DZIŚ JEST:   18   PAŹDZIERNIKA   2017 r.

Św. Łukasza Ewangelisty
 
 
 
 

Miłość św. Stanisława Kostki do Najświętszego Sakramentu

Miłość św. Stanisława Kostki do Najświętszego Sakramentu

Bóg jest miłością a wszystkie jego dzieła pełne są miłości, lecz w żadnym z nich ta miłość takim nie jaśnieje blaskiem jak w Najświętszym Sakramencie. Tu już miłość Boga doszła do szczytu i słusznie powiedział św. Augustyn: „że Bóg acz najmędrszy, więcej dać nie umiał, acz najmocniejszy, więcej dać nie mógł, i acz najbogatszy, więcej dać nie miał". Miłość Chrystusa w tej tajemnicy tak jest wielka, że ją jedna święta nazwała hojną aż do rozrzutności; tak wielka, że jej żaden rozum ludzki, żadne serce nie ogarnie; tak wielka, że ona jest i będzie przedmiotem ciągłego zachwytu mieszkańców nieba.

Niestety, tej miłości wielu chrześcijan znać nie chce, albo jej nie zna i nie ceni jak słuszna, toż skarży się Pan: Poznał wól pana swego, a Izrael Mnie nie poznał. Wychowałem syny moje, lecz oni wystąpili przeciw Mnie (Iz 1, 2-3). Św. Stanisław Kostka poznał tę miłość Bożą i odpłacał za nią miłością.

Wiedział on najprzód, że Pan Jezus we Mszy św. ponawia w sposób bezkrwawy ofiarę krzyżową że ta Ofiara jest sprawą najwyższą, najwspanialszą, najświętszą i u Boga najmilszą, że z tej Ofiary spływają na cały Kościół wojujący, cierpiący, a szczególnie na tych, którzy w niej uczestniczą, łaski i dary niewysłowionej ceny; toż już jako małe pacholę spieszył na nią jak najchętniej i jak najczęściej. Kiedy był na naukach w Wiedniu, wstawał wczas rano, aby być na pierwszej Mszy Św., następnie podczas wykładów, gdy była przerwa, słuchał drugiej Mszy Św., a po szkole trzeciej. W dni świąteczne rano bywał zwykle na siedmiu Mszach św. Klęczał pobożnie w kąciku, za każdym zaś razem przedstawiał sobie, że jest wtenczas na Kalwarii pod krzyżem Zbawiciela i nieraz zalewał się łzami miłości lub żalu. Takie było i jest zawsze usposobienie dusz świętych. [-]

Toż nie dziwujmy się wcale, że nawet pobożni królowie lub dostojnicy mimo natłoku spraw, np. św. Ludwik, słuchali codziennie kilku Mszy Św., a czasem do niej służyli, jak św. król Wacław. Nie dziwujmy się, że chrześcijanie pierwszych wieków spieszyli w nocy do podziemnych katakumb na Ofiarę św. nie zważając na to wcale, że ich stamtąd poganie wlekli nieraz na rusztowanie albo tamże zasypywali ziemią. Podobne przykłady spotykamy w dziejach Kościoła i później. Któż i dzisiaj nie czyta z rozrzewnieniem o gorliwości świeżo nawróconych chrześcijan w Chinach, w Korei czy gdzie indziej, na wyspach australijskich; albo komu nie jest znaną pobożność naszych wygnańców na Syberii, którzy ilekroć zjawiał się wśród nich kapłan, spieszyli ze wszystkich stron nieraz kilkanaście mil mimo zawiei śnieżnej i trzaskającego mrozu, by choć raz na rok lub na kilka lat wysłuchać Mszy Św., odprawić spowiedź i przyjąć Ciało Pana. Tak też było po roku 1863, gdy tam przybyli nasi kapłani wygnańcy – unici.


[Wy] nie potrzebujecie się lękać o życie, ani przedzierać przez śniegi i lasy, bo oto w tym małym Rzymie macie wiele kościołów, w każdym zaś po kilka Mszy Św., toż spieszcie do nich skwapliwie nie tylko w niedzielę i święto, bo to jest ścisłym obowiązkiem, ale i w dni powszednie, choćby na jedną Mszę św. Ilekroć zaś jej słuchacie, zachowujcie się tak, jak gdybyście byli na Kalwarii podczas ofiary krzyżowej, a więc miejcie wiarę św. Jana, skruchę Magdaleny, miłość i ofiarność Bogarodzicy. Jeżeli czasem choroba lub obowiązek więzi was w domu czy poza domem, pragnijcie przynajmniej wysłuchać Mszy św. naśladując w tym św. Paschalisa. Kiedy ten jako pastuszek pilnował trzódki swej na polu, zwykł był przenosić się duchem do pobliskiego kościoła i tak słuchać Mszy św. tamże odprawianej. Za to otrzymał od Pana tę łaskę, że pewnego razu, gdy właśnie upadł na ziemię, by uczcić Hostię Najświętszą podczas podniesienia, ukazała mu się taż Hostia w powietrzu, trzymana przez aniołów. Czyńcie podobnie, najmilsi, a więc nie tylko w dni święte, także codziennie rano na głos dzwonu przenoście się myślą do kościoła; jeżeli tam podążyć nie możecie, padajcie w duchu u stóp ołtarzy Pańskich ze sługą Bożym, a nawet obchodźcie w duchu wszystkie kościoły świata, by wysłuchać wszystkich Mszy św. Przede wszystkim miejcie wielką miłość do Najświętszego Sakramentu, jaką w dzień i w nocy miał św. Stanisław Kostka.


Wiedział on nadto, że Pan Jezus nie tylko podczas Ofiary Św., ale nieustannie jest obecny w naszych kościołach, i to nie tylko jako nasz Pan i Król, ale także jako nasz Ojciec, Lekarz, Pocieszyciel i Przyjaciel. Toż o każdej porze dnia, jeżeli tylko miał swobodę, spieszył do Niego niosąc w dani cześć i miłość. Tak czynił już jako uczeń w Wiedniu i nieraz nie kończył obiadu, by natomiast biec do bliskiego kościoła. Jeżeli zaś kościół był zamknięty, rzucał się na ziemię w swojej izdebce i wylewał duszę w modlitwie tak gorącej, że czasem musiał mokrą chustę przykładać do piersi, by złagodzić upał wewnętrzny. Podobnie czynią zawsze dusze znające i miłujące Pana utajonego, a jeżeli weźmiemy do rąk żywoty świętych, wyczytamy tam, że św. Wacław wstawał w nocy i pomimo zimna lub niepogody modlił się pod drzwiami kościoła, a toż samo czytamy o św. Kazimierzu.


Dzięki Bogu, ta miłość nie wygasła, bo i dziś nie masz duszy pobożnej, która by nie pragnęła nawiedzać Najśw. Sakramentu, i święta praktyka adoracji jest rozszerzona po całym świecie. W mieście naszym co parę kroków jest tron sakramentalny Pana Jezusa i nieraz – a w dwóch kościołach nawet codziennie - ukazuje się Pan Jezus na ołtarzu w całym majestacie swej miłości i pokory. Jakże tedy wielką byłaby niewdzięczność wasza, mieszkańcy Krakowa, gdybyście zapominali o Bogu, waszym Gościu. Niestety, są też katolicy, którzy mieszkając w sąsiedztwie Pana utajonego, nie tęsknią za Nim, nie myślą o Nim, nie troszczą się o Niego, a jeżeli czasem przyjdą przed Jego przybytek, to oziębli, rozproszeni, bez miłości, może nawet bez wiary. Toż słusznie mógłby się [On] na nich skarżyć: Przyszedłem do swoich, a swoi Mnie nie przyjęli (J 1, 11). Słusznie też powinni się lękać, by Pan kiedyś nie rzekł do nich w dniu sądu: Byłem więźniem, a nie nawiedziliście Mnie (por. Mt 25, 43), przeto i ja teraz nie znam was.


O najmilsi, nie pozwólcie, aby i was objęła ta skarga. Toż codziennie biegnijcie choć na małą chwilkę do kościoła czy to rano podczas Mszy św. i po południu, by wespół z kapłanem u stóp Pana składać hołdy, dzięki i prośby. Jeżeli tylko zechcecie, chwila wolna się znajdzie, a gdyby w jaki dzień się nie znalazła, naśladujcie wówczas proroka Daniela. Zostając w ziemi babilońskiej na wygnaniu otwierał on po trzykroć na dzień okno swej izby zwrócone w stronę ku Jerozolimie i na kolanach czcił Boga Izraelowego, jakby był w świątyni. Podobnie i wy nie trzykroć na dzień, ale częściej zwracajcie się myślą do stóp Pana utajonego w kościele waszym śląc do Niego swe westchnienia, wylewając przed Nim swą duszę. Toż samo czyńcie, kiedy przechodzicie obok drzwi kościelnych, ilekroć wzrok wasz pada na kościół albo do uszu dolatuje głos dzwonu, [upadajcie] wówczas na oba kolana. Polecam zarazem wszystkim odbywać godzinną adorację choć raz na rok, brać udział w adoracji i procesji cum S[anctissimo], odprowadzać Pana Jezusa do chorego. […]


Przede wszystkim miejcie wszyscy tę wielką miłość do Najświętszego Sakramentu, jaką miał św. Stanisław Kostka. Wiedział on bowiem, że Pan Jezus nie tylko po to został w Najświętszym Sakramencie, by się ofiarować za nas, by odbierać od nas hołdy i prośby i by nas cieszyć i bogacić w dary, ale także by być pokarmem dusz naszych, a przez to te dusze oczyszczać, umacniać i uświęcać. Toż gorącym i nienasyconym jego pragnieniem było, jak najczęściej łączyć się z Panem w Komunii św. Bawiąc w Wiedniu przystępował do Stołu Pańskiego co tydzień, a w takim razie już dzień przedtem gotował się jak najstaranniej i wstrzymywał się od wieczerzy, nazajutrz zaś słuchał na podziękowanie zazwyczaj siedmiu Mszy św. Jeżeli kiedyś nie mógł przyjąć Pana sakramentalnie, przynajmniej tęsknotą i pragnieniem wyrywał się do Niego. Tak czynią zawsze dusze miłujące Pana Jezusa, a im większą jest miłość, tym gorętszy żar je pali za Komunią św.

 

Błogosławiony Józef Sebastian Pelczar, Mowy i kazania 1877-1899, Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 1998, s. 303-307.


DATA: 2017-09-18 09:11
AUTOR: ŚW. JÓZEF SEBASTIAN PELCZAR
 
 
Podziel się:  
 
 
 
drukuj
 
 
 
DOBRY TEKST
0
 
 
 

 
Top Komentowane
 
1
1
1
1
1
 

Nie ma go na naszym portalu?
Napisz! Krótkie komentarze lub felietony - opublikujemy je na Pch24.pl
 
 
REKLAMA
 
 
Święta Rita
Ojciec Pio
Święty Maksymilian
Fatima - orędzie tragedii czy nadziei
Różaniec - ratunek dla świata
 
 

Żaden utwór zamieszczony w Portalu pch24.pl (www.pch24.pl) nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie, bez zgody Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi z siedzibą w Krakowie (Wydawca). Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody Wydawcy jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Prośbę o zgodę należy kierować do Redakcji Portalu na adres [email protected] Zgoda udzielana jest w formie pisemnej lub elektronicznej.

Rozpowszechnianie utworów, po uzyskaniu zgody, możliwe jest tylko pod warunkiem podania bezpośrednio pod publikowanym utworem informacji o źródle pochodzenia (PCh24.pl) oraz odnośnika do strony źródłowej (link z atrybutem rel=”follow”). Zgoda nie obejmuje ilustracji do tekstów. Niniejsza klauzula nie dotyczy użytkowników Portalu, linkujących utwory zamieszczone w Portalu w mediach społecznościowych.

 

Copyright 2017 by
INSTYTUT EDUKACJI SPOŁECZNEJ I RELIGIJNEJ
IM. KS. PIOTRA SKARGI