DZIŚ JEST:   17   LISTOPADA   2018 r.

Św. Grzegorza z Tours
Św. Elżbiety Węgierskiej
Św. Grzegorza Cudotwórcy
 
 
 
 

100. rocznica utracenia Austro-Węgier

100. rocznica utracenia Austro-Węgier

Czy wyobrażacie sobie państwo wiszący w warszawskim domu polskiego patrioty portret rosyjskiego cara Mikołaja II? A może wizerunek niemieckiego cesarza Wilhelma II w poznańskiej kawiarni? Z pewnością nie! Nic podobnego Polakom nie przyjdzie do głowy. Co innego obraz z Najjaśniejszym Panem Franciszkiem Józefem I w Krakowie. Pod Wawelem to nic nadzwyczajnego – i nic w tym dziwnego!

 

Habsburgowie zasłużyli na wdzięczną pamięć Polaków swoją polityką z czasu kilku ostatnich dekad przed rokiem 1918. Dlatego też powiązana z rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości 100. rocznica rozpadu Austro-Węgier to najlepsza chwila, by podjąć refleksję na temat tego, co utraciliśmy, co dobrego z CK Monarchii w odrodzonej Polsce i nas, Polakach, pozostało, a z czego nie skorzystali tworzący państwo nasi rodacy.

 

Falstart

Austriacy sięgnęli po ziemie Królestwa Polskiego już podczas I rozbioru, a w roku 1795 ich władza sięgała aż na północny wschód od Warszawy. Ostatecznie jednak, po okresie wojen napoleońskich, w rękach Wiednia pozostały tereny na południe od Wisły, rozszerzone w 1846 o Wolne Miasto Kraków. Postawę Austrii wobec Polaków ciężko jednak w tym okresie (i aż do lat 60. XIX wieku) określać mianem przyjaznej.

 

To w roku 1846 doszło do rabacji galicyjskiej, czyli swoistej chłopskiej rewolucji, której ostrze skierowało się przeciw ziemianom. Ludobójstwo dokonane na przedstawicielach szlachty zostało zainspirowane przez Austriaków. Wiedeń wcielił w życie zasadę „dziel i rządź”, by osłabić polski ruch niepodległościowy o rewolucyjnym zabarwieniu. To właśnie dlatego powstanie krakowskie przypominało raczej uliczną awanturę niż zbrojny zryw całego narodu.

 

Również sam Franciszek Józef w pierwszych latach swojego panowania (od 1848) nie zabiegał o miano najbardziej przychylnego nam władcy państwa zaborczego. Wszystko zmieniły reformy Cesarstwa. Choć wymuszone przez trudną międzynarodową sytuację Austrii i korzystne głównie dla Węgrów, to okazały się pożyteczne również dla Polaków.

 

Polskie Imperium

Ugoda nie była idealna, ale zabezpieczała interesy zarówno Wiednia jak i Lwowa (to miasto stanowiło stolicę kraju koronnego). Cesarz nadał Polakom wolności, o jakich rodacy z innych zaborów mogli jedynie pomarzyć. Język polski wrócił do szkół i na uniwersytety, do sądownictwa i administracji, a Polacy otrzymali władzę nad Galicją. W zamian Koło Polskie w Radzie Państwa stało się stabilnym zapleczem austriackich rządów, zaś nasi rodacy sięgali po najwyższe godności w CK administracji, z urzędem premiera włącznie.

 

Polak szefem rządu potężnego, katolickiego imperium w Europie Środkowej – i to w chwili, gdy Polski nie było na mapie. Polak ministrem skarbu, Polak szefem dyplomacji, Polak ministrem do spraw Galicji. Wszystko w jednej chwili! To nie „wypadek przy pracy” czy jednorazowy incydent. Polaków kierujących austriackim rządem było dwóch, a ministrów ciężko zliczyć! Alfred Józef Potocki, Kazimierz Badeni, Agenor Gołuchowski, Leon Biliński, Julian Dunajewski, Wojciech Dzieduszycki, Apolinary Jaworski, Michał Bobrzyński, Eustachy Stanisław Sanguszko, Andrzej Kazimierz Potocki, Leon Piniński, Filip Zaleski, Witold Korytowski. W austriackiej Radzie Państwa zasiadał z kolei późniejszy trzykrotny premier RP Wincenty Witos, a doświadczenie zbierał w niej także inny istotny dla odrodzonej Polski polityk, socjalista Ignacy Daszyński. Długo można by wymieniać Polaków współkierujących losami habsburskiej monarchii (konkretnie austriackiej części – Przedlitawii) lub przynajmniej zdobywających w Wiedniu szlify w działalności publicznej. A to przecież tylko jedna z dziedzin życia – polityka.

 

Polacy cieszyli się zaufaniem nie tylko w administracji. Pięli się aż na szczyt CK struktur wojskowych! Służyli Cysorzowi wiernie, z niezwykłą odwagą i profesjonalizmem, a później – po 1918 – swoim doświadczeniem i wiedzą wzbogacili siły zbrojne odrodzonej Rzeczypospolitej, walcząc o utrzymanie jej niepodległości i kształt granic. Niektórzy z nich jeszcze w roku 1939 bili się z Niemcami i Sowietami, a swoimi umiejętnościami zdobytymi w cesarsko-królewskim wojsku przewyższali niejednego oficera wywodzącego się ze środowiska legionowego. Najwyższych zaszczytów sięgnął Tadeusz Rozwadowski – współautor sukcesu bitwy warszawskiej roku 1920, a przez CK armię przeszli również tacy dowódcy jak Józef Haller, Włodzimierz Zagórski, Franciszek Kleeberg, Władysław Sikorski, Tadeusz Kutrzeba oraz wielu, wielu innych. Również twórcy Polskiej Marynarki Wojennej czerpali z doświadczeń zdobytych w służbie Austro-Węgier.

 

Bez wiedzy, doświadczenia i obycia zdobytego przez polskich polityków oraz wojskowych podczas służenia Franciszkowi Józefowi o wiele trudniejszym byłoby sprawne stworzenie struktur państwowych po roku 1918 i utrzymanie niepodległości.

 

Galicja – złoty wiek polskości

Polityczny mikroklimat narodowej wolności w Galicji okazał się dla Polaków w okresie smutku po klęsce kolejnego powstania światełkiem nadziei w ciemnym tunelu zaborów. W Krakowie – wtedy prowincjonalnym i podupadłym mieście z bogatą historią, ale przeciętną współczesnością – doszło do prawdziwego rozkwitu polskości, wraz z którym i dla samego grodu Kraka nastały lepsze czasy.

 

To tutaj tworzył mistrz Matejko, do dziś niepodzielnie panujący w polskiej wyobraźni historycznej, swoim pędzlem tłumacząc (często jeszcze niepiśmiennym) Polakom narodowe dzieje widziane z perspektywy szkoły krakowskiej. Szkoły surowej, z chirurgiczną precyzją wskazującej błędy przodków winnych upadkowi państwa i rozbiorom. W owym czasie chyba tylko pod Wawelem możliwa była krytyczna refleksja o dziejach. Gdzie indziej trzeba było pisać „ku pokrzepieniu serc”, więc ciężar chłodnej analizy spadł na Kraków i Józefa Szujskiego, Stanisława Smolkę, Michała Bobrzyńskiego, ks. Waleriana Kalinkę oraz Stanisława Tarnowskiego.

 

To w galicyjskim Krakowie miały miejsce obchody 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Na odsłonięcie pomnika przybyło z całego kraju 150 tys. ludzi. Wtedy też po raz pierwszy publicznie wykonano „Rotę”.

 

Z galicyjskiej wolności korzystali również ważni dla polskiej niepodległości politycy, którym z ideowym dziedzictwem CK Monarchii – delikatnie mówiąc – nie było po drodze. To we Lwowie po raz pierwszy wydano ważne prace Romana Dmowskiego: „Myśli nowoczesnego Polaka” oraz „Niemcy, Rosja i kwestia polska”. W Galicji prężnie działo również środowisko Józefa Piłsudskiego oraz ludowcy.

 

Ducha patriotycznego w czasach trudnych dla Polaków spoza Galicji umacniały również inne wydarzenia z Krakowa i Lwowa: ponowne wawelskie pochówki królów Polski oraz usypanie Kopca Unii Lubelskiej w stolicy prowincji. Nie bez znaczenia było również przywrócenie blasku Zamkowi Królewskiemu, czemu sprzyjał Franciszek Józef. Cysorz zaszczycił Kraków swoją wizytą w roku 1880 (przyjazd z roku 1851 odbył się w niesprzyjających okolicznościach) i zgodził się wtedy, by uczynić Wawel swoją rezydencją. Wzgórze opuściło później wojsko austriackie, a Franciszek Józef przeznaczył środki na renowację zamku i nakazał, by oprócz pomieszczeń cesarskich w dawnej rezydencji królów Polski znalazło się miejsce na narodowe pamiątki i dzieła sztuki.

 

Imperium wiary i kontrrewolucji

Austro-Węgry były jednak nie tylko imperium współkierowanym przez polityków znad Wisły oraz krajem przyjaźnie nastawionym wobec Polaków i polskiej kultury. CK Monarchia stanowiła bowiem również państwo z czarnych snów rewolucjonistów.

 

Niektórzy historycy zwracają uwagę, że podczas I wojny światowej głos apelującego o pokój (wspólnie z papieżem) następcy cesarza Franciszka Józefa, Karola Habsburga, pozostawał niesłyszalny, gdyż państwa ententy, liberalne kraje o ustroju demokratycznym, dążyły do likwidacji dużego katolickiego organizmu politycznego w Europie Środkowej. Ciężko również nie dostrzec faktu, że upadek CK Monarchii otworzył drogę do rozwoju i sukcesu totalitaryzmów w regionie.

 

Austro-Węgry stanowią doskonały przykład państwa kontrrewolucyjnego – i to na wielu płaszczyznach. Znamienne, że następca pobożnego Franciszka Józefa – Karol I Habsburg – został wyniesiony na ołtarze. Dokonał tego Jan Paweł II, zaś wątek CK był wyraźnie obecny w życiu papieża z Polski – jego ojciec służył jako austro-węgierski podoficer, zaś późniejszy biskup Rzymu otrzymał ponoć imiona na cześć dwóch ostatnich władców Galicji. Karol Józef Wojtyła miał zresztą po latach, podczas spotkania z żoną bł. Karola Habsburga służebnicą Bożą Zytą Burbon-Parmeńską, powiedzieć: Witam cesarzową mojego ojca. Ten wątek w biografii późniejszego papieża nie stanowi jednak decydującego dowodu dotyczącego kontrrewolucyjności Austro-Węgier. A są i takie.

 

1914-1918-1939. Marsz rewolucji

Przykro o tym pisać, ale tradycyjny porządek panujący w Austro-Węgrzech widać szczególnie na tle… niepodległej Polski. Nasza odrodzona, wyśniona przez pokolenia patriotów Polska była w swoich dziejach, a szczególnie w ostatnich latach istnienia II RP, krajem głęboko rewolucyjnym.

 

Porządek prawny w Galicji, w przededniu rozpoczęcia działań na frontach I Wojny Światowej, penalizował homoseksualizm i aborcję. W roku 1939 od kilku lat te przepisy już nie obowiązywały. Zniósł je w roku 1932 Kodeks Makarewicza. Sanacji nie udało się natomiast zniszczyć prawa małżeńskiego. Brak unifikacji prawa w tej sprawie (w wyniku oporu duchowieństwa) spowodował, aż do upadku II RP w mocy pozostawały przepisy z czasów zaborczych. Prawo Austro-Węgier zaś czegoś takiego jak rozwody zasadniczo nie przewidywało (choć sprawa była bardziej skomplikowana – małżeństwo cywilne zawrzeć mogli niewierzący, zaś z rozwody przewidziano dla wyznawców konfesji akceptujących je).

 

Inna sprawa, że II RP już w pierwszych tygodniach swojego istnienia wybrała republikańską – a więc rewolucyjną względem monarchii – formę rządów. Przyjęliśmy wtedy również jeden z najbardziej demokratycznych na świecie modeli ustrojowych oraz lewicowy kierunek rozwiązywania problemów socjalnych. Demokratyczne otwarcie się na pluralizm oznaczało istotny udział w życiu publicznym socjalistów, liberałów oraz wolnomyślicieli, w tym masonów. Ich pozycja została ugruntowana po wprowadzeniu dyktatury piłsudczyków. Osób o przekonaniach rewolucyjnych, antyklerykalnych, socjalistów czy wolnomyślicieli nie znajdziemy we władzach Austro-Węgier i wśród polskich polityków aktywnych w Wiedniu. Wywrotowców CK administracja nie tolerowała.

 

Tęsknota za Cysorzem. Dlaczego?

Znając powyższe fakty ciężko się dziwić, że czasy Franciszka Józefa – teoretycznie: zaborcy, praktycznie: naszego Najjaśniejszego Pana – były i nadal są przez mieszkańców Galicji wspominane ciepło. Rządy Wiednia to czas pokoju i nie zmienia tego fakt potwornej biedy panującej wtedy (nie bez winy CK administracji) na wsiach i w miasteczkach południowej Polski. Mając w świadomości wydarzenia z lat 1914-1918, późniejsze wojny, hiperinflację, kryzys gospodarczy, a w końcu II wojnę światową i czasy komunizmu, łatwo zrozumieć dlaczego wspomnienia o Golicji i Głodomerii (jak niekiedy określano zacofaną ekonomicznie prowincję) są mimo wszystko pozytywne.

 

Istotny jest tu głównie kontekst narodowy. W porównaniu z sytuacją w zamożniejszej Kongresówce czy dość bogatym zaborze pruskim, naród w Galicji obdarzony został narodową i religijną swobodą, o jakiej w Warszawie, Wilnie czy Poznaniu nie mogli nawet marzyć.

 

Również perspektywa katolicka przemawia za prawem do tęsknoty za Austro-Węgrami. Żyliśmy w monarchii, którą rządził pobożny władca, a jego następca został nawet błogosławionym Kościoła. Religia katolicka w Imperium Habsburgów cieszyła się pełną wolnością i należną jej pozycją w państwie. Życie, rodzina, małżeństwo, własność i tradycja były w CK Monarchii chronione i traktowane jako fundament państwa.

 

Dlatego też polski katolik – nie tylko z terenów dawnej Galicji – ma niepodważalne prawo do traktowania dziedzictwa habsburskiej monarchii za swoje. Każdy ma prawo do portretu Franciszka Józefa nad biurkiem i w żaden sposób nie stoi to w sprzeczności z polskim patriotyzmem. A jakże pięknie byłoby, gdyby tradycyjnie katolicki duch znany z monarchii austro-węgierskiej unosił się także nad niepodległą Polską. I po 1918 i dziś.

  

  

Michał Wałach

  

  


DATA: 2018-11-03 18:08
AUTOR: MICHAŁ WAŁACH
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
9
 
 
 
Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

(Krakowiaczek) Racja!!! Mamy piekne miasto robiace 1000% za Polska kulture, a tu jakies tesknoty za cesarzem. Trzeba mowic o Krakowie krolewskim, skarbnicy narodowej, ktora kwitnie i sie rozwija na naszych oczach. Krakow nadal jest duchowa stolica Polski. Kochajmy Krakow, nie zapominajmy od malopolskim Lwowie, zabranym przez cysorza I na dzis utraconym.
6 dni temu / Zygmunt Jaslowski
 
Artykuł ciekawy ale tezy bzdurne. W Krakowie nostalgię za cysorzem podsycają tylko ludzie tęskniący za obrożą. Za cysorzy Kraków był prowincjonalną dziurą, miastem-twierdzą na peryferiach cesarstwa bez szans na rozwój. Po 1918 roku Kraków zaczął odzyskiwać swoją rangę, a dziś jest dynamicznie rozwijającym się miastem, drugim w Polsce pod względem liczby ludności. Bez niepodległej Polski nie byłoby Wielkiego Krakowa.
6 dni temu / Krakowiaczek
 
Monarchia Austro - Węgierska ze względu na panującą religię "państwową", była nie w smak dla państwa niemieckiego czy państwa rosyjskiego. Była to na dobrą sprawę, jedyna ówczesna potęga ( ale na glinianych nogach ) katolicka w Europie. Ale czy z tego powodu, miało to jakieś specjalne znaczenie dla nowo powstającego państwa polskiego ? Nawet najlepszy zaborca jednak jest zaborcą, naród może się prawidłowo rozwijać tylko gdy ma swoje państwo i się samo rządzi, a nie wisi u klamki obcego pana. Proszę zwrócić uwagę na przysłowie : łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Ono jak najbardziej pasuje do opisywanej sytuacji. Pamiętam co opowiadał ksiądz Isakowicz Zaleski na temat próby opanowania Lwowa, dnia 01.11.1918 r., przez Ukraińców ( za aprobatą i wsparciu logistyczno-wojskowym Austriaków ). Dlatego zaborca ( obojętnie jaki ) napuszczał jedne nacje na drugie, kierując się starą i sprawdzoną zasadą divide et impera. Nie ma co płakać za "dobrym zaborcą", to błąd.
8 dni temu / Druh Ryszard
 
Przypomnę, być może znaną historię, którą opowiadał poeta góralski, ś.p. Józef Gut-Mostowy. Brat Józefa studiował medycynę w Szwajcarii. Gdy ogłoszono pobór do armii austriackiej w roku 1914 pozostał w kraju Helwetów. Jednak we wrześniu roku 1918, gdy Autro-Węgry się waliły wiedziony tęsknotą za swoimi powrócił. W Krakowie ktoś go jednak wypatrzył,. doniósł i studenta medycyny powieszono jako dezertera. Józef Gut służył w armii austriackiej, był ciężko ranny w nogi, tak że pod koniec życia okulał. Żadnej pomocy lub rekompensaty od rządu austriackiego nigdy nie otrzymał. Według prof. Wrzoska w czasie I wojny światowej poległo, zmarło lub zaginęło bez wieści ponad 220 tysięcy wcielonych do armii austro-węgierskiej,
10 dni temu / Rys
 
Podziekowania dla Autora za umieszczenie J. Piłudskiego wśród znamienitych Polaków walczących o niepodległość Polski. Autor tu wykazał się wielką wspaniałomysłnością, łaskawie raz wspominając Marszałka pośród takich niezłomnych i wielkich polskich wojowników jak R. Dmowski, Wł. Sikorski czy W. Witos. A i podziękowanie za skrócenie męki II RP, której żywot zakończył już w 1939r. Ciekawe tylko kto to był śp. Ryszard Kaczorowski i co takiego przywiózł do Warszawy w 1990 roku?
10 dni temu / szary
 
O wyburzeniu murów miejskich Krakowa zadecydował senat Rzeczypospolitej Krakowskiej, która nie miała funduszy na utrzymywanie niszczejących, a nie mających już żadnego znaczenia militarnego ani innego użytkowego murów miejskich. Wprawdzie w Wikipedii widnieje informacja "W latach 1810?1814 z rozkazu cesarza Franciszka I zasypano fosę oraz przystąpiono do rozbiórki murów wraz z basztami", tylko, że autor zapomniał o tym, że w tych właśnie latach Kraków należał do Księstwa Warszawskiego, a do 1846 r. był wolnym miastem, pod "kuratelą" trzech państw zaborczych wprawdzie, ale w związku z tym władca żadnego z państw rozbiorczych nie mógł tak po prosu rozkazać czegokolwiek, zwłaszcza w kwestii nie godzącej w interesy żadnego z mocarstw.
11 dni temu / stasiu
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.