DZISIAJ JEST
NIEDZIELA 20 SIERPNIA
Św. Bernarda z Clairvaux, Doktora Kościoła
Św. Bernarda z Clairvaux, Doktora Kościoła
XX Niedziela zwykła
Imieniny obchodzą:
Bernard, Samuel, Sobiesław
 
 
PRAWA STRONA INTERNETU
wyszukiwarka
 
 
 
 

Andrzej Solak

Nawrócenie Księcia Westernu

Data publikacji: 2017-06-11 10:15
Data aktualizacji: 2017-06-13 13:51:00
Nawrócenie Księcia Westernu
John Wayne, fot. Wikimedia Commons, Public Domain CC

Ameryka byłaby dziś inna, gdyby nie pojawił się John Wayne. Ów aktor zawładnął sercami milionów, stał się symbolem patriotyzmu i konserwatyzmu. Do dziś masoni podnoszą „farmazoński” epizod z życia artysty, ignorując fakt, iż największy kowboj ekranu nawrócił się na łożu śmierci na katolicyzm. Niewykluczone, że ów ostatni, najważniejszy swój sukces Wayne zawdzięczał skrzywdzonej żonie, która latami modliła się o nawrócenie małżonka.

 

Dobro przeciw złu

Marion Mitchell Morrison, później znany jako John Wayne, już w dzieciństwie przywykł do ciężkiej pracy.

 

W domu się nie przelewało, więc oprócz codziennej harówki na rodzinnej farmie i w prowadzonej przez ojca aptece, dorabiał roznoszeniem gazet i sprzedażą lodów. Marzył o karierze sportowej, był niezgorzej zapowiadającym się futbolistą.

 

Z przemysłem filmowym związał się dość wcześnie, już jako 19-latek miał na koncie epizodyczne rólki, choć nie wzdragał się przed wykonywaniem obowiązków również stróża, magazyniera czy montera dekoracji. Pod pseudonimem John Wayne pojawił się w westernie „Droga olbrzymów” (1930). Film nie zrobił furory, ale przydomek przylgnął do młodego aktora na stałe.

 

Prawdziwa sława przyszła wraz z „Dyliżansem” Johna Forda (1939). Obraz grupki pasażerów tytułowego wehikułu, podróżujących przez tereny niepokojone przez Apaczów, na zawsze wszedł do historii kina. Widz obserwuje, jak w atmosferze stale potężniejącego zagrożenia spadają maski z twarzy bohaterów, jak ujawniają się ich prawdziwe charaktery, wedle ewangelicznego wzorca: „ostatni będą pierwszymi”. Powszechnie szanowany bogacz okaże się tchórzem i aferzystą; na pozór żałosny alkoholik wykrzesze z siebie zdolność do poświęcenia; kobieta upadła z oddaniem opiekuje się maleńkim cudzym dzieckiem i marzy o wielkiej miłości; wreszcie ścigany przez prawo Ringo Kid (grany przez Wayne’a) to człowiek dążący do wymierzenia sprawiedliwości mordercom jego bliskich…


Świetnie opowiedziana, wielowątkowa historia zachwyciła widzów. Przed Wayne’m droga do kariery stanęła otworem. Nie zaprzepaścił tej szansy. Występował w dramatach wojennych, obrazach sensacyjnych, posiadał też talent komediowy, jednak widzowie okrzyknęli go Księciem Westernu.

 

Grał dzielnych szeryfów, oficerów kawalerii (przeważnie w szacownym stopniu pułkownika), prawych ranczerów, poszukiwaczy przygód, rewolwerowców o niewzruszonych zasadach moralnych. Nie sposób tu wymienić wszystkich obrazów, acz trudno nie wspomnieć o trylogii kawaleryjskiej („Fort Apache”, „Nosiła żółtą wstążkę”, „Rio Grande”), o monumentalnej „Rzece Czerwonej”, o nieco mrocznych „Poszukiwaczach”, o tchnących optymizmem „Rio Bravo” i „El Dorado”, o „Człowieku, który zabił Liberty Valance’a”, wreszcie o nagrodzonym Oscarem i Złotym Globem dla najlepszego aktora „Prawdziwym męstwie”

 

Wayne wielokrotnie wygrywał plebiscyty popularności. Przed popadnięciem w samouwielbienie chroniło go ogromne poczucie humoru i dystans do samego siebie. Mawiał, że nikt nie zdołał zagrać w tylu marnych filmach, co on. Stwierdził też, że pod przydomkiem „Duke” (Książę) znany jest od dzieciństwa, a zawdzięcza owo miano… swemu ulubionemu psu, tak właśnie się wabiącemu.

Bywało jednak, że pewne posunięcia aktora wywoływały konsternację…

 

Bohater i jego spluwy

Podobnie jak atrybutem rycerza był miecz, tak filmowy westman obowiązkowo nosił u pasa rewolwer, zaś do kulbaki miał przytroczoną strzelbę.


John Wayne wykorzystał w westernach całkiem spory arsenał, od kieszonkowego deringera i wielolufowej „pieprzniczki”, poprzez śrutowe dwururki aż po szybkostrzelnego gatlinga. Wszakże w ogromnej większości swych filmów pozostał wierny coltowi w kultowym modelu Single Action Army. W realnym świecie ów, jak go żartobliwie nazywano „rozjemca” (Peacemaker) pojawił się dość późno, w 1873 roku, co nie przeszkodziło Wayne’owi wymachiwać nim nawet w filmach traktujących o czasach przed wojną secesyjną.

 

Równie ahistorycznie „Duke” potraktował broń długą swych bohaterów. Począwszy od „Dyliżansu” regularnie używał winchestera z magazynem rurowym i dolną dźwignią wahliwą. Niewątpliwie winchestery zapracowały na swą renomę „karabinów, które podbiły Dziki Zachód”. Tyle, że były to modele z 1866 i 1873 roku, podczas gdy „Duke” upodobał sobie nowszą wersję – winchester 1892.


Miłośnicy westernów mogli wybaczyć wiele nieścisłości, w końcu mieli do czynienia z filmem przygodowym, a nie z historycznym dokumentem. Jednak właśnie broń stanowiła dla nich nienaruszalną świętość. Dlatego z początku wydłużały im się miny, gdy widzieli colta „rozjemcę” albo winchestera ’92, dajmy na to w obrazie „W kraju Komanczów”, którego akcja rozgrywała się w Roku Pańskim 1840!

 

Jakby tego było mało, „Duke”, przecie chłop na schwał, preferował skrócone wersje karabinu, co przy pokaźnej posturze aktora dawało kontrast nieco komiczny; zupełnie jakby największy twardziel Hollywood trzymał w garści dziecięcą zabawkę, albo też (o zgrozo!) jakowąś „damkę”, adresowaną do piękniejszej połowy świata. Filmowi herosi od zawsze preferowali broń o armatnich gabarytach, nawet mikre konusy dowartościowywały się, chwytając za wielkie „magnum”. Zaś Wayne poszedł pod prąd, nie bacząc na obowiązujące mody. I wbrew lamentom historyków-skrupulantów, publiczność była zauroczona gracją, z jaką operował bronią.

 

Czas patriotów

Grał bohaterów, ale nie załapał się na udział w wojnie. Kiedy Japończycy zbombardowali Pearl Harbour, liczył sobie już 34 lata i miał na utrzymaniu żonę oraz czwórkę dzieci.


Ameryka nie miała potrzeby strzelania do wrogów diamentami, więc „Duke”, zamiast trafić na front, wykorzystał swe talenty jak mógł najlepiej. Uczestniczył w występach dla żołnierzy, zagrał też w kilku krzepiących obrazach wojennych. Był szczerym patriotą. Mawiał: - Jasne, że kocham mój kraj, ze wszystkimi jego wadami. 

 

Deklarowane poglądy uczyniły zeń żywy symbol konserwatyzmu. Określał się jako antykomunista, co podobno rozwścieczyło samego Stalina. Homoseksualizm uznał za temat „zbyt obrzydliwy nawet dla dyskusji”. Niechętnie odnosił się do filmowej mody na epatowanie wulgarnością i seksem. Choć w jego obrazach trup słał się gęsto, a w dyskusjach bohaterów siła argumentów wielokrotnie wzmacniana była ciosami pięści, nie sposób oskarżyć Wayne’a o chęć szokowania widza scenami okrucieństwa, nawet gdy grał złożone postaci, zdolne do bezwzględności („Rzeka Czerwona”) czy opętane żądzą zemsty („Poszukiwacze”).

 

W 1960 roku stanął za kamerą, jako reżyser dramatu historycznego „Alamo”, o wystąpieniu teksaskich separatystów przeciw Meksykowi w XIX stuleciu. Film prezentował racje buntowników z Teksasu, ale nie odmawiał też odwagi i poczucia honoru Meksykanom.

 

- Zabiłem dziś wielu dzielnych ludzi – mówi jeden z obrońców Alamo po odparciu szturmu. - Mimo że zabijałem, byłem z nich dumny. Dobrze to świadczy o człowieku, że nie boi się zginąć, bo wierzy, ze racja jest po jego stronie.

 

Szacunek dla dzielnego wroga jest wzajemny. Dowodem poruszająca scena finałowa, kiedy po zdobyciu „teksaskich Termopil” żołnierze meksykańscy prezentują broń przed ocalałą z masakry wdową po poległym obrońcy.

 

Wewnętrzny front

Wayne naprawdę naraził się sporej części krytyków i widowni obrazem wojennym „Zielone Berety” (1968).


Film traktował o amerykańskich komandosach walczących wówczas w Wietnamie. Wayne wystąpił jako reżyser oraz odtwórca głównej roli - dowódcy „specjalsów” w stopniu (jakżeby inaczej) pułkownika. Obraz może nie był arcydziełem, zawierał przerysowania dość częste w amerykańskim kinie wojennym, ale krytyka rzucała nań gromy przede wszystkim za „wymowę” dzieła. Również pokaźna część publiczności uznała za skandal, że reżyser identyfikuje się z żołnierzami nadstawiającymi głowy za swój kraj.

 

Rzecz w tym, że ówczesna pomoc wojskowa USA dla narodów Indochin zaatakowanych przez komunistów stała się jednym z głównych celów rewolty zachodnich lewaków. Tłumy wyzutych z sumienia „obrońców pokoju” wszczynały burdy, żądając wycofania amerykańskich wojsk z Wietnamu (a zatem – porzucenia ofiar agresji na pastwę wroga). Znani celebryci składali bezkarnie „antywojenne” deklaracje, będące w istocie aktem zdrady, za którą w normalnym kraju czekałaby ich więzienna cela albo pluton egzekucyjny.

 

Na szczęście „Duke” ulepiony był z innej gliny i nie sugerował się opiniami lewackiej hołoty. W ówczesnej sytuacji ważny był każdy głos poparcia dla weteranów oblewanych kubłami pomyj przez „obrońców pokoju”.

 

Kręte ścieżki

Wayne zwykł mawiać: „Życie jest trudne, ale gdy jesteś głupcem, staje się jeszcze trudniejsze.”


W świecie filmu odnosił sukcesy, jednak świat uczuciowy aktora był mocno wyboisty. Po raz pierwszy stanął na ślubnym kobiercu w wieku 26 lat. Jego wybranka, urodzona w Stanach Hiszpanka Józefina Alicja Saenz musiała przełamać opór swej katolickiej rodziny, aby wyjść za protestanta Johna. Sama głęboko wierząca, starała się wprowadzić męża w życie parafialne. Dała mu czwórkę potomstwa. A jednak małżeństwo rozpadło się po 12 latach, o co „Duke” obwiniał niezgodność charakterów, ale i swe nadmierne zaangażowanie w obowiązki zawodowe. Porzucona Józefina do końca życia męża nie związała się z innym mężczyzną. Uparcie, przez wiele lat, modliła się o jego nawrócenie.

 

Drugi związek Wayne’a, z Meksykanką Esperanzą Baur, zakończył się jeszcze szybciej, po 8 latach. Kolejne 22 lata spędził u boku Peruwianki Pilar Palette, po czym para zdecydowała się na separację. Widoczna fascynacja aktora kobietami z hiszpańskiego kręgu kulturowego, o iberyjskim typie urody ponoć stanowiła zgryz dla białych anglosaskich protestantów, nie tak wyobrażających sobie wzorzec „prawdziwej amerykańskości”…

 

A diabeł nie spał. W 1970 roku Wayne’a zaproszono w szeregi masonerii. „Duke” wychowany w środowisku protestanckim nie miał tak złowrogich skojarzeń z „farmazonami”, jak katolicy. Masonem był jego ojciec, on sam jako nastolatek należał do paramasońskiej młodzieżówki Zakonu DeMolay. Co więcej, wolnomularzami było mnóstwo bohaterów jego ukochanego kraju, począwszy od prezydenta Jerzego Waszyngtona aż do pułkownika Davy’ego Crocketta, sportretowanego przez Wayne’a w „Alamo”. Taktykę werbowania sławnych artystów, traktowanych potem jako wizytówka i reklama lóż, masoneria praktykowała od czasów Mozarta.

 

Wzrastanie

John zdawał się być letnim chrześcijaninem, nastawionym przyjaźnie do spraw wiary, jednak dalekim od zaangażowania. W rzeczywistości stale szukał Boga w swoim życiu, trochę po omacku. Skrycie pisał do Niego listy. Powoli dorastał do wiary.

 

Wychował się w rodzinie prezbiteriańskiej, natomiast trzy jego wybranki były katoliczkami, na katolików wyrosła cała siódemka jego dzieci. Wśród swych przyjaciół odkrył wielu wiernych Kościoła. Ogromne wrażenie wywarła na nim śmierć przyjaciela, człowieka który uczynił go sławnym, Johna Forda. Genialny reżyser, a zarazem ojciec chrzestny synów „Duke’a”, Patricka i Ethana, zmarł na raka z różańcem w dłoni, w obecności kapłana.

 

Wir obowiązków zawodowych nieustannie wciągał „Duke’a”, dawał pretekst do odsunięcia spraw duchowych na dalszy plan. Jednak aktor coraz bardziej przekonywał się do Kościoła katolickiego, choć wzbraniał się jeszcze przed wykonaniem ostatecznego kroku. Szydził sam z siebie, nazywając się „katolikiem zawałowym” – takim, który prosi o księdza w ostatniej minucie życia.

 

Ostatnie lata były pełne bólu. Do dość wcześnie zdiagnozowanego raka płuc dołączył nowotwór żołądka. Na ekranie znalazło to odbicie w ostatnim filmie Wayne’a, „Rewolwerowcu” (1976), w którym stworzył przyjmującą kreację umierającego bohatera Dzikiego Zachodu.

 

 

***

John Wayne zmarł 11 czerwca 1979 roku po ciężkiej chorobie, w wieku 72 lat. Przed śmiercią poprosił o katolickiego kapłana. Ten przyjął od niego akt nawrócenia, udzielił Johnowi warunkowego chrztu i ostatniego namaszczenia. - Nie znam się na szczegółach konwersji – wspominał syn „Duke’a”, Michael. – Ale wiem, że mój tato umarł w Kościele.

 

„Duke” szedł ku wierze powoli, czasem błądząc po bezdrożach. Ale zmierzał wytrwale, niczym tropiciel. Warto tu przywołać dialog, jaki kiedyś w „Alamo” włożył w usta swych bohaterów oczekujących na ostateczną bitwę:

- Zrobiłem całą masę rzeczy, których nie powinienem. Mam sporo grzechów, za które odpowiem, i czuję, że święty Piotr zatrzaśnie mi bramę przed samą gębą.

- Nie ma żadnych niebiańskich bram! Po śmierci jesteś żarciem dla robaków, tylko tyle.

- Nie wierzysz w żadne przyszłe życie?

- To tylko bajki dla dzieci. Bujdy same!

- A ja wierzę. Nigdy was do tego nie przekonam. Ale wierzę w Boga Wszechmocnego, Wszechwiedzącego i Miłosiernego. I wierzę, że dobro w końcu zwycięży, a zło zostanie pokonane.

 

 

Andrzej Solak

 

 
baner
 
 
 
 
 
drukuj
 
 
 
POLECANE FILMY

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
wyślij opinie

Regulamin forum portalu PCh24.pl:

1) Na forum nie wolno umieszczać komentarzy które:

- promują zachowania dewiacyjne, sprzeczne z prawem naturalnym;

- obrażają wiarę katolicką i Kościół katolicki;

- zawierają wulgaryzmy (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999r.);

- zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);

- przyczyniają się do łamania praw autorskich (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994r.);

- zawierają linki i adresy do stron WWW, dane osobowe, teleadresowe lub adresy mailowe

- są reklamami lub spamem (nie mają nic wspólnego z komentowanym artykułem)

- są bezpośrednimi, brutalnymi atakami na interlokutorów lub nawołują do agresji wobec nich

- są niestosowne w kontekście informacji o śmierci osoby publicznej bądź prywatnej

- zawierają uwagi skierowane do redakcji PCh24.pl. (za te ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni, prosimy jednak o kontakt mailowy, tylko wówczas mamy bowiem pewność, że trafią one do osób odpowiedzialnych za treść serwisu).

2) Wszystkie komentarze naruszające pkt. 1 niniejszego Regulaminu będą usuwane przez moderatora

..
do Pana Autora artykułu
Co się Pan czepiasz Dżonego o spluwy? Tak to wymyślił scenarzysta wraz z reżyserem, do tego rekwizytor, scenograf, kostiumolog i mamy dziwną broń nie z epoki. To w Europie przywiązywało się wagę do tego rodzaju rzeczy w filmach i to nie zawsze, a teraz to już jest samo dno. Upadła kultura, to i film upadł. A wymowa artykuł fajna, tylko co się Pan czepiasz aktora, to nie on odpowiada za film, lecz reżyser, scenarzysta i producent. Ten najbardziej, bo tnie koszty, aby zwiększyć zyski. Więc mieli akurat w wytwórni te spluwy i takich użyli. Drobiazg. Kłaniam się i pozdrawiam Wszystkich.
Antek
@Krzysiek; masz sporo racji, Zresztą mało kto bierze pod uwagę, że USA to był kraj protestancki, w którym traktowano katolików podle. Dlatego tak szybko społeczność leci w ruinę. Katolicki Zachód i południe wyrwane Hiszpanom długo wyniszczano szumowinami. To portestanci wybili Indian do nogi. Na południe od Rio Grande wszysctkie plemiona przetrwały aż w XIXw i tam nastały rzady farmazońskie...
Jerry
Dziękuję za ten artykuł. John Wayne i Clint Eastwood to moi ulubieni aktorzy.
Krzysiek
W USA nikt już o nim nie pamięta a wręcz przeciwnie, to co reprezentowała osoba tego aktora jest w pogardzie. Dzisiaj ludzie uwielbiają komiksy i fantastykę im bardziej useksowioną tym lepiej. Czerpią nierealne i irracjonalne wzorce z postaci które nijak przekładają się na rzeczywistość i ważają że one tych ludzi dowartościowują. "Życie jest trudne, ale gdy jesteś głupcem, staje się jeszcze trudniejsze.? Bardzo mądre słowa. Nierealni superbohaterowie i mutanci zostali postawieni przeciwko świętych pańskich i prawdziwych bohaterów jak naprzykład Witold Pilecki, Maksymilian Kolbe, Andrzej Bobola i całe zastępy ludzi o szlachetnym sercu i sumieniu. A kim i czym jest wydumany Batman albo Wolverine, Mystique. I dziwimy się że społeczeństwo nie jest w stanie niczego realnego wytworzyć kiedy się żyje w świecie bajek, komiksów i gier komputerowych. Ludzie wyrobili umiejętnść peplania o sobie ale zero kultury czynu. Pozdrawiam! Z Bogiem.
Kazio
ONI albo ON tam w niebie na pewno lubią westerny. (i żeby cztał Suzin)
Piotr K.
Rio Bravo, El Dorado, Dylizans - wspaniałe filmy, na takich wychowałem się.
John Galt
Śp. John Wayne mówił o sobie "I'm a cardiac Catholic".
Pwl
Amen!
..
 
..
..
INFORMUJ
Wiesz o ważnym wydarzeniu?
Nie ma go na naszym portalu? Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
..
 
...

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.