DZISIAJ JEST
SOBOTA 27 SIERPNIA
Św. Monika
Św. Jan z Pawii
Św. Monika
Św. Jan z Pawii
Imieniny obchodzą:
Monika, Cezary, Agnieszka
 
 
PRAWA STRONA INTERNETU
wyszukiwarka
 
 
 
 
 

Polskie dzieci germanizowane

Data publikacji: 2013-01-18 04:00
Data aktualizacji: 2013-01-18 09:17:00
Polskie dzieci germanizowane

- Działania Jugendamtów są bardzo niebezpieczne. Wydają one decyzje, na skutek których polscy rodzice tracą dzieci, które następnie wychowywane są na Niemców. To przypomina działania hitlerowskich okupantów – mówi PCh24.pl Wojciech Pomorski, prezes stowarzyszenia „Dyskryminacja.de” walczącego o prawa polskich rodziców i dzieci pokrzywdzonych przez niemieckie sądy.

 

Z jak licznymi przypadkami zabierania przez niemieckie Jugendamty (sieć urzędów do spraw młodzieży, podlegających samorządom; w każdym niemieckim mieście jest jego oddział – przyp. red.) dzieci z małżeństw polsko–niemieckich spotyka się Pana stowarzyszenie?

 

Nie ma żadnej reguły. Zdarzają się nawet tak intensywne dni pracy, kiedy mamy kilka zgłoszeń. Tendencja jest generalnie wzrostowa, co jest pochodną braku wspierających Polaków działań aktualnego rządu, z którym - czego nie rozumiem - nie możemy się jak dotychczas porozumieć. Chodzi tu o naszych braci Polaków - jesteśmy przecież jedną rodziną i powinniśmy się wspierać tak jak w rodzinie. I nie jest to sprawa partyjnego szyldu, bo akurat to nas, Polaków na emigracji, nie interesuje. Patrzymy przede wszystkim na konkretne działania władzy i w przypadku rządzącej od kilku lat koalicji PO – PSL obserwujemy niestety dużą nieudolność, jeśli chodzi o sprawę odbierania przez niemieckie Jugendamty oraz sądy dzieci z małżeństw mieszanych, czy zakazywania przez Jugendamty mówienia dzieciom i rodzicom między sobą w języku polskim.

 

Działania Jugendamtów są bardzo niebezpieczne. Wydają one decyzje, na skutek których polscy rodzice tracą dzieci, które następnie wychowywane są na Niemców. To przypomina działania hitlerowskich okupantów, którzy wywozili z polskich terenów małe dzieci, by wychowywać ich w niemieckim duchu. Takie działania przeprowadzano chociażby na Zamojszczyźnie. Główną rolę w takich akcjach odgrywały wówczas - podobnie jak dzisiaj – właśnie Jugendamty, które od czasów wojny - co istotne - nie zostały zreformowane. Akta tych wywiezionych w czasie okupacji polskich dzieci zostały spalone w latach 50–tych. Dzisiaj nie wiemy kto w Niemczech ma polskie korzenie, kto został zabrany przed wielu laty polskim rodzicom i zgermanizowany. Obecne działania Jugendamtów niestety często również mają na celu germanizację polskich dzieci.

 

Skąd myśl, by działać właśnie na tym polu?

 

Wszystko zaczęło się w 2003 roku, gdy zostały porwane moje dwie córki Justyna i Iwona-Polonia Pomorskie i dostałem zakaz rozmowy z dziećmi w języku polskim. Sprawa stała się od razu niezwykle głośna szczególnie w polskich, niemieckich i anglojęzycznych mediach. Wtedy też zaczęli się do mnie zgłaszać poszkodowani ludzie, którym starałem się pomagać.

 

Polskie Stowarzyszenie „Dyskryminacja.de” powstało więc spontanicznie jako odpowiedź na całkowity deficyt jakiejkolwiek pomocy naszym rodakom, w konfrontacji z dyskryminującymi ich działaniami Jugendamtów i sądownictwa w Niemczech i w Austrii. W ten sposób zajęliśmy się działalnością, o której mało kto wtedy myślał. Gdy Polskie Stowarzyszenie „Dyskryminacja.de” zaczęło działać, o problemie odbierania praw rodzicielskich polskim rodzicom, czy rodzicom z małżeństw mieszanych polsko – niemieckich, przez sądy naszego zachodniego sąsiada, zaczęto coraz więcej mówić w mediach. Ja sam o swoje prawa rodzicielskie walczę cały czas. Ta walka trwa już blisko dziesięć lat.

 

Jakieś przykłady akcji, które podejmuje Pana stowarzyszenie?

 

Takich przykładów jest bardzo dużo. Mogę powiedzieć chociażby o niedawnym przykładzie z Krakowa. Zgłosiła się do nas pani, której dwójkę dzieci wywiózł do Niemiec jej mąż, Szwajcar. Jugendamt wspierał go od początku, jednak udało się nam to rodzeństwo odzyskać i oddać polskiej matce.

 

Inny przykład to sprawa mężczyzny, któremu żona wywiozła dziecko do Niemiec. Akcję przeprowadziła jej siostra, ona wyjechała nieco później. Jugendamt stanął oczywiście po stronie kobiet. Mężczyzna prosił nas o pomoc, przesłał do nas całą mailową korespondencję między swoją żoną, a jej siostrą, w której ustalały różne kwestie związane z wywiezieniem dziecka.

 

Nagła utrata dziecka i brak kontaktu z nim jest dla rodzica rzeczą straszną. Jakiś czas temu - dokładnie w październiku 2012 - pomogliśmy odzyskać z Jugendamtu 7-letnią córeczkę pewnej kobiecie z Tarnowskich Gór. Była skrajnie wyczerpana, załamana psychicznie. Akcja się udała, ale kobieta straciła dużo zdrowia.

 

Wspomniał Pan o problemach jakie ma pańskie Stowarzyszenie z aktualnymi polskimi władzami. Jak to konkretnie wygląda?

 

Nasza instytucja - Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech - Dyskryminacja.de - oficjalnie działa od 18 lutego 2007 roku, gdy została formalnie założona i następnie zarejestrowana przez niemiecki sąd. Jeśli mówić o relacjach z koalicją, która rządzi w Polsce od ponad pięciu lat, to oczywiście początkowo liczyliśmy na pomoc rządu. Próbowaliśmy kontaktować się m.in. z Władysławem Bartoszewskim, ministrem w Kancelarii Premiera, który zajmuje się relacjami polsko–niemieckimi. Usiłowaliśmy również nawiązać kontakt z premierem Donaldem Tuskiem, czy ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Dobijaliśmy się do nich bezskutecznie. Niestety nie mieli dla nas nigdy czasu i nie chcieli rozmawiać o żywotnych dla nas sprawach Polaków w Niemczech i ciągle nabrzmiewających sprawach. A pomoc? Takowa w ogóle nie zaistniała.

 

Wspominałem wcześniej o kobiecie z Tarnowskich Gór, której Jugendamt zabrał dziecko. Była na skraju psychicznego wyczerpania. Udzieliliśmy jej natychmiastowej wszelkiej możliwej pomocy, daliśmy jej dach nad głową i kilkaset euro na podstawowe potrzeby. Postanowiłem wtedy ponownie dać szansę polskim władzom i zwróciłem się z prośbą do polskiego konsulatu w Hamburgu o pomoc. Konsulat nie pomógł. Tylko straciliśmy czas na drętwą rozmowę w tej placówce i pieniądze na dojazd. Stamtąd sam, jedynie z matką dziecka, pojechałem do Jugendamtu walczyć o jej córeczkę. Konsultowałem się wtedy intensywnie telefonicznie z naszym wyśmienitym prawnikiem panem Markusem Matuschczykiem. Odpowiednie pismo przygotowywaliśmy do późna w nocy. I ostatecznie w ten sam dzień, jadąc prosto z Konsulatu do Jugendamtu na rozmowę z jego szefostwem, odzyskałem dla matki dziecko. Bez żadnej pomocy polskiej placówki konsularnej.

 

Doskonale pamiętam też od początku pilotowaną przez nas sprawę polskiej rodziny z Bytomia. Dotyczyła ona rodziców, którzy mieszkali w Niemczech, gdzie błyskawicznie odebrano im prawa rodzicielskie. Jugendamt zabrał im dzieci i oddał do jednego z tamtejszych domów dziecka. Miały być na dniach oddane jakiejś niemieckiej rodzinie do...adopcji. Rodzice i ich dzieci strasznie cierpieli przez kilka miesięcy. Nie widząc realnych szans - w świetle doświadczeń Stowarzyszenia - na zreflektowanie się manipulowanego przez Jugendamt sędziego, zdecydowali się jednak - wykazując dużą odwagę i determinację - wrócić do Polski i - za naszą radą - zabrali ze sobą dzieci. Było to działaniem na granicy prawa. Jugendamt zażądał, by zwrócili je z powrotem do niemieckiej placówki. Wywarliśmy wtedy presję na polskim konsulacie, by zajął się sprawą.

 

Zajął się?

 

Nie zrobił właściwie nic w tej sprawie. Miałem na bieżąco relacje rodziców, że osoba, która miała tę sprawę załatwić jeździła do Jugendamtu nie po to, żeby wywrzeć nacisk, aby Jugendamt i sąd zmienił swoją decyzję w tej kwestii. Polskie konsulaty nie zajmują się problemami polskich dzieci zabieranych przez niemieckie Jugendamty i sądy, ale głównie organizowaniem nikomu niepotrzebnych rautów. My sami przez rok, gdy rodzina, o której dzieci walczyliśmy ukrywała się na Śląsku, zbieraliśmy dla nich pieniądze na utrzymanie, na opał, ubrania i wyżywienie dla dzieci.

 

Ostatecznie w czerwcu i lipcu 2012 roku, gdy nasze Stowarzyszenie, oraz prowadzący z nami tę rodzinę od początku adwokat Matuschczyk, zdecydowało się nagłośnić tę sprawę, mieszkająca już wówczas w Bytomiu rodzina obroniła się przed niemieckimi sądami. Wsparcia udzielały nam - przemawiając jednym głosem - właściwie wszystkie polskojęzyczne media oraz współpracujący z nami niemieccy i polscy eksperci. No i co było decydujące: po stronie polskich rodziców stanął też polski sąd i nie ugiął się przed niemieckimi roszczeniami, by wydać Jugendamtowi nasze polskie dzieci. I chwała temuż polskiemu Wymiarowi Sprawiedliwości.

 

Z polityków i instytucji wsparcia udzielili nam i tej konkretnej polskiej rodzinie była minister spraw zagranicznych pani Anna Fotyga i Rzecznik Praw Dziecka. Była to precedensowa sprawa i niezwykle głośna.

 

Obserwując relacje polsko–niemieckie z punktu widzenia działalności Polskiego Stowarzyszenia „Dyskryminacja.de” mogę powiedzieć, że polskie władze rozmawiają ze stroną niemiecką na zasadzie relacji dalekiej od wzajemnego partnerstwa. Jestem przekonany, że w końcu także nasze aktualne władze są w stanie zrozumieć, iż jako Polacy nie powinniśmy mieć kompleksów i o naszych polskich interesach można i powinno się rozmawiać także z Niemcami czy z małą Austrią i skutecznie je egzekwować. Oby pozytywna zmiana nastąpiła jak najszybciej, gdyż jest od dawna z utęsknieniem oczekiwana przez naszą instytucję „Dyskryminacja.de” i przez dużą część przebywających w Niemczech Polaków. Nie wszyscy politycy reprezentują i rozumieją taką postawę, a z niej przecież wynikają brzemienne dla nas, Polaków na emigracji, konsekwencje.

 

Ta nieporadność polskich władz to przecież ewidentna pochodna braku wyrobienia politycznego, kompleksów i braku rozumienia suwerennego stawiania spraw swojego narodu i umiejętności konsekwentnego upominania się o nie. Nie chcemy tracić nadziei, że w końcu, nawet w gronie aktualnego rządu, dojdą do głosu ludzie, którzy będą te podstawowe prawidła polityki zagranicznej rozumieli i wprowadzali w życie. Nasz Naród na to przecież zasługuje i byłby takim politykom bardzo wdzięczny.

 

Ile z prowadzonych przez „Dyskryminacja.de” spraw udało się rozwiązać pomyślnie w okresie całej państwa działalności?

 

Wszystko zależy od rodzaju takiej sprawy. Zgłoszenia, jakie do nas docierają, wnikliwie badamy. Jeśli dojdziemy do wniosku, że doszło do prawnych nieprawidłowości i niemieckie Jugendamty lub sądy w jakimś punkcie dopuściły się dyskryminacji polskiego dziecka, rodzica, czy rodziców, to wówczas działamy. I w takich sytuacjach mamy - powiedzmy - 95-procentową skuteczność.

 

 

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

 
baner
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
POLECANE FILMY

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

..
Małgorzata
Popieram działania Pana Pomorskiego i jego Stowarzyszenie, uważam, że działają w słusznej i honorowej dla nas Polaków sprawie. Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów w walce o polskie dzieci. Jestem z Wami!
Endek
Pamiętajcie, że Wojtek Pomorski był kandydatem do Sejmu RP z Opolszczyzny w 2007 r. O Jego problemach pisano i w Echu Gmin i w Nowinach Nyskich i w głubczyckich Wieściach Powiatowych, niestety nic o Nim nie widziałem w NTO ani w opolskim dodatku GW. A przecież właśnie tym co czytają NTO i GW powinno otworzyć się oczy na to co może ich spotkać. Czy to prawda, że Jugenamt może odebrać dziecko ?obywatelowi niemieckiemu? mieszkającemu od dziada prapradziada na Opolskiej Ziemi?
Endek
Wiele tekstów dotyczących Wojtka Pomorskiego i jego walki z germanizacją polskich dzieci już w 2006 r opisanych zostało w K-Kozielskim Echu Gmin dzisiaj można te teksty przeczytać na blogu
urszula
chcialabym napisac ,pan pomorski ma otwarta strone stowarzyszenia przeciwko dyskryminacji dzieci w niemczech ,pisze pobierana jest oplata 5euro, zadzwonilam do jego zony ,ta powiedziala ze nie 5euro tylko 15euro ,ze tak maz powiedzial ,zglosilam sie do tego pana po pomoc ,jego zona powiedziala ze maz odzwoni wieczorem , nie odzwonil ,wyslalam sms,dzwonilam kilkakrotnie ,prawdopodobnie widzieli moj numer telefonu i nie odbierali, a oplaty by chcieli ,cale szczescie nie wyslalam tych pieniedzy ,chociaz juz nie chodzi o te 5 czy 15 euro tylko o fakt ze pobieraja te pieniadze a nie pomagaja ,moze kilku ludziom pomogli ale nie wszystkim pomagaja
Sylwia Pawlak
Co wy opowiadacie, to są polskie dzieci i wara im od naszych dzieci!! Co teraz są za instytucje, że zabierają rodzicom dzieci za byle co..? Niestety, w Niemczech tak robią, zabierają polskie dzieci i trzeba bronić NASZYCH RODAKÓW!! Ludzie, a ile u nas dzieci żyje biednie, nie mają wody w kranach na wsiach, a wychowali ich rodzice na prawych i mądrych ludzi. Szukacie wygórowanych wygód i luksusów, a czy zapyta się ktoś dzieci- czy są naprawdę szczęśliwe? żadne pieniądze, nie zastąpią dzieciom prawdziwej zdrowej, kochającej się rodziny, a przede wszystkim prawdziwych rodziców. Dzieci, żeby wychować potrzebna jest miłość rodzicielska, a nie obca. Nie potrzeba im luksusów, dajcie im tylko normalnie, szczęśliwie żyć!! A instytucje niech się zajmują, tym co potrzeba a nie zabieraniem dzieci !!
Sylwia
Cóż, skoro premiera mamy niemca, to trudno liczyć na POLSKI rząd.
TheModern
Gabriel ma rację.
Anna
Całościowo piękna i godna mądrego Polaka wypowiedź Wojciecha Pomorskiego, prezesa instytucji "Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech - www.dyskryminacja.de" Szacunek dla Pana Panie Wojciechu i Pana Rodziców za takie dobre wychowanie i -mimo własnego bólu- za pomoc naszym rodakom. "Wszystko zaczęło się w 2003 roku, gdy zostały porwane moje dwie córki Justyna i Iwona-Polonia Pomorskie i dostałem zakaz rozmowy z dziećmi w języku polskim. Sprawa stała się od razu niezwykle głośna szczególnie w polskich, niemieckich i anglojęzycznych mediach. Wtedy zaczęli się do mnie zgłaszać poszkodowani ludzie, którym starałem się pomagać. Polskie Stowarzyszenie ?Dyskryminacja.de? powstało więc spontanicznie jako odpowiedź na całkowity deficyt jakiejkolwiek pomocy naszym rodakom, w konfrontacji z dyskryminującymi ich działaniami Jugendamtów i sądownictwa w Niemczech i w Austrii. W ten sposób zajęliśmy się działalnością, o której mało kto wtedy myślał
Gabriel
W Niemczech uczą dzieci bycia Niemcami? Co w tym dziwnego? U nas dzieci imigrantów (nie mówię o brudasach) w większości się polonizują. Czy to źle? Jak my im, to dobrze, a jak oni nam, to skandal? Problemem by było, gdyby polskie ministerstwo zaczęło germanizować w polskich szkołach... Niemieckie szkolnictwo zostawmy Niemcom, nic nam do niego.
KasiaP
Dobrze, że Pan Pomorski poruszył ten temat, jak to możliwe, że w Niemczech obywatele Polski są dyskryminowani? Jak to możliwe?: "Polskie konsulaty nie zajmują się problemami polskich dzieci zabieranych przez niemieckie Jugendamty i sądy, ale głównie organizowaniem nikomu niepotrzebnych rautów."
Endek
Wiele tekstów dotyczących Wojtka Pomorskiego i jego walki z germanizacją polskich dzieci już w 2006 r opisanych zostało w K-Kozielskim Echu Gmin. Dzisiaj można te teksty przeczytać na blogu (http://glubczyce.blog.onet.pl/)
Mlody
I tak polskie państwo traktuje Polaków :(
przerażony
Jak widzę słowo Jugendamt, to nie mogę się opędzić od skojarzenia z Hitlerjugend.
Asia
+
Stefciu
Teraz polskie dzieci geizują
piotrek
zapamiętajcie Niemcy byli są i zawsze BĘDĄ wrogami Polaków
Anglia
Po co wychodzic za cudzoziemca? Z 40 milionow naprawde nie ma kogo wybrac? I problem rozwiazany zanim sie jeszcze pojawil.
Obic
To - jak dla mnie - konkretna, najważniejsza wypowiedź prezesa Wojciecha Pomorskiego w sprawie teraźniejszego nieudilnego rządu: "...nieporadność polskich władz to przecież ewidentna pochodna braku wyrobienia politycznego, kompleksów i braku rozumienia suwerennego stawiania spraw swojego narodu i umiejętności konsekwentnego upominania się o nie. Nie chcemy tracić nadziei, że w końcu, nawet w gronie aktualnego rządu, dojdą do głosu ludzie, którzy będą te podstawowe prawidła polityki zagranicznej rozumieli i wprowadzali w życie. Nasz Naród na to przecież zasługuje" Czyli bania i totalny dół dla aktualnych zakompleksionych nieudaczników (Sikorka, Donuś, Broniuś, Bartosz. i reszta)w polityce zagranicznej. Pan Pomorski ma całkowitą rację. Emigranci widzą to bardzo jasno - LICZĄ SIĘ CZYNY NIE SŁOWA. A Pan - Pomorski widzę - to bitny gość - wejrzałem na te strony: www.dyskryminacja.de i masa tam dowodów jego walki z zakazem j. polskiego i o jego córki oraz o inne osoby.
marekb54
To nie są nieporadne działania naszego Rządu. Z tego co widać, przynajmniej część naszego Rządu prowadzona jest na niemieckim i unijnym sznurku. Tak tańczą jak im grają.
..
 
..
..
INFORMUJ
Wiesz o ważnym wydarzeniu?
Nie ma go na naszym portalu? Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
..
 
...

Copyright by

STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

IM. KS. PIOTRA SKARGI