DZIŚ JEST:   22   LISTOPADA   2017 r.

Św. Cecylii, męczennicy
Św. Sawy
 
 
 
 


Polonia Christiana nr 34  >   HISTORIA

Jerzy Wolak

Nie Austrię ratować, lecz chrześcijaństwo

Nie Austrię ratować, lecz chrześcijaństwo
Jan Wyck, Bitwa pod Wiedniem,

Trzysta trzydzieści lat temu, 12 września 1683 roku, o godzinie szóstej wieczorem Jan III Sobieski wydał uszykowanej w Lasku Wiedeńskim husarii rozkaz rozpoczęcia szarży. Bitwa trwała już od niemal dwunastu godzin. Austriacko-niemieccy sojusznicy polskiego króla od rana niestrudzenie nękali Turków na stokach wzgórz między Kahlenbergiem a Leopoldsbergiem, ciężko też pracowali artylerzyści Marcina Kątskiego czyszczący przedpole nawałą ognia i piechurzy wymiatający wszystko, co umknęło spod luf puszkarzom. Nadszedł czas pancernej pięści – prowadzona osobiście przez Lwa Lechistanu szarża w pół godziny rozstrzygnęła całodzienną batalię.


– W nich teraz z pomocą Bożą!

– W nich! – powtórzyli komendę rotmistrzowie.

Ze straszliwym szumem pochylił się od jednego zamachu las kopii ku łbom końskim i chorągwie tej jazdy, która nawykła łamać wszystko po drodze, ruszyły, na kształt olbrzymiej chmury, naprzód. Z miejsca ruszyły rysią, lecz na przestrzeni dwustu kroków rotmistrze zakomenderowali: „W skok!” – ludzie zaś obezwawszy się okrzykiem: „bij! zbij!” – pochylili się w kulbakach i konie wzięły impet największy. Wówczas ta ława gnających wichrem rumaków, żelaznych mężów, pochylonych kopii miała w sobie coś z siły rozhukanego żywiołu. Ziemia jęczała pod jej ciężarem i było widocznym, że choćby nikt z nich kopią się nie złożył, choćby nikt szabli nie wydobył, samym swym rozpędem i wagą położą, zgniotą i stratują wszystko przed sobą, jak trąba powietrzna łamie i kładzie bór. Tak dobiegli aż do krwawego, usłanego trupami pola, na którym wrzała bitwa.


„Allach! … Jezus Maria!” – dwa te krzyki tak okropne, jakby nie z ludzkich piersi wyszłe, mieszają się ze sobą. Żywy mur kolebie się, ugina, pęka; suchy trzask łamanych kopii głuszy na chwilę wszystkie inne odgłosy, po nim rozlega się zgrzyt żelaza, dźwięk jakby tysiąca młotów z całą siłą w kowadła bijących, uderzenia jakby tysiąca cepów w klepisko, pojedyncze i gromadne krzyki, jęki, oderwane strzały rusznic i pistoletów, wycie przerażenia. Napastnicy i napastowani, zmieszani ze sobą, kłębią się w niepojętym zwichrzeniu; następuje rzeź – pierwsze, drugie, trzecie i dziesiąte szeregi janczarów leżą mostem obalone, stratowane kopytami, pobodzone włóczniami, pocięte mieczem – spod wiru krew wypływa ciepła, dymiąca, napełniając surową wonią powietrze. Tyle Sienkiewicz.

 

Batalia nieznana

Próżno szukać wiktorii wiedeńskiej w popularnych zestawieniach najważniejszych bitew świata. Nie ma jej ani w piętnastce Edwarda Sheparda Creasy’ego, ani w osiemnastce Edgara Vincenta D’Abernona, ani też w dwudziestce Josepha B. Mitchella. Czyżby była mniej ważna od inwazji Normanów na Anglię w roku 1066 czy odsieczy Orleanu dokonanej w roku 1429 przez Joannę d’Arc albo klęski Króla Słońce w zmaganiach o sukcesję hiszpańską pod Blenheim w roku 1704?


Wydaje się, że wręcz przeciwnie – bitwa pod Wiedniem to jeden z najbardziej przełomowych momentów w dziejach świata, porównywalny do powstrzymania najazdu Persów na Grecję pod Maratonem w roku 409 przed narodzeniem Chrystusa, do rozbicia przez Rzymian nad rzeką Metaurus armii Hazdrubala Barkasa spieszącego na pomoc Hannibalowi w roku 207 przed Chrystusem, do zatrzymania przez Aecjusza Flawiusza na Polach Katalaunijskich w Roku Pańskim 451 pochodu Hunów na Europę od wschodu czy do odparcia inwazji arabskiej na Europę od zachodu przez Karola Młota pod Poitiers w roku 732.


Nie na próżno cztery przywołane powyżej starcia łączą słowa „zatrzymanie” i „odparcie” – we wszystkich udało się postawić tamę niszczycielskiej fali nieuchronnie niosącej śmierć cywilizacji. Wszystkie one – w odróżnieniu od bitew wspomnianych wcześniej, w rzeczy samej będących niczym innym jak kłótnią w rodzinie – stanowiły zderzenie światów tak różnych od siebie, jak światło i ciemność, tak niedających się pogodzić, jak ogień i woda.

 

Dlaczego zatem brakuje pośród nich wiedeńskiego zatrzymania najsilniejszej ofensywy, na jaką kiedykolwiek zdobył się świat islamu? Z najprostszej przyczyny: zestawień najważniejszych batalii dokonali Anglosasi, z anglocentrycznego punktu widzenia opartego na interesie Anglosfery, zgodnie z którym od ratowania katolickich Habsburgów znacznie ważniejsze było ich pognębienie, na przykład, w roku 1588, kiedy Anglicy sprytnie przypisali sobie pogrom hiszpańskiej Niezwyciężonej Armady w istocie pokonanej przez sztorm.

 

Perspektywa pozornie miła

A może i Polacy powinni byli – wzorem zimnokrwistych i do bólu racjonalnych dżemojadów oraz ich młodszych hamburgerożernych kuzynów – skorzystać z nadarzającej się akurat słabości swych politycznych konkurentów (Habsburgowie wszak od z górą półtora stulecia wchodzili nam w paradę na polu międzynarodowych interesów) i pozwolić Osmanom połknąć Wiedeń?

 

Można by zaryzykować hipotezę, iż uchroniłoby to Rzeczpospolitą od rozbiorów. Oto bowiem jednego z przyszłych zaborców zlikwidowalibyśmy rękami Turków (odzyskując przy okazji Śląsk), drugiego w ogóle by nie było, bo wskutek traktatu jaworowskiego z Ludwikiem XIV (za cenę Wiednia zabezpieczywszy paktem o nieagresji z Portą południowe granice), wespół z Francją rozbilibyśmy Brandenburgię i zaanektowali Prusy Książęce. Z trzecim zaś wzmocniona w ten sposób Rzeczpospolita poradziłaby sobie bez trudu, zawsze zresztą w tej rozgrywce mogąc liczyć na tureckiego sojusznika.


Miła perspektywa, nieprawdaż? Miła, tyle że zupełnie oderwana od rzeczywistości drugiej połowy XVII stulecia.

 

W roku 1683 Rzeczpospolita była w stanie swoistej „zimnej wojny” z imperium osmańskim: po haniebnym pokoju buczackim (aczkolwiek częściowo skorygowanym traktatem w Żurawnie, na mocy którego sułtan odstąpił od próby zhołdowania Polski i zwrócił część ziem zabranych w roku 1672) dwie trzecie Podola znajdowały się pod turecką okupacją. Co więcej, całe południe kraju od wielu dekad żyło w cieniu permanentnego zagrożenia turecko‑tatarskiego. Ze wszystkich naszych potencjalnych i realnych wrogów najniebezpieczniejszym była Porta Otomańska – znacznie wówczas groźniejsza niż Moskwa (o Wiedniu, z którym nie skrzyżowaliśmy szabel od roku 1588 i prowincjonalnym, krytym strzechą Berlinie nawet nie wspominając).

 

Już chora, ale jeszcze silna

Przyklejoną do Turcji w drugiej połowie XIX wieku etykietkę „chorego człowieka Europy” często przenosi się bezrefleksyjnie na czasy wcześniejsze. A to poważne nadużycie. W drugiej połowie XVII stulecia bowiem Turcja – pomimo pewnych wczesnych objawów choroby – przeżywała renesans potęgi pod rządami wezyrów z rodu Köprülü.

 

Ale czyż pierwsze objawy choroby są równoznaczne z jej stanem zaawansowanym? Silny mężczyzna w początkowym stadium AIDS jest jeszcze zdolny bez trudu zabić gołymi rękami.

 

Turcja mogła być wewnętrznie słaba – trafnie zauważa Jędrzej Giertych – ale armie, jakie potrafiła jeszcze przeciw Sobieskiemu wystawić, to były armie przerażające swą potęgą. Mógł to być jej wysiłek ostatni, niemożliwy już do powtórzenia. Ale wysiłek ten był dostateczny, by jej zapewnić zwycięstwo. Armie tureckie miały po temu warunki, by osadzić półksiężyc na wieżach kościelnych i kopułach w Wiedniu, Rzymie, w Kolonii, we Lwowie, Krakowie i Warszawie. Gdyby byli osadzili – całe dzieje świata przybrałyby inny bieg.


Po pogromie wojsk chrześcijańskich pod Wiedniem armie sułtańskie miały ruszyć dalej. Gdzie? Wystarczy spojrzeć na mapę Europy: połowa na północ, przez Bawarię i Czechy w głąb Niemiec, połowa na południe, do Włoch. Zachodnia Europa była na taką kolej rzeczy całkowicie nieprzygotowana. Czyż państewka niemieckie i włoskie zdołałyby pokonać armię, która od trzystu lat nieprzerwanie biła królestwa bez porównania od nich silniejsze, z bizantyjskim imperium na czele?

 

Jeżeli nawet zatrzymałaby się ona na granicy francuskiej (a to wcale nie jest takie pewne – imperium osmańskie obejmowało wszak całą niemal Północną Afrykę i posiadało potężną flotę, mogłoby zatem wziąć Francję i Hiszpanię w kleszcze, uderzając jednocześnie z lądu i morza), sułtan kontrolowałby niemal dwie trzecie Europy. Która notabene wkrótce przestałaby być sobą – zapanowałby szariat, zapłonęłyby biblioteki i uniwersytety, kościoły zaś stałyby się meczetami bądź posłużyły innymi celom (specjalna rola w tym względzie miała przypaść Bazylice Świętego Piotra w Rzymie, w której wezyr Kara Mustafa zamierzał urządzić stajnię dla swych koni).

 

Wkrótce Turek zamoczyłby stopy w Bałtyku i Morzu Północnym. Ekspansja islamu, której nikt już nie byłby w stanie powstrzymać, poczyniłaby olbrzymi krok naprzód, zupełnie zmieniając bieg dziejów – islamizacja Ameryki pozbawionej oparcia w Starym Świecie stałaby się tylko kwestią czasu.

 

Nowy Stambuł nad Missisipi

Przesada? Chyba jednak nie. Imperium osmańskie było przecież mocarstwem typowo lądowym, potrzebującym okna na rozszerzający się właśnie świat. Rolę tę doskonale spełniłyby porty niemieckie. Turecka myśl techniczna stała na wysokim poziomie – a stąd już tylko krok do kolonizacji terytoriów zamorskich. Z pewnością nie pozostałoby to bez wpływu na stan ekonomiczny imperium.

 

Szklanka, jak powszechnie wiadomo, jest do połowy pusta albo do połowy pełna – można dowodzić, że w miarę połykania przez Turcję większych połaci Europy, słabłyby jej możliwości trawienne, ale można też odwrócić tę perspektywę, by dostrzec, iż łupy zdobywane na Zachodzie okazałyby się dla chorej Turcji porcją witamin, zdolną przedłużyć jej siłę o kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, albo nawet zastrzykiem mocnego antybiotyku, który by ją na dobre wyleczył.

 

A choćby nawet proces rozkładu się nie zatrzymał, tylko trwał dalej, czy kilkanaście lat (nie mówiąc już o kilkudziesięciu) nie wystarczyłoby do zniszczenia chrześcijańskiej Europy? Komunizm przecież trwał tu niespełna pół wieku – cóż to jest wobec całej historii świata – a spustoszeń, jakie po sobie pozostawił, być może nie da się naprawić nigdy. Po co zresztą sięgać po odległe analogie, gdy mamy w Europie nader wyraźne owoce tureckiej okupacji – Bośnię i Albanię – muzułmańskie państwa w samym sercu Bałkanów, w prostej linii ledwie pięćset kilometrów od Rzymu.

 

Ocaliliśmy chrześcijaństwo

Wojny z Turcją nie wolno porównywać do konfliktu państw zachodnioeuropejskich wyrastających z tego samego korzenia cywilizacyjnego. Wojna ta była bowiem starciem z absolutnie obcą cywilizacją, odmienną mentalnością i wrogą religią, której misją jest zniszczenie chrześcijaństwa (przypomnijmy rzezie Ormian dokonane dwieście lat później w imperium osmańskim znajdującym się w ostatnim stadium rozkładu).

 

Gdyby Turcy zdobyli Wiedeń i usadowili się w samym środku Europy – wyjaśnia Feliks Koneczny – rozprzęgłaby się Rzesza Niemiecka, przepadłoby i cesarstwo, ale też na tych, którzy bezczynnie na to pozwolili, spadłaby klątwa dziejów za zdradę chrześcijaństwa. Jakkolwiek nurtowały spory w chrześcijaństwie, obowiązkiem było przeciw Turcji trzymać się razem. Prócz jednej Polski nie spełniło żadne państwo tego obowiązku. Tym większa dla nas chwała, żeśmy ocalili chrześcijaństwo.


A gdybyśmy nawet nie mieli takiego zamiaru (absolutnie hipotetycznie, bo przecież Sobieski był wzorcowym katolikiem, który właśnie dla ratowania chrześcijaństwa poświęcił wszystkie osobiste sympatie: będąc gorącym stronnikiem Francji sprzymierzył się z wrogą jej Austrią, co więcej, odsunął na bok kluczową dla swych ambitnych planów dynastycznych kwestię rewindykacji Prus i Śląska – wszystko dla sprawy Bożej), to i tak nie można było w zbliżającym się konflikcie pozostać neutralnym. Skrajną naiwnością byłoby bowiem sądzić, iż Turcy w marszu na Zachód zostawią sobie Polskę za plecami albo że, rozprawiwszy się z resztą Europy, nie przypomną sobie o nas. A wtedy nie mielibyśmy już do kogo zwrócić się o pomoc.


Wyprawę wiedeńską podyktował realny interes polityczno‑strategiczny kraju. Nie mogło ulegać żadnej wątpliwości, że jeżeli Mehmed IV pokona Leopolda, to po trupie Austrii pójdzie dalej, w samo serce Polski, a jeżeli cesarz obroni się z pomocą samych Niemców, to i moralnie i materialnie uzyska nad Polską ogromną przewagę – dowodzi Władysław Konopczyński. Wyprawa wiedeńska była wyrazem – a z perspektywy czasu można stwierdzić, że ostatnim przebłyskiem – prostego instynktu samozachowawczego Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

 

Prawda też, że natychmiast po powrocie z Wiednia owego instynktu zabrakło. Nabiwszy sułtanowi solidnego guza (nikt wówczas nie przypuszczał, że w istocie przetrącono mu kręgosłup), należało się wycofać ze śródziemnomorskiej przygody i powrócić nad Bałtyk; za zaproszenie do Świętej Ligi podziękować, oferując swe usługi zawsze, gdy tylko przyjdzie bronić chrześcijaństwa, nie zaś interesów Wenecji; nawiązać z powrotem zerwane relacje z Francją i Szwecją, by pointrygowawszy nieco, rozpalić na nowo konflikt nadbałtycki i upiec na tym ogniu dwie pieczenie: Prusy Książęce i rządzącą nimi dynastię Sobieskich. Ale to zupełnie nie w naszym stylu.


Jerzy Wolak


Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

zamów e-wydanie   zamów wydanie papierowe
 

Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 

Skomentuj arytukuł
Nick *:
Twoja opinia *:
wyślij opinie
Regulamin forum portalu PCh24.pl.
Kliknij aby przeczytać

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

 

Komentarze

Przyklejoną do Turcji w drugiej połowie XIX wieku etykietkę ?chorego człowieka Europy? często przenosi się bezrefleksyjnie na czasy wcześniejsze. ... ten chory człowiek Europy gryzł jak popadło ---> I wojna berberyjska i II wojna berberyjska - "W marcu 1785 roku Thomas Jefferson i John Adams podjęli rozmowy z wysłannikiem paszy Trypolisu w Londynie, ambasadorem Sidi Hadżim Abdrahamanem. Zapytany dlaczego jego kraj podejmuje kroki wojenne przeciw narodom, które nie wyrządziły mu żadnej krzywdy, ambasador odpowiedział: "Zostało zapisane w Koranie, że wszystkie narody nie uznające Proroka są grzesznikami, których ma się prawo i obowiązek rabować i zniewalać; że każdy muzułmanin, który zginie w takiej walce, może być pewien, że pójdzie do raju". ... p. s. Szkuner "USS Enterprise z serialu Star Trek" miał swój "chrzest ognia" nie z Klingonami, lecz z dżihadystycznymi muzułmanami w I wojnie berberyjskiej ------ http://en.wikipedia.org/wiki/Action_of_1_August_1801
ponad 4 lata temu / Tiberias
 
Rok 1672, Armia turecka obległa Lwów. Kraj stanął na skraju katastrofy. Zaczęto rokowania. W tej sytuacji Tatarzy, za błogosławieństwem sułtana, ruszają w głąb Polski za żywym łupem, "boć przecie ubodzy do dom powracać nie możemy". Celem osłonienia kraju przed Tatarami i wywalczenia lepszej pozycji w rokowaniach z Turcją, hetman Sobieski zbiera słabe siły i rusza zwalczać rozpuszczone szeroko czambuły i odbijać pojmany jasyr. ------ http://www.husaria.jest.pl/tatar.html
ponad 4 lata temu / Tiberias
 
Nie wiem kim jest poprzednik ale ja sam już nie wiem co jest gorsze dla Europy. Z dwojga złego to wybiorę jednak chrześcijaństwo ale na pewno nie w katolickim wydaniu.
ponad 4 lata temu / Filip B prawdziwy
 
Panie "FilipB" nie wiem jakie książki Pan czytasz ale spokojnie wyrzuć je do kosza bo zaśmiecają Twój rozum. Własnie w bitwie pod Parkanami zginęło dużo więcej Turków niż poprzedniego dnia. Był to tak wielki pogrom ,że wartość bojowa Turków była potem już nie do odtworzenia. Dzień wcześniej Sobieski właściwie oszczędził Armię Wezyra Mustafy.Piszesz Pan bzdury wtedy nie istniała Rzesza Niemiecka. Cesarstwo Niemieckie było wtedy rozbite i podzielone na niezliczoną ilosć państewek. Polska natomiast była w tym czasie jeszcze mimo prywaty Magnatów Potęga drogi Panie. Pojedź Pan choćby do Poznania i sprawdź ile wtedy powstało budowli z przepychem jakiego dzisiaj nigdzie nie znajdziesz.Stoją jeszcze te arcydzieła mimo ,ze nam Niemcy i Austryjacy potem podziękowali.A A Ludwik 14 nawet nie liznął Turków bił sie z Hiszpanią, Austrią i landami Niemieckimi więc o co Tobie człowieku chodzi? Czytałeś aby te książki czy tylko oglądałeś okładki.:-)
ponad 4 lata temu / Naleczxxx
 
Ale bzdury. W drugiej połowie XVII w. islam i Turcja były już skończone. To nie Polacy pokonali w 1683 r. Turków, lecz POLACY I NIEMCY (w proporcji: 1/2. To nie jedna bitwa zniszczyła Turcję, lecz następne 16 lat nieustannych wojen, w których Polacy okryli się hańbą; kompromitacją za kompromitacją (bitwa pod Parkanami, wyprawy mołdawskie, ustępstwa wobec chanatu moskiewskiego, żenujące oblężenie Kamieńca). Klęska pod Wiedniem niczego by nie zmieniła. Turcja nie miała potencjału, by pokonać całą Rzeszę Niemiecką, nie mówiąc już o półmilionowej (!) armii Ludwika XIV. Przewaga technologiczna i systemowa kalwinizującej się mentalnie Europy była już pod koniec tego stulecia ogromna. Rzeczpospolita, która w tym względzie raczej cofała się w rozwoju, niż rozwijała, nie była Europie do niczego potrzebna. Trochę pokory i oczytania, panowie Polaki.
ponad 4 lata temu / FilipB
 
No cóż. Po 330 latach zdobyczne sztandary zwrócone, w Rzymie meczet góruje nad katedrą św. Piotra, Mahomed jest najpospolitszym imieniem w Londynie, a w Krakowie i Warszawie możemy jeść kebaby. Tak zwycięża biologia.
ponad 4 lata temu / Rysa
 
 

Sąd Florydy zmusił dwoje mieszkańców do zaprzestania hodowli warzyw w ich własnym przydomowym ogródku. Przyznał tym samym władzom administracyjnym prawo do decydowania – na przykład poprzez ustanawianie planów zagospodarowania przestrzennego – o tym, co może znaleźć się na prywatnym terenie.

 
 

Należący do Ruperta Murdocha „New York Post” zgłasza się w kolejce po lekcje historii albo… sądowy pozew. Wielkonakładowy tabloid w artykule o Jakivie Paliju, strażniku z obozu SS w Trawnikach, napisał o „polskim obozie koncentracyjnym”.

 

Instytut Pamięci Narodowej ogłosił przetarg na prowadzenie badań genetycznych w zakresie identyfikacji ofiar zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Wybór wykonawcy przedsięwzięcia  zostanie przeprowadzony do końca roku. W drodze konkursu może być wyłonionych nawet 10 instytucji medycznych.

 

 

Nic innego poza tym dokumentem nie zostało ustalone. Wiążą nas zawarte w dokumencie zapisy – stwierdził minister Krzysztof Szczerski, dyrektor gabinetu prezydenta Dudy. Mowa o komunikacie dotyczącym polsko-ukraińskiego spotkania w Krakowie. Wysocy urzędnicy drugiej strony insynuowali, że Polska zobowiązała się tam do odbudowania pomników UPA.

 

W nocy z 19 na 20 listopada w drugim co do wielkości mieście Jemenu – Adenie nieznani sprawcy sprofanowali cmentarz chrześcijański. Wśród zniszczonych grobów znajdują się także te, w których pochowano cztery siostry misjonarki miłości, zamordowane przez ekstremistów islamskich w marcu zeszłego roku.


Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.

 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI