DZIŚ JEST:   04   GRUDNIA   2020 r.

Pierwszy Piątek
Św. Barbary, męczennicy
Św. Jana Damasceńskiego, Doktora Kościoła
 
 
 
 

Trump – remedium na establishment?

 Trump – remedium na establishment?
fot. REUTERS/Chris Keane/FORUM

Donald Trump, pomimo swoich szorstkich manier, burzliwej kariery i nieortodoksyjnych poglądów z przeszłości, jest według wielu jedynym kandydatem, który stoi poza dominującą dialektyką polityczną. Amerykanie gotowi są pominąć przeszłość Trumpa, jeśli tylko uda mu się radykalnie przewrócić obecny system – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Boyd D. Cathey, były asystent Russela Kirka. 

 

Zareagował Pan w sposób bardzo zdecydowany na niedawne krytyczne słowa papieża Franciszka, które były w wyraźny sposób skierowane przeciwko Donaldowi Trumpowi. Dlaczego uważa Pan, iż papież popełnił błąd?


Problem, o którym mowa, jest odbiciem pewnej amnezji natury historycznej i teologicznej wśród wielu katolickich autorytetów w okresie posoborowym. Historycznie, jak również z perspektywy teologicznej osadzonej zarówno w prawie naturalnym, jak i tradycyjnym katolickim nauczaniu, stanowisko, iż kraj lub naród ma prawo kontrolowania swoich granic i regulowania tego, kto przekracza jego granice, jest uzasadnione i logiczne. Zaiste, pod wieloma względami taki tradycyjny pogląd jest oparty na zasadzie państwa wzorowanego na mikrokosmosie rodziny. Rodzina jest podstawowym, danym przez Boga budulcem społeczeństwa. Państwo odzwierciedla tą organiczną i naturalną kompozycję na poziomie narodowym. Tak samo, jak rodzina ma prawo regulowania tego kto do niej należy i kto może stać się jej członkiem, podobnie rzecz się ma z państwem. Nie ma absolutnie nic antykatolickiego w tym stanowisku i liczni papieże oraz teolodzy potwierdzali to stanowisko.


Papież Franciszek ma zwyczaj formułowania kontrowersyjnych deklaracji w sposób lekkomyślny i nieformalny w obecności skwapliwych dziennikarzy. W zbyt wielu przypadkach te deklaracje, choć wyrażane w sposób nieformalny i bezceremonialny, nie odzwierciedlają tradycyjnego stanowiska Kościoła. W przypadku Donalda Trumpa i jego postawy wobec nielegalnej imigracji, czy też wobec emigracji muzułmanów do Stanów Zjednoczonych, jego poglądy w żaden sposób nie sprzeciwiają się doktrynie katolickiej głoszonej przez stulecia. Fakt, iż watykańskie biuro prasowe poczuło się w obowiązku wyjaśnić pierwotne słowa papieża, tylko potwierdza słuszność Trumpa w tym co mówił i to, że jego postawa zgodna z historycznym stanowiskiem Kościoła w tej kwestii.

 

Zarówno na establiszmentowej lewicy, jak i w ruchu konserwatywnym głównego nurtu, jest wielu krytyków Donalda Trumpa. Jak tradycyjny katolik i amerykański patriota uzasadnia swoje poparcie dla republikańskiego faworyta? Jakie poruszane przez niego kwestie przemawiają do Pana?


Głównymi kwestiami są dla mnie, po pierwsze, nielegalna imigracja, jej wpływ na mój kraj i co należy zrobić, aby rozwiązać ten problem. Po drugie, istnieje absolutna konieczność podważenia coraz bardziej menadżerskiego i autorytarnego duopolu, czyli kontroli sprawowanej przez elity nad amerykańskim narodem. Historycznie, Stany Zjednoczone zostały ustanowione jako arystokratyczna republika, zaiste, nieco podobna do dawnej Polski. Ojcowie założyciele i twórcy naszej konstytucji rozumieli, że czysta demokracja, z masą obywateli będących bezpośrednio na łasce potężnego establishmentu, z wszystkimi jego sposobami perswazji, najprawdopodobniej doprowadzi do tego rodzaju oligarchii, z jaką mamy do czynienia obecnie w Stanach Zjednoczonych. Stąd nasza pierwotna konstytucja inkorporowała ich spostrzeżenia, zostawiając poszczególnym stanom możliwość samodzielnego stanowienia swoich praw. Wiele osób nie jest świadomych, iż większość spośród trzynastu pierwotnych kolonii w amerykańskiej unii miała ustanowione kościoły stanowe, istniały wymagania własnościowe dla głosujących i ubiegających się o stanowiska publiczne. Mój macierzysty stan, Północna Karolina, aż do 1869 r. wymagał od urzędników publicznych, aby byli chrześcijanami. Przywilej był ograniczony do tych, którzy mieli realny interes w republice, ponieważ jak zauważył Alexis de Tocqueville w swojej Demokracji w Ameryce, istnieje historyczna tendencja przekształcania się demokracji w dyktatury. W ciągu ostatniego półwiecza, a tak naprawdę od czasu zakończenia wojny między stanami (1861-1865) (tzw. wojny secesyjnej – przyp. red.), naród amerykański znalazł się na ścieżce prowadzącej do coraz bardziej zcentralizowanej kontroli i do rozpadu oraz osłabienia tego, co my katolicy nazwalibyśmy pomocniczością. Politycznie rzecz ujmując, doprowadziło to do powstania tylko dwóch silnych partii politycznych, które między sobą kontrolują proces polityczny, jak również tworzą reguły gwarantujące ich trwanie przy władzy.

 

W tym roku, Donald Trump, pomimo swoich szorstkich manier, burzliwej kariery i nieortodoksyjnych poglądów z przeszłości, jest jedynym kandydatem, który stoi poza dominującą dialektyką polityczną. Cała reszta, mniej lub bardziej, jest jej częścią. Wielu Amerykanów jest gotowych pominąć przeszłość Trumpa, jeśli tylko uda mu się radykalnie przewrócić obecny system, który jest w tak dużym stopniu zależny od potężnych finansowych grup interesu i polega na dzieleniu obywateli w „bloki wyborcze”, które de facto są przekupywane przez klasę polityczną.


Jako tradycyjny katolik, mocno wierzę w tradycyjne nauczanie Kościoła w dziedzinie społecznej i politycznej nt. pomocniczości i sprawiedliwości dystrybutywnej. Najbardziej pilnym zadaniem w amerykańskiej polityce obecnie jest obalenie kulturowej i politycznej kontroli establishmentu, który chce diametralnie odwrócić nas od naszych korzeni w zachodniej i chrześcijańskiej tradycji. Poprzednio pisałem, że Donald Trump „nie jest żadnym chrześcijańskim rycerzem w lśniącej zbroi na koniu”, ale być może uosabia silne remedium, które mogłoby zmieść resztki establishmentu duszącego nas. Mógłby równie dobrze być niedoskonałym Samsonem niszczącym współczesną świątynię Filistynów, tak aby przyszłe pokolenia mogły mieć sposobność odbudowy prawdziwie chrześcijańskiej wspólnoty politycznej. Być może to tłumaczy dlaczego jego kandydatura przyciąga tak wielu tradycyjnych katolików.

 

„National Review”, niegdyś najsłynniejsze czasopismo konserwatywnego ruchu intelektualnego w Ameryce, na łamach którego swego czasu publikowali tacy tytani myśli, jak Russell Kirk i Richard Weaver, mocno wystąpiło przeciwko Trumpowi. Poświęcili nawet całe wydanie temu tematowi. Z czego wyrasta tak silna opozycja? Czy „NR” nadal jest prawdziwie prawicowym i konserwatywnym periodykiem?


„National Review”, założone w latach pięćdziesiątych XX wieku, było swego czasu niekwestionowanym wehikułem amerykańskiej myśli konserwatywnej (razem z kwartalnikiem „Modern Age”, założonym przez dra Kirka). Ale poczynając od końcowych lat siedemdziesiątych i wczesnych lat osiemdziesiątych, już nie tylko „National Review”, ale cała historia „ruchu konserwatywnego” w Stanach Zjednoczonych, radykalnie odeszła od swoich starszych stanowisk w wielu kwestiach. Kirk, którego znałem dobrze przez dwadzieścia siedem lat i którego asystentem byłem przez jakiś czas, w chwili śmierci w kwietniu 1994 r., nie poznawał magazynu, dla którego niegdyś pisał.

 

Pozwolę sobie przedstawić nieco historii ruchu konserwatywnego w USA. W 1953 r. Russell Kirk opublikował swoją pionierską pracę „The Conservative Mind”, dając tym samym wyraz przełomowemu pojmowaniu anglo-amerykańskiego konserwatyzmu i będącej świadectwem istnienia prawdziwej tradycji intelektualnego konserwatyzmu w Ameryce. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ów „starszy” konserwatyzm był najbardziej atrakcyjnym i pasjonującym zjawiskiem w amerykańskim życiu intelektualnym, gromadząc wokół swoich sztandarów najwybitniejszych pisarzy i dziennikarzy na łamach takich pism jak „Modern Age” i (starszy) „National Review”.

 

 Przywoływanie przez Kirka konserwatyzmu obejmowało rozumienie najwyższej wagi, jaką powinny cieszyć się tradycja i obyczaje w życiu narodu. Ameryka, podkreślał Kirk, nie powstała w oparciu o demokratyczną, hegemoniczną ideologię, lecz jako wyraz i kontynuacja europejskich tradycji i silnych lokalistycznych, rodzinnych i religijnych przekonań. Rujnowanie tego dziedzictwa naszych przodków byłoby czymś śmiertelnym dla narodu. Również, konserwatyści powinni czcić lokalne tradycje, obyczaje i oddziedziczone spuścizny innych narodów zamiast dążyć do ich zniszczenia. Konserwatyzm, w ujęciu Kirka, obejmował wrodzoną nieufność wobec liberalnej demokracji, zagorzałą opozycję wobec egalitaryzmu i skrajną niechęć do angażowania Stanów Zjednoczonych w globalne „krucjaty” w celu narzucania amerykańskich „wartości” „nieoświeconym” krajom.

 

W interesie Stanów Zjednoczonych nie leżą próby impozycji swojego modelu ustrojowego lub swojej kultury innym krajom świata. Dodawał, że egalitaryzm i demokracja nie były konserwatywnymi zasadami. Zaiste, ojcowie założyciele amerykańskiej republiki rozumieli, że egalitaryzm i ekspansywna demokracja mogą przyczynić się do utraty wolności. Różnorodność pośredniczących instytucji społecznych, tj. rodziny, kościoła, stowarzyszeń zawodowych, szkół i koledzy, była niezbędnym buforem między jednostkami, a naturalną tendencją scentralizowanego państwa do powiększania swoich uprawnień. Religia, w szczególności chrześcijańska wiara, była niezbędnym spoiwem łączącym wszystkie pokolenia, żywych i umarłych, w jedną organiczną całość.

 

Poczynając od lat siedemdziesiątych i w początkowych latach prezydentury Reagana, nowe głosy samozwańczych neokonserwatystów („neocons” w skrócie) przyłączyły się do już istniejącego ruchu konserwatywnego. Wielu z tych nowych przybyszów dokonało migracji z trockistowskiej lewicy z powodu traumy spowodowanej wiedzą o sowieckiej brutalności. Reprezentowani przez takich luminarzy, jak Norman Podhoretz i Irving Kristol, pierwotnie byli przyjęci z zadowoleniem przez kustoszy „Starej Prawicy” [Old Right-tłum.] w walce przeciwko światowemu komunizmowi i kolektywizmowi. Mając mocne koneksje w świecie akademickim i dostęp do źródeł finansowania, neokonserwatyści z czasem przejęli kontrolę nad większością istniejących konserwatywnych fundacji, think-tanków i publikacji. Uczynili to żelazną ręką w sposób przypominający dawniejsze czasy, gdy ich marksizm był łatwo widoczny. I, co ważniejsze, przez sprawowanie kontroli nad większością „konserwatywnych” instytucji, szczególnie tych w Waszyngtonie, bardzo szybko zaczęli dostarczać ekspertów i doradców dla Partii Republikańskiej i jej kandydatów. Ich dominacja była widoczna w takich strukturach, jak Ethics and Public Policy Center, American Enterprise Institute i na łamach takich publikacji, jak „Commentary”, „The Public Interest” i „National Review” (które porzuciło swoje przywiązanie do „starszego” konserwatyzmu). Nadejście medialnego imperium Ruperta Murdocha wraz z telewizją Fox News i czasopism „The Wall Street Journal”, „The Weekly Standard” i „New York Post”, scementowało jeszcze bardziej ich wpływy, które wyraźnie rzucało się w oczy w programie politycznym postreaganowskiej Partii Republikańskiej.

Niemalże natychmiast ich podstawowe zasady, które de facto filozoficznie rzecz ujmując miały charakter lewicowy, zderzyły się z doktryną i pryncypiami „Starej Prawicy”. Zasady, które charakteryzowały „Starą Prawicę”, zastąpiono ideologiczną żarliwością na rzecz przeciwieństwa tych zasad. Takie konserwatywne autorytety, jak południowcy John Randolph i John C. Calhoun, uwzględnione przez Kirka w swoim panteonie wielkich konserwatystów, zostały z powodu swojej antyegalitarnej postawy usunięte z neokonserwatywnego leksykonu. Zostali zastąpieni Abrahamem Lincolnem i takimi późniejszymi postaciami, jak Ghandi i Martin Luther King Jr. Lincoln, który nie widniał w panteonie Kirka, stał się nowym i prawdziwym „założycielem” amerykańskiej republiki według słów obecnego redaktora „National Review”, Richa Lowry’ego. Rewolucja praw obywatelskich z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych z jej dalekosiężnymi i radykalnymi decyzjami sądowymi, została określona mianem „konserwatywnej”. Równocześnie, tacy południowi konserwatyści, jak znakomity profesor literatury Melvin Bradford i antyegalitaryści, jak dr Samuel Francis, zostali wydaleni z „ruchu”. Uczeni, tacy jak Bradford, Joseph Sobran i cieszący się międzynarodową renomą badacz myśli politycznej i historyk prof. Paul Gottfried, mieli problemy z rozwojem kariery i pozbawiano ich w pełni zasłużonych stanowisk profesorskich oraz usunięci zostali z łam niegdyś konserwatywnych periodyków, bez możliwości ubiegania się o finansowanie konserwatywnych fundacji. Neokonserwatywny szablon nosi w sobie niesamowite podobieństwo do swojej poprzedniej postępowo-marksistowskio i internacjonalistycznej narracji, która efektywnie nigdy nie została porzucona. Pozwolę sobie zacytować jeden z wielu przykładów autorstwa Stephena Schwartza z „National Review”. Proszę zwrócić szczególną uwagę na jego pochwałę marksistowskiego internacjonalizmu i Trockiego:

 

Do ostatniego tchu będę bronił Trockiego, który jako jedyny, ścigany od kraju do kraju i ostatecznie powalony we własnej krwi w potwornie gorącym domu w Mexico City, powiedział „nie” sowieckiemu rozpieszczaniu hitleryzmu, moskiewskim czystkom i zdradzie republiki hiszpańskiej i który był zdolny przyznać się błędu w stosunku do narzucenia jednopartyjnego państwa, jak również do prześladowania Żydów. Do ostatniego tchu i bez przeprosin. Niech sędziwi neofaszyści i stalinowcy zrobią z tym co chcą.

 

W egzekwowaniu swojej polityki, neokonserwatyści i ich republikańscy rzecznicy, zaprowadzili amerykańską republikę na z góry przegrane i wyjątkowo niemądre wojny w imię międzynarodowych krucjat dla demokracji. Wzgardzili starszą formą konserwatyzmu, który odrzuca egalitarne panacea, liberalną demokrację, feminizm i wszystkie aberracje wynikające z tych zdziczeń. Chcą gorliwie, niemalże z religijnym pragnieniem, przemienić ten naród poprzez amnestię i przyjęcie milionów nielegalnych imigrantów, którzy radykalnie zmienią oblicze naszej kultury (która już i tak poddawana jest ciężkim atakom). Uchwalili globalne umowy wolnego handlu, które zniszczyły rodowity amerykański przemysł i wyeliminowały miliony miejsc pracy, wysyłając je za granicę. Co więcej, ci sami neokonserwatyści (i ich stronnicy w Partii Republikańskiej) stali się przychylni, a nawet poparli „małżeństwa” homoseksualne, trans płciowość i „umiarkowany” feminizm (na łamach „National Review”, „The Wall Street Journal” i z ich ambon w Fox News), czyli poglądy, które są dla historycznego konserwatyzmu anatemą.

 

Donald Trump wygląda coraz silniej z każdym dniem. Jeśli uda mu się wygrać w większości stanów podczas prawyborów, najprawdopodobniej uzyska nominację. Czy spodziewa się jednak Pan, że republikański establishment będzie próbował manipulować procesem wyłaniania kandydata na prezydenta podczas konwencji, tak aby utrącić Trumpa?


Nie zdziwiłbym się, gdyby republikański establishment zgodził się na taki manewr, wierząc, że zasługują na pewien noblesse oblige i poważanie za strony nas wszystkich spoza Waszyngtonu. Jednak, jeśli Trump będzie nadal zmierzał prostą drogą do nominacji, spodziewam się, iż wielu z republikańskiej elity oraz politycznych baronów będzie próbowało się jemu podlizać, czyli starać się przynajmniej zminimalizować szkody, jakie może im wyrządzić. Ten proces zapowiada się bardzo ciekawie. Trump sam finansuje swoją kampanię i nic nie zawdzięcza establishmentowi, więc myślę, iż wabienie go pieniędzmi się nie uda. Obiecał obsadzić wysokie stanowiska w państwie prosperującymi biznesmenami (jak on sam) i ma swoisty sposób odrzucania sykofanckich propozycji, którym ulega większość naszych polityków.

 

W Polsce ostatnimi czasy możemy odnotować rosnące zainteresowanie na prawicy myślą śp. Russella Kirka, dla którego miał Pan okazję pracować, jako asystent. Które aspekty myśli Kirka, według Pana, zasługują na uniwersalne uznanie w krajach i społeczeństwach Christianitas?    


Interpretacja i ekspozycja anglo-amerykańskiego konserwatyzmu dokonana przez Kirka, wiele zawdzięcza jego rozumowaniu, iż prawdziwy konserwatyzm musi zasadniczo inkorporować i ucieleśniać zachodnią tradycję chrześcijańską. W „The Conservative Mind” (szczególnie we wczesnych wydaniach), podsumował kilka fundamentalnych zasad, które charakteryzują amerykański konserwatyzm i które można zaobserwować również w tradycjach i spuściźnie większości chrześcijańskich narodów Europy. Zasadniczo, naród jest organicznym kontinuum, gdzie jego obyczaje i tradycje, jego rasa i język, prawa i jego religia zabezpieczały nie tylko porządek społeczny i sprawiedliwość, ale również bogatą i ubogacającą kulturę. W Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, żywe dziedzictwo naszej wiary jest centralnym elementem, które stworzyło naszą kulturę i jest to, parafrazując wielkiego hiszpańskiego katolika Marcellino Menendeza Pelayo, jedyna kultura jaką mamy. Wypaczamy i niszczymy ją na własne ryzyko. Jeśli ma nastąpić odrodzenie Europy i odrodzenie wiary, to słowa Russella Kirka, jego rozumienie istotnej roli naszego religijnego dziedzictwa, naszych historycznych instytucji społecznych i rodzinnych, mogą okazać się bezcenne i pouczające. Takie odrodzenie nie jest czymś łatwym pod żadnym względem, ale nasza wiara uczy nas, że cuda i cudowne wydarzenia mają miejsce w historii. Jak większość czytelników zapewne wie, to król Jan III Sobieski, ze swą niewielką liczebnie armią (do której należała wielka husaria) pod Wiedniem w 1683 roku dosłownie uratował Europę przed zalewem islamskich hord Kary Mustafy. Pod wieloma względami, unicestwienie muzułmańskich najeźdźców było cudem. Więc dlaczego nie mielibyśmy nadziei oczekiwać, że i tym razem modły wiernych zostaną wysłuchane?

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Dr Boyd D. Cathey jest absolwentem University of Virginia i Katolickiego Uniwersytetu w Nawarze. Pracował jako asystent dla konserwatywnego pisarza i filozofa, Russella Kirka. W ostatnich latach pełnił funkcję archiwisty w North Carolina Division of Archives and History. Jego prace historyczne oraz na temat klasycznej muzyki i opery były publikowane w językach francuskim, hiszpańskim i angielskim. Jest aktywnym członkiem organizacji potomków żołnierzy Skonfederowanych Stanów Zjednoczonych, Sons of Confederate Veterans oraz licznych stowarzyszeń historycznych, archiwistycznych i genealogicznych.




Rozmawiał Michał Krupa


 

 


DATA: 2016-03-22 12:57
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 
Skomentuj artykuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Strasznie perfidny tekst, sugerujący, że amerykański establishment doznał nagle "zaćmienia mózgu".Bo jakże to:taki Trump staje do wyborów? Tym bardziej perfidny, że napisany przez "absolwenta University of Virginia i Katolickiego Uniwersytetu w Nawarze" i, który pracował jako"asystent dla konserwatywnego pisarza i filozofa, Russella Kirka". Establishment często uruchamia takich "Trumpów" by rozstrzelić głosy- wyborcom trzeba się stale łasić. Taka specyfika wyborów w USA. Papierkiem lakmusowym jest jak zawsze jego nastawienie do nastawienie do Izraela, sąsiada USA, Meksyku i Bliskiego Wschodu. O ile jego anty-meksykańskie nastawienie gra olbrzymią rolę u "szarych" obywateli USA, to nastawienie np. do Iranu (a to jest sprawą życiową dla Izraela) gra w ręce Żydów. Wystąpienie Trumpa na spotkaniu AIPAC jest tu kluczem do zrozumienia rzekomo "antyziraelskiej" polityki- gdy mówił o "reorganizacji Iranu" dostawał raz po raz rzęsiste brawa od zebranych tam wpływowych Żydów.
ponad 4 lata temu / Jerzy
 
@Wolnościowiec: "każdy musi sam zasłużyć na zbawienie po śmierci" - no nie tylko. Można też np. za kogoś się modlić i dzięki temu pomóc mu w zbawieniu.___"idea obsadzenia rządu biznesmenami i ludźmi elit. Bo kto, jak nie oni, mogą zaprowadzić porządek, praworządność" - no niekoniecznie. Zdeprawowane elity i zdeprawowani ludzie biznesu na pewno nie zaprowadzą porządku i praworządności.
ponad 4 lata temu / Rozczarowany
 
Amerykanie gotowi są pominąć przeszłość Trumpa. ... A jest ona bardzo ciekawa _____ http://info.kopp-verlag.de/hintergruende/enthuellungen/f-william-engdahl/donald-trump-mafia-boss-mit-schmalzlocke.html _____ Historia Roya Cohna (adwokata Dona Trumpa - "Don" od Don Corleone) "King Cohn" _____ http://www.thenation.com/article/king-cohn/
ponad 4 lata temu / Tiberias
 
Hmmm jakoś sobie nie wyobrażam, że mógłby ktoś stawić opór w USA prawdziwym władcom Ameryki. Coś mi się zdaje że Trump ma tylko zmienić wizerunek Ameryki przed wojną przeciw Chinom, bo to oczywiście sprawiedliwa krucjata będzie!
ponad 4 lata temu / Luki
 
@PK: Obecny papież to pomyłka. Jak mówią elity watykańskie wierne Bogu i Tradycji: "Franciszka należy przeczekać" i mieć nadzieję, że następny papież powróci do korzeni katolicyzmu. Jak można być jednocześnie antyegalitarnym i antyestablishmentowym? Jedno wynika z drugiego. Obecnie na świecie rządzi lewica socjalistyczna, której nieodłącznym elementem ideologicznym jest egalitaryzm. Należy więc zastąpić obecny socjalizm kapitalizmem i zrezygnować z okradania ludzi w imię tzw. sprawiedliwości społecznej. Każdy musi radzić sobie sam tak jak każdy musi sam zasłużyć na zbawienie po śmierci. Walkę z biedą zostawmy biednym dając im możliwość konkurowania dobrych pomysłów na wolnym rynku. Kto będzie chciał, wyjdzie z biedy. I przestańmy też poniżać bezdomnych zgarnianiem ich przez policję - zostawmy ich. Oni lepiej wiedzą, pod którym mostem spędzić noc. Rzecz jasna, nie można pozwolić na okupację dworców i innych budynków.
ponad 4 lata temu / Wolnościowiec
 
No slusznie zauwazyl kolega ZnadPacyfiku, ze przedstawia sie Trumpa jako remedium na neocons ale mic nie mowi o tym jak chce to zrobic. Trump jest tu raczej pretekstem, zeby pokazaz, ze konserwatysci ewulowali w cos liberalnego.
ponad 4 lata temu / Lirk
 


 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Copyright 2020 by
STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.