DZIŚ JEST:   22   WRZEŚNIA   2018 r.

Św. Maurycego z Towarzyszami
Św. Tomasza z Villanueva
 
 
 
 

Ameryka na równi pochyłej

Ameryka na równi pochyłej
fot.REUTERS/Stringer/FORUM

Laicyzacja nie musiała się dokonać w nieubłagany sposób. Nie jest to anonimowy proces, tylko dzieło konkretnych rządów i konkretnych większości parlamentarnych, konkretnych ludzi dokonujących zasadniczych wyborów. Podobnie rzecz wygląda w przypadku obecnej, krytycznej chyba, fazy rewolucjonizowania Ameryki.

 

Błyskawica, która uderzyła w kopułę bazyliki świętego Piotra tuż po obwieszczeniu przez Benedykta XVI woli opuszczenia Tronu Piotrowego, okazała się potężnym znakiem. Bo też symbolem naszej, chrześcijańskiej cywilizacji jest właśnie ta Bazylika, a nie na przykład budynki WTC w Nowym Jorku. Jak wieść o abdykacji Ojca Świętego spadła niczym grom z jasnego nieba, tak i ten piorun uderzający w kopułę nad Konfesją świętego Piotra podkreślał wagę (moim zdaniem rewolucyjną) papieskiej decyzji. Dzisiaj, po dwóch latach od tego wydarzenia możemy powiedzieć, że była to również zapowiedź kolejnych uderzeń w podstawy chrześcijańskiej cywilizacji.

 

Sąd Najwyższy – wehikuł rewolucji

Historia ostatnich miesięcy, a nawet tygodni, to zapis tych klęsk: wynik referendum w Irlandii na temat homoseksualnych pseudomałżeństw, ustawa o in vitro w Polsce, wreszcie ogłoszona 26 czerwca, podjęta większością jednego głosu decyzja Sądu Najwyższego USA zrównującego w sensie świeckiego prawa związki jednopłciowe z małżeństwami. Trudno nie zgodzić się z komentatorami, którzy przypisują temu ostatniemu wydarzeniu „kosmiczne znaczenie”.

 

Bo tak w istocie jest. Po 26 czerwca nic już nie będzie takie samo. Werdykt wydany przez amerykański Sąd Najwyższy wyznacza kolejny etap w rewolucyjnej działalności tego gremium. W „największej demokracji świata” to nie rzesze wyborców ostatecznie decydują o obliczu kulturowym – czyli najważniejszym – swojego kraju, ale pięć osób. Bo taką zwykłą większością (5:4) w minionych dziesięcioleciach ten sam sąd rewolucjonizował Amerykę – czy to w przypadku zgody na legalizację zabijania nienarodzonych czy odmawiając prawa do modlitwy (nawet w ciszy) na terenie szkół.


Patrick Buchanan, komentując na swoim blogu decyzję pięciu amerykańskich sędziów ws. legalizacji homoseksualnych nibymałżeństw, napisał: Mówi się nam, że Ameryka zmieniła się w takich sprawach jak aborcja i homoseksualizm. Ale chociaż myślenie może podlegać zmianie, prawa mogą się zmieniać i wyniki wyborów z pewnością zmieniły się, czy jednak prawda moralna zmienia się? Czyż Dziesięć Przykazań, chrześcijańska tradycja i Prawo Naturalne zdefiniowane przez Akwinatę były tylko dobre dla swoich czasów, ale nie dla naszych?

 

Nadchodzi ucisk

Dla nas – czytelników i autorów piszących na tym portalu – są to pytania retoryczne. Choć nie miejmy złudzeń, decyzja z 26 czerwca przyspieszy proces, który już trwa – dopisywanie do podstaw naszej upadającej chrześcijańskiej cywilizacji jeszcze jednego dogmatu, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety. W tych dniach bowiem widzimy, jak trafnie Gilbert K. Chesterton zdefiniował dogmat jako „prawdę oczywistą, która została zakwestionowana”.

 

Za głoszenie tego dogmatu wierzący chrześcijanie (katolicy, protestanci) już płacą. Przypominanie bowiem tej, zakwestionowanej teraz przez pięciu amerykańskich sędziów oczywistości już dzisiaj jest w wielu europejskich krajach określane jako „mowa nienawiści” i w związku z tym penalizowane. Podobnie jak na przykład sprzeciw katolickich agencji adopcyjnych wobec oddawania dzieci do adopcji parom homoseksualnym. Ogłoszona w imię „wolności i godności” decyzja większości sędziów Sądu Najwyższego USA zwiastuje nadejście kolejnej fali despotyzmu i pogardy.


Sędzia Samuel Alito, autor jednego z czterech głosów mniejszości do fatalnego orzeczenia, przewiduje taki właśnie przebieg wydarzeń, pisząc w swoim votum separatum: Dzisiejsza decyzja jest uzurpowaniem sobie konstytucyjnego prawa należnego obywatelom - czy utrzymać, czy zmienić tradycyjne pojmowanie małżeństwa. […] Będzie ona służyć do oczerniania Amerykanów, którzy nie chcą przystać do nowej ortodoksji. […] Jeśli zwykła większość sędziów może wymyślić nowe prawo, a następnie narzucić je reszcie kraju, jedynym realnym ograniczeniem stojącym na drodze przyszłym większościom [sędziowskim] w robieniu tego, co im się podoba, będzie ich własne poczucie tego, co ci, którzy mają polityczną władzę i wywierają kulturowy wpływ, zechcą tolerować.

 

Jeszcze lapidarniej określił to kolejny autor głosu mniejszości w składzie Sądu Najwyższego, Chief Justice (odpowiednik naszego Prezesa Sądu Najwyższego) John Roberts, który w swoim votum separatum podkreślił, że „zamknięcie debaty zmierza do zamknięcia umysłów”. Ten sam sędzia słusznie zauważył, że uderzającą rzeczą jest to, jak dużo w sposobie rozumowania większości orzekającej w równym stopniu można zastosować do podstawowego prawa do zawierania małżeństwa przez więcej niż dwie osoby. Jeśli ‘bowiem istnieje godność w związku między dwoma mężczyznami lub dwiema kobietami, którzy (które) chcą się pobrać i należy to do ich autonomii, by dokonać takiego wyboru’, dlaczegóż miałoby być mniej godności w związku trzech ludzi, którzy wykonując swoją autonomię, dokonują zasadniczego wyboru zawarcia związku małżeńskiego?.

 

Na co stać „pragmatyczną” prawicę?

Od lat zajmując się problemami laicyzacji w Europie (dziewiętnastowieczne Kulturkampfy), podkreślam, że laicyzacja nie musiała się dokonać w nieubłagany sposób, nie jest to anonimowy proces, tylko dzieło konkretnych rządów i konkretnych większości parlamentarnych, konkretnych ludzi dokonujących zasadniczych wyborów. Podobnie rzecz wygląda w przypadku obecnej, krytycznej chyba, fazy rewolucjonizowania Ameryki.

 

Pięciu sędziów - rewolucjonistów znamy z nazwiska: Ruth Bader Ginsburg, Stephen Breyer, Sonia Sotomayor, Elena Kagan oraz Anthony Kennedy. Czterech pierwszych mianowali lewicowi prezydenci, Bill Clinton i Barack Obama. Jednak głos decydujący oddał mianowany przez Ronalda Reagana ostatni z wymienionych sędziów.

 

Od czasu obalenia w 2013 roku przez Sąd Najwyższy tzw. Prawa o Obronie Małżeństwa (Demence of Marriage Act), Anthony Kennedy był wskazywany jako tzw. głos wahający się (swaying vote), który może przeważyć szalę w amerykańskim Sądzie Najwyższym nominalnie zdominowanym przez sędziów pochodzących z nominacji republikańskich prezydentów (takich jest w obecnym składzie Supreme Court pięciu) na korzyść radykalnej, rewolucyjnej w istocie rzeczy lewicy.

 

Cytowany wcześniej Patrick Buchanan czterdzieści lat temu opublikował książkę pod znamiennym tytułem Konserwatywne głosy, liberalne zwycięstwa, opisującą mechanizm rozchodzenia się w USA dwóch rzeczywistości: tradycyjnych (czyli normalnych) przekonań większości obywateli oraz ciągłego, udanego forsowania liberalnej agendy kulturowej czyli agendy najważniejszej. Wskazywał przy tym na fenomen kolejnych większości w składzie Sądu Najwyższego, odpowiedzialnych za rewolucjonizowanie Ameryki; większości tworzonych przez nominatów demokratycznych prezydentów, do których zazwyczaj dochodził przedstawiciel prawicy „umiarkowanej”, „pragmatycznej”, w Polsce powiedzieć by można „wzorowanej na najlepszych standardach zachodnioeuropejskiej chadecji”.

 

Kimś takim jest właśnie sędzia Anthony Kennedy, nominowany przez Reagana w 1987 roku, po tym jak opanowany przez demokratów Senat nie zgodził się na wysuniętego wcześniej przez prezydenta jako kandydat do Sądu Najwyższego Roberta Borka. Dla senackiej większości był on zbyt „konserwatywny”. Kennedy był „konserwatywny w wystarczający sposób”. Teraz wiemy dlaczego.

 

Katolicyzm bezobjawowy w akcji

Sędzia Anthony Kennedy był również autorem pisemnego uzasadnienia orzeczenia z dnia 26 czerwca. Ten sam sędzia Kennedy jest nominalnym katolikiem, podobnie jak katoliczką jest sędzina Sonia Sotomayor (z nominacji Obamy) również glosująca za legalizacją homoseksualnych pseudomałżeństw. Podobnie jak katolikami są w Polsce odchodzący prezydent, premier i znakomita większość parlamentarzystów głosujących niedawno za ustawą o tzw. leczeniu niepłodności, jak katoliczką jest dawna minister zdrowia (dziś premier), która organizowała zabójstwo dziecka nastoletniej „Agaty”, jak katoliczką jest prezydent Warszawy wyrzucając z pracy lekarza, bo kierując się sumieniem nie chciał zabić nienarodzonego dziecka… To ten sam katolicyzm bezobjawowy, który „nie narzuca nikomu swojego światopoglądu”, „zostawia swoje przekonania w szatni”, czytaj: sól pozbawiona smaku.

 

Cechą wspólną wszystkich odmian bezobjawowego katolicyzmu jest oderwanie się od filozoficznych podstaw (w znaczeniu filozofii bytu) i bazowanie tylko na emocjach i mglistych odczuciach. A przecież jak uczy św. Jan Paweł II (encyklika „Fides et Ratio”), nie ma nauczania wiary bez zdrowej teologii, a zdrowej teologii nie ma bez fundamentów teologicznych zdrowej filozofii, czyli filozofii bytu, tak jak określił ją św. Tomasz z Akwinu.

 

W napisanym przez sędziego Kennedy’ego uzasadnieniu do orzeczenia większości w kwestii tzw. małżeństw homoseksualnych czytamy, że „ich [homoseksualnych par] nadzieja nie może być skazana na życie w samotności, nie może być wyłączona z najstarszej instytucji naszej cywilizacji. Proszą oni o równą godność w oczach prawa. Konstytucja przyznaje im to prawo”. Klasyczny przykład takiego właśnie oderwania się od podstaw filozoficznych w znaczeniu braku odniesienia się do definicji bytu, jakim jest małżeństwo, a tylko odnoszenia się do mglistych odczuć („poczucie godności” etc.).

 

Co powie Papież?

Zmarły parę lat temu amerykański myśliciel konserwatywny Thomas Molnar napisał, że „nasza cywilizacja bez wątpienia zakończy się, gdy Kościół katolicki oraz Stany Zjednoczone przystąpią do rewolucji”. 26 czerwca 2015 roku pięciu amerykańskich obywateli zadecydowało, że w przypadku USA akces ten stał się faktem. Obserwując rok temu obrady rzymskiego synodu biskupów, czytając opublikowany niedawno dokument roboczy („Instrumentum laboris”) mający być podstawą prac II sesji synodu w październiku 2015 roku, patrząc na aktywność niemieckich hierarchów zamierzających „skorygować” szóste przykazanie Dekalogu oraz słysząc znaczące milczenie papieża Franciszka w tej sprawie, powraca myśl o gromie spadającym na Bazylikę.

 

Ojciec Święty we wrześniu ma przybyć z wizytą do Stanów Zjednoczonych. Do kraju, w którym zaszła rewolucyjna zmiana, a o której – póki co – Rzym milczy, zajmując się pilniejszymi kwestiami w rodzaju zmian klimatycznych. Czy Amerykanie, ale i cały Kościół, usłyszą wtedy słowa umocnienia w wierze?

 

 

Grzegorz Kucharczyk




DATA: 2015-07-07 07:54
AUTOR: GRZEGORZ KUCHARCZYK
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

@add: co to znaczy "budzenie Boga w sobie"? Przecież Bóg nie śpi i ZAWSZE odzywa się do człowieka. To ludzie "śpią" i przez to nie reagują na głos Boga. A Kościół ustanowił Chrystus. Skoro Bóg sam ustanowił Kościół, to znaczy że Kościół jest ludziom potrzebny. Bo Bóg nie tworzy nic bezcelowo.
ponad 3 lata temu / Rozczarowany
 
@ piotr @patik Potrzebna jest modlitwa i pokuta za świat i Polskę. Najlepszą pokuta jest znoszenie innych bez okazywania, że sprawia to nam trudność. raczej potrzebna jest samorealizacja i budzenie Boga w sobie. Kościół przejął władzę nad ludźmi i CODZIENNIE to czyni, właśnie poprzed odebranie ludziom wiedzy i wiary, że sami potrafią i POWINNI się z nim konktować i pracować. Szkoda mi czasu na opowiadanie tego szczegółowo w tym miejscu.
ponad 3 lata temu / add
 
@patik Potrzebna jest modlitwa i pokuta za świat i Polskę. Najlepszą pokuta jest znoszenie innych bez okazywania, że sprawia to nam trudność.
ponad 3 lata temu / piotr
 
to czym jest miłość? skoro to słowo usprawiedliwa wszystko... każdy czyn nawet ten moralnie zły. to czym jest miłość?... ludzie zagubili sens miłości - i w całe to okropieństwo pociągają nas wszytskich i te biedne dzieci. to straszne co się dzieje i nie umiem tego zrozumieć ani przyjać - jak szatan nas niszczy a my tak lekką ręka na to pozwalamy.....
ponad 3 lata temu / patik
 
@Marcin Banach Pewnie w nazwie będzie terroryzm. I tak po latach będą chrystoterroryści- oznaczający każdego, kto się wiąże na całe życie z 1-ną osobę płci przeciwnej.
ponad 3 lata temu / 0987
 
@Rezweratrol Co jak cztery dorosłe osoby się kochają albo pięć osób? Poliamoryści są w Stanach dyskryminowani Sąd Najwyższy musi się pochylić nad tym problemem (W końcu to trochę głosów dla partii demokratycznej.). Jak lewicy uda się zniszczyć (ukraść) sens słowa małżeństwo i tak powstanie nowe słowo oznaczające dożywotni związek kobiety i mężczyzny.
ponad 3 lata temu / Marcin Banach
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.