lepiej poczuli w kościele. Tylko wcale nie chodzi o to żeby ludzie się czuli dobrze w kościele tylko żeby w kościele spotykali się z tą samą świętością i niezmiennością - skoro w poniedziałek można mówić i robić coś przeciwnego niż w zeszły wtorek czy 50 lat wcześniej, to jaka jest pewność że za 5 - 10 lat będziemy wierzyć w coś innego co będzie dla nas wygodniejsze. Po co komu taka wiara i religia która ciągle się uwspółcześnia zamiast być stałą i niezmienną wobec świata który stacza się po równi pochyłej do barbarzyństwa? Co warta jest sól która utraci swój smak, nawet jak się ją pokoloruje?
2 miesiące temu / Tom
 
@Mirek Dzięki za opisanie sprawy! Niestety, z zakresu dzieł sztuki moja wiedza jest nie za bogata - natomiast mam bardzo dobrą pamięć i od razu przypomniało mi się co i w której książce czytałem. Być może trochę Masę poniosła fantazja i coś podrasował żeby lepiej brzmiało, ale niewykluczone, że kuria jednak coś sprzedała. Podobne sprawy ze sprzedawanymi potajemnie dziełami sztuki przez urzędników kościelnych wyciągnął ostatnimi tygodniami na światło dzienne red. Gadowski: sprawy Orchard Lake w USA i Fawley Court w Londynie. Zresztą, co by nie wspominać o Watykanie i ostatniej sprawie z defraudacją świętopietrza....
2 miesiące temu / M
 
Nie wydaje mi się, żeby wykład z historii sztuki zwieńczony majtkami Beresia , abakanami albo dziełami Opałki poprawił sytuację. Istnieje ryzyko, że niedouczeni księża z jeszcze większą werwą zaczną forsować sztukę współczesną . W dziejszym polskim klerze są silne elitarystyczne resentymenty. Chyba tak są formowani w seminariach. Taka postawa wzbogacona o estetyczne poczucie wyższości może przynieść jeszcze gorsze owoce.Jeśli już kształcić księży, to powinny to być głównie zajęcia praktyczne , jakieś pracownie ceramiczne , może rzeżbiarskie . Na początek może w jednym seminarium , może u ojca Rydzyka. Ludziom ,którzy na to się zdecydują trzeba z góry wyjasnić ,że jakaś sensowna wiedza przeniknie po 20 latach samokształcenia. To może pomóc rozwiązać problemy architektoniczne. Z malarstwem przedstawiającym jest jeszcze większy problem.
2 miesiące temu / Mirek
 
@ Mari, twoje wyobrażenie o sztuce jest bardzo naiwne. Zdumiewa , że ktoś nie mający żadnej wiedzy o jakiejs sprawie , stara sie podzielic swoją niewiedzą z innymi.
2 miesiące temu / Mirek
 
@M, szczerze odradzam czytanie takich książek. Ilość obrazów Leonarda da Vinci , które przetrwały do naszych czasów , nie przekracza dwudziestki i każdy z nich jest znany i opisany od 100-200 lat, co najmniej . Nie ma takiej mozliwości,żeby "jakiś obraz da Vinci-ego" znalazł sie w gestii jakiegoś polskiego biskupa.Tylko człowiek absolutnie nie rozumiejący sprawy moze napisać cos takiego i równie niezorientowana osoba może wziąć to za dobrą monetę. W Polsce od sprzedaży przez hrabiego Tarnowskiego ostatniego obrazu Rembrandta zanjdującego sie w polskich rękach jeszcze przed pierwszą wojna światową nie było żadnego dzieła tego autora aż do 94 roku. Wtedy to śp. hrabina Karolina Lanckorońska ofiarowała naszemu narodowi swoją kolekcję 119 obrazów, najwyższej klasy , wśród nich 2 obrazy Rembrandta. Obrazy Rembrandta sa tak samo znane i opisane jak da Vinci-ego. Polacy powinni hrabinie Lanckorońskiej postawić wspaniały pomnik w najlepszym miejscu w Warszawie.
2 miesiące temu / Mirek
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.